|
|
Celarent Smutne w sumie scenki. Dodam i swoje doświadczenie, całkiem świeże. Rodzina na obczyźnie od kilku lat, model 2+3. Fajnie. Tak, tylko, że ci POLACY, katolicy, ostentacyjnie przywiązani do tradycji, literatury, kościoła... mają jedną dość specyficzną zasadę funkcjonowania ich, polskiej w końcu, rodziny w Wielkiej Brytanii: przez sześć dni w tygodniu mówią (rozmawiają ze sobą) W DOMU po angielsku a jednego dnia, w piątek, po polsku. Może żeby nie zapomnieć? Ich najmłodsza pociecha, uradzona w obcym już kraju nie pisze po polsku a mówić nauczyła się w wieku kilku lat... Oni będąc w Polsce są dumnymi Polakami. Będąc w GB posyłają dzieci do I Komunii wraz z brytyjskimi maluchami, do brytyjskiego kościoła, pomimo, ze jest tam przecież Polska Misja Katolicka, w której tez czasem działają (jarmarki). Taki syndrom cwaniaka. inna diagnoza nie przychdzi mi do głowy. Pozdrawiam. |
|
|
wielkopolskizdzichu "kompleksowi niższości często towarzyszy kompleks wyższości. "
Doprawdy? Nie jest odwrotnie? Ludek który ma wbite w głowę, że jest sarmatą, nosicielem wyższej kresowej kultury ma jednocześnie świadomość, że jego możliwości finansowe są o wiele niższe niż pogardzanego przezeń Szwaba. Tenże przedstawiciel Wyższej Rasy Sarmackiej gotów, cztery litery wylizać wyżej stojącemu w hierarchii zagraniczniakowi by dostać pare Euro więcej za robotę, zamiast ryzykować otwarcie biznesu w Polsce.
Paru takich sarmatów na NB gości. |
|
|
Zgadzam się z panią w 100% i mam pytanie. Jak poradzić sobie ze słownictwem w języku polskim jeśli przed wyjazdem z Polski (ponad 30 lat temu) to słownictwo prawie nie istniało w codziennym jezyku? Mam na myśli jezyk "komputerowy" używamy przez zwyklych śmiertelników. Taka na ten przykład "małpa" czyli zwyczajne @ "at"? Oczywiście że teraz już wiem ale niech tylko siądę w Polsce przy komuterze/ iPad z osobą mówiącą po polsku i słucham wyjaśnień co zrobić by np. naprawić drobną "usterkę" internetową czy też instrukcje odnośnie specyficznego programu który często używam ale po angielsku. Oczywiście że w miarę upływu czasu i regularnej praktyki każdy przyswoi sobie ten "nowy" polski ale czasami tak zwyczajnie brak słów. Odnosi się to również do słów czy zwrotów nie używanych na co dzień - "makutra" na ten przykład (na angielski - już wiem) albo angielskie "diaphragm" przy ktòrym mi odjęło mowę na kilkanaście bardzo długich sekund (już sie dokształciłam). Jakie jest pani zdanie?
Tak, mówię z akcentem (po angielsku) i wcale mi ani miejscowym to nie przeszkadza. Jeśli nie znam wyrazu to pytam albo sprawdzam w słowniku. Latem jeżdżę za miasto ba plażę a nie do "kontry na bicza" i mam samochód a nie "gare". Przez wiele lat śmietnik w domu (kuchenny) został zastąpiony "garbiczem"; pojawił się w naszym języku nie wiedzieć skąd i tajemniczo ale po wielu latach zniknął... na szczęście.
Pozdrawiam serdecznie! |
|
|
Słoń Podwawelski Mieszkaliśmy 30 lat za granicą. W domu mówiliśmy po polsku, angielsku i francusku. Każdy z tych języków szlifowaliśmy ale najbardziej dbaliśmy o zachowanie języka polskiego. To był nasz posag. Inne języki były tylko protezami ale je również szanowaliśmy. Po latach wróciliśmy do Polski a tu zastaliśmy język polski w całkowitym rozkładzie. Wszędzie tylko ta "qur...". Nawet w Teatrze Starym w Krakowie, który w dawnych latach odwiedzaliśmy dość często, w czasie przedstawienia "Hamleta" w grudniu 2017, ze sceny w kierunku publiczności wylewał się rynsztok wulgaryzmów i oczywiście leciała propaganda sodomii i gender. Sala była wypełniona głównie przez młodzież ze szkół średnich. Ukochana "qur..." była jednym z bardziej poprawnych słów w dialogach meneli "aktorów". O reszcie szkoda mówić. Do tego teatru nie wybiorę się nigdy więcej. Taniej będzie pójść do baru studenckiego. Ci przynajmniej klną spontanicznie i głównie w swoim gronie. |
|
|
Też oddaje istotę rzeczy . |
|
|
wielkopolskizdzichu "Przeczytałam również, że pracownicy Mc Donald’s w Londynie mają zakaz porozumiewania się po polsku , gdyż nasz język odstrasza klientów."
