Otrzymane komantarze

Do wpisu: 1939. Między Hitlerem, Stalinem i Churchillem!
Data Autor
Patryk Pietrasik
To może być za bardzo przekombinowane ale przypuszczam, że by zwrócić uwagę Niemiec (wraz z Polską) na Wschód, może nie tyle co zwrócić uwagę ale zabezpieczyć się przed atakiem Niemiec wystarczał sojusz angielsko-niemiecki. Tylko pozostaje kwestia Francji. Czy ważniejsze dla Niemiec nie było odegranie się na Francji niż zdobycie Lebensraum? To właśnie mogło zadecydować, że Anglicy woleli sprokurować wojnę Niemiec z Polską, może licząc, że sam wmiesza się w to Związek Sowiecki (może po to były rozmowy w Moskwie?) 
Lech "Losek" Mucha
To jest racja. To całe gadanie o niemieckiej słabości, może być sygnałem dla ruskich! Zgadzam się również z opinią o USA. Jak można coś zrobić cudzymi rękami, czemu tego nie wykorzystać? Tylko, że my też powinniśmy byli wykorzystać momenty, że oni od nas coś chcieli.
Anonymous
@autor Odbieram to jako wolną rękę dla działań Rosji, wstrzymanie się od współpracy w ramach NATO dla realizacji celów USA i jawne rozpoczęcie zbrojeń dla realizacji własnych celów politycznych. Przy okazji: w ub. tyg. padła jeszcze jedna informacja. O zakupie rakiet dla F-16. Mamy wydać 500mlnUSD na rakiety o zasięgu 370km podczas gdy zasięg dotychczasowych wynosił 70km. W promocji unowocześnią nasze unowocześnione już raz F-16. Nie mam wątpliwości, że wydatki militarne Niemiec będą służyć celom polityki niemieckiej i nie mam również wątpliwości, że wydatki militarne Polski będą służyć interesom USA. Tak jak taniej jest wydawać na agenturę wpływu dla osiągania korzyści ekonomicznych, politycznych i ideologicznych jak robią Niemcy i Rosja, tak samo Stanom Zjednoczonym taniej jest w ten sposób realizować swoje cele niż za własne pieniądze zbroić sojusznika. Zwłaszcza, że te cele raz bardziej a raz mniej pokrywają się z celami Polski.
Lech "Losek" Mucha
Może doszli do wniosku - niekoniecznie słusznego - że bliższy im geograficznie wróg - Hitler - jest groźniejszy. Albo przewidywali, że jednak uderzy najpierw na nich...
Patryk Pietrasik
Tak to racja, nie powinniśmy mieć pretensji do Stalina bo on nie był naszym sojusznikiem, już bardziej trafne jest określenie ,,sojusznik naszych sojuszników'' (chociaż nominalnie byliśmy sojusznikami przez jakiś czas) Pretensje za to powinniśmy mieć do Wielkiej Brytanii, która przedstawiała się jako nasz sojusznik. Stalin natomiast realizował swoje interesy. Oczywiście mówiąc o braku pretensji mam na myśli pretensje w relacjach politycznych; zbrodni katyńskiej i innych nic nie może przecież tłumaczyć. A co do polityki Anglii przed wojną - jeżeli oczywiście zgodzić się z Zychowiczem, że Anglia nas wyciągała z sojuszu z Niemcami tylko po to żeby nie została jako pierwsza zaatakowana Francja - to, dlaczego nie robili wprost przeciwnie: nie pchali nas do sojuszu z Niemcami i ataku na Związek Sowiecki tak by wojnę w ogóle przenieść na peryferie Europy?
Lech "Losek" Mucha
A'propos Niemców. To, że oni tak otwartym tekstem mówią o tym, jacy to są słabi i jaką mają słabą armię, to mnie niepokoi... Po coś to robią...
Lech "Losek" Mucha
Gdybyśmy nie przeszkadzali Hitlerowi uderzyć najpierw na zachód, a potem pozwolili mu wziąć się za łby ze Stalinem, sytuacja była by przynajmniej taka, że hitlerowcy nie wymordowali by najlepszej części naszego narodu, nie zniszczyli by tak kraju... To nie jest tak, że chcę podczepić Polskę pod jakiegoś silnego suwerena. Ja uważam, że trzeba zawierać sojusze zawsze z tymi, z którymi się to nam opłaca. Dbać - mówimy o  polityce międzynarodowej (!) - wyłącznie o siebie. Mieć w nosie inne narody, dbać tylko o własne interesy. To - w dłuższej perspektywie czasowej - pozwoli nam wzrosnąć w siłę i po jakimś czasie, to naszej, polskiej poły będą czepiać się inni. Pozdrowienia.
