Otrzymane komantarze

Do wpisu: Sully, czyli pochwała indywidualizmu
Data Autor
Izabela Brodacka Falzmann
Moja alergia wynika z wielu lat życia w ustroju realnego socjalizmu.Z podziwem stwierdzam, że sa ludzie młodzi, którzy niechęć do kolektywizmu mają wrodzoną. Oni są moją nadzieją. 
Izabela Brodacka Falzmann
Ja też serdecznie pozdrawiam. Taka historia jak uruchomienie statku pałeczką to miód na moje serce. Wiem, że procedury też są ważne. Gdyby nauczyciel, który poprowadził uczniów na Rysy w zimie przestrzegał przepisów zatrudniłby fachowego przewodnika, a ten nie dopuściłby do wyjścia grupy w góry przy zagrożeniu lawinowym. A przede wszystkim nie pozwoliłby dzieciom iść gęsiego przez co podcięły lawinę.    
Izabela Brodacka Falzmann
Ja też serdecznie pozdrawiam i dziękuję za przypomnienie wyczynu kapitana Roberta.Gdyby dzielni lotnicy zamiast zdać się na własne doświadczenie i intuicję dyskutowali z wieżami i mędrkami na ziemi, zabiliby siebie i pasażerów. W naszych czasach lekarz zamiast badać pacjenta wypełnia papierki, nauczyciel zajmuje się dziennikiem, a zamiast troszczyć się czy każdy uczeń rozumie lekcję prowadzi statystyki i godzinami wypełnia kartoteki SIO. Nauczyciele indywidualiści, którzy odmawiają poddawania się papierkomanii, dbają o wiedzę uczniów i czują się odpowiedzialni za takie prowadzenie lekcji żeby uczniowie nie musieli brać korepetycji są w mniejszości i są na ogół przez dyrekcję delikatnie mówiąc niedoceniani. 
Izabela Brodacka Falzmann
Stalin aby realizować swoje indywidualistyczne rojenia skolektywizował do dna swoje społeczeństwo. Myśmy dostali tylko rykoszetem. Właśnie chodzi o szacunek do cudzego indywidualizmu, do autonomii innych. I o podejmowanie odpowiedzialności. Indywidualnej odpowiedzialności za swoje czyny.  To społeczeństwo socjalistyczne ofiarowywało rodzaj bezpieczeństwa w zamian za ubezwłasnowolnienie. Było szaro smutno, ale dla przeciętniaków bezpiecznie. Nie groziło bezrobocie. Były niskie czynsze. Bezpłatne zajęcia sportowe dla dzieci i młodzieży. Dlatego jeszcze istnieją wdowy po Gierku czy po Gomułce. A obecnie przyjmujący argument ciepłej wody w kranie jako miary skuteczności rządów. 
Pani Izabelo, Indywidualistom nie jest łatwo w obecnych czasach. Zgadzam się z Panią w 100%. Kapitan Sullenberger dokonał rzeczy niezwykłej. Chcę jednak przypomnieć wyczyn innego pilota, Kanadyjczyka który szybował Airbusem A330 nad Atlantykiem po utracie paliwa z 306 osobami na pokładzie. Piszę o locie Air Transat Lot 237 z Toronto do Lizbony dnia 24 sierpnia 2001 roku. Ogromy samolot po utracie paliwa szybował nad Atlantykiem (0dzięki umiejętności kapitana Roberta Piché) koło 120 kilometrów. Kapitan wylądował w bazie militarnej na wyspie Terceira na Azorach. Nikomu na pokładzie nic się nie stało. Oczywiście kapitana Roberta Piché pociągnięto do odpowiedzialności (częściowej tylko) i próbowano skarżyć o straty moralne. W czasie tego lotu nie było absolutnie żadnych procedur na wypadek całkowitej utraty paliwa uniemożliwiającej "normalne" sterowanie samolotem cywilnym. Amerykanie potrafią rozgłaśniać bohaterskie wyczyny swoich obywateli, Kanadyjczykom tego niestety brakuje. Jestem pełna podziwu dla obu kapitanów, Piché i Sullenberger. Lokalny patriotyzm mówi mi ze Piché jest jednak najlepszym pilotem cywilnym naszych czasów ;-) Serdecznie Panią pozdrawiam z krainy białych niedźwiedzi. B.
