Otrzymane komantarze

Do wpisu: Miedzy mitem a rzeczywistością
Data Autor
mjk1
Dzięki za uzupełnienie r102. Technicznie masz rację: reforma z 1950 r. rzeczywiście obejmowała denominację całej gospodarki (ceny, pensje, depozyty bankowe), ale to właśnie w wymianie gotówki zastosowano drastyczną różnicę kursów: 100:1 dla gotówki i 100:3 dla depozytów. Problem polegał na tym, że większość ludzi nie trzymała pieniędzy w bankach, tylko w domu, bo po wojnie zaufanie do instytucji finansowych było bardzo niskie. A jeśli ktoś coś odłożył, to właśnie w gotówce. Owszem, najbogatsi mieli często inne aktywa, ziemię, dolary, złoto, ale stracili masowo ci, którzy dorobili się uczciwie i skromnie w legalnym obiegu: rzemieślnicy, sklepikarze, pracownicy umysłowi. To oni zostali uderzeni najbardziej, bo po prostu „przetrzymywali” swoje oszczędności w złotówkach. I nie chodziło o pięć miesięcznych pensji, wielu ludzi trzymało pieniądze na odbudowę domu, zakup maszyny, start biznesu, wesele dzieci. Nie był to więc tylko techniczny zabieg, to było systemowe odcięcie klasy średniej od kapitału i zaufania. Masz rację w jednym: to był moment, w którym PRL ostatecznie stracił wiarygodność w oczach społeczeństwa. Ale nie dlatego, że ludzie dobrze zrozumieli mechanikę reformy. Tylko dlatego, że zobaczyli w praktyce, że państwo może im zabrać wszystko — bez uprzedzenia, bez uczciwej rekompensaty, bez litości.
VivaPalestina
sake3 "Jeżeli jako społeczeństwo nie potrafimy wyciagnąć wniosków z bieżących problemów to jak ma to się zrobić siegając do historii?" Nie całkiem się zgadzam. Wnioski z tego jak nieudolny jest obecny rząd były wyciągane już po tygodniu ich rządów. Tempo zawrotne. Ciekawe tylko, że przez wiele lat rządów "zjednoczonej prawicy" przebudzenie przyszło dopiero po ośmiu latach.  I żeby była jasność - obecny rząd nie jest ani lepszy ani gorszy od poprzedniego. Może trochę inaczej są rozłożone akcenty ale katastrofalne skutki dla Polski są widoczne gołym okiem.  
r102
"Reforma walutowa 1950 roku — kradzież z premedytacją 30 października 1950 roku ogłoszono wymianę pieniędzy. Z dnia na dzień. Bez ostrzeżenia. Ludzie mogli wymienić tylko ograniczoną ilość gotówki w proporcji 100:3, a wszystko powyżej tej kwoty tracili. Oszczędności, całego życia, ciężko zarobione, przepadły." Jak to miło wyjawić  kłamstwo :-)  Przy okazji wymiany zrobiono denominację 100:3 -  cen i pensji, wymieniono też oszczędności w bankach /kto je wtedy miał?/  tak samo 100:3 do 100 000 zł. Tak żeby było wiadomo ile to wartało  to było jakieś 5 miesięcznych pensji... Gotówkę wymieniano bez ograniczeń 100:1 - tak że nieprawdą że oszczędności całego życia przepadły - raz że to były oszczędności góra z 5 lat od wojny - dwa że tylko 2/3 z nich przepadło.  A naprawdę bogaci czy to drobni przedsiębiorcy czy chłopi to nie trzymali oszczędności w złotówkach tylko w złocie czy dolarach  /no nielegalnie/  albo nieruchomościach czy świniach  albo innym towarze - tak że nie bardzo miało im co przepadać... No w sumie - był to krok po którym już nikt "komunie" w nic nie wierzył do jej końca - tak że były i plusy..
mjk1
Pełna zgoda Mazurze,  bez zmiany pokoleniowej i mentalnej nic się nie ruszy. Ale sam wiek nie wystarczy. Potrzebujemy młodych, którzy nie kopiują starych schematów, tylko naprawdę chcą służyć Polsce, a nie partii. Mądrość, uczciwość i odpowiedzialność nie mają legitymacji partyjnej — mają charakter.
