|
|
Zbyszek Wartościowe komentarze |
|
|
Dark Regis Szkolenie innych nauczycieli i sekretarek z obsługi różnych programów biurowych, obsługiwanie programów typu Płatnik pana Krauzego, tłumaczenie dlaczego Internet znów nie działa, zastępstwa na lekcjach innych nauczycieli i tu także na matematyce, "podnoszenie kwalifikacji", czyli jeżdżenie na różne obowiązkowe kursy i szkolenia MEN, usuwanie wirusów i trojanów, szczególnie tych, którymi uczniowie stale próbowali udowodnić, że "są lepsi i sprytniejsi ode mnie", prowadzenie wakacyjnych i zimowych kafejek internetowych, organizowanie szkoleń zewnętrznych dla dorosłych na życzenie tych lub innych władz, już nie wspominam o takich durnotach jak szkolenia BHP i rocznice. Przede wszystkim jednak ciągłe raz za razem i abarot instalowanie systemów operacyjnych od nowa, co czasami zdarzało się w spiętrzeniu w liczbie dwudziestu kilku dziennie (w sieci to betka, bo są instalacje bezdotykowe, ale połazi Pan sobie po kilku pracowniach na różnych piętrach to nogi zwyczajnie w du... wejdą). Jak dziś sobie o tym przypomnę, to wychodzi mi nie 18 godzin tygodniowo, tylko do ku... nędzy 18 godzin pracy DZIENNIE. Bo tyle w rzeczywistości od czasu do czasu pracuje się w szkole, jeśli nie jest się z nauczycielskiej arystokracji tworzonej systemem mianowania, znajomości i innych form korupcji w układach lokalnych. |
|
|
Dark Regis Panie Zbyszku, bo żeby taki system edukacji mógł ruszyć z miejsca, a nie stale buksować, to na samym początku nauczyciele powinni nauczyć dzieci umiejętności uczenia się. Wiem co mówię, bowiem ja jako dziecko dwojga nauczycieli umiałem się uczyć już od urodzenia. Oczywiście chodzi mi o umiejętność samodzielnego stawiania sobie zadań i wyzwań w nauce, a nie odrabiania pańszczyzny. W wieku przedszkolnym co prawda głównie budowałem zamki na dywanie z podręczników do chemii i matematyki, ale jednocześnie zadręczałem Ojca pytaniami o to co to za dziwaczne znaczki tam są. Kiedy w klasie IV szkoły podstawowej zaintrygowały mnie tablice z całkownikiem, czyli różne takie esy z fjut ef po fjut iks, to mój Ojciec oświadczył, że mam na dowiedzenie się tego jeszcze czas w życiu. No i to w moim przypadku podziałało, bo od tego właśnie momentu nie miałem już czasu w życiu na nic innego niż dowiedzenie "czym są te całki". Oczywiście pomiędzy kopaniem piłki, bieganiem po ulicach, zjeżdżaniem na śniegu z górek i takich podobnych ważnych czynności. Rozumie Pan o co chodziło? Pewnie nie. Otóż nauczyciel - taki dobry nauczyciel - powinien mieć w życiu świadomość tego, że młody człowiek będzie z nim walczył i dążył do tego, by stać się od nauczyciela lepszy. Ja w tamtym czasie postawiłem sobie podświadomie cel w życiu, by być lepszym w "znaczkach" od mojego Ojca. On odmawiał mi pomocy i mówił, że mam czas, a ja parłem do celu sam bez jego łaski. Dlatego już gdzieś koło 6 klasy podstawówki potrafiłem bardzo sprawnie mechanicznie różniczkować i całkować różne proste funkcje tylko i wyłącznie na podstawie książek z szafy Ojca. Natomiast umiejętności nauczycielskich nie uczyłem się w żadnej mądrej szkole wyższej. Ja nimi nasiąkałem całe życie obserwując moich rodziców. Tak to właśnie działa w praktyce. A dziś Pan, wielce szanowny magister, inżynier czy nawet doktor swego przedmiotu próbuje doszukiwać się jakiegoś Świętego Graala edukacji w procedurach i innych rytuałach, które odczynia się gównie dla piniendzy. Informuję Pana, że to nigdy nie zadziała. Tak, pracowałem przez pewien czas jako nauczyciel, dawałem też korepetycje i dlatego wiem bardzo dobrze, że gdy trafi Pan na zakochanego bez pamięci nastolatka, to nie nauczy go Pan nawet jeść nożem i widelcem, nie mówiąc o aportowaniu. To dlatego właśnie praca nauczyciela jest tak trudna i odpowiedzialna i jest tylko dla wybranych, a nie wszystkich magistrów od sztancy z wydrukowanym opieczątkowanym papierem. Do każdego ucznia trzeba mieć podejście indywidualne, bo tylko wtedy odniesie się jakiś sukces. Zaś to co robią obecne gremia zarządzające polską edukacją, to całe parcie na testy, egzaminy, procedury, to jest zwykłe partactwo i antyuczenie. Powtarzam, nie każdy ma dar uczenia, tak samo jak nie każdy jest baletnicą.
