Otrzymane komantarze

Do wpisu: Powtórka z rozrywki
Data Autor
Anonymous
Ad.4 Sęk w tym, że wklepywanie tabletek przez pielęgniarki to bzdura. Nie pierwsza zresztą, która odrywa je od pielęgniarstwa. Ta biurokracja postępuje.
Anonymous
Ad.3 Właśnie! Procedury są po to by jest w 2/3 przypadków stosować, w części modyfikować, a w części łamać. Natomiast wiedza nie zmienia się tak lawinowo w medycynie jak chcieliby pacjenci. Często to dwa kroki w przód i jeden w tył. Z anatomią to Pan trafił. Egzaminator był doświadczony i palący, spokojnie zapalił papierosa, puścił dymek, a w mojej głowie mgła się przerzedziła.
Dark Regis
W skrócie, bo bzdurnych przerośniętych administracyjnie systemów nie ma sensu komentować. 1) Sam słyszę przynajmniej raz w tygodniu przez okno efekty działania tego systemu. Obok przebiega trasa szybkiego ruchu, na której pukają się samochodami swoich rodziców młode barany i rącze gazele. Smaczku dodają gangi motorowe i zygzakujące nocami tiry. Niedawno samochodem zderzyły się tu dwie dziewczyny, praktykantki w jakimś sklepie wielkopowierzchniowym. Jedna zginęła na miejscu, druga w stanie ciężkim jest w szpitalu. Po wypadku, pierwsze co usłyszałem, to nieustający jazgot wszystkich służb ze wszystkich możliwych kierunków - poderwano nawet do wyjazdu wiejskie zastępy straży pożarnych z całej okolicy. Można to swobodnie rozpoznać po typie sygnały i kierunku, z którego dochodzi. Nie będę tego komentował, a do myślenia powinno dać decydentom niesymetryczne traktowanie matki z dzieckiem, która przestraszona wzywa nocą do domu karetkę, a tu okazuje się sraczka z beretką no i typowe "bezahlen! bezahlen!". 2) Nie wiem co realizuje minister, ale na pewno nie realizuje tego, co napisałem. Woziłem nocą starą matkę z kleszczem w plecach na Nocną Pomoc. Na początku przywitał mnie zamknięty płatny szlaban 300 m od szpitala i "Bezahlen! Bezahlen!", a potem tylko 3 godziny czekania i po strachu. Okazuje się, że kleszcza mógł usunąć nawet weterynarz, a dalsze postępowanie i pouczenie można było wydrukować na ulotkach i wysypać w korytarzu. No cóż, tej nocy nie wyspałem się wcale, ale lekcję odebrałem i włączyło się myślenie. 3) Mój pomysł sprowadza się do kompletnego zdjęcia z lekarza konieczności wybierania procedury, którą ma stosować. Lekarz może postąpić wbrew procedurze, ale musi wiedzieć, że za własne decyzje też ponosi się odpowiedzialność. Obecny stan to ani, ani. Procedury powinny mieć źródło w stale uzupełnianej bazie wiedzy, żeby lekarz nie musiał stale stawać oko w oko z tabula raza jak przed egzaminem z anatomii. Jeśli jednak Pan uważa inaczej, to proszę zerwać się dziś w nocy i stanąć na egzamin - zaliczenie nierealne. Poza tym w systemach komputerowych jest mechanizm przerwań i w trakcie jednej procedury można wykonać 10 innych. Jak lekarz ma w ogóle o tym pomyśleć? No chyba, że gra nałogowo w brydża. 4) Dziewczynki na kasach w biedronce już wiedzą, że do wklepania polopiryny do komputera wystarczy czytnik kodów. Tak samo do zrealizowania rejestracji wystarczy karta z chipem. Bzyk i po sprawie. Niech DO mają takie coś, skoro i tak państwo kasuje nas za ciągłe wymiany na nowe. 5) Muszę jeszcze rzucić okiem na te linki, aby się odnieść.
