Otrzymane komantarze

Do wpisu: Jesteśmy w łapach psychologów
Data Autor
Jabe
Od 40 lat ma przed sobą świetlaną przyszłość.
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
Prymusem ? To był leser totalny. Kto szedł na historię ?  Ja też mniej wiecej w tym czasie pobierałem nauki na UG. Mało tego mój współspacz z akademika .... I teraz wiele rzeczy mi zaczyna dopiero sie zazębiać....jak taki bęcwał mógł tyle lat rzadzić. Pozdrawiam ro z m.
Dark Regis
"Filozofia nie jest nauką" - Ulrich Schrade ( pl.wikipedia.org ). To moje notatki z wykładu. Odpowiedź na pytanie dlaczego wymaga większej wiedzy o tzw. metodzie naukowej. Aby obejść te ograniczenia, współczesna humanistyka wymyśliła sobie sprytne pojęcie metody techne (gr. sztuka, technika, kunszt), rozumianej w sensie działań twórczych i oczywiście kojarzonej z techniką. Tą drogą właśnie następuje emancypacja rozmaitych psychoanaliz. Proszę sobie wygooglować dowolny wykład z tego tematu. Będzie to najczęściej wykład związany z innym wykładem z psychologii. Oczywiście od czasów Arystotelesa jest też alternatywne pojęcie episteme (gr. nauka, wiedza). Co do unaukowienia rozmaitych humanistycznych konstruktów, to często odbywa się ono w ten sposób, że z całości dziedziny zostaje wyizolowany fragment dający się w jakiejś formie zaksjomatyzować, a dalej na podstawie tych aksjomatów da się wyciągać jakieś wnioski. Jak więc widać główny problem nienaukowości dziedziny zostaje przesłonięty przez znaczki i brak konkretnego ufundowania takiej aksjomatyki znika z pola widzenia, zaś reszta przypomina niemal matematykę. Używam słowa "niemal", gdyż zarówno aksjomatyka, jak i metody dedukcji mogą bardzo odbiegać od tego, co rozumiemy pod tymi terminami w matematyce. Po pierwsze najczęściej nie jest to logika binarna zwana boole'owską (może być modalna ale nie tylko). Po drugie operator konsekwencji logicznej może mieć bardzo złe własności, w szczególności może zawodzić klasyczna metoda dowodowa Gentzena (odwrotność drzewa składniowego formuł), co powoduje, że aparat dowodowy będzie bardzo dziwny i nieuintuicyjny. Przykładów takich "wycinków" "nauk" jest wiele i wyliczanie można zacząć od wersji light, czyli od logiki programów w informatyce. To akurat daje się skutecznie zaksjomatyzować i uzbroić w automatyzowalne metody. Okazało się bowiem, że ten rodzaj logik pojawia się także w matematyce, gdy rozważamy konstruktywizm i intuicjonizm. Dalej weźmy prawo widziane przez pryzmat logik deontycznych (modalne). Kognitywistyka, czy ogólniej i mniej ściśle sztuczna inteligencja, posługuje się często pojęciem logiki agenta, logiki domniemań, czasem logiki wierzeń lub przekonań (beliefs). Jest też szereg prac matematycznych dotyczących logik parakonsystentnych, które mogą zawierać pewne rodzaje sprzeczności, oraz metod dowodzenia w tych logikach. Wybór tematów jest tu zbyt duży, żeby to zmieścić w jednej wypowiedzi. Postaram się jednak coś napisać wkrótce na moim blogu. Pozdrawiam.
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
Jesteśmy w łapach historyków. Pozdrawiam ro z m.
Dark Regis
A co Pan wie takiego strasznego na temat teorii strun? Strasznie jestem ciekaw.
