|
|
To rzeczywiście Pani gmina jest wyjątkowa gdyż w mojej, podwarszawskiej występują w dużym natężeniu patologie, które opisała autorka bloga. W samej Warszawie jest też bardzo źle.Znam dobrze Łódź i tam to już tragedia.
Obiera się dzieci ludziom , którzy stracili pracę , mimo,ze wcześniej gdy ja posiadali wykonywali swoje obowiązki rodzicielskie bez zastrzeżeń.
Zam szczególny przypadek , gdzie Pani sędzia z sadu rodzinnego zaproponowała rodzinie, która dbała o jej ogród i dom ustanowienie dla niej rodziny zastępczej i powierzenie jej kilkoro dzieci w zamian za wykonywanie dotychczasowych prac nieodpłatnie.Uświadomiła tę rodzinę jakie będzie miała korzyści finansowe. Ta rodzina zgodziła się ale jej opieka nad dziećmi pozostawia wiele do życzenia gdyż nie robią tego z przekonania ale dla pieniędzy.Wiadomo jak wygląda kontrola kuratora i sadu nad tą rodzina zastępczą.Tzn jest bardzo ale to bardzo powierzchowna.
Los ludzi nie może zależeć od przypadku, czyjegoś widzimisię , od tego ,ze w jakieś gminie poszczególni przedstawiciele władzy są ludzcy, dbają o interes ludzi powierzonych ich pieczy , a w innej czy bezduszni, obojętni, nie wykonujący swoich podstawowych obowiązków.
Wszyscy mamy być równi wobec prawa i wszyscy jednakowe obowiązki. Nie jest trudno zbadać problem w całej Polsce, zanalizować i podjąć działania , o których pisze autorka. Tyle,ze trzeba tzw. woli politycznej czyli działania władzy centralnej w interesie społeczeństwa a nie aparatu urzędniczego. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann W wielu miastach ( np w Poznaniu) gminy przygotowały kontenery dla bezdomnych, to znaczy dla tych, których usunięto z mieszkań komunalnych aby je przejąć. Klimat Polski różni się nieco od klimatu Kanady, a te kontenery od luksusowych trailerów, o których Pan pisze. Pułapka jest w ogrzewaniu. Jest wyłącznie elektryczne i to w systemie pre paid. Bez ogrzewania metalowy kontener przy -20 to śmierć. Poza tym - trailer też kosztuje. Czasami lepiej byłoby nie eksmitować nie radzącego sobie z opłatami człowieka z jego locum . Czasami jest to jakaś rudera, która potem latami niszczeje. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Obawiam się, że nie. Urzędnicy żyją z pozorowania rozwiązywania problemów, które sami stworzyli. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Szkoda, że potrzebny jest kataklizm, żeby oczyścić tę stajnię Augiasza. Niestety - nec Hercules contra plures. Serdecznie pozdrawiam. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Państwo za rządów PO stało się nie tylko największym biurem pośrednictwa pracy ( jak napisała Rzeczpospolita) lecz gangiem, który bierze wszystko. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Dwójka dzieci z rodziny koło Pucka przypłaciła życiem absurdalny paradygmat systemu opiekuńczego , a mianowicie przeświadczenie, że każda rodzina zastępcza zawodowa jest lepsza od rodziny biologicznej. Jeżeli można dawać pieniądze rodzinie zastępczej, dlaczego nie dać części tych pieniędzy rodzinie biologicznej? Podobno, żeby się nie demoralizowała. A czy robienie sobie z opieki nad cudzymi dziećmi sposobu na życie nie bywa demoralizujące? jak to pokazała rodzina zastępcza, która zamordowała dwójkę cudzych dzieci. W większości przypadków najlepiej jest zostawić w spokoju. |
|
|
