Otrzymane komantarze

Do wpisu: Z komunistycznego deszczu pod marksistowską rynnę
Data Autor
michnikuremek
Tym się właśnie różni komunizm Spinellego od komunizmu Lenina i Trockiego. Lenin i Trocki bezwzględnie konfiskowali majątki, Spinelli chce, by to robić selektywnie w zależności od mądrości etapu. Ale to cały czas jest ten sam marksistowski wirus, który ciągle mutuje, zmienia formę i cały czas zatruwa ludzkie umysły.....
Czesław2
O fakcie, że wchodzimy do komuny bis dowiedzieliśmy się dopiero po podpisaniu cyrografu, a i to nie do końca.UNIA po aneksji jeleni i posadzeniu we władzach kogo trzeba i rzuceniu im marchewki gwałtownie zmieniła prawo. Teraz jesteśmy z rączką w nocniku. Natomiast co do darowanej kasy, to ja też mogę darować gdy tylko będę mógł legalnie drukować kasę. Jak wiemy, tego przywileju bronią czołgi.
michnikuremek
Bardzo niepokojące są te plany stworzenia europejskiej armii. Wiadomo przecież, że komunizm prowadzi do nędzy, więc armia będzie potrzebna do dławienia buntów. Z kogo będzie się składała taka armia ? Ano z takich, którzy bez żadnych zahamowań będą potrafili np. wymordować mieszkańców jakiegoś miasta. To teraz sobie te oczekiwania zestawmy z tymi dziesiątkami tysięcy młodych, zdrowych i silnych byczków, którzy płyną do Europy z Afryki i Bliskiego Wschodu. Włosi nawet po nich wysyłają swoje okręty - nazywając to "ratowaniem" uchodźców. Niemcy już przyjmują muzułmanów do wojska i do policji. Wygląda na to, że w Europie tworzone jest nowe SS, z tą różnicą, że przy nich podkomendni Heinricha Himmlera to było stado łagodnych baranków.... Warto posłuchać wykładów pana Krzysztofa Karonia dotyczących marksizmu i neomarksizmu.
Lech "Losek" Mucha
"Dr Mariusz Salamon w materiałach szkoleniowych dla polskich przedsiębiorców pod tytułem „Dotacje unijne dla firm” pisze: „jeśli o coś prosisz będziesz uległy wobec tego, kto daje, musisz zaaprobować jego system, określony schemat działania” i ostrzega: „niepokorni nie dostaną nic”. Według autora UE rozdaje pieniądze, bo załatwia własne interesy: „chce opanować rynek, a żeby był podatny, trzeba weń zainwestować, urobić sobie konsumentów i uczynić ich podatnymi na wpływ unijny (dając pieniądze, narzędzia, pracę)”. W zamian za swoje pieniądze Unia oczekuje „uzależnienia rynku i ustrukturyzowania go w sposób, który ułatwi jej penetrację; wdzięczności potencjalnych konsumentów (a aktualnych beneficjantów); społeczeństwa bardziej konsumpcyjnego (nazywa się je demokratycznym)”. Firmy przez 5 lat nie mogą zmienić typu produkcji, na który otrzymały dotację." (źródło: tomaszcukiernik.pl )
Lech "Losek" Mucha
Dziękuję. Pozdrowienia.
Jabe
To oni chcą w niektórych sytuacjach własność prywatną rozszerzyć. Ciekawe w czym. Stawiam na patenty, copyrighty i t.p. „z każdego Euro przyznanego Polsce w ramach dotacji unijnych, 80 eurocentów trafia do firm niemieckich”. – To logiczne. Skoro eura wpływają, to muszą też wypływać. Czyli de facto dostajemy niemieckie dobra w prezencie. Niemcy są przez to odrobinę biedniejsi, ale w zamian ich gospodarka działa na pełnych obrotach. A my jak narkoman.
Anonymous
Nic dodać. Nic ująć. Pozdrawiam.