Kazimierz Koziorowski
to jak trafienie 6 w lotto spotkac psychologa, ktory/a postanowila byc uczciwa i opowiedziec o kolejnej kascie po kursach gotowania na gazie. opisywanie zachowan mogloby byc najzwyczajniej neutralne ale jak uczy niedluga historia tej dziedziny - czesto sluzy niecnemu manipulowaniu masami i podatnymi jednostkami. w szczegolnosci, tak mozna oglupic mlodych ze i psychologia staje sie modnym kierunkiem studiowania, po czym adepci albo zaczna rezonowac swoich mentorow albo ida "na zmywak w londynie".  z psychologia i psychologami jest tak jak z komunizmem - rzekomo rozwiazuje problemy, ktore nie istnialy zanim ich psychologowie nie wykreowali. tysiace lat ludzie doskonale radzili sobie bez tej profesji po czym paru ojcow zalozycieli widzac perspektywy dla swojego geszeftu postanowili zabeltac to co dobrze funkcjonowalo bez ingerencji psychologow.  psycho-biznes nad Wisla trzymany jest za twarz przez kilka osrodkow ktore od czasu do czasu cos bekna ze konkurencja plecie bzdury, a tymczasem tylko podbiera klientow. warsztaty, towarzystwa, fundacje, a nawet unijne dotacje do kursow oglupiania - tak sie robi kase w tym sektorze gdy tymczasem rzeczywisci altruisci robia swoje bez rozglosu i najczesciej bez akademickiego przygotowania psychologicznego, a co za tym idzie byc moze nie zawsze legalnie  
Guildenstern
"Może będziesz taka miła i wyjaśnisz tym trollom...." Kolejny "twardziel" chowający się za kobiecą spódnicą jak nie przymierzając "ostatnia nadzieja białych" będąca przypadkiem imiennikiem boksera Gołoty. Ale cóż, potyczki słowne to nie to samo co spuszczenie lania najsłabszemu uczniowi w szkole. P.S.: Już widzę te wspomniane przez przedmófcę "cudeńka" w każdej poradni odwykowej. W miejsce psychologa, psychiatry (ten nie w każdej jest), psychoterapeuty, rejestratorki. W odpowiednio przyszłej przyszłości takie "cudeńko" mogłoby się samo się naprawiać a na psychoterapeutycznym stand bay'u pełnić rolę sprzątaczki. A jak pacjenty byłby za mało zmotywowany to prądem go. P.S. 2: Do autorki. Nie będąc lewakiem zapomniałem o jeszcze jednej generalizacji, jakże powszechnej w niektórych kręgach a równie krzywdzącej: ksiądz/pedofil. Tak to jest jak się wszystkich przedstawicieli jakiejś grupy wrzuca do jednego worka.
Raczej w  łapach niebezpiecznych  psychopatów. W Norwegii lekarz psychiatra wykorzystywał seksualnie  dzieci facebook.com.  
Opinia cz.2 Test Rorschacha. Nie jestem psychologiem, co nie oznacza, że nie mam prawa do wypowiedzi. Wielokrotnie poddawałem się temu testowi, korzystając z różnych źródeł jego interpretacji. O dziwo, wynik testu korespondował z oczekiwaniami. Osoby mi bliskie, które weryfikowały wyniki mojego testu, potwierdzały jego trafność. Największą wadą samego  testu są, według mnie - brak aktualizacji norm dla poszczególnych populacji - nieprzestrzeganie procedury testowania  - subiektywizacja wyników testu przez badającego. Od stworzenia testu minęło blisko 100 lat. Zmieniły się obyczaje, wrażliwość, znacznie rozszerzyły się horyzonty poznawcze, wreszcie wiedza ogólna i dostęp do informacji. Pojawiły się też inne, konkurencyjne testy. Jednak pozostaje odpowiedzieć sobie na następujące pytanie: Czy test Rorschacha, oparty na psychoanalizie, może być miarodajny? Wielu uczonych twierdzi, że tak jest.  I tu rozpoczyna się właściwy problem. Czy psychoanalizę, będącą ważnym kierunkiem współczesnej psychologii w ogóle można uznać za teorię naukową. Więcej, czy samą psychologię można uznać za naukę? Odpowiedź tkwi, być może, w filozofii. Powszechnie uznaje się bowiem, że filozofia nie jest nauką ale nauki wywodzą się z filozofii. Zatem czy psychologia jest nauką, bo wywodzi się z filozofii?  Nie jestem  psychologiem ani filozofem ale chciałbym, żeby mądrzejsi ode mnie wypowiedzieli się na ten temat na NB. Pozdrawiam i gratuluję kolejnego świetnego artykułu.
