Otrzymane komantarze

Do wpisu: Jak to się robi w Otwocku
Data Autor
Izabela Brodacka Falzmann
Miejmy nadzieję, że to ostatnie podrygi zdychającej ostrygi, ale chłopcy nie odpuszczą. Bez ceremonii chcą wyrwać co się da. Pod różnymi pretekstami przejmowane są nieruchomości. Tak jak Pan pisze, na przykład uzdrowisko Inowrocław ze wszystkim, z tężniami, budynkami , gruntami zostało sprzedane za 5 milionów jakiemuś peowiakowi. Podobno sprzęt w gabinecie rehabilitacji jest więcej wart. Peowiak zarabia teraz na kontraktach z NFZ ale nie o to chodzi. Sprzedaje grunty, urządza koncerty, wynajmuje punkty usługowe. A w Warszawie w domkach na Jazdowie, z których wyprowadzono lokatorów pod pretekstem samowolnych przeróbek założono ni mniej ni więcej tylko KIBUC. Tak. Mam zamiar o tym wszystkim szerzej napisać.
Izabela Brodacka Falzmann
Nie dziwię się, jest mi bardzo miło. Pozdrawiam serdecznie.
Stan
Co za szambo robią ci POpaprańcy w naszym ukochanym kraju.Boże, Ty to widzisz i nie grzmisz? Pani Izabelo,jest Pani Wielka.Dziękuję.
Od dawna obserwuje co prawda powierzchownie proces przejmowania placówek medycznych przez lokalną sitwę. Ma to wielowymiarowy cel. Pierwszy to przejęcie wyremontowanych i doposażonych z podatków rozkręconych placówek za ułamkową wartość. Dwa: zamiana placówek na coś innego np. ośrodek wypoczynkowy, hotel dla znajomych królika. Po trzecie bedzie cały czas ubywało środków na leczenie w ramach NFZ więc publiczne osrodki bedą drażniły obywateli, ze ich nie chca leczyć z braków kontraktów. W przypadku prywatnego osrodka takie roszczenia staja się bezpodstawne.
marsie
Pani Izabelo, kocham Panią, ale dlaczego Pani się dziwi?
Do wpisu: Ginące słowa: szaber
Data Autor
Izabela Brodacka Falzmann
W czasach PRL moi znajomi ( byli) ze sfer literackich zawieźli mnie do pewnego dworku w okolicach Warszawy. Dwie staruszki, ziemianki prowadziły coś w rodzaju nieformalnej knajpki. Podawały różne potrawy na pięknej zastawie. Do dziś zapamiętałam, że był to móżdżek w kokilkach. Powiem, że bardzo mnie to zabolało. odebrałam to jako formę prostytucji. Literaci nasładzali się atmosferą i wyraźnie cieszyło ich, że posługują im byłe ziemianki. Byłam wstrząśnięta tym, że dla chleba biedne staruszki muszą czy chcą posługiwać rozpartym w ich fotelach - powiedzmy- socrealistom. Traktuję te ostatnie słowo jako obelgę.
