Otrzymane komantarze

Do wpisu: We władzy paradygmatu
Data Autor
CZ2 "Własności pozwalające na powstanie życia ziemskiego i człowieka są w tym przypadku zapisane we własnościach fizycznych materii już od zarania wszechświata" Zgoda, z tym że pozwalające to nie to samo co determinujące. "Skoro życie było zaplanowane, to jakimi środkami i przez Kogo" Ten, kto życie obmyślił, nie zaplanował go a jedynie dopuścił do gry. Bo gra nie daje pewności, zaś daje cień niespodzainki Wszechwiedzącemu. Moim zdaniem stworzeni jesteśmy dla naszej nieprzewidywalności, w stochastycznym świecie stochastycznych procesów. Bo tak nas obmyślił, byśmy mogli, a nie musieli Go pokochać. I by On miał kogo kochac wśród nas. Pozdrawiam Minimax
CZ 1 życie jest w zasadzie normą we Wszechświecie. Z tym że jest zjawiskiem potencjalnym. Gdy tylko zaistnieją odpowiednie warunki Czyli tak jak piękno, rozum, bogactwo i młodość Tyle że pięknych, młodych i bogatych jest NIEWIELU, o rozumnych nie wspominając. że coś jest normą, nie znaczy że gęstą. To samo z życiem, być może jest normą, ale tak egzotyczną że aż mityczną... jest ono w stanie się samo stworzyć lub odtworzyć Szanowny Panie...Z moich doświadczeń z entropią wynika, że samo to się tylko kurzy... "Wynika to po prostu z zasad chemii i własności pierwiastków" Hmm, powiem tak, po prostu z w/w wynika jedynie to, że per saldo entropia spontanicznie jedynie rośnie. Nawet krystalizacja zwiększa entropię ukłądu roztwór-kryształ. Jedyna różnica to ryboza/dezoksyryboza w RNA/DNA. Tak czy siak jest to pentoza forma dezoksy o tlen lżejsza. Funkcjonalnie przekłada się to na autokatalityczne własności RNA przy replikacji. Przypuszczam, że jeden z pierwszysch mikroorganizmów dysponował jedynie plazmidami, zbudowanymi tak z DNA jak i RNA, jak we współczesnych wirusach. Przy scalaniu plazmidów w pierwszy chromosom okazało się, że udaje się to tylko wtedy, gdy RNA pozostaje poza jego obrębem, gdyż samosięnamnażając niszczyło stabilność. Stad myślę DNA w chromosomach i RNA w cytoplazmie. "wszystkie obecne organizmy zmapowane w pewnej przestrzeni możliwości, przestrzeni ciągów złożonych z czterech liter (proszę bez skojarzeń), stanowią tylko małą zwartą wyspę, plamkę na gigantycznym oceanie możliwości" Jak pisałem, od czasów pierwszych kropel przegrzanej wody do powstania wysp sensownych w oceanie non-sensu mogły upłynąć nawet 3 mld lat czy to by wystarczyło na LOSOWE nagromadzenie sensu? Jedynie wtedy, gdyby był to proces AUTOKATALITYCZNY A na ten temat NIC mi nie wiadomo.... "życie oparte na zupełnie innych związkach chemicznych o podobnych do polimerów węglowych własnościach" Wystarczy jako rozpuszczalnika użyc innej cieczy jonowej niż woda - np. amoniaku. Niektóre enzymy zachowują aktywność po zmianie wody na amoniak. "żaden Wielki Projekt nie jest w tym zakresie realizowany, a zarządza tym i dominuje statystyka" Ja uważam, że Wielki Projekt jest autonomiczny, a nie zdalnie sterowany, w sensie wykonawczym/dostosowawczym. Dlatego jego clue stanowi probabilistyka. Dlatego karbońskie 2% wystarczyło na kenozoiczne 100% z okładem.  
jazgdyni
To już zakrawa o paranoję, para- naukę albo wyznawanie wiary ateizmu (tak, tak - ateizm to też religia ze swoimi fanatykami). Nikt dotąd, i to nobliści, a nie blogerzy, nie potrafił określić czynnika determinującego życie. Otóż wynika z niego, że życie jest w zasadzie normą we Wszechświecie. Z tym że jest zjawiskiem potencjalnym. Gdy tylko zaistnieją odpowiednie warunki, to jest ono w stanie się samo stworzyć lub odtworzyć. Wynika to po prostu z zasad chemii i własności pierwiastków. To czysta pseudo nauka a'la Dawkins, którego w świecie naukowym już nikt poważnie nie traktuje.
