|
|
rolnik z mazur Waldek Bargłowski @mjk1
Pozwól, że zacytuję - dłużej klasztora niż przeora. Pierwszy krok to pozbycie się dwóch starych partyjnych macherów i dopuszczenie do glosy młodych i mądrych Polaków. |
|
|
mjk1 Poruszasz bardzo ważny i trudny temat Droga Aniu: relację między historią a teraźniejszością.
Masz rację, że sama znajomość historii nie wystarczy, jeśli nie potrafimy wyciągać wniosków z bieżących wydarzeń. Ale historia, ta prawdziwa, niespłycona do symboli, to nie jest tylko "patrzenie do tyłu". To narzędzie do zrozumienia mechanizmów władzy, błędów systemowych, manipulacji społecznych i skutków decyzji podejmowanych kiedyś, które dziś wyglądają bardzo podobnie.
Bo dzisiejsza bezradność i rozczarowanie nie biorą się znikąd. To właśnie dlatego, że jako społeczeństwo nie odrobiliśmy lekcji z historii, nie umiemy dobrze reagować na bieżące wydarzenia. Przerabiamy te same schematy: oczarowanie, rozczarowanie, obojętność.
Historia to nie przeszłość, to lustro, w którym odbija się nasze "tu i teraz". A jeśli się do niego nie zagląda, łatwo uwierzyć, że wszystko zaczęło się dopiero wczoraj. |
|
|
sake2020 Braki w znajomości historii nie świadczą o tym ,że nikt nie jest nią zainteresowany. i że jest objawem nieumiejetności kształtowania i budowania. Trzeba nam wreszcie patrzeć na to co ,,tu i teraz'',umieć wyciągać wnioski z bieżących zdarzeń,z każdego posunięcia władzy, a nie tylko patrzeć do tyłu. Upłynęło 1,5 roku nowych rządów i dopiero teraz widzimy nieudolność, brak zainteresowania państwem a nawet złą wolę?. To co żeśmy jako społeczenstwo robili przez ten czas,wszystko było wtedy dobre? Jeżeli jako społeczeństwo nie potrafimy wyciagnąć wniosków z bieżących problemów to jak ma to się zrobić siegając do historii? |
|
|
mjk1 Pełna zgoda Mazurze.
Bez wolności gospodarczej i przewidywalnych, przejrzystych reguł gry, żaden potencjał, ani ludzki, ani kapitałowy, się nie rozwinie. Jednak sama wolność to za mało. Potrzebne są jeszcze trzy rzeczy:
Zaufanie do instytucji – bo to ono przyciąga inwestycje i pozwala ludziom planować.
Regulacje chroniące rynek, nie blokujące go – tak, by uczciwa konkurencja była możliwa, ale spekulacja, korupcja i monopole nie rozkładały systemu od środka.
Zdyscyplinowana polityka pieniężna – bez niej kończy się to zawsze tak samo: nierówności, inflacja, utrata wartości pracy i oszczędności.
To, że ten model nie mieści się dziś w ramach systemu polityczno-finansowego, nie znaczy, że jest nierealny. Po prostu jeszcze nie wygraliśmy walki o jego wdrożenie. Ale to nie powód, by się poddać. Chyba, że masz inne propozycje?
|
|
|
rolnik z mazur Waldek Bargłowski @mjk1
I tu się z tobą zgadzam. Wolność gospodarcza, madre prawo, które nie ogranicza uczciwej konkurencji, ale gdy trzeba chroni tez rynek i kontrola kreacji pieniądza - to sposób na wykrzesanie potencjału ludzkiego. To nie jest do zrealizowania w tym systemie . |
|
|
Silentium Universi Tak, niszczy się szybko. A zaufanie trzeba odbudowywać latami. Wydaje się, że próbuje zaufać dopiero kolejne pokolenie |
|
|
mjk1 To prawda, że ludzka motywacja i determinacja potrafią góry przenosić – w Japonii, Korei czy Polsce. Ale różnica tkwi w tym, czy państwo wspiera tę energię, czy ją tłamsi. W Polsce po wojnie przez kilka lat ta energia miała przestrzeń – ludzie odbudowywali, zakładali firmy, wierzyli, że mogą coś zbudować. Dopiero później to zniszczono politycznie.
