Otrzymane komantarze

Do wpisu: Mopsik i słoń
Data Autor
Izabela Brodacka Falzmann
Za Komorowskiego to drobiazg. Jestem skłonna odpowiadać za Mickiewicza, Herberta, a nawet za Szymborską ( z niejakim obrzydzeniem) . Będzie jednak  gorzej gdy się okaże że odpowiadamy za Hitlera.
Izabela Brodacka Falzmann
To też miłe wspomnienia.Na marginesie - "Я говорю" . A język zmienia się łatwo. Nawet takie zero komputerowe jak ja tego się nauczyło.
Izabela Brodacka Falzmann
Znajomi się denerwują bo rosyjski jest nie w modzie. Co bardziej przewidujący uczą się teraz chińskiego. Ale wszelkie mody nie mają sensu. Gdy pojadą na wycieczkę choćby na Białoruś będą mieli kłopoty już na granicy. Celnicy udają, że nie rozumieją po angielsku albo naprawdę nie rozumieją. Na przejściu granicznym działało pogotowie językowe. Ci bardziej gramotni wypełniali deklaracje i karty samochodowe za niegramotnych.
Izabela Brodacka Falzmann
Nie popadajmy w paranoję.
Izabela Brodacka Falzmann
Zwiedzało się je bardzo sympatycznie. Rosjanie byli rozluźnieni i gadatliwi, a czy to była prawdziwa załoga nie wiem. Pamiętam, że tego dnia zerwał się im jakiś duży żaglowiec. Pamiętam rozpaczliwą akcję ratunkową gdy bezwładnie sunął w kierunku keji. Ratunku. Jak się odmienia słowo keja?
Izabela Brodacka Falzmann
Ciekawe są te własne metody nauki języka. Była kiedyś taka moda, żeby dorośli ludzie uczyli się języka wyłącznie ze słuchu bez żadnych notatek. Dla wzrokowców ( jak ja)  była to klęska. Metodyka była oparta na uczeniu się dzieci. Ale mózg dzieci działa chyba inaczej. Rozpoznaje struktury i prawidłowości metodą prób i błędów. Dorośli uczą się na przykład zupełnie inaczej chodzić ( po wypadku lub wylewie) niż dzieci.
Mialem w szkole podstawowej i średniej czworo nauczycieli rosyjskiego. Spośród nich, tylko jedna z nauczycielek byla osoba w miarę normalna; w miarę rozsądnie odnosząca się do uczniów. Reszta już nawet w percepcji dziecka i nastolatka w oczywisty sposób miała spore problemy emocjonalne. Pamiętam, jak nauczycielka rosyjskiego skomentowała mój wybór tego języka na egzamin maturalny: "tichyj użas". Oczywiście, wybór podyktowany był spodziewanym stopniem trudności w porównaniu z matura z angielskiego, a cały patriotyczny sztafaż lenistwa w nauce rosyjskiego diabli wzięli (a nauczycielka angielskiego odetchnęła z ulga dowiedziawszy się, ze nie mam zamiaru zdawać matury z tego języka; pomimo zdania rosyjskiego na czwórkę, nie umiem się tym językiem posługiwać, a po angielsku pisze na codzien i i mowie tym językiem dużo częściej, niż po polsku). Co do nauki języków, to miałem kiedyś bardzo ciekawy podręcznik do nauki francuskiego. Zamiast opowiadać o koniugacjach, struktura języka pokazana byla w słówkach łączących zdania pojedyncze. Po nauczeniu sie kilkunastu, a może kilkudziesięciu tych słówek, wypowiedzi stawały sie płynne. To mnie bardzo szybko doprowadziło do płynności w posługiwaniu sie francuskim i jak (co prawda na wyższym poziomie, ale po polskim liceum nie umiałem sie dogadywać z tubylcami w USA) zastosowałem te sama metodę w nauce angielskiego, to szybko zacząłem mówić płynnie.
