|
|
Myślałam że to rozumiesz. Stypendia czy kredyty zwykle w takim systemie będą umową docelową - czyli w skrócie: ja finansuję Twoją naukę a Ty mi to w przyszłości odpracujesz. To ja będę poszukiwała tych co w przyszłości zagwarantują rozwój mojej firmy, zabezpieczając odpowiednią kadrę na planowane nowe stanowiska lub zwalniane przez emerytów. Jeśli nie chcesz żadnych zobowiązań, to płać za naukę z własnej kieszeni. Tak powinien działać zdrowy system na linii nauka - gospodarka. Wytłumaczyłam Ci najprościej jak to możliwe. |
|
|
mjk1 Aniu, skup się proszę.
Pytanie brzmiało dokładnie: co należy zrobić, aby wykształcona osoba chciała pracować dla kraju?
Odpowiedziałaś: „System stypendialny i kredytowy spowoduje to, że sponsor lub grupa sponsorów będzie finansowała te kierunki nauki które będą potrzebne gospodarce”.
To jest odpowiedź na pytanie o sposób finansowania nauki!!!
Ja pytam, co należy zrobić, aby wykształcona już osoba chciała pracować dla naszego kraju a nie dla obcego?
Potrafisz udzielić odpowiedzi czy nie? |
|
|
Odpowiedź wynika z dwóch moich postów. System stypendialny i kredytowy spowoduje to, że sponsor lub grupa sponsorów będzie finansowała te kierunki nauki które będą potrzebne gospodarce.
Jeśli ktoś chce studiować w Akademii Sztuk Pięknych, a na co dzień jego głównym zajęciem jest przysłowiowe wyprowadzanie pieska, to niech to robi na własny koszt. |
|
|
mjk1 „Widzisz Aniu, jak Ty nic nie rozumiesz”. To z „Seksmisji” a teraz poważnie.
Finansowanie nauki jest inwestycją. Większość twierdzi, że najtańszą. Każda inwestycja powinna przynieść korzyści – niekoniecznie materialne. Żeby tę korzyść przyniosła, należy wykształconemu człowiekowi stworzyć warunki do wykorzystania nabytej wiedzy w praktyce, lub dalszego jej pogłębiania. Od tego właśnie trzeba zacząć. Jeżeli tego nie zapewnimy (Państwo nie zapewni) zawsze znajdzie się ktoś, kto zapłaci i za studenta i za jego naukę, jeżeli zwietrzy w tym interes.
Dalej więc pozostaje aktualne pytanie, co należy zrobić, aby wykształcona osoba chciała pracować dla kraju, lub dalej się kształcić.
Potrafisz odpowiedzieć Aniu? |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann To miało być ironicznie a wyszło jak zwykle. Ja też nie lubię amerykanizmów. Znam taką osobę, która breduje psy. Zapomniała po polsku, a nie nauczyła się po angielsku. |
|
|
Marku (?)
Obowiązki państwa we wszystkich dziedzinach widzę trochę inaczej niż Ty, ale to nie tutaj dyskusja na ten temat.
Dyskusja i notka są o szkolnictwie. Nie lubię słowa urynkowienie, wolę racjonalizację systemu szkolnictwa. Nic tak nie motywuje do tej racjonalizacji jak zaangażowanie właśnie własnych pieniędzy przez obywateli. Państwo nie może odpowiadać za błędne decyzje np. tzw. wiecznych studentów czy finansować uzawodowienie przyszłych emigrantów - wielu Polaków to deklaruje podczas studiów. Proszę bardzo, chcesz to szukaj pracy po studiach gdzie chcesz, ale za naukę płać tu i teraz. Jedyny obowiązek jaki powinno mieć państwo w szkolnictwie, to zapewnić dostęp do wszelkich szkół i wykształcenie za darmo na poziomie podstawowym. Dorzucę do wcześniejszej propozycji, możliwość odpisania od podatku kwot przeznaczonych na naukę i kredyty z tym związane. |
|
|
Anonymous W Amber Gold nie chodziło o odkładanie oszczędności w złocie. Nie chodziło w ogóle o odkładanie oszczędności, bo Amber Gold jest piramidą finansową na kształt ZUS. Łatwo włożyć , trudniej wyjąć. Wyjąć można tylko to co wpłacą kolejne ofiary.
