Otrzymane komantarze

Do wpisu: Literaci i oportuniści
Data Autor
sake2020
Faktem jest że dziś wielu służy obcym interesom choć nie są pod presją,szantażowani czy w nędzy i nic im nie grozi. Dlaczego więc to robią?Jaka tu może być odpowiedź? Czy taka,że wynieśli to z domów,a może cynicznie usprawiedliwiają,że nic się nie stało?
Zbyszek
" Faktem jest, że wszystkie zbrodnicze reżimy mogły zaistnieć tylko dzięki oportunistom i idiotom." Niestety, Wypada tylko ufać, że w naszym społeczeństwie tacy oportuniści i idioci, to bezwzględna teraz mniejszość. Bo jeśli nie, to...
Izabela Brodacka Falzmann
@ Zofia Problem jest postawiony bardzo  słusznie. Wielu służy i służyło obcym interesom. Tak było za czasów carskich i za Stalina i jest teraz. Szkoda że komunizm porównywalny co do liczby ofiar z hitleryzmem nie doczekał się swojej Norymbergi.. Wtedy byłoby nie do pomyślenia żeby w alei zasłużonych chowano Urbana.Pozdrawiam serdecznie.   
Izabela Brodacka Falzmann
@ Podobno tak ale powinni to stwierdzić świadkowie. Jest jeszcze sporo ludzi o głębokiej wiedzy na temat tej epoki ale czas i biologia działają na niekorzyść wiedzy historycznej.
Zofia
@ Izabela - Pani Izo nasi krajanie podzieleni są od wieków na służących Polsce i służących obcym , którzy zarządzali nami. Wiernym i biernym żyło się lepiej. Dam autentyczny przykład z lat siedemdziesiątych XX wieku. Pracowaliśmy z" towarzyszami radzieckimi "w biurze konstrukcyjnym. Jeden odważny inżynier ( bardzo dobry fachowiec) wdał się w polemikę z "radzieckim towarzyszem" pokazując mu na mapie, że Lwów, Stanisławów i inne miasta były polskie. Na drugi dzień kolegi nie było, bo przeniesiono Go do innego zakładu. A zrobił to nie kto inny jak szef biura na zlecenie "towarzyszy". Tak dbał o pieniądze, co by mu było lepiej niż innym. Przecież w tym czasie nie wywozili ludzi na Sybir. Takie sprzedawczyki byli i będą , mając  "pochodzenie" czy będąc wykształconymi. Jesteśmy Polakami i  z asymilowanymi obywatelami polskimi. Ci pierwsi mają polską duszę a ci drudzy niekoniecznie. Czyli są obywatelami świata. A co niektórzy są dumni , że są europejczykami tzn. kim? Nie dostałam jeszcze odpowiedzi. Pozdrawiam.
spike
Czy to nie Cyrankiewicz był uważany za jednego z bogatszych ludzi, który "dorobił" się majątku na szmalcownictwie ?
Izabela Brodacka Falzmann
@ jazgdyni Monika Jaruzelska gdy Rafał Ziemkiewicz wypomniał jej paznokcie wyrywane przez jej ojca ( chyba metaforycznie nie dosłownie) odpowiedziała coś w rodzaju " Oj tam oj tam wyrywał co drugi". Nie pamiętam dokładnie a tak mnie to brzydzi że nie chce mi się sprawdzać. Jaruzelska studiowała z Ziemkiewiczem polonistykę. Na pewno jest inteligentna. Ale ci ludzie niczego nie zrozumieli. Bo na to pozwoliliśmy. 
Jan1797
Czy wyjątkowy talent Gałczyńskiego usprawiedliwia jego przyjaźnie z komunistycznymi prominentami? Nie nie usprawiedliwia. Kto dzisiaj potrafi precyzyjnie zacytować kultowy dowcip? Gdy dojrzeje równocześnie zboże; owies, żyto i pszenica. Co najpierw się zbiera? Najpierw zbiera się aktyw proszę pani, a że samozwańczy, cóż zrobić? Gdyby jeszcze wyborcy jajeczko do podziału i pasztet na Wigilię ogarnęli pamięcią:))  Wybory tamtym zawsze były solą w oku. youtube.com; PS Zawsze uważałem, że na okrągło  trzeba przypominać czym zakupy w kasynie różniły się od kupowania w sklepie.:))
jazgdyni
Czołem Izo! Czy może coś Tobie się tutaj kojarzy z panią Moniką Jaruzelską? I jak chętnie kolejni aspiranci do patriotyzmu pchają się do niej na pogawędkę przy herbatniczku? Uściski
sake2020
No cóż,talent a życie ,,nosiciela'' tego talentu może być poddane różnym ocenom. Często bywa,że jako uczniowie z nabożną czcią przerabialismy ich dzieła.Po latach dowiadywaliśmy się o kolejach ich życia bardzo często mało chwalebnych.Nie myślę tu o nałogach często towarzyszących tym postaciom ale o uwikłanie się w kolaborację,donoszenie wręcz sprzedawanie swego talentu nawet się tego nie wstydząc.