Do wpisu: W oczekiwaniu na dobrą zmianę w kształceniu lekarzy
Data Autor
Anonymous
Nieprzewidywalność działań państw w zakresie usług medycznych jest argumentem przeciw państwowej ingerencji. Ze zwiększenia nakładów przez państwo na pewno wynikną większe podatki, zadłużenie i inflacja a niekoniecznie leczenie, które wybraliby sami pacjenci. I dlatego mimo, że prywatnie jestem zainteresowany jako potencjalny pacjent i jako lekarz, nie widzę perspektyw abym skorzystał na przeznaczeniu większego %PKB na sł.zdrowia. Jako pacjent wolę sam decydować o finansowaniu leczenia niż uczestniczyć w rywalizacji z innymi pacjentami kto skorzysta więcej. Jako lekarz sam wolę organizować swoje życie zawodowe, niż po raz kolejny ratować system, i niż rywalizować z kolegami o etat i miejsce w hierarchii. Moim komentarzem proszę się nie przerażać. Jeszcze przez wiele lat będą aktywni zawodowo lekarze, którzy najpierw kończyli specjalizację z chorób wewnętrznych a później podspecjalizację. Schemat szybkiego kształcenia specjalistów, ma też swoje dobre strony, pod warunkiem braku ograniczeń w dążeniu do wiedzy (nie jak obecnie). Szybka droga do specjalizacji i robienie następnej w razie niepowodzenia, nietrafnego wyboru, braku zapotrzebowania, jest czymś lepszym niż skazywanie na dożywocie w pierwotnym wyborze. Zwłaszcza, że medycyna się zmienia w czasie życia lekarza. Umożliwiałaby też poszerzanie wiedzy przez robienie kolejnej specjalizacji. Tak jak teraz młodzi lekarze zdobywają liczne "sprawności harcerskie" drogą kursów - te jednak są ograniczone do metod diagnostycznych i leczniczych. Pozdrawiam
Jabe
Myślę, że gdyby Pan pojechał do Magnitogorska, spotkałby Pan tam ludzi, którzy słyszeli opowieści, jak to w dawnych pionierskich czasach wszystko doskonale działało. I, kto wie, może rzeczywiście tak było. Nic dziwnego, że w szarzyźnie PRL-u chodziły słuchy, jak to było świetnie przed wojną. Zresztą wtedy socjalizm jeszcze nie zdążył wykształcić cwaniaczej mentalności. Skoro PRL dokonał takich spustoszeń, których nie naprawiono, trudno oczekiwać, że dziś tworzone przedsiębiorstwa państwowe będą przypominać te przedwojenne. Konkurencja – to jest pojęcie ogółowi nieznane. Nawet tym, których obchodzi efektywność, trudno przyjąć do wiadomości, że jej nie można zadekretować. W zdrowym systemie źle zarządzane przedsiębiorstwa padają, a ich miejsce zajmują nowe. W państwowej przedsiębiorczości nie ma mechanizmu naprawczego. W modelu socjalistycznym całe państwo jest korporacją. Ludzie są przedmiotem buchalterii demograficznej. Właśnie wtedy państwo jest „stajnią roboczego bydła”. To, jak człowiek żyje, zależy od władzy, nie od niego. Człowiek w socjalizmie jest przedmiotem opieki – Przedmiotem! W kapitalizmie nie trzeba żadnych szczególnych zabezpieczeń prawnych. Trzeba konsekwentnie oszustów i złodziei do więzień pakować – jak zwykle. O to akurat socjalistyczne państwo niezbyt dba, bo ma inne sprawy na głowie – leczenie, uczenie, budowanie domów. I widać tego efekty. Kazania o pożądaniu rzeczy proszę głosić aparatczykom, którzy z partyjnego nadania zasiedlają stołki w gospodarce. Mamy bowiem do czynienia z odbudową nomenklatury. Dla ludzi, którzy chcą zbudować coś własnego, z czego będą mogli być dumni i będą mogli zostawić dzieciom, zarobek jest tylko dodatkiem. Urzędnik nic własnego nie zbuduje i może być w każdej chwili wymieniony na kogoś, kto ma lepsze układy. Tak to już jest z korporacjami bez właściciela. Hare Kriszna!