jazgdyni
Witaj Izo "Bardzo lubiłam za to jej męża, rewelacyjnego nauczyciela fizyki, członka komitetu olimpiady fizycznej, o którym krążyły plotki, że był w sowietach zwykłym matrosem." Nie wiem dlaczego, ale to zdanie bardzo mi się spodobało. ;-) Serdeczności Zaimponowałaś mi tym Kruzenszternem. Wówczas, w 74 te dwa ruskie żaglowce nazywaliśmy nie Kruzensztern i Towariszcz tylko Diselsztern i Motoriszcz. Bo bezczelnie oszukiwali w regatach.
Nie boi się Pani, że miejscowy nadredaktor oskarży Panią o prorosyjskość? Moguczaja Kuczka odtwarzana jest przeze mnie wyłącznie na słuchawkach, w obawie przed posądzeniem o kacapstwo.
jestem rocznik 1970 . W podstawówce nauczyłem się alfabetu i podstaw /ja gawariu czy ja gawarit / nie jestem pewien . Fonetycznie bo nie mam czasu zmieniać język . Nas uczyła , nieśmiertelna pani Szuplewska z urody inkarnacja Ałły Pugaczowej . Co rano skacowana totalnie przemierzała cały szkolny korytarz ,do swojej pracowni na samym końcu , niosąc kawę , prawdopodobnie z wkładką .. :) W pracowni języka rosyjskiego , zapamiętałem wiszące rzędem talerze z namalowanymi w pstrokate kolory symbole wszystkich republik CCCP .
Pewien znajomy opowiadał "ruski" dowcip. Brzmiało to mniej więcej tak: "chleb zju, wodku wypiju", jeden ze słuchaczy skomentował: "to bardzo prosty język, wystarczy dodać ju i mówisz po rosyjsku". Większość z nas była katowana przymusowymi lekcjami rosyjskiego od podstawówki po studia, a mimo to znajomość języka ogranicza się do "ju". Może dlatego pani znajomi tak się denerwują.
Anonymous
Pani Izo! Rozbawiło mnie zakończenie. Skłoniło do zastanowienia na ile współcześni Rosjanie odpowiadają za Putina. Czy tylko tyle ile Polacy za Komorowskiego? Brak mi danych do spekulowania na ten temat. Jakie jest Pani zdanie? A z tym przepisywaniem to nie tylko w nauce języków sprawdzona metoda. Żałuję, że sam ją odkryłem dla siebie tak późno :-)
Do wpisu: Legalne brednie
Data Autor
"Golono-strzyżono".Pozdrawiam:-)
Izabela Brodacka Falzmann
Dziękuję bardzo za wyjaśnienie. Wiele z tych spraw pamiętam ale pamięć ludzka jest jak wiadomo zawodna, a z wiekiem to się pogłębia. Na wyścigach jeździła ze mną konno córka Holoubka Ewa. Bardzo miła dziewczyna. Od niej dowiadywaliśmy się sporo o różnych aktualnościach teatralnych. Wyścigi w ogóle miały szczęście do ludzi sztuki. Wielkim znawcą wyścigów była niedawno zmarła  Joanna Chmielewska i niektóre jej kryminały dotyczą realiów wyścigowych. Na wyścigach stoi rzeźba niedawno zmarłej Anny Dębskiej , znawczyni koni, hodowcy arabów. Jak widać nasze pokolenie już się wykrusza. Ostatni moment na układanie szczegółów puzzla. Pozdrawiam.