Opinia cz.1 Dzień dobry, Uważnie przeczytałem ten interesujący artykuł. Z większością postawionych w nim tez i informacji zgadzam się w pełni. Jednak są dwa wątki, co do których mam pewne wątpliwości. Pierwszy z nich to działalność Andrzeja Samsona. Swego czasu przeczytałem praktycznie całą publicystykę na jego temat, wysłuchałem wywiadów, jakich udzielał "przed" i "po". Oto do jakich doszedłem retorycznych pytań i, być może, nieuprawnionych wniosków. Dlaczego Samson do końca, praktycznie do dnia śmierci w domu swojej siostry nie przyznawał się do zarzucanych mu czynów? Dlaczego uparcie twierdził, że znalezione materiały ikonograficzne były częścią niepotrzebnej już dokumentacji. Czy pedofil jest pozbawiony instynktu samozachowawczego? Ile warta jest teza (sugerowana zresztą przez psychologów) o podświadomym działaniu Samsona, który gdy wyrzucał fotografie na śmietnik chciał w ten sposób doprowadzić do wykrycia popełnionego przestępstwa i zatrzymanie go, aby już nigdy nie skrzywdził żadnego dziecka (sic!). Jeżeli tak, to dlaczego po zatrzymaniu wszystkiemu konsekwentnie zaprzeczał? Samson był do pewnego momentu niekwestionowanym autorytetem w dziecięcej psychologii klinicznej, autorem wielu prac naukowych i popularno-naukowych. Był stałym gościem różnych tvn-ów etc. Nagle, jak na zamówienie, stał się "potworem" a ci ze znajomych, którzy próbowali go bronić, stali się  obiektami powszechnego ostracyzmu; publicznego i środowiskowego. Proces był tajny i nosił charakter poszlakowy, ba, musiał być powtarzany gdyż prokuratura w swoim zapamiętaniu dwukrotnie oskarżyła psychologa o popełnienie tego samego przestępstwa. Moja teza jest następująca: Samson miał poważne osiągnięcia w diagnozowaniu i leczeniu autyzmu. Miał potwierdzone przypadki wyleczeń.  Stosował metody nieetyczne ale, jak wynika z jego licznych wypowiedzi, dla niego samego, jako naukowca  liczył się  cel. Taka postawa była nie do zaakceptowania w kraju i środowisku, gdzie "poprawność polityczna" zaczęła święcić zasłużone triumfy. Nikogo już nie interesowały uprzednie zasługi "ojca polskiej psychoterapii", liczyło się jedynie  wyrażenie bezwarunkowego potępienia i przykładne ukaranie sprawcy. Nagle znaleźli się (z pomocą  tego samego TVN-u)zrozpaczeni i rozhisteryzowani rodzice, którzy twierdzili na antenie, że od dawna podejrzewali psychologa o niecne praktyki a ich dzieci zostały bezpowrotnie okaleczone psychicznie. Taka argumentacja zadziała na każdego, nawet jeśli jest to zmanipulowana prawda. Tej prawdzie dał wiarę Sąd po zapoznaniu się z przedstawionymi poszlakami i opiniami biegłych psychologów i psychiatrów. A Samson do końca upierał się, że jest niewinny. Jego śmierć została przyjęta z zadowoleniem. Państwo znowu zdało egzamin. A o nowatorskiej metodzie leczenia autyzmu z wykorzystaniem metody regresji, opracowanej przez renomowanych zagranicznych naukowców być może już wkrótce usłyszymy...  
jazgdyni
Witaj Izo! Niestety, zgadzając się z ogólną tezą twego felietonu, muszę rzucić parę słów krytyki. Jesteś niekonsekwentna. Występując przeciwko psychologii i psychiatrii, swobodnie używasz terminologii z tych dziedzin wiedzy (psychoza maniakalno - depresyjna; obecnie właściwa nazwa to zaburzenia afektywne dwubiegunowe, BD - bipolar disorder), czyli akceptujesz ich wkład w nasze życie. Oczywiście psychologia nie jest nauką. Lecz nauką nie jest również filozofia. Czy to pomniejsza wkład Arystotelesa, Kanta i św. Tomasza? Dzisiaj, w erze tomografów komputerowych, rezonansu magnetycznego i innych cudeniek, pozwalających oglądać aktywność mózgu, czyli proces myślenia i odczuwania, usiłujemy skupić te wszystkie psychologie, psychiatrie, neurologie w nowy twór, tym razem naukowy (nie jestem pewien, czy to się uda) nazwany kognitywistyką. A w wielkim uproszczeniu - badanie mózgu i umysłu. Twoje wątpliwości i reakcje mogą wypływać z faktu, że te dziedziny, bardzo niewymierne, są dosyć młode. Początki to końcówka XIX wieku. Masz tą rację, jeżeli określisz, że jest to opinia dotycząca stanu dzisiejszego. Lecz nie jest to powód by przekreślić dalszy rozwój, zarówno psychologii, jak i psychiatrii. Serdeczności Ps. Może będziesz taka miła i wyjaśnisz tym trollom, z którymi ja przyrzekłem nie dyskutować, co to jest nauka i kim jest naukowiec. Nazwanie kogoś profesorem (jak Wałęsę) nie świadczy o przynależności do świata nauki.
