|
|
rolnik z mazur Waldek Bargłowski @ kk
I o czym to świadczy? Sam sobie odpowiedz. |
|
|
Kazimierz Koziorowski Czy powstanie musiało się zdarzyć? To ma znacznie tylko dla gdybaczy-fantastów-wymyslaczy światów alteranatywnych. Dyskutowanie z negacjonistami tylko ich nakręca do kolejnych polemik i utwierdza w przekonaniu ze mamy problem z tym krajem i jego mieszkancami. To oni mają problem ze swoim rozumieniem ojczyzny i patriotyzmu więc nie dajmy się wciągać w przepychanki z gdybaczami o zasadność zrywów narodowych.
Stanisława Kuszelewska-Rayska, ps.Elżbieta, rocznik 1894, komendantka powstańczego plutonu gospodarczego na Mokotowie, straciła jedyną córkę Ewę Matuszewską, lat 25, ps. Mewa, 26 września, sanitariuszkę, w egzekucji na posterunku. Tak pisała o tamtych realiach na goraco, w październiku 1945 r.: “Dlaczego trwało aż 63 doby? Bo niemcy zawsze pod płaszczykiem walki z powstaniem robili antysowieckie przesunięcia wojsk, a nas nie zdobywali. Tylko ostrzeliwali z ciężkiej artylerii i moździerzy, żebyśmy wyzdychali powoli i żeby naszą winą było zniszczenie miasta. Jak tylko potrzebowali jakiejś dzielnicy – zdobywali ją w jeden dzień. Cóż nas broniło? Maleńkie rowy i kilkaset granatów i kilkadziesiąt karabinów. Wjeżdżali czołgami, jak chcieli, ale wtedy, kiedy chcieli, nie wcześniej. Były małe sporadyczne bitwy, ale przede wszystkim po prostu trwanie i czekanie na pomoc lub śmierć. Rola zajęcy na miedzy, bo myśliwy na razie zajął się czymś innym.”
Wspomnienia, wywiady po wielu latach są już tylko twórczością inspirowaną tematem Powstania, niestety bywa że przekazem zmanipulowanym, mimo woli lub celowo. Dlatego czytajmy przede wszytkim świadectwa powstałe w tamtych latach. "Kobiety" Stanisławy Kuszelewskiej - Rayskiej wydał Instytut Literacki w Rzymie w r.1946, w Polsce Zysk i S-ka w r.2014
|
|
|
u2 Jabe: Obłędu nie wolno pochwalać, bo wróci.
Obłęd Brauna, Giertycha i Pińskiego jednak pochwalasz. Czyli liczysz, że jednak wasz niemiecko-austriacki obłęd wróci :)
Romantyczność
Zgliszcza. Takie już prawo wyrastać z popiołów.
Wiatr rozrzuca kwiaty przejrzyste jak szkło.
Podaj ręce, kochana, które ku temu są,
by się zamykać jak koło.
O lasy niewidzialne, knieje, co się chylą,
i oddech ich na ustach, i u powiek szept:
Wiesz, miła — po tych gruzach, co przerosły gniew,
będziemy duchów chwilą.
O, bo słychać muzyki i nie takie,
które we fletni grajek przynosi i gra,
to od tarcia skrzydeł, to gdy po rzece kra,
które dopiero kończą się ptakiem.
Nie trzeba śnić, aby ujrzeć płomień w obłoku,
a gdy zobaczysz dłonie bez ramion — też nie sen.
Krążenie jak poczynanie i łuny pęd
i widać tak wyraźnie jak twarz w potoku.
Takie już prawo nam rosnąć czy ginąć,
sok wprowadzać w spalone łodyżki ciał,
gdy przy nas duch. A ja widziałem: stał
nad nieobeschłą kształtu gliną.
Bo w rośnięcie naoczne uwierzyć, czym jest,
gdy się tak pręży i zorza wstaje nad nim?
Oto twa głowa na piersi i czuję serca łez,
w każdej z nich anioł ukryty — nim spadnie.
Krzysztof Kamil Baczyński
|
|
|
Siberian Dog Husky Piszesz to jako Pełniący Obowiązki Polaka
Wy tej sowieckiej Konfie już tak macie? |
|
|
Jabe Obłędu nie wolno pochwalać, bo wróci. |
|
|
Siberian Dog Husky Oddzielili cię, syneczku, od snów, co jak motyl drżą,
haftowali ci, syneczku, smutne oczy rudą krwią,
malowali krajobrazy w żółte ściegi pożóg,
wyszywali wisielcami drzew płynące morze.
Wyuczyli cię, syneczku, ziemi twej na pamięć,
gdyś jej ścieżki powycinał żelaznymi łzami.
Odchowali cię w ciemności, odkarmili bochnem trwóg,
przemierzyłeś po omacku najwstydliwsze z ludzkich dróg.
I wyszedłeś, jasny synku, z czarną bronią w noc,
i poczułeś, jak się jeży w dźwięku minut — zło.
Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką.
Czy to była kula, synku, czy to serce pękło?
Krzysztof Kamil Baczyński |