Anonymous
Z tym liberalizmem to jest nieporozumienie. Tłumaczyłem to wielokrotnie: liberalizm to nie marksizm, a w rzeczywistości marksizm pod tą nazwą funkcjonuje. Napisał Pan "...tak zaprojektować system taśm, aby mieć pewność iż będzie dostarczał mu właściwych pacjentów..." Stąd wynikło moje pytanie. W odpowiedzi proponuje Pan zoptymalizować pracę lekarzy. Pańskie rozwiązanie jest w części realizowane przez min.Szumowskiego. Od 2 lat mamy "rewolucję" na SORach i w nocnej opiece całodobowej medonet.pl gazetalekarska.pl Oczywiście można system doprowadzić do każdego stanowiska lekarza. To idea z czasów Hilarego Minca. Nie popieram sterowania lekarzami i pacjentami w każdej sytuacji, to się nie sprawdza. W wypadku ratownictwa to już działa - to specyficzna sytuacja i konieczność koordynacji jest zrozumiała. Moje pytanie zmierzało do tego jak w zaistniałych realiach wyglądać mógłby trik optymalizujący kierowanie ruchem pacjentów w SOR. Jest obecnie system tzw. triażowania, który nazwałem kartkowym. I on ma uzasadnienie. Jest racjonalny. Staje się obowiązkowy. Jest natomiast atakowany w mediach. prawo.pl prawo.pl prawo.pl prawo.pl Problem nie jest w tym systemie triażowania. Problem jest częściowo nierozwiązywalny ze wzgl. na naturę ludzką z prawem zachowania życia na czele. To było problem w PRLowskim Pogotowiu Ratunkowym (kiedy jeszcze karetki miały krzyż na drzwiach) i dyspozytorki borykały się z dylematem do kogo wysłać karetkę, a do kogo nie. Oczywiście zdarzały się błędy i w ocenie zdrowia i taktyczne - zabrakło karetki dla następnego poważniejszego zgłoszenia. To tak dzieje się nadal, tyle, że fabryka się zmieniła na lepsze. Zmieniła się natomiast propaganda - też na "lepsze", roszczeniowość pacjentów (jeździłem obowiązkowo w PR celowo na wsi i rzeczywiście nie miałem ani jednego nieuzasadnionego wezwania - lata 80te), "asertywność" lekarzy wobec pacjentów, zajęcie lekarzy procedurami administracyjnymi. Pielęgniarek to samo dotyczy: siedzą i wklepują tabletki wydawane pacjentom do komputera. To jest brak szacunku dla naszej pracy możliwy tylko w systemie non-profit, bo w nim każda cyfryzacja się zmieści i przyniesie tzw. wymierne korzyści.
Anonymous
Dziękuję za odpowiedź. Pieewsze kilka zdań oczywiste. Następne jak zwykle ciekawe. O SORze muszę przetrawić.
Anonymous
Dziękuję. O pomocy społecznej wiem niewiele. Pozdrawiam.
Anonymous
Dziękuję za dobre słowo. Liberalizmu się nie wypieram. Nie raz czas by się cofnęło.
Jan1797
 Marek1taki 22:01 - wczoraj,  <Liberalnym bajarzem jeszcze nie byłem.> I szczerą mam nadzieję szanowny Marku, że nie osiągnie pan tego piedestału. Deklaracja autorki w kwestii MOPS-u jest jednoznaczna, dodatkowo zapytam, czy przelewanie pieniędzy pomocy społecznej rekami urzędników samorządowych jest zasadne? Pozdrawiam serdecznie.  