Jabe
Psycholodzy mają tytuły naukowe. Współcześnie dla ogółu nauka stała się zbiorem wierzeń, a naukowcy są jej kapłanami. Przykładem może być choćby klimatologia. Im mniej naukowa nauka, tym lepiej się do tego nadaje. Jednak sławna teoria strun pokazuje, że nawet fizyka nie jest bezpieczna.
Guildenstern
Alert na miarę ptasiej grypy. To nie psychologowie ani psychiatrzy decydują uwolnieniu przestępców etc. tylko sądy. Sąd może odmówić wiarygodności opinii, którą wiarygodnie podważy inny ekspert. Ergo jesteśmy w łapach sędziów. Faktem jest, że wielu znanych psychologów nadużyło zaufania jakim ich obdarzono: Samson, prof. Gapik (dał się nagrać w jednoznacznej sytuacji z "zahipnotyzowaną" pacjentką). Inny znany psychoterapeuta i pisarz poczytnych poradników związał się  z własną pacjentką. Nazwiska nie podam, niektórzy mówią, że skoro to było po skończeniu terapii to się nie liczy. Taki Zimbardo sam przyznał, że dopiero uwagi jego późniejszej żony uświadomiły mu, że jego "więzienny eksperyment" jest co najmniej nieetyczny (deficyt empatii na miarę psychopaty).  Tyle, że podobnych albo jeszcze gorszych nadużyć dopuszczają się politycy, dziennikarze, lekarze, nauczyciele, trenerzy. Ludzie obdarzeni daleko większą władzą i znacznie lepiej chronieni przez własne środowisko (mam na myśli trzy pierwsze grupy). Można by dodać ekonomistów (słynny Plan B.) a w ślad za nimi szeregi innych "akwizytorów idei". W czyich więc łapach naprawdę jesteśmy? P.S.: Co do psychoanalizy, zgadzam się w pełni z Panią.
Do wpisu: Ktoś musi umrzeć żeby żyć mógł ktoś
Data Autor
Izabela Brodacka Falzmann
Argument, że transplantologia zejdzie do szarej strefy mnie nie przekonuje. Można powiedzieć, że bogaty i tak kupi sobie korzystny wyrok w sądzie ale to nie oznacza, że rezygnujemy z oczekiwania od sądów sprawiedliwości.Podobnie od lekarza oczekujemy leczenia a nie oceny do czego nadajemy się jako zbiór przydatnych innym tkanek.Argument, że jakieś dziecko czeka na serduszko od mego dziecka jest dla mnie wyjątkowo nie przekonujący, wręcz odrażający. Dlatego nakazałam młodym zastrzec brak zgody na pobranie narządów. Nakłada się na to brak zaufania do służby zdrowia i absurd proceduralnego podejścia do leczenia. Podobno ostatnia epidemia schizofrenii związana jest z refundacją rispoleptu (używanego w zwykłej dwubiegunówce) tylko dla schizofreników. Lekarz chcąc ulżyć finansowo pacjentowi zmuszony jest fałszować jego kartę. A kiedy zmarło dziecko nie przyjęte do szpitala ordynator tłumaczył się, że zmarło zgodnie z procedurą. Słyszałam to na własne uszy w TV. Trudno o lepszą ilustrację szaleństwa podejścia proceduralnego do człowieka i jego leczenia. Podobnie dochowanie procedur w kwalifikowaniu pacjentów do rozbiórki na części zamienne nie przekonuje mnie. Znam przypadek anestezjologa która wycofała się z pracy w szpitalu gdyż nie chciała uczestniczyć w tym co uważała za głęboko niemoralne  i wręcz przerażające. Mówię o procedurach kwalifikacyjnych nastawionych na sukces transplantologiczny.