Dark Regis
Nie zgodzę się z Panem. "Paradygmat naprawczy" rozciągnięty w czasie i przestrzeni, czyli poddany metodom obróbki statystycznej mówi co innego. Otóż wynika z niego, że życie jest w zasadzie normą we Wszechświecie. Z tym że jest zjawiskiem potencjalnym. Gdy tylko zaistnieją odpowiednie warunki, to jest ono w stanie się samo stworzyć lub odtworzyć. Wynika to po prostu z zasad chemii i własności pierwiastków. Oczywiście taka "wyspa życia" nie musi być równoważna innej wyspie w sensie chemicznym, ale to już głęboki problem współczesnej biologii oraz biologii syntetycznej. Na razie znamy dwa warianty takich systemów życia: oparte na RNA, albo DNA. Proszę zauważyć, że mieszają się one w sposób dowolny. Czyli np. w ramach życia opartego na DNA są mechanizmy pochodzące jeszcze z okresu życia RNA. W organizmach zbudowanych w oparciu o wysoki stopień złożoności DNA, egzystują DNA-organizmy na niższym poziomie złożoności. Kiedyś pisałem na forum o próbie matematycznego (raczej informatycznego) opisu "gramatyki" DNA. Są w sieci prace na ten temat. Wyszło z tych badań, że w zasadzie wszystkie obecne organizmy zmapowane w pewnej przestrzeni możliwości, przestrzeni ciągów złożonych z czterech liter (bez skojarzeń), stanowią tylko małą zwartą wyspę, plamkę na gigantycznym oceanie. Czy mogą istnieć inne plamki, inne kodowania, będące innymi rodzajami DNA-życia? Życie siarkowe wspomaga np. DNA-życie w otoczeniu kominów geotermalnych na dnie oceanów. Wygląda to tak, że siarkowe bakterie przenikają do wnętrza organizmów małży czy krewetek i pozwalają im "żywić się" uwalnianym z kominów siarkowodorem. W ekstremalnych przypadkach bakterie siarkowe żyją we wnętrzu komórek tych organizmów wyższych. Jest to ten sam mechanizm, który jednej odnodze życia pozwolił na fotosyntezę, zaś drugiej na oddychanie tlenem. Co spowodowało, że życie siarkowe samo nie rozwinęło się do form złożonych, takich jak małże i krewetki? Być może jest to również problem statystyczny i na planecie z przeważającymi w atmosferze związkami siarki i małą ilością tlenu byłoby odwrotnie. Powstaje zatem pytanie czy istnieją takie warunki (planeta, atmosfera), gdzie może istnieć życie oparte na zupełnie innych związkach chemicznych o podobnych do polimerów węglowych własnościach? Czy oprócz wymienionych wyżej form RNA- i DNA-życia jest gdzieś możliwość powstania powiedzmy ET-życia czy innego ITI-życia? Użyte tu skróty nie mają znaczenia. Chodzi o coś bardziej fundamentalnego. Wymienione wyżej różne przypadki życia pokazują bowiem, że w sensie krótkowzrocznym żaden Wielki Projekt nie jest w tym zakresie realizowany, a zarządza tym i dominuje statystyka oraz prawdopodobieństwo. Własności pozwalające na powstanie życia ziemskiego i człowieka są w tym przypadku zapisane we własnościach fizycznych materii już od zarania wszechświata. Chodzi tylko o to, czy są to jedyne możliwości. Na koniec rodzi się jednak pytanie filozoficzne. Skoro życie było jednak "zaplanowane", to jakimi środkami i przez Kogo?
