Otrzymane komantarze

Do wpisu: Jak jest możliwa czysta dyskalkulia
Data Autor
Izabela Brodacka Falzmann
Cierpiała na nią przede wszystkim poprzedni rząd ( nierząd), który zadłużył na na kilka pokoleń. Niektóre działania rządzących wynikają nie ze złej woli lecz ze zwykłej ludzkiej głupoty. Wiele lat temu dla działacza Solidarności Rolników Indywidualnych zrobiłam " ściągaczkę" przed jego negocjacjami w banku dotyczącymi kredytowania jakiejś ważnej struktury. Nie wstydząc się wyjął ściągaczkę na której miał policzone wszystkie spodziewane warianty. Dyrektor banku poddał się i solidarność wynegocjowała wyjątkowo korzystne warunki. 
wagarowales, nie ma cienia watpliwosci ;)
Pani Izabelo, Bardzo ważny tekst, szkoda że nie trafi (chyba...) tam, gdzie powinien być czytany. Ludzie dawali, dają i będą dawać się oszukiwać, nic na to nie poradzimy. I powiem szczerze - nie martwi mnie to tak bardzo, każdy ma prawo być głupi. Problem leży gdzie indziej... Na dyskalkulię cierpi każdy kolejny rząd naszego nieszczęśliwego kraju. Załóżmy, że zarabia Pani rocznie 20 000 zł, a wydaje 30 000 zł. Więc dopożycza Pani corocznie 10 000 zł na swoje utrzymanie. Jak szybko Pani zbankrutuje, nawet pomijając odsetki od tych kredytów? Rządy to właśnie czynią uchwalając budżety z deficytem. I tak już co najmniej od 25 lat... Pozdrawiam serdecznie.
Anonymous
Bez muzyki da się czytać. Już się wgryzłem w dedykację i spis treści.
Dark Regis
Z tym się zgadzam. Nie tytuł i posada tworzy naukowca. Komuchy kompletnie wykręciły te pojęcia na lewą stronę. U nas jeszcze nikt nie podchodzi do matematyki poważnie, przynajmniej nie tak jak na zachodzie. Są pewne przebłyski, ale to pieśń przyszłości. Dlatego na razie matematyczna utopia nam nie grozi. Groni nam utopia poskomunistyczna z silnym zabarwieniem postmodernistycznym. Tych hipokrytów tworzy obecny system edukacji, stworzony przez takich fachowców, których celem było wywalanie dzieci akowców z uczelni na bruk w imię chorej idei. Katedry w zasadzie obejmowało się dzięki punktom za pochodzenie, a nie za rzeczywiste dokonania w nauce czy edukacji. Ten system dalej trwa. Nawet szkolnictwo prywatne to jest ta sama matnia, zasiedlona przez tych samych typków, którym po prostu było mało koryta w uczelniach państwowych. Nie uczy się młodzieży w celu jej nauczenia, ale w celu odbębnienia godzin i zgarnięcia szmalu. Jeśli Pan słyszał o ciągłych aferach np. w m-Banku, to niech Pan wie, że jest to naturalne żerowisko np. absolwentów prywatnej szkoły WSHE z Łodzi. Ja już przeczytałem tę książkę. Musiałem sobie ustawić odpowiednią muzykę, żeby złapać ten mroczny nastrój startujący od filozofii nauki, by się rozkręcić w okolicach informatyki ;) Ale jakoś poszło, jakoś poszło :)) Polecam ten utwór, bo pasuje do tego klimatu: youtube.com
Anonymous
Do naukowców to ja mam przekonanie, ale nie tytuł i posada tworzy naukowca. Z linkiem się zapoznam. Nie chodzi aby sobie radzić bez, albo wbrew, tylko aby korzyść była obopólna. Obecnie naukowcy, a raczej etatowi naukowcy, radzą sobie bez liberałów, a we współpracy z urzędnikami, którymi zresztą starają się być. Nie podawałem żadnego projektu emerytalnego, zatem również nie utopijnego. Uważam, że jest wielu ludzi, którzy takie systemy zdolnych jest stworzyć i niech je oferują. Świat istniał bez emerytur państwowych i ludzie inwestowali w dzieci. Może właśnie dlatego (obok innych względów) spadł przyrost naturalny. W systemie emerytalnym o charakterze piramidy finansowej - jak ZUS - nie chodzi o utopizm z matematycznego i demograficznego punktu widzenia a o ściągnięcie pieniędzy na wydatki państwowe za aprobatą banków, które nie mają wyjścia innego niż odnotowanie zysku. Nie mogę się zgodzić z założeniem, że emerytura jest czymś co się komuś należy. Jeżeli skłaniam się do emerytur państwowych (równych, dawanych "za żywota") to tylko dlatego, że sytuacja jest zabagniona przez istniejący system. Wszyscy jesteśmy w kieracie i nie jest moją ambicją zamiana z poganianego na poganiacza. Znowu niezgoda :-). Przecież teraz mamy bylejakość mimo, że historycy zajmują się historią a ekonomiści ekonomią. Problem, że na etatach i nie pod publiczkę a pod etatowych mecenasów. Murarze murują już mniej byle jako, bo bardziej wolno, tzn. szybciej bo wolni są. Na ciemnotę nie ma lekarstwa, jak ktoś nie lubi udawać zadowolenia, gdy oświeceni hipokryci drą z niego łacha.