ERRATA Szanowna Pani, Z przykrością prostuję oczywistą omyłkę. Moja entuzjastyczna ocena "Hamleta" dotyczy przedstawienia z roku 1966 w Tel Avivie.I nie był to przekład Słomczyńskiego. Swinarski nie zdążył wystawić zamówionego "Hamleta" . Zginął tragicznie w 1975 roku. Zachowała się jedynie część taśm z rozpoczętych prób do spektaklu... Pierwszej inscenizacji "Hamleta" w przekładzie Słomczyńskiego podjął się,już po śmierci Swinarskiego, Gustaw Holoubek w Teatrze Dramatycznym w Warszawie. Ale to już inna historia. Swinarski wystawił natomiast z powodzeniem inną sztukę Szekspira w tłumaczeniu Słomczyńskiego - "Wszystko dobre, co się dobrze kończy". Istotne jest to, że sukces, który odniosła inscenizacja w Tel Avivie Swinarski zawdzięczał głównie położeniu nacisku na wierne trzymanie się tekstu oryginału. Dlatego powierzył nowe tłumaczenie "Hamleta" Słomczyńskiemu. Przepraszam za ten lapsus:-(
Szanowna Pani,Nie jestem "z branży".Tłumaczeniami(głównie technicznymi z angielskiego i rosyjskiego)zajmuję się "amatorsko" od lat. Jestem pełen podziwu dla tłumaczy literatury pięknej, bo każdy z nich mierzy się nie tylko z językiem oryginału, jego treścią i formami wyrazu artystycznego ale także z czymś, co roboczo określam mianem "literackich imponderabiliów"; całą sferą psychologiczną, działającą na świadomość i podświadomość tłumacza/czytelnika. Pani, jako "człowiek z branży" na pewno świetnie rozumie to uczucie niepewności, permanentnie towarzyszące tłumaczowi w trakcie przekładu dzieła literackiego:-Czy to, co ulotne, niedopowiedziane, ledwie muśnięte piórem, udało mi się właściwie odczytać i prawidłowo przełożyć?-.-Czy moja praca zostanie przez czytelnika doceniona?- Ja nigdy takiej pewności nie miałem (zbyt niski poziom wiedzy, mierne przygotowanie filologiczne i brak poetyckiego słuchu), by sprostać tym wyzwaniom. Dlatego skupiłem się na konkrecie. Ale wróćmy do Słomczyńskiego. Nad "Ulissesem" pracował ponad 11 lat, nad "Hamletem" ponoć 17-20 dni, bo mu się "śpieszyło".Stąd zapewne pierwsza faza krytyki ze strony życzliwego "środowiska". Dlaczego więc Swinarski powierzył nowe tłumaczenie "Hamleta" właśnie Słomczyńskiemu? Bo odpowiadała mu jego metoda translatorska: wierność oryginałowi.A miał się z kim konsultować, choćby z własną żoną, która również była tłumaczką.Sztuka odniosła niebywały suukces! We wspomnieniach Konstantego Puzyny o Swinarskim znalazłem taki oto fragment:"Nowatorskie odczytania utworów scenicznych przez Swinarskiego polegało na wierności autorowi i wnikliwej analizie tekstu. Klasyka tylko wtedy jest żywa, gdy jest współczesna – to znaczy gdy inscenizator, bez sprzeniewierzania się intencjom autora, umie na scenie wydobyć to, co dzisiaj najbardziej porusza struny naszych dusz." Do tego właśnie Swinarski potrzebował Słomczyńskiego. I nie zawiódł się on sam, publiczność i krytycy. Dlatego nie godzę się na powierzchowną, bezrefleksyjną i momentami bezmyślną ocenę wieloletniej pracy twórczej, zasługującej na najwyższy szacunek. Na szczęście w tym zawodzie ostateczny werdykt należy do publiczności. A ta nigdy Słomczyńskiego nie zawiodła ( 11 milionów światowego nakładu). Serdecznie pozdrawiam!