Anonymous
To nie jest kwestia alternatywy między transplantologią a homeopatią. Brakuje alternatywy dla przymusu ubezpieczeń. Większość problemów jest pochodną tego finansowego uzależnienia. Brakuje weryfikacji potrzeb przez pacjentów. To nie zastąpi etyki, ale chroni przed brakiem etyki w handlowaniu medycyną. M.in. przed graniem na emocjach by podbić stawkę wydatków z budżetu.
nonparel
Witam Odnośnie opinii profesora Wolniewicza: porównuje on użycie tkanki jednego człowieka dla ratowania drugiego (a kryteria te spełnia transfuzja krwi) do kanibalizmu. Podchodząc do zagadnienia fundamentalistycznie nie można odmówić mu pewnej racji. Dawca prawie nigdy nie ponosi szkody z tytułu oddania krwi a może uratować życie innego człowieka.  Osoba, która zginęła w Andach w katastrofie lotniczej i została skonsumowana przez tych, co przeżyli również, co prawda bezwolnie i nieświadomie, ratuje po śmierci życie innych. Jednak różnica w społecznej akceptacji przetoczenia krwi i kanibalizmu jest ogromna, co wynika ze względów kulturowych - racjonalnych czy nie - którym musimy się podporządkować. Odnośnie przeszczepów: kryteria stwierdzenia śmierci mózgowej są dobrze określone. Ostatnia zmiana (potrzeba opinii dwóch a nie trzech lekarzy określonej specjalizacji) raczej nic tu nie zmienia. Oczywiście pod warunkiem rzetelnego przeprowadzenia koniecznych procedur. Nieco inna sprawa jest z nieodwracalnym zatrzymaniem krążenia. Tutaj czasu jest mało, większa możliwość popełnienia błędu. Jednak proszę wytłumaczyć czekającym na przeszczep serca czy płuc, że przeszczepów nie będzie, gdyż zawsze istnieje możliwość popełnienia błędu przy kwalifikacji dawcy do albo transplantacja jest niezgodna z porządkiem natury. Nie tędy droga. Transplantologia zejdzie do czarnej strefy a bogaty pacjent kupi sobie dawcę (co już się niestety zdarza). Ja to widzę w szerszym aspekcie: generalnej utraty zaufania do medycyny w społeczeństwie. I nie bez powodów. - Medycyna staje się medycyną procedur. Jest wiele sytuacji, że trzeba czekać aż choroba się rozwinie albo pojawią się powikłania, żeby leczenie było refundowane, chociaż jest już mniej skuteczne niż we wcześniejszej fazie, ale chodzi jak zwykle o kasę. Gołym okiem widać, że diagnostyka oraz terapia odbywa się coraz bardziej pod dyktando firm a względy finansowe są decydujące. - Zaufanie do służby zdrowia podkopują takie wydarzenia, jak np. historia z Thalidomidem łódzka afera z Pavulonem, informacje o pielęgniarzach uśmiercających masowo pacjentów et caetera et caetera. I z tego powodu również transplantacje czy szczepienia są na cenzurowanym. I trochę racji w tym jest. Ale nie wolno wylewać dziecka z kąpielą. Są szczepienia mniej lub bardziej uzasadnione. Przeszczepy ratują życie ale każdą niestaranność czy niesolidność w kwalifikacji dawców należy tępić jak zarazę. Patrzmy uważnie na ręce tym w białych fartuchach, ale rąk tych nie wiążmy. Bo co w zamian - już można zobaczyć - akupunktura, chińska medycyna, homeopatia, g.. warte leki przeciwnowotworowe kupowane za ciężką kasę, badanie grubej kropli krwi, stymulatory energii, opaski jonowe i inne badziewia sprzedawane telefonicznie emerytom... Tego chcecie? Bo ja nie. Pozdrawiam nonparel  
Izabela Brodacka Falzmann
Znam przypadek młodego człowieka, który postanowił " coś z sobą zrobić" i zaczął trenować forsowne biegi. Po drugim treningu stracił przytomność- nerki odmówiły posłuszeństwa. Okazało się, że są wielkości fasoli.. Nikt tego nie zauważył bo był zdrowy i nie miał nigdy robionego USG. Chłopak ma teraz 3 razy w tygodniu dializę i czeka na przeszczep od obcego dawcy. Tkanki rodziny nie kwalifikowały się do przeszczepu.To mój uczeń, nie odezwałam się ani słowem gdy mówił mi o perypetiach z dawcami. Bywał już wzywany do szpitala ale coś poszło nie tak i musiał wracać do domu bez nerki. Nie mam prawa z nim rozmawiać na te trudne tematy, to kwestia jego sumienia i wrażliwości.