wielkopolskizdzichu
żyjesz pan w jakiejś ułudzie. Ludzie biorą kredyty takie jakie im przedstawią pracownicy banków, umiejętność wyliczenia procentów nie ma z tym nic wspólnego, ponieważ liczący procenty wylicza je w oparciu o bieżące informacje. Nie wie ile wyda na utrzymanie się za 5-8 lat, nie wie jaka sytuacja będzie na rynku pracy. Mało tego, nawet laureat jakiś olimpiad matematycznych nie rozumie treści całej masy klauzul. Matematyk podlega tak samo jak ledwo liczący słupki, ciśnieniu wytworzonych potrzeb, naciskowi mody i środowiska. Jak się ma 30 lat i chce się istnieć co oznacza posiadanie akceptowalnego samochodu, mieszkania, wyjazdu na wakacje i do tego utrzymanie na jako taki standardzie rodziny bierze się kredyt taki jaki jest do dyspozycji. pan panie marchewka nie masz zielonego pojęcia o życiu. a bierzesz się za recenzowanie.
gorylisko
pitolicie hipolicie...rozumiem, że jak składa pan kasę na rachunek oszczędnościowy to nie umie pan policzyć procentu...i tak jak bolek podpisuje pan w ciemno wszystko co panu podsuną...nikt nikogo nie zmusza to podpisywania umów kredytowych...chwała Bogu, lichwiarstwo się kończy wystarczyło ludziom zwrócić trochę kasy... 500+ się kłania... ale zadania z procentów bardzo pomogą, zadania z obliczania procentów w banku zarówno depozytów jak i kredytów też bywaja pomocne...odnoszę wrażenie, że pan wagarował kiedy w/w tematy były omawiane... chyba, że był pan pilnym słuchaczem scheuring-wielgus...
Dark Regis
Głowa do góry. Aby Pan nabrał wiary w naukowców, proponuję przeczytać parę książek. Ta jest na prawdę świetna, w miarę przystępna, prezentuje szerokie ujęcie tematu i dostępna jest w całości na Google Books: Modelowanie w naukach o zarządzaniu oparte na metodzie programów badawczych i formalizmie reprezentatywnym - Autorzy Tadeusz Gospodarek: books.google.pl Naukowcy sobie poradzą bez liberałów, ale odwrotnie raczej nie :P To co pan proponuje, jest utopią, gdyż urzędnicy nie wytwarzają praktycznie żadnego PKB, a więc w pańskim systemie "kapitałowym" mieliby nie otrzymywać żadnych emerytur. Potem poszliby pod nóż nauczyciele, lekarze, doradcy, kler i służby. Oni też nie wytwarzają wprost PKB, a więc liberalna emerytura im się nie należy Coś w tym jest, ale obawiam się, że to raczej urzędnicy i reszta zbieszą się pierwsi, najmą drabów i zagonią liberałów do kierata ;) Czas zacząć powoli wycofywać projekt polskiej bylejakości i zadbać, by śpiewacy tylko śpiewali, historycy zajmowali się historią, ekonomiści ekonomią, matematycy tworzyli i badali modele, a ludzie pouczający innych ludzi, żeby czytali jeszcze w wolnych chwilach jakieś książki. Wtedy będzie szansa na jakiś rozwój całego kraju, a nie tylko Pruszkowów i Ambergoldów.