E tam.... Nie przekonał mnie Pan. Pani Staniewska podaje konkretne przykłady - a Pan nie. Dalej będę się upierać przy tym, że Maciej Słomczyński wprawdzie pisał fajne kryminały, ale tłumaczem był wątpliwej "jakości"
Obywatel
Ze smutkiem zauważam, że z moją polszczyzną jest coraz gorzej. Zdarzają mi się nawet błędy ortograficzne, których nie popełniałem w wieku szkolnym. Mam problemy z doborem słów, formułowaniem zwykłych zdań podrzędnie złożonych. Jestem zmuszony sprawdzać znaczenie wyrazów, które świetnie znałem jeszcze kilka lat temu. Myślę, że współczesna korporacyjna nowomowa ("proaktywność" itp.) jest gorsza od tej peerelowskiej. Trzeba też przyznać, że poziom nauczania w podstawówkach i liceach jeszcze w latach 90. był na ogół całkiem przyzwoity. Ostatnio zaglądałem do nowych podręczników do języka polskiego (piąta i szósta klasa) - są po prostu kiepskie. Trudno znaleźć w nich utwory, które - zdawałoby się - na stałe weszły do kanonu polskiej literatury. Jest za to np. tekst o "magicznych trampkach Eddy'ego" (chyba pomyliłem imię głównego bohatera), w którym roi się od zwrotów potocznych, a może nawet wulgarnych. Nie ukrywam, że zostałbym przy Niziurskim i Mickiewiczu.
Izabela Brodacka Falzmann
Trzeba jednak umieć oddzielić dzieło od osobistych perypetii autora. Wiem, że nie jest to łatwe. Nie potrafię tak zrobić w stosunku do osób, które samozwańczo i bezprawnie postanowiły być dla nas wszystkich wzorcami osobowymi. Dlatego trudniej mi darować podpisanie tego listu Mazowieckiemu niż pisarzowi historycznemu.
Izabela Brodacka Falzmann
Widzę, że Pan jest "z branży" więc wtrącę się poważnie. Wydawnictwo W.A.B. rozpoczęło właśnie edycję dramatów Williama Szekspira w nowych przekładach Piotra Kamińskiego, pod redakcją naukową Anny Cetery.Na początek ukazał się "Makbet" .Jak Pan myśli dlaczego nikomu poza branżą  nie znany Piotr Kamiński porywa się na tłumaczenie Szekspira?. Bo istniejące przekłady są niestrawne. Teatry nie chcą wystawiać sztuk Szekspira z tej przyczyny. Szekspira jak wiadomo tłumaczyli: Adam Mickiewicz, Stanisław Koźmian, Apollon Korzeniowski, Józef Korzeniowski, Leon Ulrich, Felicjan Faleński,  Józef Paszkowski. To Paszkowskiemu zawdzięczamy słynną frazę " nich ryczy z bólu ranny łoś" Oto Szekspir w oryginale. Why, let the stricken deer go weep, The hart ungalled play; For some must watch, while some must sleep: So runs the world away. Jak widać nie ma tam żadnego łosia. Słomczyński przetłumaczył to tak Cóż, ranny rogacz chce się skryć, Nietknięty mknie wesoło: Jeden ma czuwać, inny śnić; Tak świat się toczy w koło. Może nawet i lepiej?
Izabela Brodacka Falzmann
Ma Pan rację. Najczęstszy błąd to wymowa : " ja rozumie". Tak mówi nawet pan Kalisz, ale podobno to celowe,  stylizuje się w ten sposób na swojaka. Pewien znany publicysta prawicowy napisał: "Rzeczpospolita- połeć czerwonego sukna". Wydawało mu się, że cytuje Sienkiewicza. Połeć to może być słoniny. U Sienkiewicza był "postaw". Problem polega na tym ,że język ginie, umiera. Pisał o tym Sołżenicyn, który kolekcjonował rosyjskie słowa aby nie dać im umrzeć. Przeprowadziłam kiedyś wśród uczniów ankietę. Ani jedna osoba nie wiedziała co to jest " koromysło". To słowo już umarło. Dziękuję za adres serwisu. Bardzo ciekawe.
