Otrzymane komantarze

Do wpisu: Przeminęło z wiatrem
Data Autor
Z rozbawieniem przeczytalem panski komentarz.Nostalgia i tesknoty za "pieknymi a utraconymi czasami i przywilejami"wyplywajacymi z wlasciwego adresu,stausu spolecznego,Herbu i tym podobnych glupot sprawia , ze wielu z oredownikow tego "raju utraconego" tworzy w swoim zyciu i wokol siebie wirtualna rzeczywistosc i zamienia ja z ta realna.Nie bede sie rozwodzil na ten temat.Rozumiem ,ze w tej wirtualnej rzeczywistosci znajomosc istnienia ksiazki Arystotelesa i Eudemianskiej Etyki wystarcza za jej przeczytanie,do ktorego przy okazji jest niezbedna znajomosc jezykow obcych. Pragne natomiast poddac konstruktywnej krytyce panska opinie:"Arystokraci bywali kosmopolitami, lekkoduchami, hedonistami... A jakie są dzieci tych, którzy walczyli z PRL? To dzieci pokolenia, które łudziło się, że będąc arystokracją słusznej sprawy genetycznie przekazują pociechom ideały, miast powiedzieć im: pamiętaj, nie splam honoru "arystokracji ducha". Dlaczego? Bo PRL zakodował nawet tym ludziom, że "arystokracja" nie brzmi dumnie... Otoz jestem dzieckiem TYCH i rowniez jestem TYM dzieckiem,ktore walczylo z PRL-em.Poza wielokrotnie polamana szczeka w wielu miejscach,pogubionymi zebami (przy okazji)"odbita" od bicia watraba,transfuzja krwi dla uratowania zycia (bo tyle wycieklo),30-letnia banicja,niemozliwoscia kontynuowania w Polsce studiow (braklo 2 lata)w dalszym ciagu uwazam,ze bycie "Arystokratycznym lekkoduchem,Hedonista i kosmopolitom" nie "brzmi dumnie"..I nie mam z tego tytulu najmniejszych kompleksow.W sytuacjach wyboru,bez wachania wybralbym towarzystwo owieczek i baranow,ponad przyjemnosc "towarzyskiego obcowania z "arystokrata" o kalokagathicznej percepcji samego siebie.
Odnajduje siebie w Pani zyciorysie..Mielismy podobne duchowe dziecinstwo..Nie znam pozniejszego Pani zycia.Google sa bardzo powsciagliwe na Pani temat.Wiecej mozna przeczytac o Pani S.P mezu.Przyznam, ze Pani zyciorys i refleksja do ktorej to zalaczam ten moj komentarz sprawila mi wielka ulge.Bowiem pozwala mi pozbyc sie uprzedzen wobec "klasy pasozytniczej",ktore w sobie nosilem przez tyle lat.Mam wielki szacunek do Pani Madrosci i Zrozumienia Tajemnicy Lisa,ktora wyjawial Malemu Ksieciu: "Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu..mozna je tylko zobaczyc sercem"..Dzieki pani,rachunek za niezaplacone poziomki "Rodowych przyjaciol" jest dla mnie wyrownany.Pragne rowniez odpowiedziec na Pani pytanie.Nie..niekoniecznie to musza byc "arystokraci krwi"..bowiem tylko "arystokraci duchowi" moga zapewnic kontynuacje Ducha Narodowego w Testamencie Pokolen a zawierajacego sie w dwoch slowach: "Honor i Ojczyzna" tak gleboko wyrytych w sercu Pani meza i Pani..