Dark Regis
(cd) Dla naprawdę dużych N i małej liczby losowań (tu 10), trzeba sprytnego sposobu kodowania sytuacji. Wtedy możemy użyć tablicy dynamicznej T, w której znów rezerwujemy pierwsze 10 pozycji T[0]...T[9], a w pola T[10] i T[11] wpisujemy liczby 0 i N, co oznacza nieprzerwany ciąg kolejnych liczb długości N zaczynający się od zera, w T[12] wpisujemy jakiś znak terminatora, np. -1 (hex FFF..F). Gdy wylosujemy liczbę R z zakresu [0...N], to mamy 3 możliwości: 1. będzie to pierwsza liczba (czyli tu 0) i wtedy poprawiamy T[10]=1, T[11]=N-1; 2. będzie to ostatnia liczba, więc poprawiamy T[11]=N-1; 3. będzie to liczba R ze środka i wtedy tworzymy 2 bloki: T[10]=0,T[11]=R-1, oraz T[12]=R+1,T[13]=N-R, i na koniec terminator T[14]=-1. W losowaniu 2 z N-1 liczb znów będziemy mieli przypadki brzegowe jak wcześniej oraz przypadki tworzące jakiś dodatkowy blok, gdy liczba podzieli blok już istniejący. W każdym razie cała para idzie w sprytne wyliczanie indeksów. Wynik znów znajdzie się w polach zarezerwowanych o indeksach 0,...9. Tak właśnie rozumują matematycy, programiści i projektanci systemów, a przynajmniej powinni. A jak rozumują politycy z łapanki wymyślający kolejne coraz to sprytniejsze "reformy" służby zdrowia? Jaka jest jakość takiego rozumowania? Teraz początek pomysłu na służbę zdrowia w zakresie SOR-ów działających w nocy. Powiedzmy, że chcemy zoptymalizować nieco zużycie środków, czyli np. pracę personelu. Nazwijmy to elastycznym reagowaniem. Powiedzmy jeden lub więcej lekarzy na dyżurze plus odpowiednia do hipotetycznego zapotrzebowania liczba lekarzy w odwodzie (na telefon). Zamiast drużyn głuptaków od wysyłania lub niewysyłania karetek, infolinia bezpośrednio do zespołu lekarzy, poza barierą czegoś w rodzaju tych "karetkarzy" żeby byle katarem nie zawracać im d, którzy obsługują powiedzmy teren województwa. SOR-y mają z nimi połączenie telekonferencyjne, żeby przy braku czasu u lekarza miejscowego, lekarz zdalny mógł obejrzeć, sklasyfikować ważność zgłoszenia pacjenta. Nawet oszacowanie czasu przyszłej wizyty lub zlecenie pielęgniarkom jakichś badań lub czynności jest tu ważne. Gdy system w danym stanie zaczyna się dławić, to uruchamiana jest automatycznie procedura zwiększenia liczby personelu. Można to zrobić np. określając z góry czas jaki może czekać pacjent. W każdym razie o sprawach organizacyjnych i technicznych decyduje tu system, a nie lekarz, który od 15 minut usuwa korek z ucha cioci Gieni. Dalej można by było zoptymalizować sytuacje typu "na trasie A11 autobus z wycieczką zderzył się z tirem". Przecież można podejmować już decyzje o mobilizacji w promieniu 100km, a nawet wylocie śmigłowca na podstawie wstępnych danych, a nie dopiero wtedy, gry po dwóch godzinach ordynator w jakimś Pcimiu stwierdzi, że ma za mało sal i chirurgów. Po prostu trzeba modelować, planować i harmonogramować, a nie tylko liczyć na szczęście, cuda, zastraszanie kosztami, albo na efekt krwiożerczego liberalizmu na rynku usług.