W owych wspomnianych latach 60-tych, moja dobrze ustawiona matka wpadła na pomysł kupna i odrestaurowania jakiegoś starego dworku. Jeździłyśmy wtedy po okolicach Warszawy i oglądałyśmy różne mniej lub bardziej zdewastowane obiekty. Dwory do obejrzenia wskazywała konserwator zabytków p. Izabela Galicka odkrywczyni obrazu Francisco Goyi na malutkiej plebanii. Nota bene obraz zaraz po odkryciu zniknął jak kamfora ... Oglądane dwory i dworki najczęściej "własność" pegieerów były zwykle mocno zdewastowane i remont ich był poza zasięgiem mojej matki. Niewiele Lepiej wyglądały tzw resztówki. O każdym z tych miejsc można by napisać książkę. Na wyobraźnię dziewczynki, którą wtedy byłam, działały poniewierające się gdzieniegdzie fragmenty zabawek, nart a raz- resztki malutkiego, kiedyś pewnie czerwonego siodła na kucyka. Jedną z wizyt zapamiętałam szczególnie. Było to gdzieś w okolicach Wiązownej. Piękny dwór był bardzo zniszczony. Połowa dachu zapadła się zupełnie. Większość okien była powybijana. Po parku zostały pnie ściętych drzew i dziko rosnące krzewy bzu i jaśminu. W tej ruinie jakimś cudem egzystowała bardzo stara schorowana pani. Oczywiście o kupnie tak zdegradowanego budynku matka nawet nie pomyślała, ale widząc wokół zalewane wodą piękne meble, obrazy i gnijące stare książki, zaproponowała właścicielce kupno choćby ich części. Stara pani popatrzyła smutno i rzekła: "Ja wiem ile one są warte. Mogłabym sprzedać je w "Desie". Sporo było też chętnych poza panią. Nie sprzedam ich. Nie chcę żeby trafiły w ręce ....hmmm... w złe ręce. Ja umieram, dom umiera, wszyscy już umarli z mojej rodziny. Te wszystkie rzeczy które były częścią tamtego świata - powinny też umrzeć" Zapewne tak to się właśnie skończyło. Czy tamta pani miała rację?...
Izabela Brodacka Falzmann
Masz rację, ja też pamiętam wozy z cegłą na odbudowę stolicy. Była wśród nie cegła gotycka z klinkierem. Zastanawiałam się zawsze co rozebrano w tym celu. W Holandii, we Francji można znaleźć na pchlich targach rzeczy ewidentnie wywiezione z Polski. Jedyna rada- odkupić. Widziałam portrety podpisane polskimi nazwiskami. Zapewne wywieźli je szeregowi Niemcy jako łupy wojenne. A ile uległo zniszczeniu i spaleniu. Na Mazurach w rewanżu władze PRL likwidowały ślady niemieckie wysadzając pałace . Na przykład pałac w Pomielinie nad Jeziorakiem. Najpierw mieszkali w nim robotnicy z PGR, potem zdewastowano linię elektryczną, a potem pałac. Było to w latach 70- tych. Nie miało żadnego sensu.
Izabela Brodacka Falzmann
Doświadczenie uczy, że nie kupując od szabrowników skazujemy te przedmioty na zagładę. Gdyby na Białorusi był rynek na wyszabrowane w dworach i pałacach przedmioty przetrwałyby zapewne do dziś. A z drugiej strony mój mlecznik z napisem Bunzlau na pewno zostałby dawno wyrzucony na śmietnik gdyby nie moja troska o ten przedmiot. Jest trochę wyszczerbiony. Nie ma żadnej realnej wartości. Oczywiście, że wolałabym oddać go właścicielom, ale na to nie ma szans. Uświadommy sobie, że największym szabrownikiem był po wojnie PRL i jego instytucje. Muzeum Narodowe gromadziło i oddawało w ręce prominentów skradzione dobra. Lista depozytów jak pisałam zaginęła. Czerwona nomenklatura posiada cudze portrety, do ktorych dorabia legendy o rzekomych przodkach i cudze meble i naczynia. Ja też krzywiłam się na bric-à-brac u Strumiłły ale zmieniłam zdanie po wizycie w Mankiewiczach. Szkoda, że dla tubylców na Białorusi te wszystkie przedmioty wydawały się bez wartości i je powyrzucali czy zniszczyli. Mówią o tym z całą otwartością. Przeszli niewyobrażalną nędzę za czasów sowieckich. Za Łukaszenki jest im dobrze. "Zawsze może być gorzej"- mówią. Przy takiej filozofii życiowej trudno troszczyć się o zabytki. Ale i tak odbudowali Nieśwież i Mir. Remontują kościoły i cerkwie. Tyle, że nie bardzo mają czym wypełnić te obiekty. Dlatego nasi historycy sztuki marudzą. Chcieliby konsultować remonty i scenografię wnętrz. Białorusini tego nie chcą. Są świadomi swoich ograniczeń.