Przyznam, ze zaczalem czytac Pani refleksje z irytacja.Irytacja a raczej uprzedzeniem do srodowiska (klasowego) z ktorego Pani sie wywodzi. Ma ono swoje zrodla w moim wczesnym dziecinstwie.Pamietam z lat 60-tych i pozniej,(bedac bardzo mlodym dzieckiem goralskim) ,tych "arystokratow","ziemian" czy "mieszczuchow",ktorzy przyjezdzali w nasze gory na "letnisko"..Trzeba bylo wstac o 4-5 rano (aby przed pojsciem z owcami i krowami na wysoko polozone w gorach pastwisko) zdazyc nazbierac swiezych poziomek,malin,kurek (chanterell) bowiem takie byly wymagania "panockow"..Pamietam ,ze tylko nieliczni doceniali moj wysilek i zaplacili mi przed wyjazdem zgodnie z umowa.Pamietam rowniez lzy mojej mamy jak wielokrotnie po powrocie z "holi" kontestowala ,ze "panocki" wyjechali bez zaplaty za paro-tygodniowy bed & breakfast.Nasze goralskie poczucie honoru i sprawiedliwosci bylo wystawiane na ciezka probe przez tych "lepiej urodzonych" z arystokratycznymi tytulami czy pretensjami do ich posiadania.Mimo wszystko ,zdecydowalem przeczytac Pani refleksje do konca.Przyniosla mi ulge.Tak jak pani,bylem zmuszony nauczyc sie czytac przed pojsciem do szkoly.Moj dziadek byl analfabeta.Cierpial z tego powodu.Bar5dzo go kochalem.Zaproponowalem wiec mu , ze razem bedziemy sie uczyc czytac i pisac.Mialem 5 lat gdy zaczelismy.Przynosil do domu "GONCA NIEDZIELNEGO",ja z nim szedlem do naszego nowego wikarego,ktory czytal mi tytuly artykulow..ja je zapamietywalem i po powrocie do domu sylabizowalem razem z dziadkiem.W wieku 7 lat umialem swietnie czytac i niezle pisac..Dziadek nauczyl sie czytac.Z pisaniem mial problem.Pamietam jak w wieku 11 lat czytalem z "nudow" przy owcach i krowach na hali Tomasza Manna "Czrodziejska Gore" czy cykl ksiazek "W poszukiwaniu Straconego Czasu" Prousta.Ksiazki te i podobne "podsuwal"mi ,moj miejscowy proboszcz.Byl z rodu Sapiechow.Bylem zafascynowany ich trescia. c.d.n
Celarent
Gość w dom, Bóg w dom. Gość choć świnia, ale swoje prawa ma. Nie wiem, czy Polacy sa dziś tolerancyjni.Kiedyś byli. Są gościnni, jak kiedyś - to chciałeś powiedzieć :) w jednym sie zgadzam: byle komu drzwi się nie otwiera a na pewno nie przyjuje się go w salonie i nie ma to nic wspólnego z poniżaniem innych a własną pychą. I nie jest to też sprzeczne z chrześcijanstwem (niestety PRL wyprał z zasad i dobrych obyczajów świeckich a Kościół ma swoich praczy i nieuków edukujących) wystarczy przeczytać Księgę Mądrości. Arystokrata, również ten z arystokracji ducha, wie, że siebie i swój dom trzeba szanować i chronić przed wrogami, brudem, ale i bylejakością. Polski problem polegał po `89 na peerelowskim wychowaniu, praniu mózgów - wszystkich chodzących do polskich szkół i mających kontakt z mediami i in. tubami propagandowymi (też personalnymi). Dzisiejszy polega na tym, że po `89 nie zapisano polskiej Tabula Rasa niczym wartościowym. Nie było etosu "bycia Polakiem" ani wyjaśnienia, co to znaczy. Nie było drastycznych zmian i powrotów. Nie było żadnych powrotów na dobrą sprawę. Wiadomo, nie mogło być. To trzeba było dać ludziom tożsamość. Mógł Kościół, ale dał się uciszyć a potem spokojnie legł na leżance. To dlatego oni "Musieli zginąć" w Smoleńsku, że byli arystokracją - honorową wobec Boga, człowieka, Ojczyzny, że budzili w ludziach poczucie własnej wartości... Z nimi przyszła Polska. Z nimi zgasła. Dziś mamy PRL-bis, bardziej doświadczony, bogatszy i wszechmocniejszy a przy tym bardzo determinowany.