Podany przez Panią przykład wskazuje, że na czarną godzinę warto mieć coś odłożone. Złoto ma nad diamentami pewną przewagę w zakresie wyceny, trwałości, dostępności, podzielności, wymienialności. Warto je być może odkładać na koszty leczenia, pod warunkiem, że nie w Amber Gold, ale tez nie w systemach, gdzie nie ma powiązania składek ze składki płacącym.
Oszczędzanie jest alternarnatywą ubezpieczeń opartych zarówno o instytucje państwowe (ZUS), jak i prywatnych ubezpieczycieli. W obu wypadkach beneficjentem są instytucje finansowe a nie chory w potrzebie.
Można mieć odmienne zdanie, ale czy wolno zmuszać do współuczestniczenia. |
|
|
mjk1 Niestety nie, kochana Aniu.
Państwo ma obowiązek kształcić młodych ludzi przede wszystkim na potrzeby rodzimej gospodarki. Żeby jednak to robić, musi przede wszystkim mieć i rozwijać własną gospodarkę. Przykład? Proszę bardzo. W Polsce wg PO, PiSu i wszystkich pozostałych brakuje 3 000 000 mieszkań. Znając stan, a raczej ruinę pozostałych lokali mieszkalnych, prawdopodobnie trzy razy więcej. Państwo ma więc obowiązek zrobić wszystko, aby te mieszkania zapewnić. Jeżeli Państwo nie wie, co należy zrobić, aby firmy, czy ludzie zechcieli owe mieszkania budować, to niech szanowne Państwo zapyta tych, co wiedzą. Może Ty, wszystkowiedząca i wolnorynkowa Aniu, podpowiesz naszemu Państwu, co należy zrobić, aby ludzie czy firmy zechciały budować owe domy i mieszkania? Możesz przy okazji podpowiedzieć, co zrobić, aby nauczyciele zechcieli dobrze i uczciwie kształcić naszą młodzież?
Śmiało Aniu, masz okazję wykazać się wiedzą. |
|
|
Jabe Miejsca w których ludzie są gotowi pracować za takie pieniądze to eldorado dla pracodawców. Nic dziwnego, że chętnie z tego korzystają, organizując swoje przedsięwzięcia w takich miejscach. Z tego powodu, tam nie ma problemu ze znalezieniem pracy, a jak ktoś się dobrze rozglądnie to i więcej zarobi. Prawda to?
Pytanie powinno brzmieć: Czy ktoś z Państwa gotów był tam rozpocząć działalność gospodarczą?
Jeśli nie, można dodać: Czy ktoś z Państwa będzie gotów rozpocząć tam działalność gospodarczą, gdy pensje wzrosną?
Zanim się zabierze za leczenie, trzeba wiedzieć skąd wzięła się choroba. |
|
|
Wykształcenie jest indywidualną inwestycją na całe życie, pora więc aby Polacy wzięli za to pełną odpowiedzialność. Bo w obecnym systemie nauczania, kształcimy często na potrzeby obcych gospodarek za darmo. Polska często nic z tego nie ma, a ponosi ogromne koszta.