Lech Makowiecki
Pani Izo, swego czasu K.I.Gałczyński napisał całkiem zgrabny tekst pt. "Ukochany Kraj" ("Wszystko tobie, ukochana ziemio..."), Tadeusz Sygietyński skomponował patetyczną muzykę, a zespół "Mazowsze" przepięknie wyśpiewał ten nowy, propagandowy przebój... Były przymiarki, żeby "Ukochany Kraj" zastąpił "Mazurka Dąbrowskiego"... Sytuację "uratował" Józef Stalin, któremu polski hymn nie przeszkadzał, a nawet się podobał. Być może dlatego, że był świecki, a wymieniony w nim Napoleon przegrał w końcu z Rosją... :))).  PS Zawsze twierdziłem, że ważny jest talent, ale ważniejsze jest to, jakiej sprawie ten talent służy...
Izabela Brodacka Falzmann
@ sake3 Nie bardzo wierzę w " heglowskie ukąszenie" ale ostatecznie skłonna jestem przyjąć że niektórych, co głupszych  ten Hegel pokąsał. Szkoda że nie było wówczas szczepionki przeciwheglowej. Nie mogę pojąć jednak jak eleganckie towarzyszki panienki mogły jeździć po wsiach, wyrywać przerażonym ludziom ostatni worek mąki czy jedyny połeć słoniny ze spiżarni i jeszcze się tym szczycić.
sake2020
Należy tylko podziwiać ową kolejną towarzyszkę panienkę że dała radę połaczyć trudy studiowania z trudami rozkułaczania i to w jednym czasie.
Silentium Universi
Amicus Plato, sed magis amica veritas. Za Arystotelesem Prawda jest formą mowy nienawiści. Za Orwellem
r102
Kułak to taki chłop co miał konia, biedniak nie miał... Niech się pani Izabela nie tyle martwi że koń nie dostał wody - tylko niech się  cieszy że tow. Kira jej wtedy nie rozkułaczyła z tego konia :-)
Do wpisu: Język i medycyna
Data Autor
Podobnie słowo epicki , które w języku polskim oznacza powieściowy, literacki. Jak również „legendarny” — które po polsku oznacza: „nie wiadomo, czy naprawdę istniał” (np. legendarny Piast Kołodziej). Zaś obecnie — na zasadzie kalki z angielskiego — najczęściej (tak, najczęściej!) używa się tego określenia w znaczeniu: „od dawna sławny, znany i uznany” (np. „legendarny Eric Clapton”). Podobnie termin  „lasy tropikalne”, które nazywane są w Polsce  „lasami deszczowymi”. Tu z kolei chodzi o zwyczajną „polityczną poprawność”; podobno (nie wiem, czy to prawda, bo dziwnie takie tłumaczenie brzmi) słowo „dżungla” miało, jako pejoratywnie brzmiące(?), urażać czyjąś-tam „wrażliwość”, więc Anglosasi uparli się zastąpić to słowo określeniem „rain forest”. Tak więc „las deszczowy” to po prostu dżungla.
Należy także przypomnieć, że „za przebrzydłej komuny” każda wydawana książka podlegała starannej korekcie i jeśli coś przeoczono — zaopatrywana w erratę. Ja czegoś takiego, jak „errata”, dawno nie znalazłem w książkach wydawanych przez obecne — prywatne — wydawnictwa, mimo, że wielokrotnie znajduję w takich ksiązkach błędy. Ale wiadomo: „ma być jak najtaniej” — a przecież korekta to po prostu „zbędne koszta”. Lektura książek wydanych w okresie PRL-u utrwalała w (pod)świadomości czytającego prawidłowe formy językowe. Lektura obecnie wydawanych książek — już niekoniecznie. Brak korekty chyba winien być karany z urzędu — jako przestępstwo wobec kultury narodowej — bo inaczej nie zmusi się prywatnych wydawców do dokonywania korekty.
Albo inne, naprawdę często spotykane: „z resztą”. :]
Ojej, nie „gdziekolwiek” — tylko „dokądkolwiek”, skoro już mówimy o poprawności językowej. ;)
W PRL-u to był także m.in. „upiór dzienny”… przypomina się w takim momencie stary felieton Magdaleny Samozwaniec na temat tego „radosnego socjalistycznego słowotwórstwa”, który kiedyś czytałem w jej zbiorze „Moja wojna trzydziestoletnia”.
Jeśli chodzi o „element” zwany „politykami”, co to za jedni i skąd się w ogóle biorą, to polecam książkę Łobaczewskiego „Ponerologia polityczna” — do kupienia na „znanym portalu aukcyjnym” (ale można także „wyguglować” PDF-a do ściągnięcia).