tylko dlaczego ciagle ci najbiedniejsi, nie z wlasnej winy, maja placic koszty inzynierii spolecznej, serwowanej przez bezdusznych i bezzmozgowych biurokratow biurkowych, nie sluchajacych sie pracownikow tzw. ulicznych opiekunow?Wlasnie Pani spostrzezenia , wrecz apel sa tego najlepszym dowodem.Moze jakis wlasciwy urzednik przemysli te propozycje.Oby. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Skamienieliny wszystkich krajów łączcie się! Serdecznie pozdrawiam i życzę wszystkiego najlepszego z okazji Świąt. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Integrację realizuje się albo przez dopuszczenie ogólnego " znieczulenia" tak, że ludziom jest wszystko jedno, dużo mówią i donosiciele mają pole do popisu, albo jeszcze gorzej. Zatrudnia się- za spore pieniądze- jakąś firmę ( nazywa się to po staropolsku firma eventowa) i jej pracownicy wymyślają dla naszej firmy atrakcje. Na przykład wspinaczkę, albo zjazd na linie, albo marsz na spiętych łańcuchami nartach.( uczy współpracy). Pewna główna księgowa , osoba starsza i tęga, mówiła mi , że gdyby nie obawa o pracę, (bo zostanie zakwalifikowana jako osoba aspołeczna, albo nie umiejąca podjąć wyzwania) nigdy w życiu nie zjechałaby na linie. Było to dla niej traumatyczne przeżycie. Wolałaby już uczyć się życiorysu Stalina jak to drzewiej bywało na warsztatach integracyjnych. |
|
|
Zabieranie dzieci rodzicom biednym (nie pisze o "patologii") do domu dziecka jest dla mnie działaniem przede wszystkim ideologicznym. Koszty pobytu dziecka w takiej "placówce wychowawczej" (tam to dopiero sa patologie!!!) liczone jako budżet placówki dzielony przez ilość podopiecznych przekraczają 3000 złotych miesięcznie. W znanym mi przypadku - 3700.
Najczęściej jest tak, że tworzą one dług rodziców wobec gminy (skarbu państwa etc.) Znam przypadek, gdy głośna (dzięki telewizji) sprawa została poprzez zmasowaną ofiarność dobrych ludzi doprowadzona do "happy end-u", czyli powrotu trójki spośród pięciorga dzieci do domu. Niestety, telewizja już nie pokazała, że na skutek konieczności spłacania długu za prawie roczny pobyt trójki dzieci w domu dziecka sytuacja finansowa rodziny pogorszyła się drastycznie i trwale. Z jakichś tajemniczych dla mnie powodów biurokracja zostawiła te rodzinę w spokoju, pomimo, że formalnie mieli jeszcze większe powody do "interwencji" niż za pierwszym razem.
A tymczasem kilkanascie procent kosztów pobytu w domu dziecka, udzielone tej rodzinie jako okresowa zapomoga naprawiłoby sytuację. Ba! Nie wtrącanie się też by doprowadziło do poprawy, co można było łatwo stwierdzić.
Dla mnie cała ta "pomoc społeczna to żywa egzemplifikacja kisielowego powiedzenia, że socjalizm bohatersko zwalcza problemy nieznane w innych ustrojach. Wystarczyłoby zadbać, żeby fachowiec zatrudniony na pełnym etacie był w stanie utrzymać rodzinę i zaistniec w niej, jako ojciec i mąż, co nie komponuje się z 10,4 godziny jakie podobno przepracowuje w każdy dzień roboczy przeciętny Polak zatrudniony na umowie o pracę. |
|
|
Pani Izabelo, na co Pani liczy? Na realne i logiczne myślenie urzędnika? Przecież rozwiązany problem jest wrogiem władzy. Bo po cóż ona wtedy? Władza zgodnie z odwieczną zasadą musi dzielić, aby rządzić i sprawny urzędnik czuje to nawet instynktownie.Więc , aby chociaż liznąć śmietanki, do góry problemów musi dołożyć chociaż kamyczek. A wtedy jest obustronnie dobry i obustronnie pogłaskany. Od władzuchny premią (okrojoną oczywiście)i łapóweczką od uszczęsliwionego wybrańca z kolejki. I tak to się kręci.
Przy okazji, lubię Panią za normalność. Niech pod choinką Anioł Stróż podrzuci Pani jeszcze parę pomysłów,które - jak wierzę - Pani na pewno opisze, a ja przeczytawszy je nie poczuję się jedyną skamieliną na składzie materiałów do utylizacji. Pozdrawiam. Krzysztof |
|
|
a nawet marginalny.
Pytania które Autorka stawia - nie ma KTO postawić. NIKT - czyli biurokracja skupia się na
przepisach - zgodne, nie zgodne.
Pytanie zasadnicze - nierozstrzygnięte w żadnej głowie "na wysokościach" - dla kogo państwo?
