Otrzymane komantarze

Do wpisu: Dlaczego jestem złym chrześcijaninem
Data Autor
Izabela Brodacka Falzmann
Mile mi takie wspólnictwo:)
Izabela Brodacka Falzmann
Ja też wolę nie oceniać bez istotnej przyczyny. Interweniuję tylko gdy muszę i to bardzo niechętnie. Na przykład gdy ktoś katuje psa. Nie zwracam uwagi na telefony dzwoniące w Filharmonii , na papierki rzucane na ziemię, na nocne hałasy w domu. Pozdrawiam.
Izabela Brodacka Falzmann
Ja miałam szczęście, że moim proboszczem ( parafia Św Barbary) był ksiądz prałat Stefan Kośnik. Wielki znawca prawa kanonicznego, świetny gospodarz i bardzo skromny, dobry człowiek. Tego że był krewnym kardynała Wyszyńskiego dowiedziałam się na Jego pogrzebie. Pamiętam, że przy ustalaniu terminu chrztu ojciec chrzestny jednego z moich dzieci  wyrwał się z sakiewką. Zniecierpliwiony ksiądz Kośnik powiedział : " jeżeli pan odczuwa taką gwałtowną potrzebę- w kościele są skarbonki". Zawsze był skory do pomocy potrzebującym wsparcia duchowego i nie tylko duchowego.
Izabela Brodacka Falzmann
Prawo do obrony jest dla mnie oczywiste intuicyjnie. Nadstawianie drugiego policzka najłatwiej proponuje się komuś. To znaczy łatwo nadstawia się policzek w cudzym imieniu i bije w cudze piersi. Pozdrawiam.
Izabela Brodacka Falzmann
Wiadomo, ze są Marie i Marty. Tak się składa, że zawsze przypada mi rola Marty. Pewnie lepiej gotuję niż myślę. Lepiej - nie koniecznie znaczy dobrze. Ale zdarzało mi się robić faszerowane papryki na ognisku na 20 osób , gdy wszyscy kontemplowali piękno natury. Pozdrawiam.
Miłuj bliźniego swego jak siebie samego.NIE bardziej! Pozdrawiam.
Ciekawy jestem, czy można spotkać ludzi podobnych, do opisanego przez Victora Hugo, biskupa Myriela?
Niedawno(nie po raz pierwszy), robiąc rachunek sumienia, poddałam wątpliwościom własny obiektywizmu przy ocenie innych ludzi, kontestowałam też samo "osądzanie" ludzi. W rozmowie ze znajomym księdzem, usłyszałam, m.in., że chrześcijanin nie może oznaczać- "ślepy i głuchy"... Jednak, coraz częściej milknę, starając się opiniować tylko w kwestiach istotnie doniosłych, np. piętnując publicznych demoralizatorów. Pozdrawiam Autorkę.
Teresa Bochwic
Skojarzyło mi się to z księżmi, którzy wznosząc wysokie "c" podczas kazań, udają że nie widza, ze na ławkach siedza dziesiatki duzych dzieci i sporych chłopaków, gdy obok ledwie stoją 60-letnie kobiety i starzy panowie. Zawsze ide do księdza, zwrocić mu na to uwagę, a on na to, ze "uduchowienie" im pomaga stać i podobne brednie. czegóż więc spodziewać się od zdemoralizowanych młodych spryciarzy, podtrzymywanych w swoim grzechu przez światobliwych kapłanów? Jednak to coś dziwnego, zawsze postawą chrzescijanina było niesienie pomocy, nawet idiotycznej, potrzebujacym, a więc tych potrzebujacych dostrzeganie. Zaraza w Pałacu Sprawiedliwości siegnęła najgłębszych pokładów oporu. Malo że zla chrześcijanka z Pani (ze mnie też), to jeszcze źle dzieci wychowała (ja też).
Wiara bez uczynków jest martwa.Jk2.Tylko tyle i aż tyle.Pozdrawiam Panią serdecznie.
Coz, zapewne komentarz tzw. uduchowionych chrzescijan moglby byc taki, ze przyjela Pani postawe biblijnej Marty, a oni "te lepsza czastke wybrali". Zdarzylo mi sie wlasnie opuscic grupe Oazowa z tegoz wlasnie powodu - tak bardzo byli kwietystyczni, ze nie imali sie prozaicznych czynnosci dobroczynnych, woleli wzniosle rytualy. Tymze uduchowionym warto przypomniec fragment jednego z grypsow pplk. Lukasza Cieplinskiego do syna - "Bądź katolikiem to znaczy pragnij poznać Wolę Bożą, przyjmij ją za swoją i realizuj w życiu. Katolik to nie niedołęga, ale zdolny, przedsiębiorczy, służący dobru i walczący ze złem". A co intencji - te tez wazne, ale zbalansowane przez czyn. Same intencje to za malo, a przypadkowo dobry czyn, nawet jezeli wzniosly, nie przysparza nam splendoru. A swoja droga, kiedy wreszcie jakis dobry teolog odklamie ten przyslowiowy drugi policzek. Brak dobrego tlumaczenia i brak wyjasnienia w ramach kontekstu kulturowego tegoz fragmentu Ewangelii powoduja, ze chrzescijanin czesto przyjmuje role idiotycznej ofiary, ktora niewiele ma wspolnego np. z rzeczywista ofiara o. M. Kolbe. Pozdrawiam, i dziekuje za promowanie zdrowego rozsadku - to cenna cnota!
