|
|
Izabela Brodacka Falzmann Panie Piotrze, nie pisałam o wyborcach PO. Pisałam o formatowaniu ludzi. Mogę zrezygnować z nazwy leming, bo się już zbyt zużyła i wywołuje określone skojarzenia. Niech będą okrąglacy. Zastanawiam się od dłuższego czasu nad granicami konformizmu. Są one dość płynne. Syn właśnie rezygnuje z rozdziału pracy który miał tytuł "W szponach naukowego przesądu". Pani promotor go do tego łagodnie nakłoniła. Jak można odmówić kobiecie miłej, ładnej i inteligentnej? Przecież nie będzie umierał za głupi rozdział.
Ja też serdecznie pozdrawiam. Do tematu wrócę. |
|
|
Nie chcę być niegrzeczna, ale wydaje mi się , ze sporo wyemancypowanych pań , zwłaszcza celebrytek, powinno poprzestać na posiadaniu zwierzaczków. Co do "cementowania związków" przez zwierzątka, jestem co najmniej sceptyczna. Współpracuje z fundacją opiekującą się psami które często nie "scementowały związku" i "za karę" ich się pozbyto na rzecz schronisk i lasów. Tak więc, jeżeli już - dobrze byłoby cementować związki zwierzaczkami pluszowymi. |
|
|
Pani Izabelo,
Świetny tekst, błędna puenta. Aż głupio pytać wprost - czy naprawdę wierzy Pani, że wyborcy PO (oboje wiemy, że nie pisze Pani o gryzoniach) to wyłącznie głupcy i łajdacy, w najlepszym wypadku konformiści? Ciekaw jestem do której grupy zalicza Pani mnie. Przypomnę Pani, że ja nie sympatyzuję z PO, odczuwam tylko nieznacznie mniejszą antypatię niż do drugiej partii. Głosuję trzymając chusteczkę przy nosie.
Pozdrawiam serdecznie (mogę się z Panią kłócić, ale nie mogę Pani nie lubić) |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Bardzo lubię zwierzęta. Ale nie pozwoliłabym sobie na wygłaszanie takich bredni nawet w stanie znieczulenia. Odkąd to zresztą aktorki wyznaczają standardy? Powinny ładnie wyglądać i zająć się uczeniem na pamięć roli. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Pamiętam ze swojej szkoły średniej, że sympatia do Rodziewiczówny była -nazwijmy to - wykluczająca towarzysko. Ja bardzo lubiłam "Lato leśnych ludzi" i nie mogłam pojąć co moje koleżanki w niej odpycha. Zrozumiałam potem. Była to dobra szkoła z tradycjami, która stała się szkołą bananowej młodzieży . Obecnie nasz establishment też kształci dzieci w szkołach Opus Dei. Moje koleżanki rządziły się resentymentem do wszystkiego co ziemiańskie, staropolskie jednocześnie wyznaczając standardy mody na egzystencjalizm ( bardziej czarne swetry niż lektury) . Takie to były czasy. Ciekawa jestem jak w tych szkołach Opus Dei progenitura władców III RP godzi antykatolicyzm rodziców z duchem szkoły. |
|
|
był TV gdzie "leciał" jakiś program z udziałem Doroty Welman, Ewy Kuklińskiej, Edyty Herbuś,Katarzyny Lengren i aktorki młodszego pokolenia. Był tam też jakiś mężczyzna znany z okładek ale się nie odzywał więc jego nazwisko nie było napisane.Państwo rozmawiali na temat:"Zwierzę bardziej scala związek niż dziecko?" I ci, już bardzo dorośli ludzie, z całą powagą wygłaszali opinie potwierdzające zawartą w temacie tezę!Pomyślałam sobie jaką moc ma Szatan! Ludzie znani z imienia i z nazwiska muszą publicznie POTWIERDZIĆ,że człowiek nic nie znaczy...że pies jest lepszy niż człowiek.Pisarka Katarzyna Lengren powiedziała nawet, że człowiek z dziecka nie ma żadnej korzyści. A z kota np, tak bo on przynajmniej człowiekowi nie odpysknie...Pogratulowałam sobie po raz kolejny mądrej decyzji podjętej 7 lat temu: wyrzucenia telewizora ze swojego domu! |
|
|