megalampus
Udzielilem odpowiedzi na twoje pytanie ale sie nie ukazala..Sprobuje jeszcze raz.. Main idea byla, ze kazdy System posiada wlasny Paradox ( Anomaly)..System stara sie go kontrolowac..Wystarczy silna expozycja i Anomaly przebije sie przez ta sciane.. To powoduje efekt Kaskady i System upada W Polskim politycznym dupolu wystarczy wpuscic taki Virus i staranie planowana 30 letnia ukladanka runie..Tego obie strony sie boja .. Okreslilem nazwe tego WIRUSA we wczesniejszym wpisie co bylo powodem cenzury..Wiesz jaki polityczny wirus mam na mysli.. Najwazniejszym Imperatywem i priorytetem jest doprowadzenie do upadku Systemu ( nazwijmy go Magdalenkowego) Wtedy dopiero bedziemy zdolni budowac Nowa Rzeczywistosc.  
wielkopolskizdzichu
Wprost przeciwnie. Cały czas organizowane są nabory dla kierowców, spawaczy, lekarzy. Niedogodności rekompensują wypłaty. Ulega Pani propagandzie i sama ją tworzy, opisując pojedyńcze przypadki jako obowiązującą normę.
Dark Regis
No właśnie, że nie. W jaki sposób zaimplementuje Pan 10 bębnów z N kulami, a następnie jak zagwarantuje, że z kolejnego bębna nie wylosujemy kuli o tym samym numerze, co z bębna 1? Oczywiście można do każdego z bębnów wsypać różne kule, ale wtedy liczba bębnów musiałaby być dzielnikiem liczby kul, bo inaczej prawdopodobieństwo wyciągnięcia pojedynczej kuli nie byłoby równe. Pokażę to na przykładzie. Weźmy dwie kostki sześcienne i rzucajmy nimi. Jakie jest prawdopodobieństwo wypadnięcia na obu liczb oczek różniących się o 1? To można policzyć na palcach: wszystkie możliwości to 11,12,...,21,22,...,31,...,65,66, czyli 6*6=36, zbiór nas interesujący to: 12,21,23,32,34,43,45,54,56,65. Stąd pp wynosi = 10/36=5/18. Ponieważ Kaziowi Sprytnemu nie chciało się tego rozpisywać, to od razu w głowie dokonał optymalizacji: "wystarczy policzyć tylko raz każdą kombinacje, bo jak mamy kostki w dwóch kolorach (czerwona i niebieska), to zawsze konkretny wynik rzutu będzie albo czerwono-niebieski, albo niebiesko-czerwony, jak 13 np. i 31. Tymczasem jest to guzik prawda, bo wyniki składające się z identycznej liczby oczek są "pojedyncze". Można je ustawić na dwa podane sposoby, ale to nic nie zmienia w kwestii prawdopodobieństwa. Kaziowi zatem wyszłoby z "rozumowania", że mamy nowe zdarzenia ustawione w porządku mniejsza przodem 12,13,14,...,,66 i prawdopodobieństwa 1/(6+5+4+3+2+1)=1/21 dla każdego zdarzenia. Ponieważ naszych zdarzeń jest 5 (12,23,34,45,56), to wychodzi 5/21. I co z tym zrobić? No właśnie. Kazio nie zauważył, że dokonując sklejenia zdarzeń elementarnych w pierwszym doświadczeniu, przeszedł do przestrzeni probabilistycznej o różnych prawdopodobieństwach dla zdarzeń elementarnych: dla zdarzenia ij jest to 1/18, gdy i różne od j, oraz 1/36 dla i=j. Sprawdzam 15(1/18)+6(1/36)=5/6+1/6=1 więc wszystkie prawdopodobieństwa sumują się do 1, zaś nasze jest równe znów 5/18 (5 zdarzeń z tych o pp 1/18). Teraz weźmy na tapetę taki dziwny pomysł, ze gdy Marysia wyciągnie kulę taką samą jak z wcześniejszej urny, to zapisujemy pierwszy wolny wynik z prawej. Np. gdy mamy ...5,6 a następnie znów 5, to piszemy ...5,6,7. To jest równie beznadziejna metoda naprawienia problemu, jak u Kazia, bowiem wprowadzamy do procesu losowania pewien dryf. Wystarczy zobaczyć, że wyniki mające zlepki postaci 5,6,7 staja się bardziej prawdopodobne niż inne układy, bo powstają z innych sklejonych zdarzeń np. 5,5,5; 5,5,7; 5,7,5; 5,6,6; 6,6,5 itd. Kapewu? ;) Matematycy w amerykańskich kasynach tylko czekają na takie błędy w generatorze losowym :D Jak więc to zrobić? Jeśli liczba N jest stosunkowo mała, to można utworzyć tablicę dynamiczną T o rozmiarze N+10, pola o indeksach 0,...,9 pozostawić zarezerwowane, od indeksu 10 wpisać kolejno 1,2,...,N, wylosować liczbę naturalną z zakresu [0..N], powiedzmy R, przepisać ją na pozycję T[0]=R i przekopiować ogon od indeksu R+11 o 1 w lewo: for (i=R;i< N;i++) {T[i+10]=T{i+11];}, zmniejszyć N o 1 (N--). Wykonać w pętli kolejne 9 razy. (cdn)
Izabela Brodacka Falzmann
Tonie było pod Pana adresem. Przykro mi że tak Pan to zrozumiał. 