Dark Regis
Rzuciłem okiem na dostępną literaturę i proponuję zobaczyć te artykuły (najpierw dwie definicje): en.wikipedia.org en.wikipedia.org theobjectivestandard.com inquiriesjournal.com psychologytoday.com Chciałem tu tylko zauważyć, że jest to bardzo poważny temat dyskutowany w nauce, filozofii, etyce, a nie zero-jedynkowa nawalanka, kto ma rację. Mój osobisty pogląd jest taki, że obie skrajności są błędne i należy szukać jakiejś niszy na pograniczu, a nawet w części wspólnej, gdyż taką widzą sami twórcy liberalizmu - von Mises i Hayek. To znaczy, nawet oni nie uważają kolektywizmu i indywidualizmu za przeciwności, bo po prostu są to pojęcia źle zdefiniowane i mające niekompatybilne warianty (horizontal collectivism, vertical collectivism).
Anonymous
Ryży liberałowie to rzeczywiści socjaliści. Z wolnością mają tyle wspólnego co Matka Kurka z Ojcem Rydzykiem. O poczuciu liberalizmu z punktu widzenia swojej odpowiedzialnej wolności mogę powiedzieć tyle, że emerytur z PRLu i III RP nie ma i nawet nigdy ich nie było, co nie znaczy, że należy ludzi zostawić na lodzie. Przeciwnie, realne, ze względu na kumulację kapitału w narodzie, a nie rzekomych składek w ZUS, jest wypłata równych emerytur państwowych, prawdopodobnie rzędu 1000zł netto, niezależnie od uzyskanych przywilejów. Służba zdrowia , szczególnie w kontekście tekstu i komentarzy, jest we wspólnym interesie wszystkich. Nie tylko biedni mogą być w potrzebie, której najlepiej sprosta wspólnota. Odwołam się do okoliczności śmierci Gaudiego i Schliemanna, niezależnie czy mogli przeżyć w wyniku interwencji medycznej, bo to osobna sprawa. Dlatego popieram ideę ministra Radziwiłła o powszechnym ubezpieczeniu na terenie RP za pośrednictwem państwa stanów nagłych (szeroko rozumianych) przy jednoczesnym sprzeciwie wobec obietnic darmowego lecznictwa wszystkich w nieograniczonym zakresie. Zasiłki dla inwalidów są przywilejem altruizmu wobec słabych, i w dodatku - z powodu bogactwa płynącego z akumulacji kapitału - taniego. Sypanie szuflą do ubeckiej oligarchii jest cool w ryżym socjalizmie - pamiętajmy, że jego elementem jest żerowanie na rzekomym upaństwowionym altruizmie. Tu łatwo o przekroczenie granicy a w drugą stronę na atak o brak serca, który to bilans kusi by rozstrzygać go po najmniejszej linii oporu. Zatem nowomowa ich - mowa nasza.
Jabe
Stalin też był indywidualistą. Indywidualizm to cecha. Dopiero uszanowanie autonomii innych jest kwestią decyzji. Nazbyt wielu wybiera rolę apodyktycznej guwernantki. Często się tyłumaczą chęcią opieki nad bliźnim, ale, moim zdaniem, za tym kryje się lęk przed nim. Doskonale wykorzystują to politycy, którzy nader często oferują bezpieczeństwo w zamian za postępujące ubezwłasnowolnienie.