Tak sobie myślałem nad incydentem gdańskim i rzeczywiści, to na 99% jest prowokacja. Jeśli po wlaniu w organizm 20l krwi dotrzymali go do rana przy życiu, to znaczy że dobrze rokował i że go ktoś "dojechał", trywialnie mówiąc. Wynika to stad, że istnieją płucoserca, zdolne utrzymać przy życiu organizm POZBAWIONY płuc i serca. 20l świadczy że nie wykrwawił się oraz że dostał wystarczająco dużo środków przeciwzakrzepowych, by uniknąć udaru. Zastanawia brak przyczyny zgonu w publikatorach. Na filmie widać trzy pchnięcia w okolice mostka. Jak podali miał uszkodzoną aortę, płuco i przeponę z jelitem Perforacje dwóch ostatnich leczy się obecnie trywialnie. A aorte mu połatali do rana. Powinien wyżyć. Obecnie podobnie urazowe operacje [przeszczep serca] robi się pacjentom o pokolenie starszym. Moim zdaniem skoro dotrzymał do rana to powinien był wyzdrowieć. Sprawców trzeba szukać tam, gdzie mógł Adamowicz zagrozić wiedzą lub samym istnieniem. No i jego odejscie to tez wiadomosc dla calego ukladu gdanskiego: idzie/wraca nowy/stary krol.
Ptr
Gdy ekolodzy bronią "naszych" lasów a politycy "swoich" miast albo "swojej" Polski czuję , że chętnie by sobie przyznali jakieś prawa własności czegoś co formalnie nie należy do nikogo. Ale jeżeli o lasach decyduje gremium z zagranicy to jest to trochę tak jakby to była ich własność. Jacyś politycy mogliby powiedzieć :lasy są nasze. I dalej - miasto jest nasze. Sądownictwo jest nasze. Chodzi ekolog po lesie i myśli - obronimy nasze lasy, obronię mój las. To samo polityk - obronię moje miasto. Strzegą swoich miast i lasów utrzymywanych przez ogół.   
Ptr
Gdy ekolodzy bronią "naszych" lasów a politycy "swoich" miast albo "swojej" Polski czuję , że chętnie by sobie przyznali jakieś prawa własności czegoś co formalnie nie należy do nikogo. Ale jeżeli o lasach decyduje gremium z zagranicy to jest to trochę tak jakby to była ich własność. Jacyś politycy mogliby powiedzieć :lasy są nasze. I dalej - miasto jest nasze. Sądownictwo jest nasze. Chodzi ekolog po lesie i myśli - obronimy nasze lasy, obronię mój las. To samo polityk - obronię moje miasto. Strzegą swoich miast i lasów utrzymywanych przez ogół.   
"z głupka na głupka" Aż prosi się o porównanie do tzw. kultu CARGO ...
"głupota ludzi, którzy nie są w stanie przewidzieć skutków swego postępowania" I tu pozwolę sobie podzielić włos na czworo. Czymże jest przewidywanie? Moim zdaniem to logiczne rozumowanie w oparciu o przesłanki prawdziwe i wystarczające. Czyli musi być procesor, algorytm oraz dane. Gazda na przysłowiowym konarze mógł być upośledzony, zatem z niesprawnym procesorem. Mógł nie mieć doświadczenia życiowego, zatem być bez danych na wejściu Mógł też mieć skopany algorytm, np. w postaci wtrętu MNIE SIĘ UDA. Ponieważ człowiek jest autonomem samoprogramowalnym, to uważam, iż o głupocie stanowi jedynie błędny algorytm. Upośledzenie jest błędem strukturalnym, i choć SKUTKUJE podobnie jak debilny algorytm, w przeciwieństwie do niego nie może być naprawione. Podobnie fałsz lub brak danych na wejsciu, z tym, że tu akurat wystarczy nowy, prawdziwy zbiór danych wejsciowych. O co jednak w prawdziwym życiu nie tak łatwo. Pozdrawiam
Dark Regis
Mała uwaga. To nie jest jedynie zdanie pani Doroty, lecz taką możliwość wykorzystania m.in. "prowokacji gdańskiej" przez "system" zauważa już co najmniej kilkunastu dziennikarzy i blogerów. Nie łudźmy się więc, bo nawet politolodzy z zawodu wiedzą, że po kilku latach tkwienia w systemie każda rewolucyjna partia w końcu stanie się tym systemem. Dlatego zawsze należy zmieniać system, a nie ludzi.