Celarent
Dawniej bycie arystokratą nie wiązało się jedynie z majątkiem i urodzeniem. Arystokraci mieli coś więcej - "podbudowę" w postaci tradycji wychowania, a nie tylko dobrych manier przy stole. Mieściło to w sobie wartości skupiające się w tym, co nazywamy honorem a co, owszem, często wiązane było z poczuciem własnej godności. Honor mieścił w sobie coś, co starożytni Grecy nazywali kalokagathią. Nie dyskutowano o tym na bankietach, ale to było. Nierozerwalne, przenikające się i wzajemnie sie warunkujące: Prawda, Dobro i Piękno. Nie, nie byli ideałami i z realizacją tych wartości różnie bywało, ale potrafiło tzw. towarzystwo odnieść się odpowiednio do wszelkiej maści wykolejeńców, złodziei i oszustów, zboczeńców, awanturników, zdrajców. Ta podbudowa - honor ujawniał się, kiedy trzeba było stanąć po stronie Boga lub Ojczyzny. Dziś, fakt, wielu zapisze się chętnie do nowej arystokracji. By być w elicie. Już są jelita. Potrzebujemy etosu arystokracji rodów, bo: trzeba zwrócić dobre imię tym, których sponiewierano, wrzucono do jednego worka ze zdrajcami i mordercami; trzeba pokazać, że arystokracja to zadanie na pokolenia -zobowiązanie; trzeba szukać wśród mających"podbudowę". To się ma i już. Nie jest się Bolkiem, wykształciuchem, snobem-analfabetą. Można się mylić w ocenach politycznych i innych, ale widząc błąd, zmienić front i przeprosić oponentów, którzy się nie mylili.  Arystokraci bywali kosopolitami, lekkoduchami, hedonistami... A jakie są dzieci tych, którzy walczyli z PRL? To dzieci pokolenia, które łudziło się, że będąc arystokracją słusznej sprawy genetycznie przekazują pociechom ideały, miast powiedzieć im: pamiętaj, nie splam honoru "arystokracji ducha". Dlaczego? Bo PRL zakodował nawet tym ludziom, że "arystokracja" nie brzmi dumnie. Elity tworzą się wokół wartości nigdy w opozycji do nich. Charakteryzuje je otwartość i kultura, sprzeciw wobec niesprawiedliwości i niegodziwości, pęd do prawdy i wiedzy, gotowość do poświęcenia i wierność urodzeniu - Bogu i Ojczyźnie. My mamy elity. Mamy arystokrację. I rodową też. Powinna podnieść głowę wysoko i dać świadectwo pochodzenia i tradycji. Pozdrawiam. Herb Trzywdar.
Cytat: Jestem jak najdalsza od niedoceniania historycznej roli ziemiaństwa i arystokracji. Życie dworu jest mi z sentymentalnych przyczyn bardzo bliskie. Ale czy ktoś widzi chętnych do roli pańszczyźnianego chłopa? *** Piekne. Ale owszem, jest takich sporo chetnych na chlopow panszczyznianych. To ci, ktorzy uwazaja, ze pelne zaufania oddanie sie w rece Niemiec jest wlasnie godnym celem i nirwana Polaka. Ja widze, wchodzenie do komory gazowej i zamykanie za soba drzwi z przepraszajacym usmiechem, ze to tak dlugo trwa. Ta egzekucja wlasnie sie odbywa. Totalne tchorzostwo "na zapas", paralizajace zdolnosc jakiegokolwiek racjonalnego zachowania, przed wielkim Iwanem z pala w reku (bedacym fatamorgana wynikajaca ze strachu): wola destrukcje i smierc niewolnika. Cytat: Ziemiaństwo i arystokracja, a potem inteligencja przeniosły przez cale wieki etos rycerski czyli gotowość do poświęcenia życia w obronie zbiorowości, w której żyli, w obronie narodu. *** Odnosza wrazenie, ze ten etos mial/ ma jeden olbrzymi, slaby punkt. Etos tolerancji (jest nierozlaczna czescia polskiego etosu) rozumiany w ten sposob, ze kazdy obcy ma w Polsce takie same prawa jak my. To jest samobojstwo. Tolerancja znaczy: pozwalam ci zyc u siebie, o ile respektujesz moj pozadek domowy. Jezeli nie.. palaszem przegnac.