jazgdyni
Witaj Izo! Jej! W jakich tematach Ty się obracasz?! W rozterkach mojego życia. Na początek powiem Ci, że dobrze, iż nie mam teraz lat 20 lub 30. Bo wiesz co bym wybrał? Free climbing. Co mnie zawsze mocno we wspinaczkach wkurzało, to te wszystkie raki, czekany, liny i duperele. I powiem Ci coś. Ty też byś wybrała free climbing. Bo umiłowanie absolutnej wolności czuje się nawet przez internet. A jak by się dwoje takich indywidualistów spotkało, to pewnie byśmy się pozarzynali. Nie byłem w zuchach, harcerstwie, tych różnych ZMS/P - A,B,C,D. Jednooczne widzenie uwolniło mnie od wojska. Choć pardon moi, polibuda wszystkich elektroników, nawet te łamagi, wepchnęła na szkolenia do wojska z babami. I nawet jestem oficerem i odróżniam lufę od kolby. Nie-na-wi-dzi-łem dyscypliny, mundurów, rozkazów. Ale cóż... Zostałem marynarzem i znowu oficerem. I to nie na takich transportowych łajbach z Mombasy do Pernambuco. Znacznie bardziej skomplikowanych. To tak, jakby u ciebie na podwórku posadzić spory transportowy helikopter. Wtedy poznałem magię i znaczenie procedur. Uwierz - są ważne. Lecz jako Polak nie byłbym sobą, gdy w dziewiczym rejsie z Szanghaju złamałem wszelkie procedury i uruchomiłem unieruchomiony statek, który musiał odpłynąć, bo mogiła, po prostu wtykając złamaną chińską pałeczkę w uszkodzony przekaźnik. Jak wróciłem po dwóch miesiącach, to statek pięknie pływał, a złamana pałeczka wciąż była tam, gdzie ją wsadziłem. Ot polska fantazja. Za co nas kochają (i czasami dobrze płacą). Uściski
Dark Regis
Ja rozumiem, wskazuję tylko, że nie należy przywiązywać się do haseł. Zwłaszcza w obliczu zanieczyszczenia języka przez bolszewizm. Jeszcze trochę pozwolilibyśmy pofilozofować rozmaitym Hartmanom, Środom i Baumanom, a na indeksie parszywości znalazłyby się także słowa: socjologia, socjalizacja, socjotechnika, jak też wspólnota, współdziałanie, współodpowiedzialność itp. To jest właśnie metoda bolszewików - przejąć kontrolę nad językiem ludzi i wprowadzić tam taki burdel pojęciowy, że się nie pozbierają. Ja to zjawisko obserwuję już od pewnego czasu, kiedy próbuje się wszelkie próby odbudowywania po prostu wspólnoty narodowej, współodpowiedzialności i pragnienia służenia Ojczyźnie, wykrzywiać i mieszać z błotem jako socjalizm. Socjalizmem stało się wręcz wszystko, co nie jest ryżym liberalizmem. Emerytury to socjalizm, służba zdrowia dla biednych to socjalizm, zasiłki dla inwalidów to socjalizm. Tylko sypanie szuflą szmalu w d.. ubeckiej oligarchii to nie jest socjalizm. Nie zauważa Pan zapewne korelacji pomiędzy atakami na socjalizm rzeczywisty lub urojony, a poczynaniami takich tuzów biznesu jak Kulczyk, ale jak to widzę od 12 lat co najmniej. Gdy trzeba było coś przeforsować, sprywatyzować, przekręcić jakiś KGHM lub inne TPSA, zlikwidować ustawy kominowe, zlikwidować przywileje emerytalnych, pracownicze, podnieść składkę do ZUS, podatki lokalne, VAT, podpisać umowy gazowe z Rosją, to nagle fora zaczynały roić się od ultra liberałów wyzywających wszystkich innych od socjalistów i PRL-u. To trwało latami. Był czas zapisać wnioski. Ja po prostu śledzę ten wykwit liberalizmu w Internecie od samego początku i dlatego widzę korelacje i zależności. Kiedyś w podobnym stylu jazgotał słynny Matka Kurka, aż musiałem mu spuszczać manto na Onecie. Ten jego nick, to jest wyrażenie protestu przeciwko wszelkiej działalności Ojca Rydzyka, jakby ktoś dotąd nie wiedział.