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
@mjk1 Pozwól, że zacytuję - dłużej klasztora niż przeora. Pierwszy krok to pozbycie się dwóch starych partyjnych macherów i dopuszczenie do glosy młodych i mądrych Polaków.
mjk1
Poruszasz bardzo ważny i trudny temat Droga Aniu: relację między historią a teraźniejszością. Masz rację, że sama znajomość historii nie wystarczy, jeśli nie potrafimy wyciągać wniosków z bieżących wydarzeń. Ale historia, ta prawdziwa, niespłycona do symboli, to nie jest tylko "patrzenie do tyłu". To narzędzie do zrozumienia mechanizmów władzy, błędów systemowych, manipulacji społecznych i skutków decyzji podejmowanych kiedyś, które dziś wyglądają bardzo podobnie. Bo dzisiejsza bezradność i rozczarowanie nie biorą się znikąd. To właśnie dlatego, że jako społeczeństwo nie odrobiliśmy lekcji z historii, nie umiemy dobrze reagować na bieżące wydarzenia. Przerabiamy te same schematy: oczarowanie, rozczarowanie, obojętność. Historia to nie przeszłość, to lustro, w którym odbija się nasze "tu i teraz". A jeśli się do niego nie zagląda, łatwo uwierzyć, że wszystko zaczęło się dopiero wczoraj.
sake2020
Braki w znajomości historii nie świadczą o tym ,że nikt nie jest nią zainteresowany. i że jest objawem nieumiejetności kształtowania i budowania. Trzeba nam wreszcie patrzeć na to  co ,,tu i teraz'',umieć wyciągać wnioski z bieżących zdarzeń,z każdego posunięcia władzy, a nie tylko patrzeć do tyłu. Upłynęło 1,5 roku nowych rządów i dopiero teraz widzimy nieudolność, brak zainteresowania państwem  a nawet złą wolę?. To co żeśmy jako społeczenstwo robili przez ten czas,wszystko było wtedy dobre? Jeżeli jako społeczeństwo nie potrafimy wyciagnąć wniosków z bieżących problemów to jak ma to się zrobić siegając do historii?
mjk1
Pełna zgoda Mazurze. Bez wolności gospodarczej i przewidywalnych, przejrzystych reguł gry, żaden potencjał, ani ludzki, ani kapitałowy, się nie rozwinie. Jednak sama wolność to za mało. Potrzebne są jeszcze trzy rzeczy: Zaufanie do instytucji – bo to ono przyciąga inwestycje i pozwala ludziom planować. Regulacje chroniące rynek, nie blokujące go – tak, by uczciwa konkurencja była możliwa, ale spekulacja, korupcja i monopole nie rozkładały systemu od środka. Zdyscyplinowana polityka pieniężna – bez niej kończy się to zawsze tak samo: nierówności, inflacja, utrata wartości pracy i oszczędności. To, że ten model nie mieści się dziś w ramach systemu polityczno-finansowego, nie znaczy, że jest nierealny. Po prostu jeszcze nie wygraliśmy walki o jego wdrożenie. Ale to nie powód, by się poddać. Chyba, że masz inne propozycje?  
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
@mjk1 I tu się z tobą zgadzam. Wolność gospodarcza, madre prawo, które nie ogranicza uczciwej konkurencji, ale gdy trzeba chroni tez rynek i kontrola kreacji pieniądza - to sposób na wykrzesanie potencjału ludzkiego. To nie jest do zrealizowania w tym systemie .