wielkopolskizdzichu
"W tej prawdziwej anegdocie mieści się odpowiedź na pytanie po co uczyć dzieci matematyki. Człowiek nie znający matematyki choćby na elementarnym poziomie nie policzy sobie procentu składanego, nie wybierze dobrej oferty kredytowej," Znajomość matematyki nie ma nic wspólnego z wyborem oferty kredytowej. Raczej przydała by się znajomość historii, psychologi, uwarunkowań społecznych. Jeśli pracownik najemy, decyduje się na kredyt w wyniku, którego skazany jest do końca swych dni, na pokorę w stosunku do pracodawcy, to mu znajomość obliczania niezbędnej pojemności zbiorników paliwa w rakiecie kosmicznej nie pomoże.
Anonymous
Dziękuję za przykład piramidy finansowej. Może dlatego nie mam złudzeń do swojej emerytury w ZUS bo przykład przerabiałem w dzieciństwie, a wtedy nawet małe dzieci są w stanie dostrzec, że król jest nagi. Nie pokładam też wielkich nadziei w wiedzy środowisk naukowych, które nie różnią się w przekroju przez masę od innych zawodów. Zabobony, w tym wiara w standardy i wytyczne, o których pisała Pani przed tygodniem, są na porządku dziennym. Często jest w tym stosowanie zasad w sytuacjach, których one nie dotyczą. Dlatego wolę gdy naukowcy, czy nie naukowcy, mylą się na własny koszt. Jest szansa, że przyjdzie refleksja. W przeciwnym wypadku jest samozachwyt kantujących nieeuklidesowo, gdy rozwiązują problemy ludzkości nie zważając na wybiórcze i nieadekwatne odniesienia swoich metafizycznych uniesień. Za przykład może posłużyć min. Rafalska, która nie dostrzega konsekwencji wciągania najmłodszych pokoleń w udoskonalanie idei Bismarka. Rachunek jaki im wystawia to uzależnienie na miarę neoniewolnictwa. Właśnie uszczelniają się granice, zatem nie będzie ucieczki wnuczków - odrobią zadłużenie z wielokrotną nawiązką i jeszcze usłyszą, że brali 500+ nawet jak nie brali. Idea socjalizmu stworzyła swego rodzaju III drogę do III przestrzeni, w której ludzi nie żyją tylko są hodowani.
Jabe
Koło to raczej czwarte tysiąclecie. No i nie ma pewności, gdzie je wynaleziono. Myślę, że ludzie dawniej też nie rozumieli, co jak działa. Potrafili tylko zrobić więcej rzeczy codziennego użytku. Jakoś tak na przełomie XIX i XX wieku była moda na naukę. Ludzi interesowało nawet, ile jest planet. No ale to najwyraźniej była fluktuacja. Normą jest i była ignorancja.
Do wpisu: Sully, czyli pochwała indywidualizmu
Data Autor
Anonymous
Kazachów w sytuacji opresji zewnętrznej nie było stać na wyłom w ich tradycji w imię doraźnych korzyści. Tak tę historię odbieram. Znali wartość wspólnoty opartej o zaufanie do tradycji, do głowy rodu i starszyzny. Ta wartość rodu, rodziny, wspólnoty jest postrzegana jako totalitarna z punktu widzenia socliberalnego indywidualizmu, który preferuje zerwanie z tradycją by człowieka odizolować od bliskich i dać mu oparcie w nowej wspólnocie opartej na pozorach wolności. Dlatego zgadzam się, że słowo kolektywizm można pojmować na różne sposoby. Osobiście nie postrzegam rodziny jako kolektywu ze wzgl. na różną rolę jednostki w obu tych wspólnotach. W rodzinie jest miejsce na indywidualizm - nie wyalienowany jakiś, tylko ten, który daje podmiotowość. W kolektywie totalitaryzm wspólnoty spycha człowieka do roli przedmiotu pozwalając na "róbta co chceta" byle było to tarzanie w błocie. Nie zgadzam się, że prawda zawsze leży między skrajnościami. Ani po środku, ani krakowskim targiem. Jest jedna. W przeciwieństwie do opinii (bliższych czy dalszych od prawdy). W przeciwieństwie do gamy cech charakteru, które skłaniają nas do zajmowania różnych stanowisk, sprzyjania różnym ideom. W przeciwieństwie do odcieni znaczeń przynależnych słowom. Z tego ostatniego powodu przyjmuję do wiadomości Pańską chęć nazywania współpracy "działaniem kolektywnym". Mimo różnic w postrzeganiu odcieni zachowujemy wspólną ocenę spraw kardynalnych, zerojedynkowych.