Twierdzenie o tożsamości systemu możliwie nieefektywnego czyli państwowego przynależy do propagandowego kanonu neo-liberalnej dziczy przełomu XX/XXI wieku. Szkoda, że zaangażował się Pan u nich w roli herolda. Mnie, tak się szczęśliwie złożyło, danym było zasłyszeć bezpośrednio od pracowników opinie o przedwojennych przedsiębiorstwach państwowych (Stalowa Wola i VIS), które na rynku były wzorem efektywności i modelu stosunków pracowniczych. Pewnie Pan takiej okazji mieć nie będzie, ale może Pan przecież o nich poczytać, nie pomijając też wzorowych Polskich Kolei Państwowych, kombinatów chemicznych czy przemysłowych p-tw w Gdyni, od portu poczynając. Niska efektywność przedsiębiorstw państwowych w PRL - z której demagogicznie(!!!) czyni się zasadę - od stanu początkowego wynikłego z wojennej masakry, zaczęła się uwidaczniać "autonomicznie" począwszy od drugiej połowy lat 50-tych, kiedy to zaimportowano z ZSRR do Polski sabotaż gospodarczy i mimo imponującego wzrostu wykwalifikowanych kadr - utrzymywania negatywnego doboru kadr kierowniczych. Warunkiem kariery było bowiem członkostwo partii, wpierw PPR później PZPR, co niejako z definicji blokowało dostęp ludziom fachowym, zantagonizowanym wobec systemu, którzy cenili sobie pewne pole niezależności, także na gruncie układów służbowych. Proszę nie opowiadać więc głupstw, bo jak dobrze pójdzie, to będzie miał Pan okazję patrzeć na dobrze prosperujące przedsiębiorstwa państwowe. Jeżeli tylko uda się uniknąć ich upartyjnienia. Wtedy będzie dla Pana wstyd. Co do przedsiębiorstw prywatnych, w wymiarze społecznego, funkcjonującego w najlepsze modelu, dość powiedzieć, że stało się ono stajnią roboczego bydła dla ludzi ! Trzeba szczególnych zabezpieczeń prawnych aby tak nie było. Mam nadzieję, że do tego dojdzie. Przy okazji, własność prywatna, jak sądzę, wyrasta na gruncie "... pożądania rzeczy, które jest największym wrogiem tego świata". To ostatnie powiedział Pan Kriszna, objaśniając bardzo, bardzo dawno temu rzeczywistość - pouczanemu Arjunie . Prawdziwe i dziś, i to bardzo.
Jabe
„Mechanizm jest prosty i sprowadza się do wyciągania i społecznych pieniędzy [przez lecznictwo prywatne] (umowy o refundację) i równocześnie wyciągania lekarzy” – Prywaciarze wyciągają za leczenie tyle samo, ale lekarzom przy tym płacą lepiej. O zgrozo! Mniejsza, czy Pan prawidłowo zjawisko opisał. Chodzi o wniosek, że trzeba dążyć do systemu możliwie nieefektywnego tzn. państwowego. W systemie tym jest (rzekomo) orientacja na pacjenta a nie na „szmal”, czyli – pomijając oczywistą demagogię – nie trzeba się liczyć z pieniędzmi.
cz.I Cały akapit zapoczątkowany tekstem „Oprócz działań ułatwiających diagnostykę i leczenie nowotworów, projekt zakłada konsolidację ośrodków...” przeczytałem drugi raz, uważnie, i mam brzydkie podejrzenie, że chyba próbuje Pan nami trochę manipulować. Pozostawiając nas bowiem bez informacji jak ministerstwo uzasadnia tego rodzaju konsolidację skazuje nas Pan, laików, na swoją negatywną ocenę „dobrej zmiany” w ochronie zdrowia. Ja na szczęście jestem starym spiskowcem więc się oczywiście nie daję. Zacznę tedy od spostrzeżenia, że właściwie poza owym pomysłem na rzeczoną konsolidację (albo dobrym, albo złym!?) cała reszta pańskich negatywnych spostrzeżeń o istniejącym stanie rzeczy dotyczy obrazu kształtowanego od bodaj dwudziestu lat i taka trochę „Radziwiłłem-personalizowana” krytyka, w kontekście obecnie podejmowanych zmian, jest chyba nadużyciem(?) Obecny system ochrony, przed którym nie ma ucieczki ok. 80 % obywateli, jest w ruinie. Ze swej strony domyślam się, że animatorzy „dobrej zmiany” trafnie zdiagnozowali, iż od dłuższego czasu głównym zabójcą tego systemu jest refundowanie lecznictwu prywatnemu - przez NFZ - kosztów świadczonych przez nie usług. Mechanizm jest prosty i sprowadza się do wyciągania i społecznych pieniędzy (umowy o refundację) i równocześnie wyciągania lekarzy (na etaty albo zlecane „dorabianie” - za wyższe stawki). Rezultaty są znane i w porównaniu z zakresem i żwawością służby zdrowia w dekadach lat 60-tych i 70-tych to, co dzieje się dzisiaj, to po prostu tragifarsa, a właściwie społeczny dramat.