jazgdyni
Witaj Izo! Dwa sprzeczne stanowiska: - ocalić od zapomnienia, - kupowanie od szabrowników czyni z nas pasera. Często gęsto nie jest to już nabywanie od szabrownika, bo dobra dworskie były rozkradane w czasie wojny i tuż po wojnie. Już w latach 60-tych i 70-tych trudno było wyśledzić cały łańcuch kolejnych posiadaczy. Oczywiście, było to możliwe w przypadku dzieł sztuki. Ale muszę Ciebie zapewnić, że wszystkie te naprawdę wartościowe, wyszabrowane w Polsce, są już daleko poza granicami. Niemcy, Austria, Holandia i Szwecja. Nawet Włochy. Tam właśnie mój przyjaciel z dzieciństwa, dr Józiu Grabski ( irsa.com.pl ), zdobywa na powrót dla Polski rozkradzione dobra narodowe. Co pozostało w kraju? Marne skorupki, jakieś oleodruki, trochę sreber i tyle. Czy pozostawiać takie np. miśnie, czy ćmielowy w rękach nieświadomych posiadaczy? Nie wydaje mi się, że to najlepsze wyjście. To są małe cudeńka, które powinny znaleźć posiadacza, który potrafi je docenić. I obdarzyć należnym szacunkiem, dając tym gwarancje, że nie zostanie coś zniszczone, lub bezrozumnie wyrzucone na śmietnik. Pozdrawiam serdecznie
Izabela Brodacka Falzmann
To ciekawe. Chciałbym wiedzieć. Może wybiorę się żeby to ustalić. 
Proponuję Pani udanie się do Sztokholmu - Muzeum Narodowe. Na co drugim eksponacie można by zawiesić karteczkę - WYWIEZIONO Z POLSKI. Do ustalenia pozostaje kiedy wywieziono.
Do wpisu: Goście Nieborowa
Data Autor
Bardzo ciekawy artykuł. Tyle lat odwiedzam już Nieborów, Arkadię i okolicę, a o wielu faktach nie miałem pojęcia. Tym którzy nie byli w Nieborowie, a pasjonują się historią Polski polecam wizytę osobiście. My co roku jeździmy nawet i na tydzień. Zatrzymujemy się na kilka noclegów w jednym z niedrogich gospodarstw agroturystycznych ( lubimy "u Basi" niebrow.com.pl, ale jest w okolicy więcej podobnych ) i zwiedzamy okolicę piesho, rowerem lub konno.
Do wpisu: Dziewczynka z zapałkami
Data Autor
Izabela Brodacka Falzmann
Wolności są po prostu asymetryczne. Obrażanie KK jest w porządku, wynika z wolności słowa. Natomiast za obrazę jakiegoś wiejskiego homoseksualisty została skazana starsza kobieta. A za obrazę Alicji 25 Tysięcy euro ( chyba tyle zarobiła za odmowę skrobanki, ale może się mylę) został skazany ksiądz i był szarpany dziennikarz.
To jest ta właśnie delikatna różnica pomiędzy demoliberalnym zwrotem "wolno wszystko, co nie narusza wolności innej osoby", od starej zasady wynikającej z nauczania Kościoła "nie rób drugiemu co tobie niemiłe" Bo w przypadku "wolno wszystko ..." nie wiadomo kto i w jaki sposób ma określać gdzie są naruszane wolności innych. A najczęściej jest to określane przez stronę silniejszą - tu HGW i PO. O kwestiach estetycznych nie będę wspominał, bo to jest kwestia wychowania - jakie wychowanie, taka estetyka.
lala
niestety całkowita niewrażliwość estetyczna sprawiła, że pomników takich jest setki (bodaj 800 w całym kraju, tęcza jest jedna,hehe), wiele z nich stoi na publicznych terenach i za pieniądze również niewierzących jest budowane (do tzw. świątyni opatrzności miliony dokłada państwo z podatków nie tylko katolików) - i świątynia i pomniki wielkiej czasem ohydy - pech polega na tym, że tęczę łatwo zdemontować, ale ruszyć taki pomnik????
