Wszelkie tematy związane z największym mocarstwem na świecie wzbudzają dużo emocji. W Europie i Kanadzie antyamerykańska propaganda przybiera na sile. Również w Polsce wiele jest głosów, że sojusz z Wujem Samem nie jest dla Polski korzystny. Czy rzeczywiście?
Po 123 latach zaborów i nieistnienia na mapie, jednym z kluczowych czynników dzięki którym państwo polskie odrodziło się w 1918 roku było wsparcie Amerykanów dla idei niepodległego państwa polskiego. Ówczesny prezydent USA, Woodrow Wilson, w amerykańskim planie na porządek międzynarodowy po I Wojnie Światowej uczynił powstanie niepodległego państwa Polskiego jednym z warunków pokoju.
Dlaczego Amerykanom zależało w 1918 roku na przywróceniu Polski na mapę? Powody był praktyczne. Z punktu widzenia USA, należało w Europie środkowej odbudować państwo jakie stanowiło by przeciwwagę dla potęgi Niemiec i Rosji. Pierwsza Wojna Światowa okazała się być porażką dla tych mocarstw. Wiadomo jednak było, że ich siła ekonomiczno-militarna nadal pozostawała ważnym czynnikiem na arenie międzynarodowej. Zbudowanie w Europie środkowej znaczącego państwa, jakim po pierwszej wojnie światowej była Polska, zmieniało równowagę w Europie i dawało nadzieję, że zarówno Niemcy jak i Rosja będą miały w tym rejonie mniej dominującą role.
Aby jak najszybciej przeciwdziałać porządkowi ustanowionemu w 1918 roku, Związek Sowiecki zaatakował nasz kraj już dwa lata później. Jeszcze nie ucichły wybuchy I Wojny Światowej, a Rosjanie już przystąpili do szturmu na Zachód. Nasza gotowość bojowa w 1920 roku przewyższyła jednak możliwości Sowietów.
Po porażkach na początku XX wieku zarówno Niemcy jak i Rosja uczyniły swoimi priorytetami przygotowania do wojny w celu odzyskania mocarstwowej pozycji. Gdy tylko ocenili swoje siły jako wystarczające, przystąpili do ataku. Aby zniszczyć nowonarodzoną Polskę, której powstanie było możliwe dzięki intencjom Amerykanów, w sierpniu 1939 roku Niemcy zawarły z komunistyczną Rosją układ Ribbentrop-Mołotow, który doprowadził do IV rozbioru Polski.
Pomimo klęski Niemiec w 1945, wojna w istocie była również naszą klęską. Wiele mówi się o tym jak to zostaliśmy zdradzeni przez aliantów w 1945 roku najpierw w Teheranie a następnie w Jałcie. I rzeczywiście, oszustwo było dla nas bolesne. Pamiętać jednak trzeba, że gdyby nie Amerykańska ofensywa w Europie, dzięki której Niemcy musiały prowadzić wojnę na kilku frontach równocześnie, Polski do dziś nie byłoby na mapie.
Bez amerykańskiej interwencji w Europie hitlerowskie Niemcy nie przegrałyby wojny. Jedyną kwestią byłaby linia na jakiej przebiegałaby granica między Związkiem Sowieckim okupującym Europę wschodnia a Niemcami okupującymi zachodnia cześć kontynentu.
W skrócie mówiąc, gdy straciliśmy naszą niepodległość na rzecz Niemiec, Austrii i Rosji, odzyskanie naszego państwa możliwe było przede wszystkim dzięki interesom amerykańskim w Europie. Ten sam scenariusz powtórzył się w podczas interwencji zbrojnej amerykańskiej armii na zachodzie naszego kontynentu podczas II Wojny Światowej.
Innymi słowy, gdyby nie zaangażowanie Ameryki w Europie, nie było by dziś Polski. Stwierdzenie to nie jest jakąś opinią, ale prostym wynikiem analizy oczywistych faktów z ostatnich 200 lat. Powstanie silnej Ameryki było kluczowe dla odzyskania przez Polskę niepodległości zarówno w 1918, jak i istnieniu polskiego państwa po 1945 roku.