cz.II Likwidacja NFZ jako sposób na przytrzymanie pieniędzy kierowanych dotąd do lecznictwa prywatnego, to połowa sprawy. Druga, to odzyskanie lekarzy. Część z nich wróci z etatów z konieczności, ta zaś część, która „dorabia” w trybie zleceń, powinna powrócić poprzez możliwość wysokopłatnego „dorabiania” (oczywiście, przez jednych i drugich) w macierzystych jednostkach lecznictwa uspołecznionego – w trybie godzin nadliczbowych. Stanowiska dla nadliczbowej pracy odzyskanej populacji eskulapów nie powinny być problemem. Dlaczego np. nie zwiększyć zmianowości tak, by przychodnie były czynne do godź. 22:00? Szpitale z kolei też mają sporo miejsca do wykorzystania już lub do zaadaptowania - na zorganizowanie dodatkowych powierzchni czy dodatkowych przychodni. Uzbrójmy się w cierpliwość. Wg mnie sukces jest zagwarantowany jak w starym, przed złodziejskim banku. Choć opór materii ożywionej jest straszny. Oceny podejmowanego wysiłku przez ludzi ze środowiska są uwarunkowane dominującym typem orientacji. Albo ma się ją na „szmal” albo na pacjenta.
Lech "Losek" Mucha
Istotnie, stan służby zdrowia w Polsce jest bardzo istotnym czynnikiem utrudniającym decyzję Polaków znajdujących się za granicą o powrocie do kraju. 
I to mnie przeraza! I jak tu po 36 latach emigracji wracac do Polski na stare lata, kiedy wizyty u lekarza sa coraz czestsze??? Nie wyglada mi to na skuteczna naprawe sluzby zdrowia w Polsce przez dzisiajsza wladze.....Ciekawy jestem czy pan minister Radziwil jest otwarty na merytoryczna dyskusje czy debate. Mysle ze Polska musi zaczac przeznaczac wiecej % z PKB na sluzbe zdrowia, bo pieniadze tez sa wazne przy rozwiazywaniu tych problemow. U nas w USA prezydent Trump tez chce "odwrocic" Obamacare ale co dostaniemy w zamian i za jaka cene.... Pozdrawiam z New Jersey, USA
Anonymous
Przez analogię do odsuwania od stołu prawem kaduka-superspecjalisty dodam, że przykrą sprawą stał się upadek specjalizacji z chorób wewnętrznych. Interna - królowa nauk medycznych została zdegradowana. System wykreował zainteresowanie pacjentów lekarzami rodzinnymi w POZ (jest wolny wybór lekarza trzeba przyznać, za 11zł na miesiąc o ile mnie pamięć nie myli) i specjalistami (kontraktowanymi po uważaniu i nie w powiązaniu z lekarzem a z przychodnią). Faktyczni lekarze rodzinni byli zanim powstała specjalizacja tego typu, nawet zanim Czechow został rodzinnym. A internistów ubywa z przyczyn naturalnych. Kto się będzie dzisiaj ciężko i długo uczył interny skoro po załapaniu na inną specjalizację zostanie się wyprodukowanym na prawdziwego specjalistę w oczach systemu i pacjentów. Diabetolog, hypertensjolog - specjaliści od jednej choroby, a jak ktoś jest nie przeciętnie chory to lata z wynikami i nie ma kto tego do kupy zebrać, tzn. diagnozy postawić.
Lech "Losek" Mucha
Dokałdnie tak jest. Specjalizacje jako system są obarczone takimi wadami, którymi powinno zająć się CBA. Konsultanci potrafili wykazać zapotrzebowanie na specjalistów z jakiejś dziedziny na ZERO, a potem i tak okazywało się, że jacyś specjalizanci są. Szef specjalizacja z dnia na dzień potrafił zmienić specjalizantowi miejsce specjalizacji, bo potrzebował dla kogoś innego - na drugi koniec Polski. Osobnym problemem jest skandaliczny poziom współczesnego kształcenia kadr! To jak się młodych dziś traktuje, to jest zbrodnia.
