Otrzymane komantarze

Do wpisu: Pieski świat
Data Autor
Izabela Brodacka Falzmann
Dziękuję bardzo. Wiem o tym, że psy często wybierają sobie kogoś. Zdarza się, że zmieniają samowolnie dom. Kiedyś można było przeczytać takie historie w książkach. Pamiętam :tytuł: " Puc , Bursztyn i goście" .Teraz króluje Harry Potter. Pozdrawiam serdecznie.. 
Piotr Węcław
Dziekuję bardzo, tekst zamieściliśmy pod adresem polishpanorama.com Zwraca Pani uwagę na bardzo ważną sprawę jaką jest powszechna wśród ludzi utrata odpowiedzialności za otaczającą nas rzeczywistość. Pewien Norweg tłumaczył mi kiedyś, że nie widzi powodu w pomaganiu swoim rodzicom ponieważ pomóc może im "system". Pozdrawiam.
spike
Miałem przyjaciela (miałem, bo z rodziną wyprowadził się do Kanady), który kupił pieska - suczkę, przypominała jamnika, tylko że z długą, brązową sierścią wabiła się Sonia. Jak go odwiedzałem, jak pieski lubią, podbiegają obwąchać gościa, czy mu z oczu czasem źle nie patrzy :). Po kolejnych odwiedzinach, Sonia zaczęła systematycznie do mnie podbiegać, przywitać się, musiałem ją pogłaskać, podrapać za uchem. Po paru wizytach, Sonia już mnie nie odstępowała, jak siadaliśmy z kolegą do kawy, też podbiegała, przysiadała i się we mnie wpatrywała, jakby na coś czekała, więc poklepałem się po kolanie, jako zachętę, że może siąść na kolanach, długo nie kazała czekać, wskakiwała, kładła się na kolanach, ja ją głaskałem, widać była zadowolona. Przyjaciel był zdziwiony, powiedział, że jeszcze nikogo tak przyjaźnie nie traktowała, na obwąchaniu się kończyło. Po nie długim czasie, jak zbliżałem się do jego domu, to już słyszałem szczekanie Soni, okazało się, że stała przed drzwiami informując domowników, że się zbliżam, a witała się tak wylewnie, jakby mnie latami nie widziała. Kulminacją tej "miłości od pierwszego wejrzenia, był pewien wyjątkowy dzień. Zbliżam się do domu przyjaciela, nie słyszę Soni, zdziwiło mnie to, cóż pukam do drzwi, się otwierają, Sonia mnie nie wita, pytam gdzie jest, słyszę nowinę, Sonia się oszczeniła, a to ma ważniejsze sprawy, niż moja osoba, aż tu nagle zjawia się, nie podbiega, a szczeka i odchodzi, znowu podchodzi, szczeka i odchodzi, nie rozumiem tego, przyjaciel podpowiada, Sonia chce byś poszedł za nią. Faktycznie poszedłem za nią do jej legowiska, a tam w kojcu klika ślepych popiskujących szczeniaków, pogratulowałem Soni, pogłaskałem, popieściłem, nawet mogłem wziąć do ręki szczeniaczka. Przyjaciel był zdziwiony i zaskoczony, okazało się, że jestem znowu wyróżniony przez Sonię, byłem jedynym gościem, któremu przedstawiła swoje szczeniaki. Po pewnym czasie przyjaciele rozdali szczeniaczki w dobre ręce, zostawili jednego też suczkę, która jak już była większa, to razem z Sonią mnie witały u progu drzwi, przy kawie obie  głaskałem na kolanach, zabawnie to wyglądało obie leżały z lewej i prawej  strony, kładąc głowy na kolanach, które oczywiście czule głaskałem. Pzdr..................PS. zabawnie się tu na NB pisze komentarze, sądzę, że szybciej wymieniają informacje naukowcy NASA ze swoimi zdalnymi pojazdami, niż ten komentarz się tu pojawi, to chyba jedyny taki portal z tak dużą dylatacją czasu :))))
Izabela Brodacka Falzmann
Proszę opisać przygodę z Sonią. Naprawdę jestem ciekawa  a inni może nam wybaczą.