PS: Powiem tylko jeszcze, że gdy pracowałem w szkole, to na pół etatu uczyłem informatyki, na cały etat administrowałem siecią, na kolejne dwa etaty robiłem wszystko pozostałe, czyli.... |
|
|
spike Kiedyś oglądałem dok. o Japonii, w którym było wspomniane szkolnictwo.
Tam panuje obyczaj, że dzieciom przedszkolnym wolno robić wszystko, są wręcz rozpieszczane, ale z chwilą pójścia do szkoły, kończy się idylla, zaczyna nauka, a znając naturę Japończyków, nie ma "lelum polelum", liczą się wyniki w nauce, podobnie jest w pracy, to naród wyjątkowo zdyscyplinowany, dzięki temu są światową potęgą gospodarczą, choć praktycznie wszystkie surowce muszą importować.
W Japonii nie ma strajków o pensje, częsta zmiana pracy jest źle widziana, taki może mieć trudności w zatrudnieniu, znaczy to, że nie jest dobrym pracownikiem, skoro szef nie daje mu dobrze zarobić. |
|
|
sake2020 @NASZ-HENRY.........Użyłabym raczej słów skrzyżowanie fanatyka,Wandy Wasilewskiej z pospolitym bucem który doszedł do władzy i jest dumny.Jej ściekłe ,,rewolucyjne'' spojrzenie starczy za wszystko. |
|
|
spike Przyznam, że nie jestem zorientowany w systemie szkolnictwa w innych krajach, coś wiem z opowiadań.
Np. sprawdziany wiedzy uczniów są w postaci testów, a te są szybko weryfikowane, choćby elektronicznie, coś podobnego do skanera, do którego wrzuca się pakiet testów i za chwilę są wyniki.
Praktyka jednak pokazuje, że poziom nauczania i sprawdzania wiedzy nie jest najwyższy, tylko jednostki mający najczęściej wsparcie w domu, osiągają dobre wyniki.
W Polsce jak ktoś chce wykształcić swoje dziecko, to szuka szkoły z jakąś renomą, często są płatne, co najciekawsze, w takich szkołach nauka nie jest "na wesoło i dla zabawy", jak to chce zdemoralizowana lewaczka.
|
|
|
NASZ_HENRY
@sake3
Już minister Szumilas była nazywana inteligentna inaczej ale jak nazwać Nowacką - sztuczna inteligencja, tfu sztukowana inteligencja a może wystarczy LGBT MENda😉
|
|
|
sake2020 Miała być rewolucja w nauczaniu szumnie obwieszczona przez paniusię Nowacką-,,odczarnkowienie ''szkół,zlikwidowanie ciemogrodu.Rewolucją okazały się chamskie i upakarzające,pełne pogardy wystąpienia Nowackiej przy zwalnianiu poprzedniej ekipy .Dalej jak zwykle skończyło się na płacach.Nikt więc nie pyta co dotąd w szkole pełniło rolę ciemnogrodu by teraz wznieść ją na wyżyny nowoczesności.i dlaczego należy szkołę ,,zdezynfekować'' po zbrodniarzu Czarnku.Dalsze zabiegi nowej minister to zwalnianie uczniów od ,,horroru'' prac domowych.Tu jednak jest niekonsekwentna.Najpierw odstąpienie od traumatycznego zadawania prac domowych poprzez kolejne zdumiewające wypowiedzi ,że jednak prace domowe tak,ale żeby nauczyciele przestali je oceniać.To jak uczeń ma się dowiedzieć czy jego praca jest dobra a jego trud satysfakcjonujący? Czy nauczyciel ma je tylko czytać sobie a muzom bo ocenianie zakazane?Czy obcinanie godzin lekcyjnych z fizyki,chemii,biologii czy polskiego oddala od nas ciemnogród czy raczej przybliża? |