Dark Regis
Badanie świata głupków jest niemal w równym stopniu ciekawe, jak podążanie za stadem słoni na sawannie i opisywanie ich dalszych losów. Z tą różnicą, że słonie są inteligentniejsze. W wymienionym przypadku "stosowania" nauki chodzi raczej o dogmat, a nie o paradygmat. Przynajmniej w sensie zaproponowanym przez Kuhna. Zresztą u nas jest niemal to samo, co w ZSRR, czyli szczepionki, jakieś magiczne zabiegi, lekarze i ich procedury. Dogmaty się zmieniają wraz ze zmianami paradygmatu. Na przykład jeden z lekarzy głosi, że największym błędem jest izolowanie wcześniaków od środowiska, czyli w tym wypadku ich matek. Mówi, że należy raczej wymyślić metody sztucznego  immunizowania wcześniaka za pomocą jakiejś terapii bakteryjnej, żeby warunki jak najbardziej przypominały te po naturalnym porodzie, gdzie flora bakteryjna w ciągu paru godzin przechodzi ze skóry matki na dziecko. Tymczasem nadal obowiązujący paradygmat zaleca zwalczanie wszelkich bakterii wszelkimi znanymi metodami. Stąd w użyciu są dogmaty: inkubatory, szczepionki, antybiotyki i związane z tym procedury, w tym państwowo sterowane. Kto ma rację? Czas pokaże, ale ja skłaniam się obecnie ku poglądom owego lekarza. Zwłaszcza, że jest immunologiem oraz pediatrą. Zresztą antybiotyki są niemal równoważne metodom indukowania właściwej flory bakteryjnej, gdyż to właśnie z substancji, które jedne bakterie produkują przeciwko drugim, stały się one narzędziem medycyny. O dziwo, wielu lekarzy o tym nie wie. Czyli jak w ZSRR, wiedza w takim przypadku rzeczywiście przechodzi z głupka na głupka. youtube.com
"paradygmat samo-naprawczych właściwości przyrody" Odpowiem, że i jest, i nie jest jednocześnie. Zależy co przezeń rozumieć. Jeśli uszkodzenia są niewielkie, dotyczące np. do 50% zgromadzonego materiału genetycznego, to o ile istnieje jego kopia "np. w drugiej ze sparowanych nici DNA", to struktura łańcucha zostanie odbudowana. Odzysk informacji 100%, znalezionych nowych rozwiązań 0, produkcja informacji 0 Następnie mamy do czynienia ze zmianą jakościową KATASTROFALNĄ na skalę światową. Moim zdaniem było takich zmian KILKA. Pierwszazwiązana była z pojawieniem się wody w stanie ciekłym przegrzanym, kiedy to ciśnienie temperatura i promieniowanie pozwoliły na uformowanie się rozpuszczalnych związków z pogranicza organicznych i nieorganicznych [formaldehyd, amoniak, eten, układ redox siarczan/siarczek, metan/CO2]. W ten sposób warunki pod przybycie organizmów beztlenowych zostały uformowane. Pierwszy etap terraforming mogl się rozpocząć, redukcja agresywnego SO4++ do łagodniejszego, a też kwaśnego S--, utlenianie metanu do CO2. Drugim i poniekąd trzecim było pojawienie się wody w temp. poniżej stu st Cels. i uformowania sie czegos na kształt dwóch zwalczających się królestw: Dotychczasowego królestwa siarkowego oddychającego przemianą redox S+6/S-2 oraz nowego, brutalnie stosującego broń chemiczną królestwa tlenowego. Mało kto zdaje sobie sprawę, iż obecnie żyjemy z warunkach tak dalece odbiegających od pierwotnych, że można by nas wziąć za przybyszów z kosmosu, co nie jest wykluczone. Nie wiem, kiedy na Ziemi pojawiło się życie siarkowe, ale na pewno wcześniej niż tlenowe. Jego resztki przetrwały w solankach wód złożowych na głębokości do kilku kilometrów [np. wody geotermalne]. Zyją tam nawet unikalne bakterie wodorowe, chemsyntetyzujące w obecności wodoru, uzyskiwanego w częściowym utlenianiu metanu do tlenku węgla i wodoru. Konsorcja takich drobnoustrojów mogą żyć miliony lat w izolacji. Obecne życie jakie znamy ukształtowało się pod wpływem najskuteczniejszego biocydu wynalezionego przez nature - tlenu. ślady tego agresywnego charakteru odnajdujemy w biochemii komórek układu immunologicznego, gdzie rodnikowy atak tlenkowy jest podstawową formą eksterminacji obcych drobnoustrojów. Zycie tlenowe eksplodowało potencjałem form w tzw. karbońskiej eksplozji gatunków ok 600mln lat temu kolejnym czynnikiem katastroficznym była katasfrofa karbońska, kiedy to wygineło 98% form żywych, a świat odrodził się z pozostałych 2%. W historii ZIemi takich cykli ekspansja-zagłada jest kilka. Każdy z nich skutkował wytworzeniem NOWEJ informacji w postaci NOWYCH rozwiązań układu zależności [nowe organizmy]. Ale NIGDY nie było GWARANCJI, że kolejny kataklizm pozwoli na JAKIEKOLWIEK rozwiązania. A wtedy - zagłada ostateczna. Dlatego uważam, iż paradygmat samonaprawczy w przyrodzie istnieje, i nie istnieje zarazem. Absolutny nie istnieje. Istnieje ten, który działa do pewnego stopnia, ale nie wszystko naprawi. Pozdrawiam MiniMax
Izabela Brodacka Falzmann
Ja też mam nadzieję że Pani się myli. Oby tak było. 