Dlatego jestem zwolenniczką systemu 100% odpłatności za naukę powyżej 7 klas szkoły podstawowej. W ramach pomocy biedniejszym, państwo powinno dać rodzicom możliwość wzięcia nisko oprocentowanego kredytu na naukę dzieci, ze spłatą rozłożoną na wiele lat. Można to także zorganizować w jakiś system stypendialny z wekslem do spłaty w momencie ukończenia nauki i podjęcia prtacy. |
|
|
mjk1 Po zajęciu Górnego Sląska mego ojca, przedwojennego licealistę, ówcześni wyzwoliciele z urzędu zrobili Niemcem. Gdy skończył 18 lat chcieli go użyć do poszerzania przestrzeni życiowej mieszkańców kraju, w którym się znalazł nie z własnej woli. Za głupie i banalne „nien”, wysłali go na wczasy do podobnego jak Oświęcim kurortu, tyle, że gdzieś przy holenderskiej granicy. Tam, jak opowiadał, bochenek chleba kosztował obrączkę. W późniejszych dyskusjach zawsze podawał ten przykład, gdy ktoś chciał go przekonać, że pieniądz powinien być oparty na złocie. Pani ojciec oczywiście miał całkowitą rację, że cena bochenka chleba w obozie była ceną równowagi. Wszyscy, zarówno z lewa jak i z prawa tak twierdzą. I mają rację. Jeżeli na rynku jest ograniczona ilość dóbr, to rozdanie wszystkim pieniędzy spowoduje tylko i wyłącznie wzrost cen, czyli inflacje, co na pewno jest niekorzystne. Mówią jednak też, że ograniczona (stała) ilość pieniędzy, przy narastającej ilości dóbr powoduje spadek ceny, co z kolei jest korzystne dla społeczeństwa i gospodarki. Niestety w tym drugim przypadku nie mają absolutnie racji. Funkcjonowanie gospodarki należy zawsze rozpatrywać jako całość a nie pojedyncze przypadki. Dlatego właśnie, dedykowałem wszystkim tak myślącym, ów wiersz Tuwima a szczególnie cytowaną zwrotkę.
PS. Niech już będzie, że jestem tu tym niedobrym, więc uczciwie do końca. Nie lubię tzw. amerykanizmów i wydaje mi się, że mogła Pani użyć polskiej idiosynkrazji, lub bardziej swojskiego wstrętu, niechęci czy uczulenia. |
|
|
wielkopolskizdzichu "Uczniowie odpłacają nienawiścią i wkładaniem kosza na głowę" Tylko, że ten kosz nie ląduje na głowie nauczycieli, którzy maja możliwości udowodnienia uczniowi, że koniec końców to nauczyciel ma rację. Kosz wkładany jest na głowę temu, który ma najsłabszą pozycję w pokoju nauczycielskim. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Należy sobie uświadomić, że bon oświatowy gdyby miał odgrywać rolę w urynkowieniu oświaty musiałby być przyznawany bezwarunkowo rodzicom bez wskazówek jak ma być wykorzystany. Może ojciec zdecyduje się uczyć dzieci sam, a pieniądze przeznaczy na przykład na piwo. Każdy warunek, każda sugestia tworzy lobby beneficjentów takiego rozwiązania, których potem trudno odciąć od koryta. Bon oświatowy byłby zatem rodzajem dywidendy obywatelskiej, rodzajem dodatkowego 500+. Subwencja oświatowa szczególnie wysoka na dzieci niepełnosprawne skłania szkoły prywatne do tworzenia przechowalni dla takich dzieci. Mają zapewnić im bezpieczeństwo w godzinach pracy rodziców i imitować nauczanie, zakończone najlepiej świadectwem.
500+ krytykowane jako rozdawanie ryby zamiast wędki ( ach te niczym nie poparte frazesy) odgrywa pewną rolę w uporządkowaniu rynku pracy. Pewna pani w Jerzwałdzie zajmująca się szkółkami leśnymi skarżyła mi się kilka dni temu, że cytuję: " te przeklęte krowy nie chcą teraz iść do pielenia szkółki za 4,80 za godzinę". Jedna z " tych przeklętych krów" powiedziała mi, że w Biedronce gdzie pracuje podniesiono stawki i skończył się potworny wyzysk pracujących tu kobiet. Zawsze z zainteresowaniem słucham " lokalsów", bo mogę dowiedzieć się jak różne sprawy wyglądają z dołu. Ale czy stanowisko szefowej spółki jest do uzgodnienia ze stanowiskiem jej pracowników? Czy ktoś z Państwa gotów jest pracować za 4,80 za godzinę? Miejsca są i szefowa zapewnia hotel robotniczy. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Oczywiście trzeba inaczej uczyć dzieci i dorosłych. Ale nie znaczy to, ze trzeba innego angielskiego uczyć nauczycieli dla dzieci i nauczycieli dla dorosłych. Metodyka nauczania to najczęściej kwestia doświadczenia i dobrej woli. Każdy nauczyciel dowiaduje się przez własne doświadczenie co dziecko jest w stanie przyjąć zapamiętać czyli kupić. Dam prosty przykład. Młodzież ma kłopoty ze zrozumieniem że zmiana pędu przy sprężystym zderzeniu ze ścianą liczbowo równa się podwojonemu pędowi.Im staranniej odejmuje się wektory tym bardziej ich rozumienie maleje. Ja mówię tak: " rano temperatura wynosiła minus 10 stopni, a w południe wynosi plus 10 stopni. Ile zatem wynosi zmiana temperatury?" Zawsze słyszę wtedy "aha" ( jest to pożądana reakcja " aha") i wszystko staje się jasne. Pewien wizytator zarzucał mi, że nie wolno tak posługiwać się analogiami, ale pozostałam przy swoim. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann To bardzo ciekawe dla mnie co Pan pisze. Mnie osobiście nikt nie tępił. Pewnie nie warto mnie było nawet tępić.Jeżeli coś mi w życiu zaszkodziło to tylko ja sama sobie. Nazwę to przez miłość własną szerokimi horyzontami. Ale tak naprawdę było to rozproszenie. Konie, góry, muzyka, lektury. Na szczęście zawsze lubiłam i umiałam uczyć innych. Swoich uczniów też nie tępiłam. Nie miałam tego wdrukowanego jako zachowanie społeczne. Wiem jednak doskonale jak opresyjna potrafi być szkoła i jak ścinani są wszyscy który wystają z szeregu. Nie chciałam pisać o tym przy tej okazji żeby nie powiększać chaosu interpretacyjnego. Szkoła działa na zasadzie " Złapał Kozak Tatarzyna a Tatarzyn za łeb trzyma". Nauczyciel nie może nic zrobić uczniowi, nawet wyprowadzić go siłą z klasy. Może tylko się mścić. Zaczaić się jak pająk i przy okazji np. matury ustnej z języka polskiego wypłacić mądrali za wszystkie upokorzenia, których doznał. Jeżeli zemsta wejdzie mu w krew tępi uczniów przy każdej okazji. Tępi za swoje niepowodzenia, za niską pozycję społeczną, za kłopoty rodzinne. Uczniowie odpłacają nienawiścią i wkładaniem kosza na głowę. Jak to się mówi koło się zamyka. Opis szkoły z punktu widzenia uczniów i nauczycieli nie jest sprzeczny,jest po prostu komplementarny. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Mój ojciec przedwojenny ekonomista, więzień karnej kompanii w Oświęcimiu podawał to jako przykład ceny równowagi. Zapomniał Pan o popycie. W obozie wzrósł popyt na chleb więc cena "brylant za chleb" była ceną równowagi. Zostawmy Tuwima w spokoju. Tym wierszykiem tłumaczyli komuniści nam, strasznym mieszczanom,dlaczego nie doceniamy zalet realnego socjalizmu, który wcielali. Pan tego nie zrozumie, bo Pan widać za młody, ale od dzieciństwa na ten wierszyk reaguję wysypką. To chyba idiosyncrasy. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann To do wszystkich - w trybie odpowiedzi. Również do pana Jacka, który zarzucił mi kobiecą logikę w prywatnej korespondencji. Faktycznie bon oświatowy nie został wprowadzony w pełnym znaczeniu tego słowa.Stał się rodzajem zaklęciem używanym przy przełomach politycznych.Rolę bonu oświatowego pełni subwencja oświatowa. Nie ma ona pozytywnego wpływu na poziom szkół.Raczej negatywny. Niektóre szkoły prywatne borykające się z kłopotami finansowymi tym chętniej przyjmują beznadziejnie słabych uczniów, że przynoszą oni konkretne pieniądze.Dodajmy, że na dziecko z problemami subwencja zamiast około 400 złotych miesięcznie ( w szkole podstawowej) może wzrosnąć nawet do kilku tysięcy.To sprzyja traktowaniu szkół prywatnych jako przechowalni dla dzieci z problemami. Ta bardzo szlachetna idea pomocy inwalidom wzmocniona paradygmatem integracji podcina ideę rywalizacji, która jest istotą wolnego rynku. Te dwie tendencje są wzajemnie sprzeczne, ale nie dokładnie przeciwstawne. Wypadkowa dwóch wektorów zależy nie tylko od ich wartości, lecz od wzajemnego położenia od kąta, które tworzą. Dlatego efekty nakładania się tych dwóch tendencji ( rywalizacja i integracja) bywają różne. Zainteresowanym polecam wpisanie hasła " subwencje oświatowe" w wyszukiwarkę. Dam przykład. Aby obliczyć kwotę jaką dostała szkoła na dziecko niepełnosprawne w 2015 roku wystarczy pomnożyć standard A dla tego roku czyli A= 5306 złotych przez wagę subwencyjną zależną od schorzenia P7=9.5. AxP7=50407 złotych rocznie, to znaczy około 4200 miesięcznie. Osoba, która zajmuje się tym z konieczności zawodowo rozumie wszystkie te uwikłania bez słów. Reszta musi sobie doczytać. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann na pomysł odkładania oszczędności w złocie wpadli twórcy Amber Gold. Chyba ich nie doceniliśmy. |
|
|
mjk1 Witam.