JacBiel
Miałem nadzieję, że w podsumowaniu wyciągnie Pan te wnioski... Mnie nasuwają się takie: teraz jesteśmy w sojuszu militarnym z Niemcami (taj jak Pan chciał) - i co to daje? przecież to też krętacze. kłamcy i oszuści polityczni - w 41 zdradzili swoich "dozgonnych" sojuszników... Cały czas, mam takie wrażenie, że usiłuje Pan uczepić Polskę, niczym wasala, u poły jakiegoś silnego seniora. W sensie - Pańskich wizji prowadzenia właściwej polityki obronnej i zagranicznej - rzecz jasna.
Anonymous
@autor Pełna zgoda. Strzeżmy się Becków bo historia nie musi powtarzać się dosłownie. Rolę wyzwolicieli mogą wziąć na siebie Niemcy. Mają co prawda kłopoty ze stanem armii i oznajmili, że nie będą umierać za Polskę ale co innego za Gdańsk.
Do wpisu: Centralny Krajowy Rejestr Grup Krwi
Data Autor
Anonymous
Ze złamaniem tajemnicy i tak każdy rejestrujący musi się liczyć ale zgadzam się, że ograniczenie dostępu zwiększa bezpieczeństwo danych. Wraca jednak pytanie o ustalenie sytuacji czy pacjent jest w rejestrze gdyż w chwili przyjęcia jest to niewiadomą a wiedzę ma laboratorium i w kilkanaście sekund tej odpowiedzi nie udzieli.
Lech "Losek" Mucha
Wcale nie błędnie. Ja uważam, że nie powinni mieć bezpośredniego dostępu, bo nie muszą, a dane będą lepiej chronione, ale nie będę się bardzo spierał.
Anonymous
@autor Błędnie zrozumiałem, że lekarze nie mają dostępu do danych. To stwarzałoby niepotrzebną barierę gdyby musieli korzystać z pośrednictwa laboratorium.
Lech "Losek" Mucha
W wypadku zaistnienia konieczności przetoczenia krwi, lub wtedy, kiedy istnieje teoretyczna możliwość, że takie przetoczenie będzie konieczne, na przykład przed niektórymi planowymi zabiegami, przed porodem, itp. słowem zawsze, kiedy potrzebna jest grupa krwi, wysyłamy zapytanie do Rejestru i jeśli wynik jest w bazie, uzyskujemy go po kilkunastu sekundach. Przed przetoczeniem i tak robi się próbę krzyżową, choć w sytuacjach krytycznego zagrożenia, zdarza nam się zlecić przetoczenie bez krzyżówki, a nawet bez oznaczonej grupy ( daje się wtedy krew "idealnego dawcy", czyli "0" Rh (-) ). Ale to tylko wyjątkowo.  Jeśli wyniku nie ma, to trzeba normalnie oznaczyć grupę krwi. Pobieramy krew i laboratorium oznacza grupę krwi, a jej wynik wysyła do Rejestru.
Anonymous
@autor Podoba mi się ten pomysł ale mam wątpliwości. Pytanie mam do sytuacji gdy "przychodzi pacjent do szpitala": musimy ustalić czy jest w rejestrze czy nie jest. Kierujemy zapytanie do laboratorium i uzyskujemy potwierdzenie czy wynik oznaczenia gr.krwi? W stanach nagłych jeśli nie ma oznaczenia to pobieramy krew na grupę i wysyłamy do laboratorium, które najpierw sprawdza w rejestrze i oznacza grupę lub nie?
Lech "Losek" Mucha
A, to zależy od tego, jaki system finansowania ochrony zdrowia przyjmiemy. Z grubsza rzecz biorąc, gdybyśmy przyjęli system Beveridga, jak w Danii i UK, czyli system finansowania ochrony zdrowa z budżetu, jako element systemu ubezpieczeń społecznych, to nikt nikomu. Gdyby natomiast przyjąć system Bismarcka,  (Niemcy), to wtedy laboratorium za wysłanie wyniku musi otrzymać pieniądze, które częściowo zrefunduję poniesione koszty badania, a za informację o wyniku, wysłanym z bazy danych, pieniądze musi otrzymać Rejestr. Kwota, jaką musi zapłacić ktoś, komu potrzebny jest wynik grupy krwi danego pacjenta, musi być istotnie niższa, od kosztów wykonania badania ( teraz to jest 20-30 zł, za badanie). Rejestr jest się w stanie utrzymać, bo - chociaż musi kupić dwa razy wynik z laboratorium serologicznego, to jego ( tzn wyniku ) wykorzystanie będzie kilkukrotne. Jeden z moich przyjaciół, którego prosiłem o wytknięcie mi możliwych błędów w projekcie, powiedział, że on miał badaną krew czterokrotnie, a jego żona ośmiokrotnie. Oboje mają ok. czterdziestki, więc jak sądzę jeszcze kilka razy w życiu im się wynik grupy krwi przyda). Dodatkowo, gdyby zobowiązać na przykład kierowców, policjantów, żołnierzy, sportowców wyczynowych itp. do oznaczenia sobie grupy krwi na swój koszt  i wpisania do Rejestru, dodatkowa kwota zostałaby "wyjęta " z systemu ubezpieczeń zdrowotnych i więcej pieniędzy zostałoby na leczenie... Osobiście skłaniałbym się ku samofinansowaniu się Rejestru, ale jeśli społeczeństwo zadecyduje inaczej... Generalnie koszty utrzymania Rejestru nie powinny być duże.