Izabela Brodacka Falzmann
Dając na tacę płaci Pan dobrowolnie. Może Pan protestować nie dając. Natomiast ja dobrowolnie nie dałabym peowiakom ani grosza na ich tęcze i inne gminne rozrywki. Na przykład na zegarki pewnego pana i pociągi, które zawsze będą stały, bo nie nadają się do naszych torów.
Jak najbardziej płacę. Jako Katolik i członek wspólnoty parafialnej dający na tz. tacę. Paskudztwo to z brązu, pomimo wielu sprzeciwów postawiono co prawda na "prywatnym" - parafialnym ogródku, ale w przestrzeni publicznej.
Izabela Brodacka Falzmann
Dwa pytanka. Czy Pan płacił za ten pomnik? Bo za tęczę płacimy wszyscy. Czy ten pomnik jest na terenie prywatnym? Bo na swoim terenie prywatnym może sobie Pan moim zdaniem postawić nawet złoty fallus. Nic mnie to nie obchodzi. Nie przeszkadzają mi prywatne "gargamele". Najczęściej właściciele po kilku latach zaczynają się ich wstydzić i je moderują. Na przykład likwidują nadmiarowe wieżyczki. Natomiast tęcza szpeci przestrzeń publiczną i tyle. I co gorsza musimy za nią płacić.
Ciekaw jestem co znana Pani Estetyk i Krytyk ma do powiedzenia na temat tego pomnika radującego oczęta mieszkańców Poznania. pl.wikipedia.org Tylko niech się Pani za bardzo nie rozpędza, pomnik ten znajduje się przy głównej poznańskiej kwaterze Radia Maryja.
Trafia Pani w sedno!Przestrzeń w której mieszkamy ma ogromny wpływ na naszą psychikę, a zwłaszcza na wyrosłe pośród blokowisk bez końca dzieci. Dawniej był choć nakaz stawiania równolegle do "mieszkaniówki" żłobków, placów zabaw, sklepów. Współcześni developerzy nie chcą często nawet śmietników dodatkowo zbudować (przykład autentyczny z pewnego Krakowskiego osiedla, gdzie nowo powstałe budynki zbudowano bez takich luksusów). To jest uczenie ludzi braku odpowiedzialności za wspólną przestrzeń, katowanie ich brzydotą, która dosłownie wpędza w depresję. Jest znany pewien ciekawy syndrom, gdzie wrażliwe na piękno architektury i sztuki jednostki popadały w stan szoku po pobycie we Florencji. Niedługo osiągniemy przeciwległy biegun, kiedy idąc ulicami własnego miasta doznamy szoku pourazowego przez nieustanne bombardowanie nas wulgarnością, tandetą, brudem. Wydaje mi się, że obecny Kraków jest miastem, które ma służyć jedynie pijanym brytyjskim turystom, bezrobotnym hipsterom oraz całej rzeszy pasożytów ze struktur miejskich. Mieszkańcy są traktowani jak piąte koło u wozu, mają w ciszy i pokorze egzystować na swoich parszywych osiedlach byle nie wtrącać się w politykę i kształtowanie miasta. Próbujemy podejmować przeciwko temu wiele inicjatyw, ale skutki tego są najczęściej żadne. To okropne frustrująca walka, w której nieustannie starają się zrobić z człowieka idiotę. I o ile mogę zrezygnować z teatru marnej jakości po prostu do niego nie chodząc (jest jeszcze choćby filharmonia), to nie mam jak bronić się przed atakami na to co jest wszędzie - architekturę. Pozdrawiam!