Izabela Brodacka Falzmann
Zgadzam się z Panią. Szkoły uczyły dobrze. Czasem daję maturzystom ( poziomu podstawowego) zadania ze zbioru dla VI klasy szkoły podstawowej i zdarza się, ze nie umieją rozwiązać. Bez problemów rozwiązywały je dzieci sąsiadów z niezamożnych i jak dziś powiedziano by "dysfunkcyjnych" rodzin, którym pomagałam.
Pani Anna
Wydaje mi sie, ze Pani lubi skrajnosci, i skrajne wnioski. Oparcie pomocy dla wszelkich zabiedzonych stworzen zarowno 4noznych jak i tych ludzkich  wylacznie na jednostkach obdarzonych dobra wola i checiami kojarzy mi sie troche z nowela "Dobra Pani" Elizy Orzeszkowej. Laska panska jak wiadomo na pstrym koniu jezdzi, jeden pomoze choremu czy bezdomnemu zwierzeciu, inny przywiaze petarde do ogona i podpali. O fundacjach sama mam zle zdanie, ale zinstytucjonalizowana pomoc musi istniec. Pytanie, co stoi na przeszkodzie, zeby dzialala w miare prawidlowo. To tak jak ze sluzba zdrowia, czy szkolnictwem za PRL. Przepisy byly jakie byly, zarobki rowniez,  ale w szpitalach pomagano ludziom, a w szkolach uczono i to z dobrym skutkiem. Ciekawe dlaczego.
Izabela Brodacka Falzmann
Przecież przy okazji sprawy sądowej  z Matką Kurką( Piotr Wielgucki) wiele spraw się wyjaśniło. Rozmawiałam z człowiekiem który remontował dla O.słynną posiadłość na Mazurach.Nie będę powielać tego co mówił bo nie jestem w stanie tego sprawdzić ale zgadzało się z tym co wiem. Szkoda mi tych uczciwych dzieciaków, które biegają z puszkami. Niektóre nie są uczciwe i wyciągają pieniądze w bramie. To widziałam na własne oczy ale to banał.Przy każdej akcji są takie nieprawidłowości. Całość jednak jest patologiczna i kryminogenna. Z innej beczki. Znam organizację która zbiera pieniądze na dawno padłe stare konie. Ale ogólnie rzecz biorąc jakimś koniom pomaga. Jak to ocenić?
spike
"Co oczywiście nie powstrzyma dorocznych opluwań Owsiaka i wypominania mu kolejnych nowych wypasionych aut i takichże willi z ogrodami i basenami."..................droga Pani, jakiś czas temu czynnie wspomagałem Orkiestrę, sponsorując pewne potrzebne rzeczy, jak np. słynne "serduszka", to była większa akcja, ale do czasu, ja zaczęły wychodzić na światło dzienne pewne ciemne sprawy samego Jurasa, jak traktuje ludzi w potrzebie, że to cham pospolity, do tego szemrane biznesy, przestałem się udzielać. Jak jest możliwe, to staram się pomagać, nie wrzutem 5 zł do Owsiakowej puszki, dla podniesienia swojej wartości, ale poważną pomocą, sponsoringiem, mam już kolekcję podziękowań, nawet od Prezydenta Miasta, w którym mieszkam, za sponsorowanie Domu Dziecka, czy szkoły podstawowej i nie tylko. Nie mam nic do zarobków Owsiaka, ale mierzi mnie jego zakłamanie o tej kosmicznej pomocy chorym dzieciom, sam na tym zarabiając cichcem niesamowite pieniądze, okłamując, że wszystkie pieniądze idą na pomoc, dlaczego nie ujawnia ile z tego żebraczego biznesu wyciąga, darczyńcy powinni wiedzieć iile z ich datków dobrego serca idzie na luksus Owsiaka. Ktoś mieszkający w USA napisał, że tam darczyńcy wiedzą ile ich "guru" czy fundacja zarabia, wszystkie zbierane pieniądze są jawne i rozliczane, a Jurasa nawet sąd nie może zmusić, by ujawnił księgi rachunkowe. Nie zdziwię się, jak kiedyś będzie dokładna kontrola i "Owsiak okaże się nagi"......Jeszcze szczegół, nie do zaakceptowania dla mnie są te spędy młodzieży w błocie i fekaliach, w oparach alkoholu i używek, z seksem, gwałtami i śmiercią w tle.