Skoro życzy sobie Pani odpowiedzi "z sensem", to bardzo proszę. Oskarżycielski esej Anny Staniewskiej znany jest powszechnie w tzw. środowisku od lat 80-tych ubiegłego stulecia. Zarzuty były arcypoważne. Opublikowała je osoba, która przez kilka lat współpracowała ze Słomczyńskim. I posunęła się, moim zdaniem, do rzeczy niewybaczalnej: jako wieloletni edytor dzieł Szekspira próbowała zablokować dalsze powierzanie tłumaczeń Słomczyńskiemu przez krakowskie "Wydawnictwo Literackie"."-W liście do dyrektora wydawnictwa Kurza namawiałam go, aby zrezygnował z monopolu Słomczyńskiego na rzecz wielu tłumaczy - ma przecież w Krakowie tak znakomitych poetów jak Wisławę Szymborską (interesującą się Szekspirem), Ewę Lipską, Marka Skwarnickiego - bo nigdy jeszcze nie wyszło nic dobrego z jednoosobowego przekładu Szekspira. Jest to po prostu nie do udźwignięcia przez jednego tłumacza - nawet najlepszy klasyczny tłumacz Szekspira Schlegel pracował razem z Tieckiem-". Z załączonego cytatu wynika, że gotowa była przystać na powierzenie tłumaczenia dzieł Szekspira każdemu, kto bodaj interesuje się Szekspirem (Wisława Szymborska), byle nie Słomczyńskiemu. Dlaczego? Bo po entuzjastycznym przyjęciu "Hamleta" w reżyserii Konrada Swinarskiego ( tłumaczenie zamówił sam Swinarski) Wydawnictwo Literackie zaproponowało Słomczyńskiemu samodzielne przetłumaczenie wszystkich dzieł Szekspira. Nie wiem, co naprawdę było przyczyną konfliktu Staniewskiej ze Słomczyńskim. Wiem natomiast, że w tej sprawie zachowała się niezbyt elegancko. Stanisław Barańczak - naturalny konkurent Słomczyńskiego był jeszcze mniej elegancki w ocenach (powoływał się przy tym na esej Staniewskiej, jak na Biblię).[...]Przekład Słomczyńskiego dyskwalifikuje od samego poczatku jego - niewiarygodna wręcz u tak rutynowanego tłumacza - niechlujność i niepoprawność językowa[...]Jest tłumaczem pracującym bezmyślnie - oto najprostsza definicja jego metody." Tak daleko idące wnioski formułował człowiek, który dopiero zamierzał tłumaczyć Szekspira (był młodszy od Słomczyńskiego o ponad 20 lat). Odnoszę wrażenie, że bezkrytyczne podejście do wewnętrznych rozgrywek w środowisku literackim doprowadziło Panią do sformułowania owej kuriozalnej tezy: "Słomczyński nie znał języka polskiego a jeśli znał, to go nie używał." I o to mam do Pani żal.
Nie wiedziałam,K.Bunsch,a ja tak uwielbiałam jego "Dzikowy skarb". Bardzo to przykra wiadomość dla mnie.No cóż. Pozdrawiam serdecznie Pani Izabelo.
Właśnie usłyszałem w Telewizji Republika, że w Donbasie "doszło do wybuchu potężnej eksplozji". Nie tylko tłumacze kaleczą nasz piękny język. Coraz więcej dziennikarzy posługuje się jakąś pokraczną nowomową. W mediach nie ma już sprzedawcy jest dealer, nie ma wydarzenia jest event... Błędy ortograficzne, gramatyczne, składniowe stają się normą w prasie i elektronicznych środkach przekazu. Nawet zawodowi literaci, wykształceni poloniści "mówią drutem kolczastym" (jak trafnie określa to jedna z moich znajomych). Dlatego z prawdziwą przyjemnością czytuję pani artykuły, które są pisane dobrą, czystą i zrozumiałą polszczyzną. Pozdrawiam serdecznie. serwistlumacza.com
Proponuję przeczytać choćby TO: serwistlumacza.com Poza tym warto czytać uważnie, bo wtedy można odpowiedzieć z sensem zamiast nieuprzejmie.