wielkopolskizdzichu
"Dziedziną szczególnie zdominowaną przez procedury jest lotnictwo. Każdy pilot przed startem odczytuje tak zwaną check-listę ( listę sprawdzającą) czyli zestaw koniecznych czynności. Każdy przed lądowaniem porozumiewa się z wieżą i wykonuje jej polecenia nawet jeżeli wieża jest jak w Smoleńsku obskurnym baraczkiem," Bardzo kiepski przykład wybrała Pani by udowodnić tezę o szkodliwości procedur. Do katastrofy w Smoleńsku bowiem doszło wskutek nie przestrzegania ich zarówno przez stronę rządową jak i prezydencką już w fazie planowania. Bezpośrednią przyczyną niepodlegającą dyskusji było podjecie wbrew normom i procedurom obniżenia lotu w celu podjęcia próby lądowania w warunkach, które absolutnie dysklasyfikowały Smoleńsk jako lotnisko dla samolotu prezydenckiego. Patrząc na to co wyprawia się w MON i MSW do następnej tragedii dojdzie niebawem. Inny przykład to słynne lądowanie na brzuchu na Okęciu. Tajemnicą lotniczego Poliszynela jest to, że nie chciało się komuś ewentualnie zapomniano o otwarciu rozdziału / w wielu wypadkach jest specjalnie zaplombowany/ z opisem resetu serwomechanizmu opuszczania podwozia - otwarcie szafki i przekręcenie hebelka.
Dark Regis
Zapewne zauważył Pan, że w tych artykułach po stronie kolektywizmu znajduje się rodzina. To właśnie dlatego wspomniałem, że prawda leży gdzieś pomiędzy skrajnościami. Przykłady kolektywizmu w polskich rodzinach są tak oczywiste, że nawet nie ma potrzeby ich przytaczać. Ale wystarczy zacząć od wspólnego "wychodzenia do pola" przy żniwach, wspomagania się wzajemnym przy różnych problemach czy budowie domu, a skończyć na wspólnej opiece nad seniorami rodu, żeby to zauważyć. Jeśli ktoś tego nie rozumie, to nie rozumie też polskiej tradycji. Moje rodziny ze strony matki oraz ojca były wielodzietne. Rodzina posiadająca mniej niż 4 dzieci to był wyjątek. Zdarzało się dwanaścioro. Dlatego ja znam tę formę kolektywnej współpracy z autopsji. Do niczego byśmy nie doszli, gdyby chodziło tylko o konkurowanie i stawianie jedynie na siebie, w sensie wykorzystywania innych. Pamiętam z opowiadań dziadków, że podczas wycieczki turystyczno-krajoznawczej do Kazachstanu, zorganizowanej przez biuro podróży NKWD, dla całej rodziny mojego pradziadka - przedwojennego leśniczego, czyli urzędnika państwowego, zdarzył się taki przypadek. W kazachskim kołchozie podczas zwożenia snopków zboża ładowano je na takie małe wozy niczym taczanki. W ten sposób prace w polu trwały wiele dni i angażowały wiele osób. Któregoś dnia mój pradziadek zbudował im prawdziwy polski przedłużany wóz drabiniasty, którym wystarczyło obrócić w ciągu jednego dnia kilka razy. Wtedy pracujący z nim Kazachowie zwołali naradę usiedli przy ognisku i uradzili, że ... ten wóz trzeba spalić, ponieważ jest niebezpieczny. Jak uradzono, tak zrobiono. Nie powiedzieli, że większa wydajność przeczy zasadom socjalizmu, albo że nadzorcy zagnają ich do dodatkowej wytężonej pracy dla partii. Nie powiedzieli również, że wóz psuje cały ich wyuczony od wieków rytuał żniwny. Nic nie powiedzieli. Można to nazwać kolektywizmem albo socjalistycznym zaczadzeniem, wreszcie ciemnotą. Ale nawet bez socjalizmu w jakimś plemiennym obskurantyzmie wystąpienie przeciw tradycji lub złamanie tabu skutkowało by podobną decyzją. Dlatego trzeba umieć odróżniać te formy kolektywnego działania, bo są kompletnie różne.
