Problem stosunku Polski do USA warunkuje nie tylko naszą politykę zagraniczną, lecz także wewnętrzną. Oskarżanie Polaków o służalczość wobec Waszyngtonu ma być straszakiem, który chłodzi zapał w budowaniu tego sojuszu. Co gorsza, sojusz z USA ma tylko niewielką część trwałą, reszta – i to raczej z winy zmiennych elit amerykańskich – jest na bieżąco redefiniowana. Po stronie polskiej problem też istnieje, ale jest zupełnie inny: mamy gorących zwolenników tego sojuszu i jego mniej lub bardziej ukrytych wrogów, którzy generalnie są aliantami Niemiec i Rosji. Do całego zamieszania dochodzi fakt, że przeciwnicy współpracy z Waszyngtonem, w oficjalnej narracji, nie bronią wejścia w związki z Berlinem czy Moskwą, ale mówią o polskiej lub europejskiej suwerenności.
Do czego USA jest nam potrzebne? Stany Zjednoczone mają najsilniejszą armię świata, zdolną do działania na całym globie. Oznacza to, że sojusz z USA może gwarantować obronę Polski przed każdym możliwym wrogiem. Nie ma innej armii ani żadnego innego państwa gotowych do takich działań. Nie ma i długo nie będzie. Czy Polska nie powinna się sama móc obronić? Powinna starać się mieć taki potencjał. Ale samotność zawsze była przyczyną naszych wielkich klęsk. Silna armia musi być wsparta silnymi sojuszami.
USA są nam potrzebne nie tylko do obrony. Polski interes narodowy polega na budowaniu silnych więzi politycznych i gospodarczych zarówno w Europie Środkowej, jak i atlantyckich. Chodzi o to, żeby nie tylko nie dać się podbić przez ościenne kraje, lecz także nie dać się zdominować. W naszej koncepcji niepodległości obecność USA w Europie jest kluczowa do równoważenia wpływów gospodarczych i politycznych najsilniejszych państw kontynentu. Widać to choćby w polityce energetycznej.
USA może wspierać nas kulturowo i cywilizacyjnie w przeciwstawianiu się tworzeniu z Europy zamkniętego skansenu, w którym źle pojęte ambicje imperialne Berlina prowadzą do stagnacji rozwojowej wszystkich państw Unii Europejskiej. Ale do tego potrzebna jest stabilna polityka USA. O ile elity amerykańskie generalnie zgadzają się z koniecznością utrzymania sojuszu militarnego z Polską, o tyle logiczna i czytelna polityka Waszyngtonu w innych dziedzinach pozostaje ciągle w sferze życzeń. Elity niemieckie, bez względu na zmiany polityczne, zgadzają się co do tego, że należy wspierać lobby niemieckie (wyjątkowo toksyczne) w Polsce. Amerykanie nie wiadomo, co wspierają, i robią to mało konsekwentnie. To zresztą ich główna słabość w tej części świata. Działania administracji amerykańskiej wobec Polski są wypadkową wielu czynników sprawiających w ostateczności wrażenie jakiejś autodestrukcji. Obalenie proamerykańskiego rządu Morawieckiego przez administrację Bidena w ogólnej ocenie można było zaliczyć do politycznego harakiri. Biden wybrał partykularny punkt widzenia świata ponad globalny interes USA. Ale republikanie też nie zawsze przywiązują wagę do swoich sojuszników, woląc potem naprawiać błędy. Zapominają przy tym, że pomyłki są zawsze zbyt kosztowne.
Polacy nie mogą się obrażać na rzeczywistość. USA, mimo swoich mankamentów, spełnia cechy sojusznika. Niemcy nie do końca. W przypadku Berlina można mówić o rywalu, który próbuje uśpić czujność, zapewniając o sojuszu. Historia uczy nas, że Niemcy potrafią być też otwartym i brutalnym wrogiem. USA nigdy nim nie były.
Polacy muszą uczyć siebie i Amerykanów korzystania z sojuszu i jego poszerzania. Sprawa nie jest prosta, a przeciwników wielu. Można się modlić, by po drugiej stronie oceanu myślano podobnie.
Tekst pochodzi z najnowszego wydania "Gazety Polskiej"
o w morde
ruski parch ma nowe konto
kiedy relacja z Tel -Awiwu?
Przy drenażu mózgów nie można też zapominać o Europie, zwłaszcza Centralnej i Wschodniej, duża część sektora IT jest obsługiwana przez Polaków, Rosjan i Ukraińców. W USA, problemy zdrowotne (głównie nadwaga) i wtórny analafabetyzm są wdrażane systematycznie od lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Szkoły amerykańskie, a generalnie zachodnie, zajmują się indoktrynacją i produkcją niewolników, samodzielne myślenie nie jest jeszcze oficjalnie karalne ale to zmierza w kierunku penalizacji w bardzo szybkim tempie. Można to zaobserwować w Polsce, gdzie wprowadza się te wszystkie durnoty "na rympał" żeby się podlizać sorosowskim globalistom, to jest zauważone i ludzie się temu opierają. Na tzw. "zachodzie" było to wprowadzone znacznie wolniej i dlatego niektóre żaby dopiero teraz się orientują, że są gotowane.
Jak zaczną lizać dupę Trampkowi na uczelniach to poziom kształcenia wzrośnie?
Nope, ale Trampek jedną dobrą rzecz zaczął robić, wywalać lewactwo, bo lewactwo jest głównym promotorem ogłupiania studentów i generalnie ludzi, "długa droga przez instytucje" to ich wymysł i to jest wdrażane od lat.
Za późno , co student to komuch nawet o tym nie wie.
Tylko nie o kosmos chodzi, a to że synowie Redneków nie chcą walczyć na lądzie, tak jak onegdaj w Korei, Wietnamie, Iraku.
Wolą myszką i klawiaturą co widać w Iranie i w USA gdzie Trampek jest czarnej dupie.