Gdyby była Pani menadżerem jakiejkolwiek knajpy sieciowej, też by Pani dążyła do tego by komunikacja pomiędzy pracownikami mającymi styczność z klientem odbywała się w miejscowym narzeczu.
Mało tego dążyłaby Pani by obowiązywał jeden język również na zapleczu.
Nie ma to nic spólnego z dyskryminacją ani z tępieniem jakiegoś języka. Jest to wymóg techniczny przy organizacji pracy zespołowej i dążenie do zapewnienia dobrych relacji w zespole.
McDonald w UK gadamy jako pracownicy po angielsku.
McDonald w Polsce gadamy po polsku.
Knajpa chińska gdziekolwiek w świecie: jedna, dwie osoby na sali, gadające w łamanym miejscowym narzeczu, ale domagam się by z zaplecza dochodził do mnie gwar choćby udający chiński.
Po to między innymi tam idę.
Problem tego Stuhra. Trzeba by sprawdzić czy rzeczywiście wprowadza w życie to co powiedział w jakimś wywiadzie.
Sądzę że nie. Mam to gdzieś
Sądzę że ten całkiem niezły aktor wraz z dziennikarzem zrobili to samo co Pani robi praktycznie w każdym swoim blogierskim wystąpieniu.
Czyli napisać to co czytelnik chce przeczytać.
|
|
|
Pani Izabelo ,takich ludzi jak Pani znajoma to nawet ich ośmieszanie nic nie da bo tak mają .Co do znajomości języka angielskiego to na pewno znają go najlepiej Holendrzy dla których jest pierwszym językiem i ich język jest najbliżej języka literackiego rodem z Oxfordu czy takiego jaki słyszymy w BBC czy stacjach radiowych czy telewizyjnych .
Wątpię czy jakikolwiek tłumacz kabinowy dałby radę przetłumaczyć gdy coknejem mówi ktoś z doków.Podobnie jest w Niemczech bo ile landów tyle gwary .
Podobnie jest u nas -polski język literacki a gwara śląska,kaszubska czy wielkopolska.
Język angielski w USA jest traktowany jago samodzielnie istniejąca jego odmiana .
|
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Ja to znam w wersji: " ha , ha , ha zaśmiał się hrabia po angielsku, gdyż ten język doskonale znał". |
|
|
Teek ,powiedział hrabia z angielska ! |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Zgadzam się, że najważniejsze jest żeby się porozumiewać. Na przykład Wołodia Bukowski mówi po angielsku w specyficzny sposób a ma dużo do powiedzenia. Ludzie na zachodzie nigdy nie dowiedzieliby się o tajemnicach Kremla gdyby Wołodia miał kompleksy. Pozdrawiam serdecznie. |
|
|
No tak ... "sluzby" nie jedna legende wypromowaly. Jak juz zywcem nie dalo sie z takiego delikwenta jakiegos bohatera zrobic to sie roztaczalo wokol niego nimb "intelektualisty" |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Powszechnie tak był traktowany. Pewien znajomy lektor angielskiego zwykł mówić, że za nazwanie go intelektualistą bije w pysk. Takie czasy. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Każdy z nas doświadczył tego zjawiska, mamy rodziny za granicą, znajomych. Ważne jest dla mnie jak odnoszą się do swego języka. |
|
|
nonparel Witam
Tak na ogół to miło się Pani blogi czyta. A ja nie o (tfu) breedingu, bo się na tym kompletnie nie znam, tylko o językach. Trzeba znać przynajmniej ze dwa obce języki w stopniu komunikatywnym. Język to narzędzie takie samo jak młotek czy wiertarka. Niekoniecznie trzeba być zawodowcem, żeby wywiercić dziurę czy wbić gwóźdź. W używaniu obcych języków nie ma żadnej ostentacji ani kompleksów. Trzeba się po prostu bez problemu porozumieć, nawet z błędami. Rzadko kiedy mamy pod ręką tłumacza. Ale rozmawiać z Polakiem w obcym języku nie przyszłoby mi do głowy. Natomiast profesjonalna biegłość językowa - to zupełnie inna bajka. Ciekaw jestem na przykład, czy ktoś będzie w stanie przetłumaczyć na angielski, zachowując ducha języka cytat z wiersza Harasymowicza: "aże ze sof purcylanowe bałuszą się koci"? Bo ja nie.
Pozdrawiam
nonparel |
|
|
wielkopolskizdzichu Sądzę że Pani Izabela pominęła rzecz podstawową. Obojętnie w jakim języku, obojętnie czy posługując się nim płynnie czy kalecząc go, wystrzegać się należy opowiadania rzeczy niesprawdzonych i z drugiej ręki, jak i wniosków wynikających z widzenia tego co się chce widzieć, a nie tego co istnieje w rzeczywistości..
......... |
|
|
Jak zwykle swietny tekst i swietnie sie czytajacy. Ze swszystkim sie zgadzam ... poza jednym ... nazwanie Bartoszewskiego intelektualista ... czy to nie jest aby przesada ?! |