Julian Tuwim napisał kiedyś wiersz o strasznych mieszczanach i chyba w najgorszych myślach nie przypuszczał, że treści w nim zawarte, będą aktualne jesienią 2016 r. Dlaczego o tym piszę? Na forum jednego z wcześniejszych felietonów napisała Pani, że zaufanie do pieniądza jest utopią i wartość ma tylko pieniądz oparty na złocie, innym kruszcu czy drogocennych kamieniach. Generalnie na czymś co ma wartość stałą. Wtórowali Pani dzisiejsi interlokutorzy: Jabe, Marek1taki, Góral i wielu innych. Jak to się więc stało, że wartość brylantów w pewnym momencie tak zmalała? Przecież podaż brylantów na rynku nie wzrosła a już na pewno nie w obozie koncentracyjnym. Każda z wymienionych osób, Pani nie wyłączając zapyta zapewne: co to ma wspólnego z aktualnym wpisem? Proszę więc przeanalizować wiersz Tuwima a szczególnie zwrotkę:
„I oto idą, zapięci szczelnie,
Patrzą na prawo, patrzą na lewo.
A patrząc - widzą wszystko oddzielnie
Że dom... że Stasiek... że koń... że drzewo...”
może zrozumiecie.
Pozdrawiam. |
|
|
Anonymous Zgadzam się z Pani - dającym do myślenia - porównaniem, że wolnego rynku jest w polskim szkolnictwie i medycynie tyle ile w niemieckim obozie koncentracyjnym.
"Libertarianin" nie chciałby chyba realizować swojej wolności w kacecie, również wolności wymiany handlowej. Pomylił wolny rynek z ludzkimi zachowaniami w zaspokajaniu swoich potrzeb - z faktu, że doszło do wymiany handlowej nie wynika, że odbyła się ona na wolnym rynku.
Zgadzam się i z ostatnimi zdaniami. Tak jest. Czy w związku z tym zwalczać wypaczenia, czy dać szansę (bez przymusu) wyjścia z układu? Można byłaby: pozwolić młodym odkładać część przymusowych (a więc nawet nie jest to żadna liberalizacja) składek zdrowotnych na własnych kontach w złocie jako depozyt w prywatnym banku peselowiczów do wykorzystania w razie choroby nie objętej świadczeniem refundowanym przez państwo w stanach nagłych. Wtedy każdy dysponuje własnymi pieniędzmi, jeżeli już z powodów politycznych nie można ich nie ściągać. |
|
|
Ludzie o czym Wy mówicie (piszecie) ? Obejrzyjcie sobie mini filmiki
o "sukcesach" nauczania POpaprańców przez ostatnie 8 lat, to będziecie
dokładnie wiedzieli co jest grane.
youtube.com
youtube.com
youtube.com
youtube.com
I zasiądźcie w głębokich fotelach, żebyście nie pospadali na podłogę.
Ja się osobiście nie dziwię, że PIS chce to odkręcić - pytanie ile lat
do tego jest potrzebne. |
|
|
...." Przecież angielski jest taki sam dla dzieci jak dla dorosłych"..
Nie zgadzam sie czesciowo z tym pani uogolnieniem.