Do wpisu: Jak hartuje się leming
Data Autor
Izabela Brodacka Falzmann
Panie Piotrze, nie pisałam o wyborcach PO. Pisałam o formatowaniu ludzi. Mogę zrezygnować z nazwy leming, bo się już zbyt zużyła i wywołuje określone skojarzenia. Niech będą okrąglacy. Zastanawiam się od dłuższego czasu nad granicami konformizmu. Są one dość płynne.  Syn właśnie rezygnuje z rozdziału pracy który miał tytuł  "W szponach naukowego przesądu". Pani promotor go do tego łagodnie nakłoniła. Jak można odmówić kobiecie miłej, ładnej i inteligentnej? Przecież nie będzie umierał za głupi rozdział. Ja też serdecznie pozdrawiam. Do tematu wrócę.
Nie chcę być niegrzeczna, ale wydaje mi się , ze sporo wyemancypowanych pań , zwłaszcza celebrytek, powinno poprzestać na posiadaniu zwierzaczków. Co do "cementowania związków" przez zwierzątka, jestem co najmniej sceptyczna. Współpracuje z fundacją opiekującą się psami które często nie "scementowały związku" i "za karę" ich się pozbyto na rzecz schronisk i lasów. Tak więc, jeżeli już - dobrze byłoby cementować związki zwierzaczkami pluszowymi.
Pani Izabelo, Świetny tekst, błędna puenta. Aż głupio pytać wprost - czy naprawdę wierzy Pani, że wyborcy PO (oboje wiemy, że nie pisze Pani o gryzoniach) to wyłącznie głupcy i łajdacy, w najlepszym wypadku konformiści? Ciekaw jestem do której grupy zalicza Pani mnie. Przypomnę Pani, że ja nie sympatyzuję z PO, odczuwam tylko nieznacznie mniejszą antypatię niż do drugiej partii. Głosuję trzymając chusteczkę przy nosie. Pozdrawiam serdecznie (mogę się z Panią kłócić, ale nie mogę Pani nie lubić)
Izabela Brodacka Falzmann
Bardzo lubię zwierzęta. Ale nie pozwoliłabym sobie na wygłaszanie takich bredni nawet w stanie znieczulenia. Odkąd to zresztą aktorki wyznaczają standardy? Powinny ładnie wyglądać i zająć się uczeniem na pamięć roli.
Izabela Brodacka Falzmann
Pamiętam ze swojej szkoły średniej, że sympatia do Rodziewiczówny  była -nazwijmy to - wykluczająca towarzysko. Ja bardzo lubiłam "Lato leśnych ludzi" i nie mogłam pojąć co moje koleżanki w niej odpycha. Zrozumiałam potem. Była to dobra szkoła z tradycjami, która stała się szkołą bananowej młodzieży . Obecnie nasz establishment też kształci dzieci w szkołach Opus Dei. Moje koleżanki rządziły się resentymentem do wszystkiego co ziemiańskie, staropolskie jednocześnie wyznaczając standardy mody na egzystencjalizm ( bardziej czarne swetry niż lektury) . Takie to były czasy. Ciekawa jestem jak w tych szkołach Opus Dei progenitura władców III RP godzi antykatolicyzm rodziców z duchem szkoły.
był TV gdzie "leciał" jakiś program z udziałem Doroty Welman, Ewy Kuklińskiej, Edyty Herbuś,Katarzyny Lengren i aktorki młodszego pokolenia. Był tam też jakiś mężczyzna znany z okładek ale się nie odzywał więc jego nazwisko nie było napisane.Państwo rozmawiali na temat:"Zwierzę bardziej scala związek niż dziecko?" I ci, już bardzo dorośli ludzie, z całą powagą wygłaszali opinie potwierdzające zawartą w temacie tezę!Pomyślałam sobie jaką moc ma Szatan! Ludzie znani z imienia i z nazwiska muszą publicznie POTWIERDZIĆ,że człowiek nic nie znaczy...że pies jest lepszy niż człowiek.Pisarka Katarzyna Lengren powiedziała nawet, że człowiek z dziecka nie ma żadnej korzyści. A z kota np, tak bo on przynajmniej człowiekowi nie odpysknie...Pogratulowałam sobie po raz kolejny mądrej decyzji podjętej 7 lat temu: wyrzucenia telewizora ze swojego domu!