Jeszcze jedno: Przypominam sobie taki wytwór "dziennikarza" na tym portalu: "Andrzej Duda wyraził akces do bycia prezydentem" - nie przyszło mu do głowy napisać po prostu: A. Duda zgłosił swoją kandydaturę w wyborach prezydenckich. Nie przyszło mu również do głowy, że „akces” się zgłasza, a nie „wyraża”; frazeologia stała się ostatnio nauką tajemną, dostępną jedynie nielicznym. Zresztą, z ortografią jest podobnie… widać po wpisach na forach Internetowych, że gdyby nie automaty wbudowane w przeglądarki, korygujące te błędy, to nie dałoby się bez wymiotowania tego czytać. A po czym to można poznać, że to przeglądarka koryguje, bo „komentator” ortografii nie zna? Po licznych błędach typu „razem, czy osobno”; po wszystkich tych „na prawdę”, „nie daleko”, „po prawnie” itd. Tego typu błędów automat już nie skoryguje. Zatem jeśli ktoś nie wie, że „poprawnie” należy pisać łącznie, to co on(a) może wiedzieć o tym, „czy 'rz', czy 'samo ż' ”?
Przez analogię do „rozpłaszczenia”: znana mi osoba, idąc do toalety, zwykła mawiać, że „idzie się odkupić”. ;)
Ładnych parę lat temu zwróciłem uwagę komuś na jednym z forów, że w polszczyźnie komprymujemy, a nie „kompresujemy” — bo kompresować po polsku możemy jedynie przez przyłożenie zimnego (lub gorącego) kompresu, np. na czoło. „Adwersarz” powołał się na — prowadzony, niestety, przez „jenzykoznafcuff” z Uniwersytetu Warszawskiego — tzw. „Słownik Języka Polskiego”. Napisałem zatem do „opiekuna hasła” z propozycją dokonania zmiany na właściwą formę, zwracając zresztą uwagę, że każdy, kto przeczytał „Lalkę” (kiedyś obowiązkowa lektura, nie wiem, jak teraz) winien wiedzieć, że po polsku się komprymuje, a nie „kompresuje” — jeśli chodzi o sprężanie lub zagęszczanie czegoś, a nie o przykładanie kompresu. Pan Profesor odpisał mi (czuję się zaszczycony, że stać go było chociaż na tyle…), iż „on dopuszcza 'kompresowanie', bo zauważył, że ludzie tak mówią” (cytuję w dużym skrócie) i w ogóle rozmowę na ten temat uważa za zamkniętą. Tak więc Pan Profesor „dopuszcza kompresowanie, bo ludzie tak mówią” — zaś owi ludzie tak mówią, powołując się na autorytet Pana Profesora. I tu koło się zamyka. Z innej beczki: wiele zła robią portale Internetowe, intencjonalnie zachwaszczające nam język, w czym prym wiedzie chyba Onet. Sądziłem, że „architektki” (proszę spróbować to wymówić) nic nie przebije, ale jeszcze bardziej „spodobało” mi się (chyba na zasadzie nowości) znalezisko z wczoraj. Cytat z wypracowania niejakiej Soni Miniewicz: „…dostała prawdziwą szkołę życia – bywała częstą gościnią na przesłuchaniach…” Otóż ta „architektka” — i „inne takie” — uzasadniane były rzekomą potrzebą podkreślenia, iż kobiety „nie są gorsze niż mężczyźni” (że niby w wielu zawodach uważanych za „typow męskie”, czy coś). Wygląda na to, że teraz już zachodzi potrzeba podkreślania, iż kobiety w ogóle gdziekolwiek mogły być zapraszane. Albo, że poprzednie „uzasadnienie” zaśmiecania polszczyzny to był tylko taki pic na wodę. Jakiś czas temu Ziemkiewicz, w jednym ze swoich weekendowych kazań, powiedział odnośnie tych „feminatywów”, że „nie musimy małpować Anglosasów” — i nie miał racji. Nie miał racji — bo Anglosasi wcale tak nie robią! Nie mają np. żeńskich odpowiedników tak często używanych określeń jak np. „singer”, „driver” itd. — chociaż od „actor” jest „actress”, prawda? — nie mają w ogóle żeńskich odpowiedników wielu(set?) rzeczowników kończących się na "-cian", "-ist" itp. (np. „technician”, „psychologist”, „scientist”), mało tego — zwróćmy uwagę, jak łatwo utworzyć jest „feminatyw” od tak często używanego terminu, jak np. „director” — byłaby to „directress” — a nie tylko nie ma tego w angielszczyźnie, ale i nikt tego nie postuluje! Kiedy skończy się to zaśmiecanie i barbaryzowanie polszczyzny?
u2
"proszę się rozpłaszczyć" Ja używam nawet "proszę się powiesić", albo jak jestem w gościach "gdzie mogę się powiesić". Ba, używałem dużo wcześniej niż nastał tzw. "seryjny samobójca" :-)