Równie ważane, a może nawet ważniejsze, były podejmowane przez Amerykanów, na przestrzeni lat, decyzje o zaangażowanie się w sprawy Europy. Dla nas, Europejczyków, postrzegających Europę jako pępek świata, może się wydawać zupełnie naturalne, że każde państwo powinno w swojej polityce międzynarodowej kierować się głownie faktem istnienia Europy. Ten europocentryczny pogląd istnieje jednak tylko na naszym kontynencie. Zarówno w Azji jaki i w Ameryce Północnej, Europa postrzegana jest jako odległy kontynent o średnim znaczeniu ekonomicznym i geopolitycznym. Coś bardziej na kształt muzeum lub unikalnego w skali świata skansenu.
Między innymi dlatego przez pierwszych 100 lat swego istnienia, USA bynajmniej nie postrzegały Europy jako kontynentu kluczowego dla Waszyngtonu. Dopiero rosnąca siła ekonomiczna i militarna USA, z czasem zwiększyła wśród elity amerykańskiej zainteresowanie Europą, jako rejonu geograficznego mogącego sprzyjać rosnącej sile Ameryki.
Na tym zaś skorzystała Polska, której istnienie stało się dla USA korzystne, zapobiegało bowiem zbyt wielkiemu wzrostowi sił innych państw Europejskich.
Obecnie stajemy w sytuacji w jakiej relacje transatlantyckie jeszcze nigdy się nie znalazły – państwa Europy zachodniej, coraz bardziej zdominowane przez społeczności muzułmańskie, staja się w stosunku do Ameryki antagonistyczne. Biorąc pod uwagę tradycyjnie antyamerykańska Rosję, USA szukają nowych sojuszników na naszym kontynencie.
Mając na uwadze te uwarunkowania, państwa z Europy środkowo-wschodniej, jak np. Polska, staja się doskonałymi kandydatami na kluczowych europejskich sojuszników Waszyngtonu. Aby do takiego sojuszu mogło dojść, lub – jak w przypadku Polski, aby taki sojusz umocnić i rozbudować, musi być jednak wola ze strony europejskiego partnera.
Dlatego też aktywne są czynniki niemieckie i rosyjskie mocno pracujące nad uksztaltowaniem opinii w Polsce w sposób, jaki uniemożliwiłby wzmocnienie amerykańskiej obecności w naszym kraju. W efekcie wielu Polaków jest takiemu sojuszowi przeciwna.
Cóż jednak Polsce pozostaje, jeżeli odrzuci współpracę z Amerykanami?
Jakie zdanie o nas i naszym państwie mają Niemcy i Rosjanie przekonywały się wszystkie kolejne pokolenia Polaków przez ostatnich kilkaset lat.
A jeżeli na w pełni partnerskie kontakty z Niemcami i Rosją trudno liczyć, gdzie szukać sojuszników w Europie? Czy po wydarzeniach z 1939 i 1945 roku można liczyć na sojusz militarny z Francją i Wielką Brytanią? Wszyscy wiemy, że jest to pytanie retoryczne. Na dodatek siła militarna tych państw słabnie, a pamiętać trzeba, że z czasem kraje te przejdą na prawo szariatu, co tym bardziej utrudni współpracę z chrześcijańską Polską.
Zatem jedynym praktycznym rozwiązaniem geopolitycznym jest popierane przez Amerykanów Trójmorze, koncepcja oficjalnie promowana przez prezydenta USA już w 2017 roku.
Jak pokazuje ostatnie 200 lat, bez aktywnego zaangażowania USA w sprawy polskie, Rzeczpospolita nie przetrwa. Nie jest to kwestia sympatie i sentymentów, ale prosty rachunek praktycznego rozłożenia sił i interesów geopolitycznych. Silny sojusz z Ameryką to dla nas być albo nie być.
=======