Izabela Brodacka Falzmann
A jak powiedziała pewna prawniczka pary homoseksualne charakteryzuje większa dzietność.
Izabela Brodacka Falzmann
Własnie dlatego tylu Polaków ucieka obecnie z Norwegii
Anonymous
Ręką sierotki Marysi - jak w LOTTO Szanowny Panie. Z 10 bębnów - z każdego po jednej kuli o liczbie od 1 do N.
Dark Regis
Panie Marku, zanim spróbuję napisać odpowiedź na powyższe pytanie, chciałbym dowiedzieć się jak by Pan rozwiązał taki pospolity programistyczny problem: Mamy dużo liczb {1,2,...,N}, z których mamy wylosować 10 taki sposób, żeby żadna liczba się nie powtórzyła i każdy wybór był jednakowo prawdopodobny. Wygląda skromnie, nieprawdaż ;) Nie chodzi o to, że ma to związek ze służbą zdrowia, ale dobitnie pokazuje, że czasami bicie głową o ścianę przy nierealnym założeniu o ograniczeniu pewnych zasobów lub środków (czas, pamięć, elegancja kodu) prowadzi na manowce i do strasznych rzeczy (czyli też strasznych programów:) Jako podpowiedź opowiem o pewnym wydarzeniu z przeszłości. O pewnym człowieku, doktorze matematyki i informatyki, który kiedyś zarzucił mi w pewnym środowisku niekompetencję, gdyż śmiałem sprawdzać fakt zaistnienia permutacji w jednej pętli FOR. Było to coś około 10 bloków kodu (klocków) w procedurze szyfrującej dane, które były rozstawiane losowo i robiły za balast, czyli nie wpływały na wynik, ale zaciemniały kod. Po ich zaobserwowaniu w kodzie można było heurystycznie stwierdzić, że tą właśnie metodą dane zostały zaszyfrowane. Nawet więcej, dzięki wymyślonej przez siebie technice odwracania słów (czyli kodów procedur - to taki skrót informatyczny/matematyczny;) byłem w stanie odpowiedzieć ze 100% dokładnością: tak, to słowo powstało za pomocą tego oto konkretnego automatu (np. reprezentowanego przez graf przepływu sterowania). No więc ten doktor wyśmiał mnie przy kolegach, a gdy się zmęczył doczepianiem, to ja spokojnie opisałem kolegom jak to działa. Mianowicie jeśli mam do znalezienia 10 klocków i wiem, że wszystkie muszą wystąpić ale w dowolnej kolejności, to przygotowuję sobie wektor 10-cio bitowy i znajdując kolejny klocek w kodzie ustawiam odpowiadający mu bit na 1. Zaznaczam, że jest tylko dziesięć klocków. Jeśli w wyniku nie dostanę wektora z 10-ciu samych jedynek, to a) nie jest to permutacja, stąd b) nie jest to ta procedura, więc c) nie jest to ten automat szyfrujący. Oczywiście gdyby Pan chciał *wygenerować* wszystkie permutacje z jakiegoś dużego zbioru, to szczęścia i zdrowia życzę ;) Kiedyś zadałem to pytanie jednemu ze znajomych i gdy ten zaczął pisać propozycje, to mu kartek w drukarce zabrakło. Jedna z koncepcji polegała na tym, żeby wszystkie