|
|
Izabela Brodacka Falzmann Tak ale dla mnie nie to samo dać poniemiecki fortepian do szkoły muzycznej i dać go komunistycznemu dygnitarzowi , którego rodzina pojmowała komunizm jako dokładne odwrócenie hierarchii . Kradli cudze domy i mieszkania, a nawet jak pisałam zrabowane uprzednio arystokracji dzieła sztuki, które teoretycznie miały służyć ludowi pracującemu miast i wsi jako zbiory Muzeum Narodowego |
|
|
Teresa Bochwic Fortepiany...
Mój Ojciec, Witold Rudziński, w latach 1947-1949 (mniej więcej do zjednoczenia PPR i PPS) dyrektor departamentu Muzyki w Ministerstwie Kultury i Sztuki tak wspominał w biografii czas powojenny:
"Jako dyrektor Departamentu Muzyki objechałem wszystkie miasta, gdzie powstawały orkiestry. Słuchaj, w Polsce przed wojną były tylko trzy państwowe orkiestry symfoniczne, Opera Państwowa w Warszawie z orkiestrą, w Poznaniu orkiestra i konserwatorium państwowe. A w Wilnie przed wojną nie było nic państwowego. Po wojnie muzyka polska leżała w ruinie. Muzycy często zginęli w walkach z Niemcami, czy wywiezieni przez Sowietów, czy w niemieckich obozach, albo wyemigrowali w daleki świat. Jeździłem teraz na Ziemie Zachodnie, inwentaryzować fortepiany i w ogóle stan zasobów muzycznych po Niemcach.
- Nie było jakoś głupio korzystać z tych poniemieckich rzeczy?
Nie, nie było głupio. Niemcy zrujnowali nam kraj, wymordowali kilka milionów ludności, przyczynili się do utraty połowy terytorium, a z kolei Sowieci wywieźli zasoby przemysłowe Górnego i Dolnego Śląska jako zdobycz wojenną. Fabryki, urządzenia, maszyny, pojazdy, wyrywali podobno nawet kable z ziemi. Śląsk był ogołocony, ale pozostało sporo majątku w prywatnych domach – porcelana, obrazy, meble; to poszło do muzeów. I instrumenty muzyczne. Trzeba było zaopatrzyć powstające w Polsce szkoły muzyczne i sale koncertowe. Niemcy, uciekając pod koniec wojny, nie mogli tego zabrać ze sobą. Na ich miejsce przesiedlono wtedy w tamte okolice ludność rejonu Lwowa, do Gdańska i Torunia pojechało Wilno. To dlatego lwowskie Ossolineum znalazło się we Wrocławiu."
|
|
|
Jan1797 Wybierający w Warszawie, obdarci z trzeźwego rozsądku, pozbawieni instynktu samozachowawczego
pewni, że naród kolejny raz będzie się zbierał na ich stołeczne fanaberie wynikające z braku logicznego
postrzegania rzeczywistości i ratował z opresji; twitter.com
Dość o wybierających.
Moja stolica, lecz gdzież do licha są Warszawiacy? Czy w moim mieście jest inaczej? pbs.twimg.com
Z szacunkiem, Jan. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Po wojnie ( II Wojnie Światowej Panie Zdzichu) krążył wierszyk: " Z tyłu dziura z przodu łata, tak wygląda demokrata" |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann To prawda, w stosunku do tych lokatorów nikt nie stosował zasady "pacta sunt servanda" ,która była credo republiki okrągłostołowej. A przecież mieli podpisane bezterminowe umowy z miastem. |
|
|
Pani Anna Bycie "warszawiakiem" to stan umysłu i dotyczy lekko licząc co najmniej 80% mieszkańców ukochanej stolicy. Nie liczyłabym na to, że coś się zmieni. Miasto, które reaguje wzruszeniem ramion na los 50 000 wyrzuconych lokatorów i na spalenie żywcem kobiety, która upominała się o ich prawa jest stracone. |
|
|
NASZ_HENRY Kiedy piąty stan u władzy,
Warszawiacy chodzą nadzy ;-)
|