Izabela Brodacka Falzmann
W Krakowie tylko bywam - w Warszawie mieszkam. Stąd ten nietrafny optymizm w postrzeganiu Krakowa. To paradoks, ale wkrótce faktycznie gierkowskie blokowiska zaczną nam się wydawać ludzką przestrzenią. Budowane w Warszawie  współczesne blokowiska przytłaczają swą nieludzką architekturą. Domy stawiane są zbyt ciasno, sąsiedzi zaglądają sobie do okien, to takie same slamsy tyle, że za wielkie pieniądze. Młodzi ludzie aby zdobyć klatkę w czymś takim zadłużają się do końca życia.  W okolicy dawnego Dworca Południowego w Warszawie  powstało ogromne osiedle budowane przez firmę DW CONSTRUCTION zwaną przez warszawiaków DW DDESTRUCTION gdyż jak moloch pożarła charakterystyczną willową zabudowę tych okolic. Uważam, że jest to przykład przestrzeni generującej depresje albo poważniejsze choroby psychiczne. Jak wiadomo słynna dzielnica la Défense w Paryżu stała się dzielnicą samobójców. Wcale się nie dziwię- jej architektura jest dla mnie też odpychająca. Na szczęście nie muszę tam nawet bywać.
Izabela Brodacka Falzmann
Mi też nie podoba się wiele obiektów sakralnych. To kwestia przemian w architekturze. A złote tarasy (zwane przez młodzież bardzo brzydko, nie wypada mi cytować) ? Ich dach wygląda jak przeżuta i wypluta guma. A prywatne domy , tak zwane " gargamele?" Architektura wszędzie na świecie przeżywa regres. Tyle, że "gargamele" powstają za własne pieniądze inwestorów. Natomiast za tęczę płacimy my wszyscy.
Izabela Brodacka Falzmann
Wojna kulturowa  poprzedza inne działania.  Zdaniem Gramsciego dla zwycięstwa komunizmu należy wybrać inną strategię- nastawić się na „długi marsz przez instytucje”. Przede wszystkim instytucje kulturalne. Szkoły, prasa, muzea. Należy zmienić świadomość społeczeństw. I właśnie to się dzieje.
Tęcza to rzeczywiście straszne paskudztwo, ale muszę polemizować, bo to jednak Kraków przoduje obecnie w byciu najbardziej tandetnym miastem w Polsce, reprezentantem wysokiej kultury bud jarmarcznych i klubów z panienkami w oknach na rynku. Gród to obecnie tak szkaradny, że jedynie przeniesienie tu stolicy wraz z bandą znanych matołów mogło by mu zaszkodzić. Jak już kiedyś wspomniałam, jako architekt codziennie mierzę się z porcją kolejnych urzędniczych absurdów i powoli stwierdzam, że jak w opowiadaniu "Przelotne burze" Topora wszyscy wokół zwariowali, a mi jedynie pozostaje się przystosować do takich warunków. Jeśli na swojej działce inwestor pragnie wyciąć drzewa, które sam zasadził natychmiast wymierza mu się milionowe kary, natomiast nikt nie ma problemów z namnażającymi się potworkami przy każdej ulicy: baraki nazwane "Las Vegas casino 24 h",budy z alkoholami,plastikowe jarzące się szyldy, zdewastowane mury zabytkowych kamienic, kibolskie graffiti(w większości urocze napisy o tym kto jest k. a kto ch.). Absolutny upadek estetyki stanowią pobudowane jedno na drugim blokowiska na Ruczaju. W takiej przestrzeni ciężko wyrosnąć na człowieka kierującego się w życiu czymś więcej niż końcem własnego nosa. Przy tym jak pozwala się dziś na zdewastowanie przestrzeni miejskiej do poziomu chlewu, dzieła PRL (Nowa Huta)wydają się cudowną, zieloną i ludzką przestrzenią. Jest źle i niestety zapowiada się,że będzie tylko gorzej. Taka przestrzeń niczyja, bez tożsamości, wstrętna stwarza tylko większe uczucie bezsilności i gniewu.