Anonymous
Chodzi mi o odróżnienie kolektywizmu od współpracy. Kolektywizm jest formą współpracy niszczącej indywidualizm. Wojsko, policja, służby ratownicze muszą mieć wyćwiczone stereotypy i ustaloną hierarchię aby sprawnie działać w sytuacji kryzysowej/bojowej, a nie zastanawiać się. To są odruchowe działań indywidualne, jak i odruchy współpracy. Indywidualizm jest niezbędny, aby przeciąć węzeł mieczem a nie stanąć z rozłożonymi rękami bo instrukcja się skończyła, albo lecieć wg poleceń wieży bez nadziei, że dotrze się do lotniska. Do Bene Gesserit nawiązałem w konkretnym kontekście, dotyczącym charyzmy i szóstego zmysłu. To już wybitnie indywidualne cechy wymagające odpowiedzialności, ale stanowiące również ciężar. Nie każdy, i nie zawsze, potrafi je wykorzystać dla dobra. Indywidualizmy Czyngiz Chana i Karola Wielkiego różniły się tak jak owoce ich czynów. Nie pamiętam już szczegółów dalszych tomów Diuny, dziękuję więc za przypomnienie metody podboju przez narzucenie wrogowi reguł postępowania. To bardzo istotne, bo właśnie w ten sposób oceniam obecną próbę odrodzenia Polski i dlatego uważam ją za chybioną, bo realizującą cele wrogie naszej cywilizacji. Oceniam jako program polskości z wirusem socjalizmu. Kolektywizm jest jednym z przejawów.
Dark Regis
Hierarchia ustaliła się sama, bo utworzyli ją ludzie, którzy zostali przyuczeni do kolektywnego działania. Zrobili to odruchowo i bezmyślnie, czyli zgodnie z założeniami. Gdyby to byli indywidualiści, to spory o priorytety i przywództwo trwałyby tak długo, aż ostatni z poszkodowanych wyzionąłby ducha. Dlatego właśnie w wojsku uczy się działania zespołowego, a nie zadawania durnych pytań. Co do Bene Gesserit, Bene Tleilax i innych zakonów z Diuny, to ich siła pochodziła właśnie z kolektywnego współdziałania, jak każdego innego zakonu z planety Ziemia. Od etapu przyuczania, do realizacji konkretnych zadań rozpisanych na role. Dopiero w ostatnim szóstym tomie Diuny reguły te zostały podważone przez Matkę Wielebną Darwi Odrade. Zdarzyła się bowiem sytuacja, która prostą droga prowadziła do unicestwienia zakonu. Z Rozproszenia powróciły Dostojne Matrony i niszcząc planetę za planetą zagroziły funkcjonowaniu całego Imperium. W ich działaniu można dopatrywać się metod bolszewików, jednak to nie był kolektywizm, ale skrajnie wypaczony indywidualizm. Ciekawostką jest to, że wymyślony przez Odrade sposób pokonania wroga polega na połączeniu się z nim i narzuceniu mu tą drogą własnych zmodyfikowanych reguł postępowania. Na kluczową planetę Węzeł, gdzie Matrony utworzyły swój sztab, symuluje inwazję baszar Miles Teg (klon jednego z najlepszych dowódców z przeszłości) przy pomocy klona Duncana Idaho (znanego z pierwszej części). Przekabacona przez Odrade jedna z Wielebnych Matron, Murbella, usuwa figlującą z futarami przywódczynię dzikiego stada i ogłasza się jej następczynią. Następuje tryumf kolektywnego współdziałania nad zindywidualizowaną do granic psychopatii dziczą z Rozproszenia.
Dark Regis
Obawiam się, że przed wojną było jeszcze więcej alergików na kolektywizm niż obecnie. Szczególnie ostra alergia dopadała przeciwników budowania COP, portu w Gdyni i rozbudowy sieci kolejowej. Toż to były obrzydliwe wypryski polskiego kolektywizmu na dziewiczych puszczach, utrzymywanych w pierwotnym stanie wzmożonym wysiłkiem dzielnie dbających o ekologię zaborców. Pewna nacja posunęła się nawet do tego, żeby w trybie przyspieszonym działając kolektywnie zamienić polski obrzydliwy kolektywizm, na jedynie słuszny radziecki. Próbowali aż trzy razy. Polski kolektywizm przyczynił się wydatnie do zwiększenia liczby ofiar bratniej pomocy w 1939 roku, bo jakieś kolektywne oszołomy kupiły kolektywnie zbyt wiele sztuk broni i amunicji dla biednej armii polskiej. A można było wszystko oddać po dobroci, prawda? Druga nacja kolektywizm zrozumiała w odmienny sposób; przy użyciu pił i siekier wyrąbywała sobie kolektywnie drogę przez Rzeszów do Krakowa. Wszyscy wiemy, do czego doprowadził zinstytucjonalizowany kolektywizm niemiecki i jak stawał im w gardle ten wredny polski kolektywizm Państwa Podziemnego, który burzył naturalną harmonię pierwszej kolektywnej Unii Europejskiej. Dlatego kolektywizm polski należy zniszczyć na pniu i wypalić żelazem, żeby wszyscy byli już tylko liberałami oraz indywidualistami, siedzieli w swoich gettach i liczyli Geld, a wtedy nie będzie już nigdy kolektywnego machania szabelkami, ani konieczności krwawej walki z przebrzydłą odmiana kolektywizmu polskiego. Nie będzie trzeba przelewać krwi, wystarczy tylko tupnąć nogą na jakiegoś kacyka typu Tusk. Wreszcie nie będzie Polski, ale przecież to nie jest jakiś ważny problem dla innych kolektywizmów, nieprawdaż? :)
elefants
Zawsze myślałem że,tylko ja mam alergie na wszystko co kolektywne :) Pozdrawiam.