Anonymous
Dziękuję za intelektualne wyzwanie. Podzielam pogląd, że pojęcie indywidualizmu jest... bardzo indywidualne. Nie z każdą jego interpretacją się zgodzimy. Zgodzimy się z różnymi jego pojęciami w sposób wprost proporcjonalny do naszego poczucia pojęcia wolności. W przytoczonych artykułach najbardziej utożsamiłem się z poglądem o roli zaufania w komunikacji między jednostkami. To zaufanie buduje wspólnotę. Kolektywizm, w rozumieniu totalitarnym, jest w gruncie rzeczy przeciwieństwem wspólnoty, społeczeństwa, niż indywidualizmu. I to jest ujęcie z punktu widzenia cywilizacji łacińskiej, czyli cywilizacji Zachodu, która obecnie błędnie jest utożsamiana z jej pozostałościami na geograficznym Zachodzie. Myślę, że przyczyną mojej niezgodności z autorami tych prac jest zbyt dowolne łączenie i przeciwstawianie przez nich cech: - wspólnot łowieckich/rolniczych, - cywilizacji dawnego Zachodu/dawnego Wschodu oraz - obecnego Zachodu/obecnego Wschodu Konsekwencją jest niedostrzeganie, że indywidualizm jest tylko pozorem we współczesnym kolektywistycznym tzw.Zachodzie, który jest lustrzanym odbiciem kolektywnego totalitaryzmu drugiej strony żelaznej kurtyny.
Co szwajcarski Minister Finansów myśli o łunijnych przepisach,procedurach? youtube.com
Norweskie Fundusze modernizują w Polsce procedury w sądownictwie amb-norwegia.pl Służbę zdrowia też nam modernizują co ciekawe Norwedzy sami mają niezły bajzel ze służbą zdrowia na operacje trzeba czekać ponad rokrynekzdrowia.pl mr.gov.pl jak się wytresuje odpowiednio służby ,,to wicie rozumicie,, nie ma miejsca na samodzielne myślenie i o to chodzi i o to chodzi. Zaczął się Chiński Nowy Rok rok koguta nie dajmy się ,,zadziobać,, procedurom i pożytecznym idiotom.Serdecznie panią Izę pozdrawiam życząc youtube.com
elefants
Niestety, tak już jest że przestrzegając jednych procedur czy przepisów zmuszeni jestesmy łamać inne. Daje prosty przykład. Ulica z linią ciągłą której nie wolno przekraczć, jednoczesnie dziury w jezdni w które wjazd grozi uszkodzeniem samochodu lub wypadkiem. Pozdrawiam wszystkich.
Jabe
No właśnie. Procedury nie są złe same w sobie. Złe jest bezmyślne stosowanie się do nich, ale też ważne żeby nie były bezmyślnie pisane. Podczas pewnego lotu rozległ się alarm o spadku ciśnienia. Załoga przypuszczalnie zabrała się więc za check-listę. Po kilku godzinach skończyło się paliwo i samolot spadł. W check-liście nie było napisane, żeby włożyć maskę tlenową. A powinno być, bo w nieprzewidzianej sytuacji łatwo o głupi błąd.