Anonymous
Nie mam przekonania, a nawet czuję wewnętrzny opór przed transplantologią, agresywną onkologią, a także przed fundacjami budzik. Życie doczesne jest jedno i skoro jest życie po życiu, to po co walczyć z nieuchronnością. Błysk kosy wiele jednak zmienia. Jeszcze bardziej gdy nieuchronność zbliża się do bliskich. Również lekarzom zdarza się walczyć o życie pacjenta zbyt uporczywie, nie tylko młodym. To wielka sztuka wiedzieć kiedy przestać. Dodatkowy aspekt jest finansowy. Wiąże się z obietnicą wszystkiego dla wszystkich. Ta ułuda kosztuje. Gdy jest finansowana z budżetu nie przestaje być kosztem prywatnym (liczonym w składkach), a jednocześnie staje się zbyt poważnym zarobkiem, by pozostawić go w rękach indywidualnych lekarzy, aptekarzy i firm dostarczających sprzęt medyczny. Efekt skali dzięki przymusowi ubezpieczeń nie pozostawia finansistom innej drogi niż kreowanie popytu. Zwłaszcza, że na finansowanie popytu można udzielić państwu kredyt. W ten sposób zwykły śmiertelnik płaci na postęp medycyny, na dostępność do świadczeń unikatowych i redukuje ich koszty najbogatszym. Ponosi jeszcze takie koszty jak podporządkowanie się standaryzacji procedur. A to z przynajmniej dwóch powodów. Dla wygody obsługi administracyjno-finansowej. Dla powtarzalności badań. Zmierzam do tego, że dzięki masowym badaniom klinicznym na pacjentach w ramach powszechnych ubezpieczeń zdrowotnych postęp medycyny pozwala lepiej leczyć najbogatszych, którzy na tym zarabiają po kilka razy. Trudno dziwić się motywacji tego lobby. Odnośnie argumentu o pochopnym rozpoznawaniu śmierci dodam, że raz tylko mi się zdarzyło coś podobnego. Będąc młodym lekarzem, w czasach gdy się stażowało, a nie rezydowało, opiekowałem się pacjentem, który był dla mnie "dziadkiem W". Pamiętam do dzisiaj jego zdjęcie w dowodzie osobistym. Był na tym zdjęciu postawnym mężczyzną. Z trudem dostrzegałem podobieństwo. Dowód trafił do moich rąk gdy przyszedł czas na wypisanie karty zgonu. Chwilę wcześniej od pielęgniarek dowiedziałem się, że dziadek W. zmarł drugi raz. No cóż, lekarz prowadzący dowiedział się ostatni. Dopiero wtedy przypomniałem sobie wymianę karty gorączkowej. Dałem wiarę wytłumaczeniu, że karta gorączkowa się poplamiła, czy pomięła. W rzeczywistości na dyżurze stwierdzono zgon, na karcie wpisano datę i godzinę, postawiono pieczątkę,  pielęgniarka poszła po wózek. Gdy wróciła niemal sama nie wyzionęła ducha widząc "zmarłego" siedzącego na brzegu łóżka. Podobno krzyczała dość głośno. Kilka dni później ledwie tlące się życie uszło. "Dziadek W" miał ciężką mocznicę. Oprócz zdjęcia i historii o wadze stwierdzania zgonu pozostawił w mojej pamięci dźwięk tarcia osierdziowego i opłucnowego.
Izabela Brodacka Falzmann
Szanowny Panie proszę znaleźć w sieci hasło OP Norkowski. Serdecznie pozdrawiam.
gorylisko
Szanowna Pani dziękuję za ten wpis...ale ja wymiękam... niech nas Ręka Boska broni... za to co uczyniliśmy dawcom... Ojcze nasz... i nie wódź nas na oddział transplantologii... i zbaw nas od gwałtownej potrzeby przeszczepu...  