Witam Panią Myślę że to poczucie niższości, które jest na tyle przykre u ludzi nawykłych do zupełnie innego traktowania rodzi w nich mus przeciwdziałania, który nie mając szans na sukces na poziomie faktów szuka ujścia na poziomie opinii [plotki, insynuacje, stronnicze opinie, niepełne/niedokładne opisy sytuacyjne, interpretacje ocierające się o błąd, uśmieszki i niedomówienia]. A kolektyw - cóż, kolektyw zawsze na tle jednostki wybitnej będzie wyglądał blado, jak średnia na tle ekstremum. A skoro z definicji kolektyw NAJBARDZIEJ się nadaje ZAWSZE - tym gorzej dla jednostki. I w jednym i w drugim przypadku mamy do czynienia z totalitarnym podejściem do prawdy. Zwykle gdy oczekiwania niezgodne są z faktami - modyfikujemy oczekiwania. W totalitaryzmie - odwrotnie. Modyfikowane są fakty, i rodzi się groźna fikcja. Pozdrawiam
Anonymous
Nie brak i dzisiaj pochwał kolektywizmu, bo w tłumie wielu ludzi czuje się bezpiecznie, wygodnie, zwolnionych z brzemienia odpowiedzialności. Wygodną wymówką jest powoływanie się na skuteczność współpracy zbiorowej. Jednak wartość współpracy nie wynika z kolektywizmu a indywidualizmu osób ze sobą współpracujących. O ile nie jest to oczywiste w zwykłych sytuacjach, gdy ludzie kierując się standardami i hierarchiami osiągają satysfakcjonujący efekt, to w sytuacjach krytycznych udział indywidualizmu łatwo dostrzec. Jak chociażby w sytuacji opisanej przez Panią, gdzie hierarchia została ustalona ad hoc ku zaskoczeniu osoby kierującej akcją. I nie wydarzyłoby się to gdyby nie indywidualizm wszystkich osób zaangażowanych w akcję, zdolnych do stosownej reakcji. Chyba, że to coś, jak w powieści Diuna, w której występowały Bene Gesserit. Podejrzewam nawet, że Pani może być Prawdomówczynią.
Do wpisu: jak się nie ma co się lubi
Data Autor
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
Szkoła jest  dobra jakością  nauczycieli, którzy  w niej pracują. Z tym nie jest dobrze ( jest fatalnie) i zmiana organizacji niewiele pomoże. Tresowanie uczniów na testowe zdawanie egzaminów to kolejny pomysł, który ze zdobywaniem wiedzy nie ma nic wspólnego. Krótko - ponowna zmiana organizacji to pudrowanie liszajów - a może za kilka lat będziemy wracać znowu do gimnazjów i tak w kółko Macieju.  Pozdrawiam ro z m.