I niestety zaczęło się to wszystko co najgorsze dla Polski i Polaków w tamtych dniach, gdy niejaki Mazowiecki został premierem RP. I bardzo szybko antypolska gebelsowsko-stalinowsko-banderowsko-szechterowska kloaka pokazała czyje interesy są najważniejsze. Kto ma być nową sektą panów, a kto niewolników. A naród zastraszony, bezrobotny, upokarzany. Coraz bardziej niepiśmienny. Ortografia koszmarna. Kaligrafia umiejętność zapomniana. Jakim cudem te tysiące niedouczonych młodych ludzi zdaje maturę. Ale cóż, do prostych prac, znajomość np. powieści Rodziewiczówny, wierszy Norwida, czy macierzy nie jest potrzebna. A wzorce. Niedouczony historyk od bulu i bigosu. Drugi niedouczony trampkarz historyk od nienormalności. Plus sekta paserów i szmalcowników bielecko i bonipochodnych, wspierana przez wojewódzkie miernoty i anomalie od bytu świńskiego ryja z Biłgoraja. Ale warto aktywnie walczyć o lepszą polską młodzież tak jak Pani to pięknie czyni. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Na elektronice i na elektrycznym była na poziomie najwyższym. Ale nawet na SGH były dwa lata matematyki. Pierwszy rok podstawy, drugi - statystyka. Potem ekonometria. Metoda simpleks (programowanie liniowe), macierz transportu- liczone na piechotę były dość pouczające. Teraz liczy to arkusz. Może to i dobrze, że jest łatwiej ale przypomina mi to praktykę szkoły amerykańskiej gdzie uczeń dostaje kalkulator rysujący funkcje punkt po punkcie. Uczniowie potrafią wklepać y= x2 i czekać na wykres."A co zrobisz jak kalkulator się zepsuje?"- pytam delikwenta. "Kupię nowy"- odpowiedź. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Napisał do mnie były student od którego słyszałam o błędzie 6 metrów. Okazało się, że kolegom po zrobieniu cyklu wokół obmierzanej dolinki różnica poziomów wyszła właśnie 6 m. A pomiary powinny się przecież zamknąć. Koledzy byli tak naiwni, że poszli z tym do prowadzącego, ale nie przeszło. Co potem nie wie.Może oszukali może mierzyli jeszcze raz. |
|
|
szara_komórka Zdradzę Pani, że ja LO o rachunku różniczkowym i całkach dowiedziałem się dopiero na studiach. Moi koledzy po technikach już byli po. Nie przeszkodziło to temu, że matematykę miałem zwykle zaliczoną na 5 (a na wydziałach elektrycznych była na niezłym poziomie). W pracy zawodowej niewiele z niej korzystałem i teraz z tej wyższej matematyki niewiele już pamiętam, ale jeszcze jak pracowałem, kolega z pracy (po fizyce i matematyce uniwersyteckiej) podsyłał mi zadania (geometria!) syna przygotowującego się do matury.
"Lepiej mniej a dobrze i dokładnie".
Kalkulatory, komputery, brak nauczania logiki zabijają w uczniach zdolność myślenia i wnioskowania. ( Nigdy nie wiedziałem ile wynoszą funkcje trygonometryczne podstawowych kątów, po prostu potrafiłem je sobie wyliczyć).
To próbuję wpoić moim wnuczkom. I nie chodzi tu tylko o matematykę. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Testy sprawdzają wyłącznie umiejętność rozwiązywania testów. Ludzie podchodzą do nich pragmatycznie czyli konformistycznie. Żeby się dostać na uczelnię trzeba posiadać tę nikomu nie potrzebną sprawność. Więc ją ćwiczą. Gdyby kryterium był skok na główkę z 10 metrów do basenu- ćwiczyliby skok do basenu. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Dziękuję. Ja też tak myślę. Byle do wiosny. Może coś się zmieni. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Właśnie- najtrudniej wyznaczyć granice konformizmu. Moim zdaniem konformistyczne decyzje w sprawach błahych, nawet konieczne, odrobinę znieczulają moralnie. Łatwiej wtedy o konformizm w sprawach poważnych, albo o nie odróżnianie rangi spraw. |
|
|
Wg mnie posługiwanie się testami przy egzaminach jest wprawdzie wygodne dla sprawdzających, ale ogłupia egzaminowanych. Mam na myśli każdy etap nauki i każdą dziedzinę. |