Izabela Brodacka Falzmann
Głupotę w stanie czystym ilustruje anegdota o tym jak gazda siedząc na gałęzi drzewa odcinał gałąź pomiędzy sobą a pniem. "Uważajcie gazdo, spadniecie" powiedział turysta ale gazda nie zrozumiał o co mu chodzi i oczywiście spadł wraz z odciętą  gałęzią. " Prorok jakiś ki diabeł" skomentował rozcierając tyłek. Głupota w stanie czystym to głupota ludzi, którzy nie są  w  stanie przewidzieć skutków swego postępowania. Na ogół  zasłaniają się dobrymi intencjami , ale jak wiadomo dobrymi intencjami jest wybrukowane dno piekła. Natomiast ma Pan rację, że zachowawczość, inercja, autorytet władzy sprzyjają wrodzonej głupocie. Lekarz, który kazał podawać dziecku żółtko jajka w 3 miesiącu życia był idiotą. Ale miał za sobą autorytet jakiegoś innego idioty, który ten schemat żywienia wymyślił. Czy Pan wie, że w ZSRR podawano położnicom dzieci dopiero po tygodniu, bo jakiś idiota wymyślił, że siara jest szkodliwa dla zdrowia. Nikt nie śmiał się przeciwstawić temu paradygmatowi.
Niedługo zniknie wszelka strefa wolnego słowa, a nasze blogi bedą wyczyszczone z osób niepoprawnych politycznie i bedzie to zrobione rękami dobrej zmiany.Finałem zaś bedzie wygrana PO, bo po to jest ten cały cyrk medialny. Obym sie myliła.
Dzień dobry, witam Panią i Was. Zaciekawiło mnie sformułowanie "głupota w stanie czystym" w sensie utrwalonego paradygmatu gołosłownego. Jestem zdania, że opisane zjawisko bardziej jest z dziedziny nauk humanistycznych niż ścisłych, a które można wyjaśnić na gruncie kulturowo-wyznawczym [szamanizm] jak i psychiatrycznym [psychologicznym?] - zjawisko wyparcia, zachowawczość, inercja, autorytet władzy, tradycja. Z moich doświadczeń wynika, iż czysta głupota stanowi sumę ignorancji i arogancji, z tym że SKUTKI głupoty spadają głównie na otoczenie, a nie na głupka.
Do wpisu: Podcinanie korzeni
Data Autor
Jan1797
Trudno nie zauważyć  podobieństwa, Tor Służewiec w mej stolicy i sytuacja Wisełki w ukochanym mieście. Czy  spin doktorów obu samorządów stać na ekonomiczny cud u liberałów, czyli działania naprawcze, wątpię.Jak w pani temacie, sąsiedzi z południa taktują biznes wyścigów konnych? charvat-group.cz Rzeczywiście widać z roku na rok widać powolny, acz rozkwit Wielkiej Pardubickiej, przy znacznym zainteresowaniu publiczności. Podobno my kochamy konie; youtube.com.
Izabela Brodacka Falzmann
Łączenie funkcji jest niebezpieczne. W Sopocie rewitalizacja pięknego toru sprowadziła się do tego, że stajnie zajmują komercyjne tatersale ze swoimi kucykami natomiast na torze odbywają się zawody hippiczne, wyścigi chartów i koncerty. Nikt nie dba profesjonalnie o stan nawierzchni toru, Na trawie jest pełno drobnych kamyczków. Taki kamyczek jak wbije się w strzałkę kopyta konia w wyścigu, a więc poruszającego się z dużą prędkością może uszkodzić kopyto albo spowodować złamanie nogi. Nonsensem jest likwidowanie tego co było dobrze zorganizowane na rzecz jakiejś hybrydy. Niestety to tendencja powszechna. Na przykład Legia wyprzedawała swoje puchary po 10  przeciętnie złotych. Likwidator zdawał się nie rozumieć,że jeden puchar nie ma żadnej wartości natomiast ich kolekcja jest bezcenna kulturowo. Pisałam już, ze nie interesuje mnie piłka nożna. Ale i tak pucharów żałowałam jako reliktu pewnej kultury. To nie jest gra interesów jak podejrzewają niektórzy. To lament nad niszczeniem naszych korzeni.