Silentium Universi
Tak, niszczy się szybko. A zaufanie trzeba odbudowywać latami. Wydaje się, że próbuje zaufać dopiero kolejne pokolenie
mjk1
To prawda, że ludzka motywacja i determinacja potrafią góry przenosić – w Japonii, Korei czy Polsce. Ale różnica tkwi w tym, czy państwo wspiera tę energię, czy ją tłamsi. W Polsce po wojnie przez kilka lat ta energia miała przestrzeń – ludzie odbudowywali, zakładali firmy, wierzyli, że mogą coś zbudować. Dopiero później to zniszczono politycznie. Nie chodzi o to, że "ludzie są jacyś inni", tylko czy pozwala im się działać. To właśnie różnica między rozwojem a przymusem.
mjk1
To bardzo dobre pytanie Mazurze i zupełnie uzasadniona wątpliwość. Jasne, że wojna była katalizatorem: zniszczenia wywołały silną potrzebę odbudowy, a ludzie mieli motywację, energię i doświadczenie wyniesione z przetrwania. Ale warto zauważyć coś więcej: ten zryw nie był tylko reakcją na ruinę. To była realna, oddolna inicjatywa, wsparta racjonalną polityką państwa (przynajmniej na początku). Polska wtedy rozwijała się najszybciej w Europie. Wszystko działało dlatego, że nie wtrącano się jeszcze zbyt mocno w mechanizmy rynkowe, pozwalając funkcjonować prywatnym firmom, spółdzielniom i lokalnym inicjatywom. To właśnie ten pluralizm gospodarczy był siłą napędową. Motywacja po wojnie była iskrą, ale struktura, w której ludzie mogli działać, była już decyzją polityczną. A co do historii, nie musimy się zgadzać. Wystarczy, że wszyscy będziemy jej chcieli naprawdę słuchać, nie tylko tej głośnej, ale i tej cichej, zapomnianej, która nie mieści się w podręcznikach. Ja nie chcę się z nikim licytować i nikogo pouczać. Chcę tylko pokazać, że nie zauważamy tego co dzieje się tuż obok nas. Ta sama czerwona banda po zaledwie czterdziestu latach okradła nas jeszcze bardzie i na nieporównywanie większą skalę,. Mogli sobie na to pozwolić bo nie wyciągnęliśmy z tej pierwszej kradzieży żadnych wniosków. Z drugiej też nie, więc okradną nas kolejny raz bez sentymentów a my znowu nic z tym nie zrobimy. Udowodnię to w kolejnych wpisach.
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
@ mjk1 Znajdź kogoś kto z zapałem i autentyczną wiarą zechce zbudować choćby ścieżkę na wsi juz nie mówiąc o CPK. Również w Korei płn za miskę ryżu i wiarę w wodza zbudowano potencjał jądrowy. Japonię po wojnie odbudowywali zmotywowani do lepszego życia zwykli ludzie, którzy żarli  myszy, szczury i jaszczurki. To nie historia to mentalność ludzka. 
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
@ mjk1 Czy byłby ten zryw możliwy, gdyby nie te wojenne zniszczenia i chęć odbudowy? Przypuszczam, ze wątpię. Co do znajomości historii to nie mam zamiaru się z toba drogi mjk1. 
mjk1
Dziękuję za komentarz Mazurze, ale pozwolę sobie sprostować. Nigdzie nie twierdzę, że wojna była potrzebna czy że zniszczenia miały jakąkolwiek wartość rozwojową. To był dramat, nie start do sukcesu. To, co nazwałem „cudem” (a raczej – społecznym zrywem), to nie efekt wojny, tylko efekt ogromnej determinacji i energii zwykłych ludzi, którzy, mimo traumy, bez kapitału, często z pustymi rękami, zbudowali coś z niczego. I robili to nie „za kromkę chleba”, ale często z autentyczną wiarą, że odbudowują normalne życie. Nie porównuję tego też do radzieckiego NEP-u (Nowej Polityki Ekonomicznej), choć podobieństwa w otwarciu na prywatną inicjatywę rzeczywiście są. Z tym że w Polsce nie było to celową polityką partii, tylko przypadkowym okresem swobody, zanim system się skonsolidował i wszystko zniszczył. Jeśli coś warto z tej historii zrozumieć, to właśnie to: jak szybko Polacy potrafią stanąć na nogi i jak łatwo ten potencjał można zmarnować, gdy jedni próbują wszystko kontrolować, a inni zbyt łatwo zapominają, co naprawdę się wydarzyło. Twój komentarz dowodzi też tego, że nie masz pojęcia o historii swojego kraju. Pocieszę Cię jednak. Ty przynajmniej jesteś w jakiś sposób zainteresowany. Brak komentarzy świadczy o tym, że nikt, nie tylko, nie ma o tym bladego pojęcia, ale dodatkowo historia i to nieodległa, nikogo, tak naprawdę nie interesuje. Jak więc mają wyciągać wnioski na przyszłość i tę przyszłość kształtować i budować?  