Anonymous
@autor Kto, komu i za co płaci w tym systemie?
Lech "Losek" Mucha
Te dane są wysyłane do Rejestru przez laboratoria wykonujące badanie. Następnie pracownicy Rejestru, po zamianie imienia, nazwiska i Peselu na tzw hash, dzięki tak zwanej funkcji haszującej, umieszczają  zakodowane dane w zdublowanej, albo nawet potrojonej bazie danych.
Anonymous
@autor Kto wprowadza dane archiwalne i niearchiwalne?
Lech "Losek" Mucha
Badania archiwalne, to te, które zostały oznaczone przed ewentualnym rozpoczęciem działania Centrum. Wyniki badań "niearchiwalne", to wyniki na bieżąco wysyłane do Centrum, natychmiast po ich oznaczeniu. Przy przechowywaniu danych zawsze jest większe ryzyko, że wkradnie się jakiś błąd. Stąd ostrzejsza procedura.
Anonymous
Witam, Proszę o uściślenie określeń "dwóch identycznych wyników" i "trzech identycznych wyników badań archiwalnych", czyli od kiedy stają się archiwalne.
Lech "Losek" Mucha
Dziękuję za miłe słowo! Jakkolwiek nie łudzę się specjalnie, że obecne władza ministerialna, jest w stanie coś pożytecznego zrobić, obawiam się, sądząc po dotychczasowych osiągnięciach tego resortu, oraz całej ekipy rządzącej, że pomysł o ile zostanie zrealizowany, to zamiast internetowego centrum powstanie kilka, albo kilkanaście ośrodków, gdzie wynajęci za ciężkie, państwowe pieniądze, bliżsi i dalsi kuzyni naszej "elity", będą notowali grupy krwi ołóweczkami w notesikach, a dodzwonić do nich będzie się dało tylko od ósmej do czternastej piętnaście, a w soboty do dwunastej... Ale jakby ktoś, na przykład następny minister wrócił do pomysłu, byłoby to na pewno z korzyścią dla chorych, a dla mnie niezwykle satysfakcjonujące. Coś, oprócz dzieci, by po mnie pozostało.  :-)
Ewaryst Fedorowicz
Bardzo, bardzo się cieszę, że na tym, politycznym z oczywistych względów blogowisku, znalazł się też taki tekst: bo, jako, że życie mamy tylko jedno i krótkie do tego, warto się o nie  troszczyć, a nie tylko myśleć o tym, "kto, kogo i kiedy" - (politycznie, oczywiście) :-)
Do wpisu: Cytaty z Komorowskiego
Data Autor
Jabe
Pozwolę sobie tylko dodać, że takie piętnowanie jest dziś najbardziej rozpowszechnionym przejawem nietolerancji właśnie. Również pozdrawiam i dziękuję za ożywczą dyskusję.
Lech "Losek" Mucha
A ja tylko chcę zagwarantować sobie prawo do nietolerowania pewnych rzeczy. Chcę móc wybrać: czy chcę, czy nie chcę kogoś lub coś tolerować. I jak uznam, że akurat nie, to nie chcę być piętnowany jako nietolerancyjny.  Pozdrowienia.
Jabe
Wygląda na to, że pozostaniemy przy odmiennych zdaniach. Dla mnie tolerancja nie jest przywilejem przyznawanym jakiejś grupie. Nie wymaga nawet definiowania tej grupy (niezręcznie się wyraziłem, pisząc o „podgrupie” – tu chodzi jakieś zachowanie, które może ewentualnie jakąś grupę charakteryzować). Nie jest wyjątkowym ustępstwem. Ona tyczy się usposobienia tolerującego, a nie osoby tolerowanego. Zgadzam się jednak, że jeśli ktoś się decyduje tolerować coś tylko u pewnej grupy, to tę grupę wyróżnia.