Ten mechanizm - wyparcia i/lub separacji - jest akurat dość prosty. Stosuje się wybieg w postaci np. "to były inne czasy", albo "nie znacie tych ludzi, to były zwierzęta", "byliśmy pod scianą - musieliśmy walczyć o życie", "Was tam nie było, nie poznaliście go, jego myśli i jego władzy." Hitler w swoich czasach był medialnym gwiazdorem, prócz funkcji politycznych i administracyjnych jakie sprawował miał charyzmę, którą uwodził tłumy, a już na pewno tłumy kobiet. Gdyby zbrodniarkom tym, o których Pani pisze, nakazano po wojnie w ramach kary mieszkać w barakach obozowych, słuchać co dzień totumfackich przemówień, marszów wojennych, list zabitych, rannych i zaginionych na froncie wschodnim - słowem codziennie być swiadkami agonii III Rzeszy - o, wtedy na pewno nie stałyby się szczęśliwymi matkami, żonami, podporą społeczeństwa. Ale ponieważ zmieniły CAŁKOWIECIE środowisko a oficjalny kurs tłumaczył każdą zbrodnię musem podporządkowania się - łatwo krzystały z błogosławieństwa zapomnienia, wyparcia, odnowy. Proszę zauważyć, że nie tylko iiirzesza po upadku skorzystała z tego mechanizmu wywołania pozornej nieciągłości między wczoraj a dziś - stosowały ten trick państwa postkolonialne, ZSSR jak i Kościół katolicki. Ten ostatni jest akurat w trakcie budowy nowego parawanu z nowych twarzy, skoro podparcie starego belką santosubito było mało. I znów będziemy świadkami budowy kolejnej legendy, nowego ładu, którego przeciwnikom będą spadać na głowy te same od wieków argumenty: Nie znaliście i nie znacie tamtej epoki, czasy były inne, inne realia podejmowania decyzji, inna mentalność ludzka ... A na pytanie o ilość zmian w Dekalogu, jakie Bóg uczynił by uwzględnić zmiany czasów i mentalności zapada krótka cisza i zaraz potem apiat` na abarot, młyn tych samych treści, których zadaniem jest zasypać prawdę, a nie ją ujawnic.
Izabela Brodacka Falzmann
Procedury są pisane krwią mawiał mój znajomy, żeglarz i alpinista. Przez wiele lat pracował przy robotach wysokościowych i nigdy nie miał wypadku. Zginął w wyniku wybuchu juwla. ( turystycznej kuchenki benzynowej). Ten juwel był stary i moim zdaniem nie miał atestu przynajmniej od 20 lat. W Tatrach swego czasu, (zanim wszyscy przeszli na butan) zdarzało się, że kuchenka benzynowa zaczynała się palić nie tylko na bezpieczniku i wtedy odrzucało się ją jak najdalej prowokując widowiskowy wybuch i narażając się na grzywnę. Nie słyszałam jednak o poważnym wypadku. ( muszę przy okazji  sprawdzić rejestry goprowskie). Data ważności nie tylko kefiru też ma swoją moc.W górach ludzie giną jednak zgodnie z procedurami. Mają uprawnienia, doświadczenie i kondycję, a jednak giną. Liczba niewiadomych jest zbyt wielka, żeby wszystko dało się opisać i sformalizować, wszystkie zagrożenia i sposoby przeciwdziałania potencjalnym wypadkom.
GPS
Jestem zaskoczony tym, że Jazgdyni odpowiedział, a nie zauważył najważniejszej kwestii w związku z istotą tego, o czym Pani pisze. Pisze Pani o procedurach i daje przykłady z lotnictwa. No to zwracam uwagę na żeglugę. Otóż w pływaniu istnieje coś takiego jak: "dobra praktyka morska". To jest nawet opisane w Wikipedii: pl.wikipedia.org Żeglarz musi przestrzegać procedur. Procedury są dobre i słuszne. Ale jeśli zauważy, że miałby doprowadzić do jakichś szkód, uszkodzeń, zadrapań, czy śmierci, to powinien procedury olać i zadziałać zgodnie z dobrą praktyką morską. Ona jest ważniejsza niż wszelkie zasady. I każdy żeglarz to wie.   
Izabela Brodacka Falzmann
Ja też serdecznie pozdrawiam. Chodziło mi przede wszystkim o indywidualną odpowiedzialność. Ludzie zadawali sobie pytanie jak to było możliwe, że w obozach hitlerowskich okrutnymi kapo były kobiety, które po wojnie wróciły do normalnego życia. Były dobrymi zonami i matkami i okropieństwa wojny nie pozostawiły w ich psychice śladu. Bo były karnymi obywatelami niemieckimi i wola przywódcy była dla nich prawem. Nie poczuwały się w najmniejszym stopniu do odpowiedzialności za swoje czyny. Polecam książkę: Anja Lundholm "Das Höllentor".
Izabela Brodacka Falzmann
"Aby odgiąć trzeba przegiąć"- twierdził wielki Mao. Dlatego w swej pochwale indywidualizmu jestem dość skrajna. Doceniam wysiłek zbiorowy, a przede wszystkim zmysł państwowo twórczy dwudziestolecia międzywojennego. Zauważmy jednak, że większość osiągnięć tego okresu było dziełem wybitnych jednostek.