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
@mjk1 NEP - rozumiem, że należy zbombardować połowę Polski a potem dzięki zapałowi jej mieszkańców dzielnie odbudować za przysłowiową kromkę chleba. I to będzie ten cud gospodarczy zwany też NEP.
Do wpisu: „Polska 2050, czyli powrót do przeszłości z uśmiechem”
Data Autor
Silentium Universi
Tak, to tylko bardziej udana wersja Nowoczesnej. Notka prawie pomija sedno sprawy
VivaPalestina
sake3 "o ile pamiętam zawsze zarzekał się pan ,że nie chodzi na głosowanie. " Nigdy się publicznie nie zarzekałem ale faktycznie, nie chodzę. Nie będę przykładał do tego ręki. "tego zaplecze medialne a kasa raczej nie zastąpią." Oczywiście, że nie. Ale dzięki temu poparciu mogli błyskawicznie zaistnieć w polityce. Inna sprawa, ze lekcji nie odrobili i pójdą do lamusa.
sake2020
@Viva....Potencjalny wyborco ,o ile pamiętam zawsze zarzekał się pan ,że nie chodzi na głosowanie. Natomiast Polska2050 dlatego teraz pada na nos,bo nie zaliczyła własnie długiego marszu w którym nabiera się oświadczenia politycznego. Tego zaplecze medialne a kasa raczej nie zastąpią.
VivaPalestina
TW Tezeusz Ty nie zauważyłeś kapusiu, że wszyscy cię ignorują? Próbujesz się wciąć a tu ciepły mocz na łeb.
Tezeusz
Ruszkiewicz nie świruj palancie viva izrael
Tezeusz
Ruszkiewicz nie świruj palancie
VivaPalestina
sake3 "Proszę spróbować załozyć własną partię.Tak łatwo bowiem pan nawija o bezjajecznikach. " Jestem potencjalnym wyborcą więc mam prawo krytykować każdą partię, nie muszę zakładać swojej. " Partię nie buduje się w 5 minut. To lata powolnego marszu do tego by się liczyła,wyszła z cienia ,miała program i udział w sondażach." Niekoniecznie. Taki twór jak ta 2050 nie potrzebowała lat "powolnego marszu". Starczy mieć solidne zaplecze medialne i kasę a sprawy toczą się dużo szybciej.
spike
@mjk -"O reszcie tej "klasy" politycznej, też napiszę." czyli wypisz, wymaluj Hołownia-bis :)))) Co do samego tekstu, OK, brakuje mi sedna tej notki, dlaczego i po co Hołownia wszedł do polityki, a to jest sens jego istnienia, bo z całą pewnością nie naprawa Polski, czy polskiej polityki, ja się domyślam, ale po kolei.
sake2020
@VivaPalestina.....Proszę spróbować załozyć własną partię.Tak łatwo bowiem pan nawija o bezjajecznikach. Partię nie buduje się w 5 minut. To lata powolnego marszu do tego by się liczyła,wyszła z cienia ,miała program i udział w sondażach. W przeciwnym razie stanie się partią kanapową albo  wchłonietą. Na htbcika ro się buduje sojusze i dlatego są z reguły nietrwałe. Sojusż  Hołowni z Kosiniakiem-Kamyszem z góry jest skazany na porażkę w rywalizacji na przydupasa tuskowego. co jest okreslane jako pojęcie ,,języczka u wagi''. Stary wyjadacz PSL  nie dopuści do  koryta nawet koalicjanta.