Kazdy jezyk obcy poza jego podstawowa forma ,jest zroznicowany. Jego zroznicowanie wynika z potrzeb i powodow w jego uzywaniu ...
Nauke jezyka dostosowuje sie do,WIEKU, mozliwosci, potrzeb i wymogow uczacego sie danego jezyka..
Kazdy jezyk obcy jak i Angielski poza jego podstawowa struktura gramatyczna jest rozny dla dzieci i doroslych z oczywistych powodow.
Pzdr.. |
|
|
..."Nie tylko dlatego, że to najlepsi diagności, lecz dlatego, że dysponują miejscami w szpitalach"...
..ktore to sa tychze pacjentow Wlasnoscia....
Sowiecka mentalnosc w nadal Sowieckim Panstwie...przemalowali sie troche...ICH ulubione kolory obecnie to rozowy i wszystkie barwy teczy...:-))Jeden z Nich wlasnie oglosil wszem i wobec(cytuje" :.."Dlatego zapis w Konstytucji mówiący o prawie do bezpłatnej opieki zdrowotnej jest fikcją"..."."Ochrona zdrowia może być prawem nabytym, jeśli ktoś takie prawo sobie kupi"...sic ! :-))
ICH nic juz nie zmieni... |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Jest wolny rynek tylko paradoksalny. W Oświęcimiu gdzie bochenek chleba kosztował diament też był wolny rynek. Tak mnie w każdym razie pouczał pewien libertarianin.Więzień realizował transakcję dobrowolnie. Mógł przecież zachować brylant i spokojnie umrzeć z głodu.Sprzedanie brylantu była to jego autonomiczna decyzja. Wolny rynek oświatowy dotyczy przede wszystkim korepetycji. Rodzice dowiadują się pocztą pantoflową, który korepetytor jest dobry i skuteczny i do niego posyłają dzieci. Dobry korepetytor wepchnie dziecko do szkoły na której rodzicom zależy i pomoże się w niej utrzymać. Dobry korepetytor może mieć również swoje układy, które dopomogą w umieszczeniu dziecka w pożądanej szkole. Że to już jest korupcja? A dlaczego takim powodzeniem cieszą się przychodnie profesorów i ordynatorów? Nie tylko dlatego, że to najlepsi diagności, lecz dlatego, że dysponują miejscami w szpitalach. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Przyczyny upadku oświaty to temat ważny i wymagający szerokiego omówienia. Wprowadzenie gimnazjów i likwidacja szkolnictwa zawodowego odegrały tu kluczową rolę. Przede wszystkim trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że nie wszyscy nadają się do szkoły średniej i nie wszyscy muszą studiować. Polityczna poprawność zabraniająca rejestrować naturalne różnice pomiędzy ludźmi uczyniła podobną tezę bardzo niepopularną. Przyjęto przeciwnie, że wszystkie dzieci są jednakowo utalentowane i aby zrealizować zasady sprawiedliwości społecznej należy zapewnić im równy start czyli dostęp do bezpłatnej szkoły średniej i do bezpłatnej szkoły wyższej. Warto zauważyć, że utopia równego startu zastąpiła utopię społeczeństwa bezklasowego.
Likwidacja szkolnictwa zawodowego spowodowała, że uczniowie, którzy nie chcą się uczyć, albo nie są do tego zdolni znaleźli się w społecznej próżni. Nie było dla nich oferty edukacyjnej. Przyjmowanie ludzi niezdolnych do nauki do liceów spowodowało obniżenie ich poziomu. W jednej klasie znalazły się osoby, które mają problem z ułamkami i ludzie biorący udział w olimpiadach.Nikogo nie trzeba chyba przekonywać jak trudna jest rola nauczyciela w takiej klasie. Jeżeli skupi się na uczniach słabych zabiera czas ludziom zdolnym. Jeżeli nastawi się na pracę ze zdolnymi reszta nic nie rozumie. Stąd konieczność podziału na klasy matematyczne i humanistyczne. Stąd również pomysł gimnazjum jako forma odwleczenia tej bardzo trudnej decyzji. To środki pozorne oparte na fałszywym założeniu. Niezbędny jest powrót do szkół zawodowych i techników. |