spike
Nie mogę się pochwalić ilością ratowanych psów czy kotów, choć raczej mnie lubią. Wiele lat temu jeździłem do wuja na wieś. Raz przyjechałem późnym wieczorem, wyszedłem z domu od strony podwórka, by pooddychać świeżym powietrzem, popatrzyć w gwieździste niebo, tak się delektuję, aż czuję coś mokrego na dłoni, nic nie widzę, coś mi się zdawało, pomyślałem. Wróciłem do domu, a tam wuj do mnie gdzie ty chodzisz, po podwórku biega pies, do tego wredny na obcych, sam się go boi, nawet z rezerwą podchodzi z miską żarcia. Proszę sobie wyobrazić, że wtedy wieczorem, to podbiegł do mnie właśnie ten "ludojad" i polizał mnie po dłoni, okazało się, że podejść do niego mógł tylko wuj i ja, nikt inny, od razu warczał i szczerzył kły. Teraz najważniejsze i niesamowite. Pewnego ranka przychodzę do niego z miską żarcia, a ten nie wychodzi z budy, wołam Reks, ten wychylił łeb z budy, z trudem wyszedł i położył się obok mnie na plecach, nie rozumiałem zachowania, zaczął skomleć, wtedy zauważyłem, że dzieje mu się krzywda. Reks miał jedną cechę, miał gruby kark, często to wykorzystywał, jak miał ochotę pobiegać po wsi, zsuwał obrożę, okazało się, że w nocy poleciał pobiegać za suczkami, jakieś łachudry go złapały, i związały mu jądra drutem, tak że krew nie dochodziła, wrzynając się w ciało. Widząc to, pobiegłem po wuja i ten usunął ten drut. Reks się wylizał, dosłownie, stracił jedno jądro, zostaliśmy przyjaciółmi. Wuja odwiedzałem raz w roku, czasem częściej, nim dojechałem on już wiedział, że jadę. Miałem też inną niesamowitą przygodę z pieskiem, a właściwie suczką Sonią przyjaciela, ale nie będą zanudzał. Pozdrawiam.
Izabela Brodacka Falzmann
Ja też pozdrawiam Izabela
Kat
Pani Izabelo dziekuję i pozdrawiam......kat
Izabela Brodacka Falzmann
Oczywiście, bardzo proszę.
Izabela Brodacka Falzmann
Koty są wyjątkowo żywotne. Znajoma wyrotowała kota którego ktoś zakopał po uderzeniu łopatą. wylizał się ale był trochę krzywy. I tak trzeba jak Pan zrobił. Ratować i oddać w dobre ręce. Pozdrawiam.
Jan1797
No pewnie; sami powinniśmy załatwiać ważne sprawy społeczne,czyli pomagać,a nawet ratować zwierzęta i ludzi. ---------------------- Oczywiście tak, wyłącznie po to, by nie zatracić człowieczeństwa, a to pomaga w trzeźwej ocenie minionej rzeczywistości; tzn. braku akceptacji dla kolejek do grzebania w śmietniku. Wtedy, oczywiście (być może) nie będziecie wybierać tak jak w minionych siedemdziesięciu latach. Pozdrawiam
Piotr Węcław
Droga Pani Izabelo, czy zgodziłaby się Pani na opublikowanie tego tekstu na portalu Panoramy Polskiej? Dziękuję.