Oglądając w piątek ślubowanie składane na Kapitolu przez prezydenta Donalda Trampa zobaczyłem w jednej z relacji Pani córkę (jaka Ona jest podobna do Ojca ze zdjęć) i pomyślałem sobie, że w jakiś cudowny sposób historia zatoczyła krąg. Aż zazdrość (pozytywna - zachwyt) nad jakością elit USA. A może to tylko tak dobrze widać z oddali? Lecz do czego zmierzam, sam będąc ojcem 5 córek. dzieci powinny być chowane co najmniej w trójkącie: szkoła dom kościół, lub czworo czy pięciokącie (+ instrument muzyczny, sport, konie, chór etc). Gimnazja w mojej ocenie zaburzały możliwość ustawienia tych wielokątów tak by dobrze chroniły dzieci. Z drugiej strony, potrafimy sobie wyobrazić edukację w najróżniejszych warunkach, więc nie rozumiem tego biadolenia, że coś w końcu idzie normalnie. Gdzie "siłaczki" i misyjność zawodu nauczyciela, ech. Pozostaje tylko "robić swoje" i być "normalnym rodzicem" (ps. nie krytykować szkoły przy dzieciach, nikt nie zbuduje swojego autorytetu niszcząc inny). Cieszę się że odnalazłem Pani bloga. Jestem pełen uznania dla Pani i Pani śp. męża. Temat edukacji jest niemal równoległy z tematyką uczciwości elit. Bo nowe elity będą takie "jakie młodzieży chowanie". Najpierw trzeba poprawić szkoły potem możemy wymagać od elit.
Mind Service
Tak się dziś naucza, takie są światowe trendy: forbes.pl A jak widzę, polscy nauczyciele są sto lat za Murzynami...
Izabela Brodacka Falzmann
Sprawdzian szóstoklasisty nie ma znaczenia jeżeli dziecko idzie do gimnazjum prywatnego. Egzamin gimnazjalny nie ma znaczenia jeżeli dziecko idzie do prywatnego liceum. Tych patologii nie widzimy jeżeli nie chcemy widzieć. W okresie transformacji ustrojowej uważano, że bon oświatowy pobudzi oświatę prywatną, prywatne szkoły tak jak na zachodzie będą lepsze od tych publicznych, darmowych, konkurencja i niewidzialna ręka rynku sprawią, że złe szkoły upadną, a dobre będą kwitły, przejmą budynki tych złych i wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie. Faktycznie powstały prywatne szkoły, te przysłowiowe " szkoły tańca i różańca" ale pojawił się paradoks.Młodzież zamożna korzysta na ogół z oświaty publicznej, bezpłatnej i lepszej bo rodziców stać na inwestowanie w korepetycje, kursy przygotowawcze i inne działania nieformalne, o których nie chcę pisać bo trudno tu o dane statystyczne. Młodzież niezamożna korzysta częściej z uczelni płatnych, które są zresztą gorsze od tych publicznych. Czyli za swoje pieniądze młodzież niezamożna kupuje sobie oświatę na niższym poziomie, a czasami wprost dosłownie dyplom. To dotyczy wyższych uczelni. Prywatne szkoły licealne poza szkołami " naszych dzieciaków" jak Bednarska czy Przymierze Rodzin najczęściej są ostatnią deską ratunku dla młodzieży, która z różnych przyczyn nie mieści się w systemie oświatowym. Rodzice płacą za święty spokój, bo dużo szkół publicznych to szkoły opresyjne. Jeżeli połowa klasy ma na przykład pały na pierwszy semestr to nauczyciel najdelikatniej mówiąc nie zna rozkładu Gaussa. Bardzo dobre szkoły publiczne uczą i wymagają. Jak na przykład Staszic w Warszawie. Dobre szkoły przede wszystkim wymagają i mają liczące się, prestiżowe logo. Rodzice wpychają dzieci do tych szkół wiedząc, że będą uczone na korepetycjach. Podobnie jak przy łapówkach trudno tu o statystyki, bo nie wszyscy chętnie się przyznają do tej strategii i ciemna liczba tych sytuacji jest duża. Ale to temat na osobny tekst.  