Czy cel sam w sobie, czy instrument rozwiązywania problemów? system nadzoru podatkowego - czy
instytucja regulująca spięcia - zwarcia na linii człowiek-człowiek? czy narzędzie konfliktowania
- czy wygaszania rozjemczego? czy sprawiedliwość Kalego "prawo dla mnie" - czy aspiracje sprawiedliwości
funkcji społecznych? itd
Mamy nadbudowę (ciągle) ideologiczną - i aparat tej nadbudowy. Państwa nie ma - a nawet jego zamysłu.
Gdy pojawia się pojęcie "państwa" - słyszymy "socjalizm".
Ludzie władzy - upraszczają na swoją miarę.
W tym towarzystwie osiąga zrozumienie jedynie - prawo buszu.
Dlatego nie tylko ten jeden - jest bezdomny. Bezdomni jesteśmy wszyscy -bez domu, bez uwłaszczenia.
Barbarzyńcy plądrują. |
|
|
Cokolwiek się u nas robi, robi się na pokaz. W pracy szczuje się ludzi na siebie przez rok, a potem organizuje wyjazd integracyjny. Tresuje się ludzi w "poprawności politycznej" a potem uczy asertywności. Bojowniczka o równouprawnienie (p. Szczuka), przedrzeźnia w stacji TV, chorą dziewczynę. |
|
|
Mądre, zbyt mądre, by przebiło "nowoczesne" myślenie/działanie. Dopiero autentyczny
kataklizm przywróci jakąś racjonalność. Nawet wtedy leczenie może trwać dekady, cały
czas rosną przecież otumanione generacje i ich "duchowe" autorytety.
Dziękuję za kolejny świetny tekst i serdecznie pozdrawiam. |
|
|
Chce opowiedziec o dwoch mozliwosciach, z jakich skorzystal moj wuj w bogatym kraju jakim jest Kanada. Nie musze dodawac, ze sa to sposoby nieakceptowalne w naszym kRAJu (ze sie posluze pisownia mojego znajomego).
W latach wielkiego kryzysu konca lat 20 ub. wieku, nie mogac znalezc pracy najemnej zglosil sie do agendy rzadu kanadyjskiego po pomoc. Otrzymal ja. Kazdy pelnoletni mezczyzna mogl wtedy otrzymac cwierc mili kwadratowej (prawie 65 hektarow) ziemi do uprawy. W spolszczonej wersji nazywano to "quadra". Drugi taki kawalek wuj wydzierzawil od sasiada, ktory byc moze na farmerstwie sie nie znal lub go nie lubil. To gospodarstwo dalo podstawy do godziwego zycia malzenstwu z piatka dzieci (jako anegdote powiem, ze kiedy moi kuzyni urodzeni w Kanadzie poszli tam do szkoly elementarnej, nauczyciele ze zdziwieniem stwierdzili ze nie mowia po angielsku).
Wuj uprawial ziemie do poznej starosci, potem cale gospodarstwo sprzedal za pokazna siedmiocyfrowa kwote, ktora podzielil rowno miedzy czlonkow swojej rodziny. Sam wraz z zona nabyli za 8.000 dolarow luksusowy "trailer" czyli dom mieszkalny na kolach (cos jak woz Drzymaly) o pow. 65 m2, z dwiema sypialniami, lazienka, ubikacja, kuchnia i salonem. Ustawili go oczywiscie w "trailer park" czyli osiedlu takich domkow. Podlaczono im prad, wode, kanalizacje, telefon, kablowke. Ich miejsce postoju bylo na tyle duze, ze wokol domku uprawiali kwiaty i warzywa. Ogladalem zdjecia, osiedle bylo malowniczo polozone nad jeziorem, mnostwo zieleni i piekna okolica do spacerow. Oprocz mediow moj wuj placil jedynie podatek gruntowy w wysokosci chyba stu dolarow rocznie!
Ile rodzin w Polsce mogloby sie wydobyc z biedy i spod "opieki" pomocy spolecznej, gdyby dostali do uprawy ziemie z zasobow Agencji Nieruchomosci Rolnych? Ile mlodych rodzin zamiast wynajmowac w nieskonczonosc drogie mieszkania na wolnym rynku, moglaby mieszkac godziwie i za grosze w przyczepach czy kontenerach mieszkalnych oszczedzajac te pieniadze na wlasny dom? Jesli takie sposoby sprawdzaja sie w bogatym kraju, to czemu nie u nas? A moze wlasnie dlatego Kanada jest bogata, a nasz kRAJ nie? |