Anonymous
To jest kontynuacja żałosnego systemu, który zresztą był przez min.Radziwiłła żyrowany z pozycji Izb Lekarskich. "ministerstwo zakłada wprowadzenie zakazu przeprowadzania operacji onkologicznych w ośrodkach, w których takich zabiegów wykonuje się mniej niż sześćdziesiąt rocznie" Bo wiadomo, że najlepiej operują ci co mają ręce z gówna - pod warunkiem, że pacjenci nie mają wyboru tylko nakaz leczenia tu i tu. Po to wprowadzono różne podspecjalizacje z onkologii, żeby dojść do monopolizacji rynku. Zasady naboru jak w Twoim opisie. Najpierw grupa onkologów namaściła się sama na specjalistów krajowych i wojewódzkich (z tytułu zasiedzenia na właściwym etacie) aby stworzyć strukturę rozdającą przywilej kształcenia. Oczywiście nie o kształcenie chodziło tylko o papierek dla profesorów, ordynatorów i co "zdolniejszych" asystentów klinik. Ale problem jest szerszy. Nie tylko onkologiczne specjalizacje są przedmiotem dystrybucji w zaklętym kręgu. Reglamentacja dotyczy wszystkich specjalizacji. Oczywiście państwo pilnuje aby było sprawiedliwie, ale jak to w folwarku są równi i równiejsi. Nie dziwię się, że wielu lekarzy od razu po studiach wybiera się specjalizować za granicą. Szkoda im tracić czas na udział w loterii z rozdanymi fantami. Ten system jest po to aby lekarz był całe życie uwiązany przepisami i regulacjami. I to ma "głęboki sens". Stwarza motywację do dyżurowania i wypełniania papierów (zawsze mówiłem leczmy za darmo a bierzmy pieniądze od państwa za dokumentację jak notariusze). Specjalizacje (i studia, i nie tylko medyczne) powinny być płatne ale nie znaczy, że stażysta ma być ubezwłasnowolnionym wyrobnikiem. I nie znaczy, że specjalizacje powinny prowadzić instytucje - powinni prowadzić lekarze indywidualnie i mistrz powinien namaszczać ucznia na specjalistę. To przy PiSie nam nie grozi.
Do wpisu: Rewolucja to złe słowo. Zwłaszcza dla pacjentów.
Data Autor
Lech "Losek" Mucha
To Ty nie masz żadnych rozsądnych argumentów poza marksistowskimi banialukami i poboznymi życzeniami.A na najprostsze pytania nie potrafisz odpowiedzieć rzeczowo.
Jabe
Wolny rynek panuje w usługach stomatologicznych. Jakoś Polacy szczerbaci nie chodzą. Jednak wolny rynek nie zadziałał w publicznej służbie zdrowia, bo ma pewną niezaprzeczalną wadę – nie działa, tam gdzie go nie ma.
Mind Service
@Marek1taki - Wijesz się jak wąż próbując nieudolnie bronić swoich kolegów ideologicznych. czyli utopijnych liberałów, którzy skompromitowali siebie i swoje pomysły. Ale nic to Ci nie da -  ludzie już nie dadzą się nabrać na wolny rynek, zwłaszcza w służbie zdrowia, bo dzięki temu płacą i płaczą. I nie mają nic lepszego w zamian. A jak porównają obecną służbę zdrowia z tą z czasów PRL-u, to zaczynam się bać, że zaczną głosować na komunistów...
Mind Service
@Marek1taki - Ale bełkot! Możesz wymyślać bzdury i próbować mnie ośmieszać, ale tym sposobem tylko kompromitujesz siebie. Nie masz żadnych argumentów na obronę liberałów i ich utopijnych pomysłów, które doprowadziły do ciężkich patologii w polskiej służbie zdrowia i jej ogólnej zapaści. Zaś widomym efektem tych zasad wolnorynkowych są kilkuletnie kolejki do lekarza specjalisty i horrendalne horrendalne koszty leczenia oraz leków ponoszone przez pacjentów. Pewnie mi odpiszesz, że to dlatego, że było dotąd za mało wolnego rynku i potrzeba go więcej. Efekt tego wiadomy: system był dobry, tylko pacjent nie przeżył...