Anonymous
Przepraszam, że nie użyłem emotikonu nawiązując do stóp. Może nie wyciągałaby Pani wniosków o plątaniu w sytuacji gdy przytakuję. Duża stopu zwrotu jest z zarabiania na budowie i remoncie szkół i szpitali, i innych usług im świadczonych poza uczeniem i leczeniem. Nie jest tajemnicą dlaczego. Proszę się zdecydować czy pieniądze idą za uczniem i przypada na niego kwota zawierająca koszty nieruchomości, podręczników, dojazdów itp. i rodzic je wydaje, czy też pieniądz idzie za szkołą, jak wynika z podanych przez Panią informacji. Jakie rodzice mają prawo wyboru skoro większość szkół jest państwowych a nauczycieli nie stać na inwestycje. Mogą wybierać jak między Saturnem a Media Markt. I skąd mieliby nauczyciele mieć kapitał finansowy skoro uważają za prawdę objawioną, że edukacja i szkoła nie mają na celu przynoszenie zysku w sensie pieniędzy. Czyżby nie dostawała Pani pensji? A może uważa Pani, że nauczyciel winien zarabiać tylko na koszty własne? Może lepiej od razu wypłacać pensje w kartkach na żywność i sznurowadła a głowy nie zawracać nauczycielom takimi przyziemnymi sprawami. Niech się skupią na propagandzie. Duży uśmiech się należy.
Nie żartuję. Od dłuższego czasu proszę o liczby, bo sformułowała Pani kategoryczne ogólne stwierdzenia na temat gimnazjów i nauczania domowego ale żadnych podstaw poza anegdotami o patologii tego systemu nie zobaczyłam. Pani twierdzenia podważa jeszcze jedna sprawa. Gimnazja funkcjonują od kilkunastu lat. Uczniowie korzystający z nauczania domowego nie są (nie byli) zwolnieni ze sprawdzianu szóstoklasisty ani z egzaminu gimnazjalnego. Naprawdę sądzi Pani, że przy istnieniu zewnętrznej weryfikacji wyników nauczania, masowe niskie wyniki dzieci, które zdawały coroczne egzaminy klasyfikacyjne na szóstkę, komukolwiek by umknęły? Proszę nie żartować, każdej sesji towarzyszy stos analiz, badane są powiązania między wynikami a wiekiem, płcią, dysleksją i wszelkimi innymi zmiennymi. Naprawdę, proszę sobie ze mnie nie żartować.
"Trzeba było..." Cos się Panu plącze. Ja nie narzekam, że choć chciałabym to nie mogę, tylko objaśniam mechanizm stojący za małą popularnością szkół prywatnych jako przedsięwzięcia biznesowego. Proszę nie szukać sobie dodatkowych powodów, naprawdę nie warto. Szkoły prywatne też dostają dotację na ucznia. Też dostają symboliczne koszty najmu i dotacje do remontów - zwłaszcza te stowarzyszeniowe. Dostają grunt od organu prowadzącego albo wręcz OP szkołę buduje i oddaje w prywatne ręce. I podręczniki za darmo, jak każda inna szkoła, bo to jest zapisane w ustawie. Pieniądze idą za UCZNIEM a nie za szkołą, nauczycielem (?!), nieruchomością czy gimbusem. Rodzice MAJĄ prawo wyboru a szkoły równe szanse konkurowania o ucznia. I często szkoły prywatne tę konkurencję przegrywają, niekoniecznie z powodu kosztów, bo istnieją, o czym być może Pan nie wie, bezpłatne szkoły prywatne. Zwykle przegrywają z powodu rotacji kadry, niskich wymagań i słabych wyników uczniów a przynajmniej takie uzasadnienia powrotu do szkoły publicznej słyszałam. I to nie jest kwestia zastałych stosunków własnościowych. Po prostu edukacja i szkoła to nie są przedsiębiorstwa, których celem jest przynoszenie zysku w znaczeniu pieniędzy. Najszacowniejsze placówki prywatne na świecie utrzymują się z kombinacji dotacji, czesnego, grantów i darowizn a nie wypracowują zysk dla spółki, jak fabryka sznurowadeł. Pora się z tym pogodzić. :)
Do wpisu: Pudrowanie gangreny
Data Autor
Dokładnie tak pani Izabelo!
Rodzice narzekają, że dzieci za dużo nad książkami siedzą,że materiał szkolny przeładowany ,,biedne dzieci,, ale te same dzieci mogą siedzieć godzinami przed komputerem i grać.Zawsze odpowiadam ,,zatroskanym,, rodzicom,że skoro dzieci mogą godzinami wytrzymać przed komputerem,to tak samo mogą wytrzymać nad książkami.Serdecznie panią pozdrawiam!