Izabela Brodacka Falzmann
Dzielenie się narządami ma sens w przypadku narządów parzystych albo takich z których bez uśmiercenia dawcy można pobrać część. na przykład płat wątroby. Sens ma również dzielenie się szpikiem kostnym. jego niewielka ilość może uratować życie chorego na białaczkę. Reszta to morderczy przemysł, gdzie człowiek jest przedmiotem handlu. Pozdrawiam serdecznie. 
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
To wszystko jest takie proste.
Izabela Brodacka Falzmann
To nie fikcja, praktyka sznurka z dzwoneczkiem była znana również w Anglii. Chodziło o to ,  że zdarzały się przypadki otwarcia trumny, której stan wskazywał na walkę o życie pochowanego przez pomyłkę . Wieko trumny było podrapane, zmarły nienaturalnie skręcony. Wtedy troszczono  się, żeby przez pomyłkę nie pochować żywego  teraz troszczą się żeby nie zmarnować narządów, które mają swoją wymierną cenę.Jeżeli sanitariusze w Łodzi podawali pacjentom pavulon aby uzyskać 300 złotych od przedsiębiorcy pogrzebowego, a lekarz w tym czasie spokojnie palił papierosa widać jak daleko jesteśmy od Anglii XIX wieku. Pozdrawiam serdecznie.
Izabela Brodacka Falzmann
Ja też serdecznie pozdrawiam. Podczas spotkania jeden z transplantologów powiedział, że każdy z nas kiedyś może potrzebować narządu choćby dla swego dziecka czy wnuka więc nie należy tak się odżegnywać od ich praktyk i standardów. Obecna na sali lekarz z CZD odpowiedziała, że to argument niegodny lekarza.Całkowicie się z nią zgadzam. Do głosu dopuszczono również jakąś kobietę, która płacząc powiedziała, że jej dziecko umarło bo nie było dla niego odpowiedniego serca a modliła się o cud. Czyli modliła się o śmierć innego dziecka w odpowiednim wieku.To wszystko jest bardzo trudne ale widać wyraźnie, że kryterium śmierci mózgowej jest po prostu kryminogenne.
spike
"Ktoś musi umrzeć żeby żyć mógł ktoś" Z tym tytułem skojarzył mi się nie tak odległy przypadek. Najbliższa mi osoba w rodzinie, pewnego dnia doznała zawału serca, a że była sama w domu, pozostali domownicy w pracy, więc wezwanie pomocy raczej trudne, czy niemożliwe, tym bardziej, że traciła przytomność. Tak się złożyło, że jeden z domowników był w tym samym czasie na pogrzebie swego szefa, który mimo, że leczył się na raka, zmarł na zawał serca. Po pogrzebie cała delegacja zakładowa, dostała wolne, więc dzięki temu, po przybyciu do domu, mogła wezwać pogotowie, a sytuacja była już na tyle poważna, że trzeba było przeprowadzić reanimację i to dwukrotnie. Dzięki temu zbiegowi okoliczności, przypadkowi, który pewien nieżyjący już mnich ze św. Góry Athos nazywał przypadek, jako "drugie imię Boga", ta osoba przeżyła i już ma się całkiem dobrze. Co do samej notki, dobitnym przykładem, jak to ze śmiercią kliniczną jest, pokazuje nam Fundacja Budzik, mają już na swoim koncie sporo wybudzeń. Pamiętam historię jednego człowieka, który w śpiączce przeleżał 25 lat, co ciekawe dzięki temu, że z nim rozmawiała podczas odwiedzin cała rodzina, on wszystko o nich wiedział, bez trudu rozpoznał, a międzyczasie doczekał się wnuków, pomyśleć, że mógł pójść pod nóż, jak dawca. Doczekaliśmy się czasów, gdzie człowiek nie jest podmiotem, a przedmiotem, na którym można się dorobić majątku. Przemysł farmaceutyczny, wszelkie kliniki szpitale, to miesce nie tyle służą człowiekowi, ale by na nim zarabiać, a to doprowadzi nas w końcu na kraj przepaści. Pzdr.