Mind Service
@Marek1taki - A ja myślę, że frajerami to są ci, którzy mimo ostatnich ośmiu lat rządów liberałów z PO, dają się jeszcze nabierać na gadki o wolnym rynku, który jakoby wszystko sam ma uregulować, dać oszczędności a ludziom zapewnić bogactwo. Że to bzdury, widać choćby na przykładzie służby zdrowia, która dzięki prywatyzacji i zasadom wolnego rynku doczekała się ciężkiej zapaści, zaś pacjenci za większość usług medycznych i leków muszą słono płacić.  Jaki z tego wniosek? - Ano taki: LIBERALIZM TO ZUO!
Dark Regis
Też. Zwłaszcza na studiach z przedmiotów ścisłych, gdzie współcześnie matoł przepuszcza matoła i obu nikt nic nie może zrobić. Lekarze są tylko jedną z grup dotkniętych galopującym postępactwem edukacyjnym. Ja już zaczynam spotykać idiotów z innych kierunków rozsianych równomiernie po różnych firmach, którzy zaczynają dyskusje np. od takiego dictum "jak pan SE zrobisz doktorat z informatyki, to będzieSZ mógł pan ze mną pogadać o jakości usług sieciowych i protokołach" (rozmowa z magistrem). Albo inny przykład: "- Panie... (w sensie jak jego godność). - Tylko nie panie. Ja jestem człowiekiem wykształconym, a nie zwykłym chamem. Zrobiłem tytuł magistra na uniwersytecie Życia Godowego Chomika im. Krasnali w Warszawie". A o co chodziło? Drobiazg, usługa sieciowa nie pracowała zgodnie z dokumentacją, a więc potrzeba było spławić klienta, czyli mnie. Spławianie, to jeden z najważniejszych przedmiotów uczonych współcześnie na studiach wyższych. Ukrywa się albo pod nazwą psychologii, albo warsztatów komunikacji, tudzież warsztatów lub seminarium z rozmów kwalifikacyjnych, CV itp. Klienci mają jednak pecha, bo ja to wiem. To ewidentne przykłady na to, że papierologia komunistyczna ma się dalej dobrze, zmieniła tylko maskowanie. Ale ofiary czerwonki arystokratycznej z zespołem obłędu poedukacyjnego wyglądają już znacznie gorzej. Zamiast uczyć przedmiotu, dziś uczy się głównie kłapania dziobem. Przykład leczenia: mam matkę chorą od 8 lat na nieokreśloną chorobę. Na początku, czyli 8 lat temu mądre konsylium zadecydowało, że to będzie atopowe zapalenie skóry i to zaczęto leczyć, zmieniając tylko leki co parę tygodni. W trakcie "kuracji" okazało się, że to jednak nie to, więc próbowano leczyć kleszcza, raka, płuca, wreszcie reumatyzm mięśni (nie żartuję). W efekcie tych kuracji, zwłaszcza sterydowych, matka straciła 80% wzroku i to jeszcze nie koniec. W tym roku jest kilka nowych hipotez, a środki z NFZ płyną szeroką rzeką. Ja mam gdzieś te środki z NFZ, ale środki z rodzinnego budżetu na tysiące leków, które musimy wciąż testować, to już poważny wydatek. Co do liberalizmu, to w obliczu aktualnego szamba, porównywalnego z sytuacją w sądach, to wszystko jest lepsze od tego co było. I niech mi Pan nie mówi o zmianie lekarza, bo gdy jeden zaczyna truć, to drugi umywa ręce i nie chce słyszeć o żadnym badaniu czy leczeniu.
Anonymous
Na przykładzie poglądów Never Minda można wyprowadzić twierdzenie, że bezpłatność w służbie zdrowia jest właściwa tylko na linii pacjent-lekarz. Tu dla lewicy jest niepoliczalność kosztów, które pod tym pozorem skutecznie zwyżkują ku zadowoleniu wszystkich, którym socjaliści pozwalają wystawiać rachunki mniej lub bardziej wolnorynkowe na koszt podatnika. Idąc tym lewicowym tokiem rozumowania można wprowadzić odwrotną regulację, czyli transfer pieniądza byłby nie z wykluczeniem linii pacjent-lekarz, lecz - jako jedynie słuszny - ograniczony do tych dwóch stron. Czyż nie najbardziej właściwych? To oczywiście nie koniec. Lekarze rozliczaliby się tylko z tymi kontrahentami świadczącymi usługi dla lecznictwa, którzy robiliby to non-profit. Bingo!