Do wpisu: Miejsce przy wigilijnym stole
Data Autor
Izabela Brodacka Falzmann
Są takie teorie, że rodzina gangstera w trzecim pokoleniu cywilizuje się i staje się zacną rodziną kulturalnych koneserów sztuki. Nie jestem przekonana. Nowi ruscy jakoś się nie cywilizują. A nasi rodzimi oligarchowie pomimo pozorów ogłady stosują w życiu społecznym te same bandyckie zasady, które ich wyniosły z nizin społecznych i biedy.
Izabela Brodacka Falzmann
Nie mogłam przeczytać bo brakuje wtyczki. Jutro zainstaluję. Serdecznie pozdrawiam.
Izabela Brodacka Falzmann
Do żłobu Żydomasoni....
Izabela Brodacka Falzmann
To zasada bardzo prosta i skuteczna. Czasami dzieci pytają mnie jak się zachować w tej czy innej sytuacji i same widzą , że różne przepisy savoir vivre z tej zasady się wywodzą. Jeżeli jednak traktować te przepisy  mechanicznie mogą przerodzić się w anty zasady. Gdy przez formy ktoś chce się wyróżnić, albo kogoś innego wykluczyć, czyli stosuje się je aby zrobić bliźniemu przykrość.
Izabela Brodacka Falzmann
Kresowiak kresowiaka zrozumie. Moje ciocie i matka, choć im nic nie brakowało, były wychowywane powiedziałabym po rycersku. Wszystkie doskonale jeździły konno. Matka w wieku 12 lat, w czasie pierwszej ucieczki przed bolszewikami pędziła konno i doiła na ziemie ( żeby nie dostały zapalenia wymienia) kilkadziesiąt krów. Choć jak sama mówiła do 30 lat nigdy nie wyprała sobie nawet bielizny, przetrwała wojnę i przyjęła nowy system bez narzekań i sensacji. U nas w domu nigdy nie mówiło się o pieniądzach, nikt na nic nie narzekał, dla każdego było dobre słowo i pomoc. Czasami trudno tak postępować. Na przykład nie narzekać.
nurt
Proszę, b ł a g a m - kiedykolwiek używacie słowa "demokracja", Z A W S Z E miejcie w pamięci ten fundamentalny esesj: JEAN MADIRAN . Dwie demokracje pdf.christianitas.pl Świateczne podziekowanie Autorce za mądrość, za całe życie z pozdrowieniem / - / S t e i n b a c h
Teresa Bochwic
Nie robic nikomu bez potrzeby przykrości - jaka dobra zasada.
Teresa Bochwic
A jaki jest tytuł wpisu o Baumanie?
Rodzina tez kresowa, mimo ze majatek, wraz aleja topolowa (co to byl za pomysl by sadzic topole na Polesiu!) i wszelkimi zabudowaniami zniknal z powierzni ziemi. Kolejne pokolenia, urodzone w W-wie, ciagle sa wychowywane na zasadzie "prosze bez histerii, prosze sie zmobilizowac i robic co do ciebie nalezy". Czasami trudno!
Izabela Brodacka Falzmann
To znamienne, że takie historie żyją w przekazie ustnym i odgrywają rolę w kształtowaniu postaw młodego pokolenia. W naszej rodzinie panuje kult pracy, szacunek do ludzi bez względu na ich pochodzenie społeczne, lekceważący stosunek do stroju. Być może dlatego, ze jesteśmy rodziną kresową.
Bywali i tacy i tacy. Moich dwoch kuzynow nie utrzymywalo ze soba kontaktu przez lat wiele, poroznili sie o traktowanie chlopow. Jeden, ktory utrzymywal tzw. panskie zwyczaje, potrafil za niesubordynacje chlopa spoliczkowac. Awantura w rodzinie byla ogromna, kiedy zdarzylo sie to publicznie przy jakiejs rodzinnej okazji. Drugi brat, ktory walczyl w 1920 roku wraz z zolnierzami pochodzenia chlopskiego i szacunek okazywal wszystkim - czy to arystokrata, czy to chlop - jednakowy, uznal podobne wyczyny za niezwykle prostactwo i zazadal zadoscuczynienia, albo przynajmniej przeprosin. Historia ta jest opowiadana w rodzinie do dzisiaj, stad ja znam. Przy okazji sporow rodzinnych o wartosci, ;-). Co do Starowieyskiego, to, w rzeczy samej, i zwariowal i bylo mu pewnie wygodnie przyjac modna postawe lewicujacego arystokraty.