nonparel
Witam Do mnie ludzie przynoszą czasem poturbowane zwierzaki. Ostatnio przynieśli mi kota, który był w czymś w rodzaju sztywności katatonicznej. Wywiad: przejechał go spychacz. A kot nie miał złamanych kończyn, objawów uszkodzenia narządów wewnętrznych czy kręgosłupa. Okazało się, że kot wbiegł pod spychacz (koty często w ostatniej chwili wskakują pod jadące pojazdy), tylko że trafił akurat między dwa leżące obok siebie słupki, które uchroniły go przed gąsienicami. Niemniej był przyduszony błotem i w szoku. Położyłem go w zaciemnionym pokoju a sam siedziałem w pokoju obok i od czasu do czasu mówiłem coś do niego i poiłem go wodą ze strzykawki. Polecam wentyl rowerowy starego typu, jest lepszy niż rurka od kroplówki, bardziej przypomina maminy cycek. Drugiego dnia kot poszedł się napić, trzeciego dnia  poszedł do miski. Po tygodniu oddałem go w dobre ręce. nonparel
Centrystka
No pewnie; sami powinniśmy załatwiać ważne sprawy społeczne,czyli pomagać,a nawet ratować zwierzęta i ludzi. Np.: kupować drogi sprzęt medyczny dla ratowania dzieci, wyposażać szpitale w karetki,,drogie instrumenty diagnostyczne czy  chirurgiczne,,i t.p.,i t.d., etc. Tymczasem co roku wolimy dawać jakieś datki na taki WOŚP, w której pracuje aż 50 osób,a który corocznie pobija rekordy swoich zbiórek. Dzisiaj ogłosił,że w tym roku zebrano prawie 211 milionów (!) zł . Co oczywiście nie powstrzyma dorocznych opluwań Owsiaka i wypominania mu kolejnych nowych wypasionych aut i takichże willi z ogrodami i basenami.
Izabela Brodacka Falzmann
Lepiej zrobić herbatę chorej sąsiadce albo kupić bułkę bezdomnemu niż futrować instytucje z prezesami samochodami i sekretarkami.
Izabela Brodacka Falzmann
Kiedyś wydawano dziecko z domu dziecka rodzinie bez zbędnych formalności. Jeżeli zgłosiła się babcia czy ciocia pracownicy cieszyli się, że ktoś to dziecko zabierze i da mu normalny dom. Wtedy nie  zabierano też dzieci za muszki owocówki w kuchni. Teraz sąd rodzinny czyli paniusia w todze skazuje dziecko na wyrok w zakładzie opiekuńczym dla jego własnego dobra oczywiście. Tak jak nasz rodak został wykończony w Anglii dla jego własnego dobra.
Czesław2
Wydaje mi się, że w głównej mierze draństwo "zwykłych" ludzi i draństwo sępów z palestry  spowodowało działanie TYLKO w/g procedur. Nikt w imię człowieczeństwa nie chce wieszać sobie stryczka na szyi. Natomiast co do "fundacji". to może lepiej się nie wypowiem, bo moderator usunie mnie na zawsze. Długo walczyłem z żoną tłumacząc, że pomagać będziemy, ale bezpośrednio. Na reklamy nas nie stać.
sake2020
Wszystko zależy od paniuś właśnie.Ja dwukrotnie brałam psy ze schroniska wybierając te najbardziej zabiedzone i chore.Ale widziałam tam zaangażowanie pracowników i autentyczną miłośc do zwierząt.Dzisiaj to jest zastępowane przez procedury i papierki.
Izabela Brodacka Falzmann
Dziękuję za info.Polacy nie gęsi i swoich Sully mają. Własnie gęsi stały sie przyczyną katastrofy samolotu który uratował Chesley Sullenberger 15 stycznia 2009 dokonał skutecznego wodowania na tafli wody rzeki Hudson w centrum aglomeracji nowojorskiej, kiedy tuż po starcie jego Airbus A320 zderzył się z kluczem gęsi, w wyniku czego obydwa silniki samolotu uległy awarii. Spośród 150 pasażerów i 5 członków załogi znajdujących się na pokładzie nikt nie zginął.
Izabela Brodacka Falzmann
W pewnym wieku stajemy się przesadni.-)
Izabela Brodacka Falzmann
Witaj! Tak Mirek. Miały u nich wspaniałe życie. A teraz jakimś paniusiom nie spodobał się ich ogród i nie wydały im psów. Ze szkoda dla psów a nie dla paniuś oczywiście. Pozdrawiam serdecznie.
NASZ_HENRY
Lityński przesadził z psem a Pani z Lityńskim ☺☻