możliwe wyniki losowań zakodować bitowo, czyli za pomocą ciągu liczb 1 - wylosowano, 0 - nie, o stałej długości. Wtedy wystarczyłoby wylosować jedną taką liczbę i podać wyniki. Gdyby N=100, to mielibyśmy 100 nad 10, liczbę wyborów 10 liczb spośród 100. Bagatelka, zmieści się w pamięci RAM. Jednak gdy zwróciłem mu delikatnie uwagę, że w ten sposób stracił informację o kolejności losowań, to pogryzł, zgniótł kartki i się obraził ;). Niepotrzebnie się poddawał, bo wystarczyło jeszcze spermutować losowo tę wybraną dziesiątkę, gdyż chodzi jedynie o to, żeby każda dziesiątka i każda kolejność miały to samo prawdopodobieństwo wylosowania, jak w LOTTO. Jest dużo prostszy sposób :]
lala
przecież zachwyca się pani prezesem i jego przenikliwością oraz skutecznym działaniem na rzecz dobra wspólnego
lala
"Norwegia słynie ze swoich totalitarnych rozwiązań." i  właśnie dlatego tylu jest polskich emigrantów w Norwegii
lala
""Jeżeli ideolodzy LGBT zrealizują swoje postulaty być może dziecko zostanie oddane parze homoseksualnej gdzie będzie wykorzystywane" niestety, to bardzo żałosny komentarz - szkoda, że nie potrafi Pani w tej materii myśleć samodzielnie , tylko  powtarza ideologiczne  schematy.... a tymczasem żyjące od kilkunastu lat dzieci homo  seksualnych przyjaciół moich  wspaniale sobie  radzą w szkole i ich normalnym środowisku  \(szkoda, że tylkonowojorskim)
Anonymous
Liberalnym bajarzem jeszcze nie byłem. Rzut stołem chybiony.
Dark Regis
No dobrze, ale my wciąż się kręcimy wokół tych biednych ludzi, którzy wchodząc w system muszą się po prostu zdemoralizować. Wpływa na to demoralizująca struktura samego systemu, jak też innych systemów, które przygotowują w cyklu ciągłym "kadry" do demoralizacji, jak np. takie szkolnictwo. Podejście konserwatywne polega na tym, że uznaje się skłonność do degeneracji człowieka za fakt bezsporny. Na drugim biegunie są liberałowie, którzy wierzą w jakieś możliwości samoogarnięcia lub samonaprawienia się *każdego* jednego człowieka, który poniuchał już bagna. To jest jednak cecha tylko niektórych ludzi i to bardzo nielicznych. Trzeba zatem tak planować i tworzyć systemy, żeby ryzyko zapaści totalnej było jak najmniejsze. To, że ona w końcu nastąpi, to jest wyższy stopień optymizmu konserwatysty ;)
Do wpisu: Od miłości do nienawiści
Data Autor
lala
a propos "pisać ortograficznie"-jednak: dyskalkulię!
lala
rozumiem, że Pani Izabela rezygnuje tak z biernego jaki czynnego  prawa wyborczego i zajmie się wnukami, bez zabierania głosu w sprawach publicznych?
lala
najwyraźniej, autorka bloga to osoba bardzo inteligentna, ale jeśli chodzi o  konkret  potrafi "popłynąć" bardzo daleko