Chciałam powiedzieć, że zgadzam się z Panią. A "Pannę Nikt" oglądałam...
Silentium Universi
Jeszcze gorzej to o nich świadczy. Nie mogą się wytłumaczyć, że nie wiedzieli. Zechcieli zapomnieć. Podobno angielska arystokracja, przynajmniej w części, też miała korzenie bandyckie (cromwellowskie). Po kilkuset latach procesy dziejowe (?) wytworzyły z nich prawdziwą arystokrację. Ale teraz te procesy zaczynają biec w przeciwnym kierunku.
Izabela Brodacka Falzmann
Uczyłam w szkole. Mechanizm wykluczania, konsolidowania w ten sposób grupy obserwowałam tyle razy, ze mogłabym napisać doktorat. Dzieci i młodzież mniej wprawne w hipokryzji,  łatwiej obnażają istotę tego mechanizmu- czujemy się lepiej gdy ktoś czuje się gorzej. Polecam " Pannę Nikt" - polski film, ktory obejrzalam przypadkiem przed Świętami.
Izabela Brodacka Falzmann
Co do "Bożej Podszewki." Sądzę, że autorka przypisała ziemiańskim dworom obyczaje zaobserwowane w środowisku, w którym się obracała przez cała życie, to znaczy środowisku lewicowej inteligencji. ( czy pseudo inteligencji). A Starowiejski? Czytałam gdzieś jego wspomnienia o lokajach przynoszących śniadania do łózka. To nietypowe. W dobrych rodzinach nie opowiada się o służbie . To klasyczna dulszczyzna. Ale potem przeczytałam coś jeszcze bardzie dziwnego. Otóż Starowiejski, komentując złe traktowania pensjonariuszy domu starców w Radości napisał ( mam to wycięte), że to ziemiaństwo przeniosło swoje okrutne i obrzydliwe obyczaje do czasów współczesnych. Chyba zwariował. W każdym dworze byli rezydenci, wujkowie ciocie, utrzymywane przez właściciela . Okrutny stosunek do starych krewnych był na wsi ( wycug). Brało to się najczęściej z biedy, ale to fakt. Przyznam, ze sprawdzałam wśród rodzinnych znawców herbarza i rodzin ziemiańskich i arystokratycznych czy Starowiejski i Cywińska nie są matrioszkami. Twierdzili, że nie. Miał chyba rację stary Marks, że byt określa świadomość.
niegodnych towarzystwa jaśnie państwa, wygłaszane są głosem drżącym ze wzruszenia własną dobrością , życzliwościom i mondrościom...:))
Silentium Universi
A potem ta nasza zwycięska lumpenarystokracja tworzy dzieła artystyczne np. "Boża podszewka", zapewne nie wiedząc nawet, że opisują swoje własne środowisko ... notabene, w każdym historycznym filmie amerykańskim widać Stany w roku 20xx a nie np. Francję w roku 16xx. Błogosławionych Świąt. PS. Ponieważ zabrałem się też za Pani wcześniejsze teksty, gratuluję przypowieści o Baumanie. Lepiej jest analizować, niż utajniać.
Do wpisu: Bojkot
Data Autor
Izabela Brodacka Falzmann
Serdecznie dziękuję i przekazuję wzajemne życzenia. Podobno dopiero pod koniec tego cyklu ma się w Polsce coś poprawić. Czy z tego wynika, że PO będzie rządzić jeszcze 5000 lat?
Dużo dobrego dla Pani na święta. Na po świętach też :). Co prawda jutro mamy 21. grudnia 2012--zapowiadana przez Majów zmiana-- ale może jakoś przez to przebrniemy; zwłaszcza że nie musi to być zmiana na gorsze, to jedynie(?) nowy, trwający ponad 5tys. lat, cykl gwiazdowy.