I niestety zaczęło się to wszystko co najgorsze dla Polski i Polaków w tamtych dniach, gdy niejaki Mazowiecki został premierem RP. I bardzo szybko antypolska gebelsowsko-stalinowsko-banderowsko-szechterowska kloaka pokazała czyje interesy są najważniejsze. Kto ma być nową sektą panów, a kto niewolników. A naród zastraszony, bezrobotny, upokarzany. Coraz bardziej niepiśmienny. Ortografia koszmarna. Kaligrafia umiejętność zapomniana. Jakim cudem te tysiące niedouczonych młodych ludzi zdaje maturę. Ale cóż, do prostych prac, znajomość np. powieści Rodziewiczówny, wierszy Norwida, czy macierzy nie jest potrzebna. A wzorce. Niedouczony historyk od bulu i bigosu. Drugi niedouczony trampkarz historyk od nienormalności. Plus sekta paserów i szmalcowników bielecko i bonipochodnych, wspierana przez wojewódzkie miernoty i anomalie od bytu świńskiego ryja z Biłgoraja. Ale warto aktywnie walczyć o lepszą polską młodzież tak jak Pani to pięknie czyni.
Izabela Brodacka Falzmann
Na elektronice i na elektrycznym była na poziomie najwyższym. Ale nawet na SGH były dwa lata matematyki. Pierwszy rok podstawy, drugi - statystyka. Potem ekonometria. Metoda simpleks (programowanie liniowe), macierz transportu- liczone na piechotę były dość pouczające. Teraz liczy to arkusz. Może to i dobrze, że jest łatwiej ale przypomina mi to praktykę szkoły amerykańskiej gdzie uczeń dostaje kalkulator rysujący funkcje punkt po punkcie. Uczniowie potrafią wklepać y= x2 i czekać na wykres."A co zrobisz jak kalkulator się zepsuje?"- pytam delikwenta. "Kupię nowy"- odpowiedź.
Izabela Brodacka Falzmann
Napisał do mnie były student od którego słyszałam o błędzie  6 metrów. Okazało się, że kolegom po zrobieniu cyklu wokół obmierzanej dolinki różnica poziomów wyszła właśnie 6 m. A pomiary powinny się przecież zamknąć. Koledzy byli tak naiwni, że poszli z tym do prowadzącego, ale nie przeszło. Co potem nie wie.Może oszukali może mierzyli jeszcze raz.
szara_komórka
Zdradzę Pani, że ja LO o rachunku różniczkowym i całkach dowiedziałem się dopiero na studiach. Moi koledzy po technikach już byli po. Nie przeszkodziło to temu, że matematykę miałem zwykle zaliczoną na 5 (a na wydziałach elektrycznych była na niezłym poziomie). W pracy zawodowej niewiele z niej korzystałem i teraz z tej wyższej matematyki niewiele już pamiętam, ale jeszcze jak pracowałem, kolega z pracy (po fizyce i matematyce uniwersyteckiej) podsyłał mi zadania (geometria!) syna przygotowującego się do matury. "Lepiej mniej a dobrze i dokładnie". Kalkulatory, komputery, brak nauczania logiki zabijają w uczniach zdolność myślenia i wnioskowania. ( Nigdy nie wiedziałem ile wynoszą funkcje trygonometryczne podstawowych kątów, po prostu potrafiłem je sobie wyliczyć). To próbuję wpoić moim wnuczkom. I nie chodzi tu tylko o matematykę.
Izabela Brodacka Falzmann
Testy sprawdzają wyłącznie umiejętność rozwiązywania testów. Ludzie podchodzą do nich pragmatycznie czyli konformistycznie. Żeby się dostać na uczelnię trzeba posiadać tę nikomu nie potrzebną sprawność. Więc ją ćwiczą. Gdyby kryterium był skok na główkę z 10 metrów do basenu- ćwiczyliby skok do basenu.
Izabela Brodacka Falzmann
Dziękuję. Ja też tak myślę. Byle do wiosny. Może coś się zmieni.
Izabela Brodacka Falzmann
Właśnie- najtrudniej wyznaczyć granice konformizmu.  Moim zdaniem konformistyczne decyzje w sprawach błahych, nawet konieczne, odrobinę  znieczulają moralnie. Łatwiej wtedy o konformizm w sprawach poważnych, albo o  nie odróżnianie rangi spraw.
Wg mnie posługiwanie się testami przy egzaminach jest wprawdzie wygodne dla sprawdzających, ale ogłupia egzaminowanych. Mam na myśli każdy etap nauki i każdą dziedzinę.