Nie chodzi o to, że "ludzie są jacyś inni", tylko czy pozwala im się działać. To właśnie różnica między rozwojem a przymusem. |
|
|
mjk1 To bardzo dobre pytanie Mazurze i zupełnie uzasadniona wątpliwość. Jasne, że wojna była katalizatorem: zniszczenia wywołały silną potrzebę odbudowy, a ludzie mieli motywację, energię i doświadczenie wyniesione z przetrwania. Ale warto zauważyć coś więcej: ten zryw nie był tylko reakcją na ruinę. To była realna, oddolna inicjatywa, wsparta racjonalną polityką państwa (przynajmniej na początku).
Polska wtedy rozwijała się najszybciej w Europie. Wszystko działało dlatego, że nie wtrącano się jeszcze zbyt mocno w mechanizmy rynkowe, pozwalając funkcjonować prywatnym firmom, spółdzielniom i lokalnym inicjatywom. To właśnie ten pluralizm gospodarczy był siłą napędową. Motywacja po wojnie była iskrą, ale struktura, w której ludzie mogli działać, była już decyzją polityczną.
A co do historii, nie musimy się zgadzać. Wystarczy, że wszyscy będziemy jej chcieli naprawdę słuchać, nie tylko tej głośnej, ale i tej cichej, zapomnianej, która nie mieści się w podręcznikach. Ja nie chcę się z nikim licytować i nikogo pouczać. Chcę tylko pokazać, że nie zauważamy tego co dzieje się tuż obok nas. Ta sama czerwona banda po zaledwie czterdziestu latach okradła nas jeszcze bardzie i na nieporównywanie większą skalę,. Mogli sobie na to pozwolić bo nie wyciągnęliśmy z tej pierwszej kradzieży żadnych wniosków. Z drugiej też nie, więc okradną nas kolejny raz bez sentymentów a my znowu nic z tym nie zrobimy. Udowodnię to w kolejnych wpisach. |
|
|
rolnik z mazur Waldek Bargłowski @ mjk1
Znajdź kogoś kto z zapałem i autentyczną wiarą zechce zbudować choćby ścieżkę na wsi juz nie mówiąc o CPK. Również w Korei płn za miskę ryżu i wiarę w wodza zbudowano potencjał jądrowy. Japonię po wojnie odbudowywali zmotywowani do lepszego życia zwykli ludzie, którzy żarli myszy, szczury i jaszczurki. To nie historia to mentalność ludzka. |
|
|
rolnik z mazur Waldek Bargłowski @ mjk1
Czy byłby ten zryw możliwy, gdyby nie te wojenne zniszczenia i chęć odbudowy?
Przypuszczam, ze wątpię. Co do znajomości historii to nie mam zamiaru się z toba drogi mjk1. |
|
|
mjk1 Dziękuję za komentarz Mazurze, ale pozwolę sobie sprostować. Nigdzie nie twierdzę, że wojna była potrzebna czy że zniszczenia miały jakąkolwiek wartość rozwojową. To był dramat, nie start do sukcesu.
To, co nazwałem „cudem” (a raczej – społecznym zrywem), to nie efekt wojny, tylko efekt ogromnej determinacji i energii zwykłych ludzi, którzy, mimo traumy, bez kapitału, często z pustymi rękami, zbudowali coś z niczego. I robili to nie „za kromkę chleba”, ale często z autentyczną wiarą, że odbudowują normalne życie.
Nie porównuję tego też do radzieckiego NEP-u (Nowej Polityki Ekonomicznej), choć podobieństwa w otwarciu na prywatną inicjatywę rzeczywiście są. Z tym że w Polsce nie było to celową polityką partii, tylko przypadkowym okresem swobody, zanim system się skonsolidował i wszystko zniszczył.
Jeśli coś warto z tej historii zrozumieć, to właśnie to: jak szybko Polacy potrafią stanąć na nogi i jak łatwo ten potencjał można zmarnować, gdy jedni próbują wszystko kontrolować, a inni zbyt łatwo zapominają, co naprawdę się wydarzyło.
Twój komentarz dowodzi też tego, że nie masz pojęcia o historii swojego kraju. Pocieszę Cię jednak. Ty przynajmniej jesteś w jakiś sposób zainteresowany. Brak komentarzy świadczy o tym, że nikt, nie tylko, nie ma o tym bladego pojęcia, ale dodatkowo historia i to nieodległa, nikogo, tak naprawdę nie interesuje. Jak więc mają wyciągać wnioski na przyszłość i tę przyszłość kształtować i budować?
|
|
|
rolnik z mazur Waldek Bargłowski @mjk1
NEP - rozumiem, że należy zbombardować połowę Polski a potem dzięki zapałowi jej mieszkańców dzielnie odbudować za przysłowiową kromkę chleba. I to będzie ten cud gospodarczy zwany też NEP. |