Jan1797
<W Polsce na przykład do  Nowej Huty gdzie bez kontroli własnej społeczności poddawani byli indoktrynacji. Wykorzeniano ich również przez likwidację sacrum.> Szanowna Pani, Wyszło im zgoła odwrotnie, najpierw bój o krzyż, później Arka i przegrywają SPOKO w wyborach Nowej Huty do dzisiaj. Skądinąd wzbudzając zazdrość w starszej, mojej części miasta. <Komuna upadła, ale jej sposób myślenia i resentymenty przetrwały. Jej następcy nie chcą przyznać, że tradycje ziemiańskie odegrały w Polsce ogromną rolę kulturotwórczą.> Jestem wdzięczny, że Pani to napisała. Mniemam „powstało wokół toru towarzystwo wzajemnej adoracji” z planem biznesowym na kasę. Nic to dla nich zwijanie tradycji, a nawet części funkcji państwa. Nie wiem jednak, jak to możliwe, by nie połączyć funkcji torem WK z działającym oddziałem straży konnej lub policji. Czytałem, boryka się Pani z tematem od kilku lat, trzymam kciuki? Pozdrawiam, Jan.  
Izabela Brodacka Falzmann
Wiem o tym ale polonez " Pożegnanie Ojczyzny" jest bardzo w Polsce popularny. Sadzę, że wielu nie zna nawet autora, a jeżeli zna nie wie o jego perypetiach.  Faktem jest, że Łukaszence to wszystko nie przeszkadza. Nasz  Mickiewicz też jest oczywiście poetą białoruskim i jego pamięć a także dwór w Zaosiu koło Nowogródka są pielęgnowane. Łukaszenko rozumie, że społeczeństwo spaja kultura i nie mają sensu resentymenty klasowe. Kultura kresowa z konieczności była ziemiańska czy arystokratyczna bo lud tutejszy był niegramotny. Pojawiał się wprawdzie pewien pisarz ukraiński, który początkowo nazywał się Mickiewicz.W tym nazwisku nie ma nic niezwykłego, Mickiewiczów na Białorusi jest pełno, to nazwisko wywodzi się z tak zwanego " otczestwa". Mickiewicz to syn Miszy czy Michaiła. Potem Mickiewicz zmienił nazwisko na Jakub Kołas i stał się pisarzem socrealistycznym. W Polsce wydano jego powieść; " W poleskiej głuszy".
wielkopolskizdzichu
Czyżby w dzieciństwie karmiono Panią na siłe ostrygami i kazano je popijać toskańskim winem?
gorylisko
zapomniałem dopisać... śp. prof. Jerzy Łojek który najlepiej zbadał i udokumentowa czasy rozbiorów i zdrady... opisał przypadek Michała Kleofasa Ogińskiego...niestety to co zbadał nie  stawia Ogińskiego w najlepszym świetle...delikatnie mówiąc... skojarzenie... "Milczące Psy"...purpurower srebro byłoby tutaj bardzo na miejscu...
Izabela Brodacka Falzmann
Dziękuję za zaproszenie,skorzystam na pewno.
gorylisko
bardzo ciekawy tekst, w sam raz na Szkołę Nawigatorów, tam koniarzy niema z tego co widzę... a przydałoby się, pa Ja z Gdyni nadal nie wyjaśnił na czym polega szalbierstwo Coryllusa  (i moje także skoro się do tego przyznaję) pozdrwiam serdecznie 
Do wpisu: Drodzy nieobecni
Data Autor
jazgdyni
Widzę, że nie dorosłem do rzeczowej dyskusji z panem. Wobec tego niech pan sobie poczyta choćby Ebenezera Rjota, albo Lecha Stępniewskiego. I przekona się, kto jest naiwny. Pozdrawiam