|
|
jazgdyni No dobrze...lecz z całym szacunkiem - ja tu nie prowadzę dysputy gastronomicznej. |
|
|
Pani Anna Nie ma żadnej emocjonalnej nadinterpretacji, śmiać mi się chciało z tych nieszczęsnych brokułów, które od 40 lat już się u nas szczęśliwie zadomowiły. Podobnie, jak wcześniej ziemniaki, których worek Jan III Sobieski wysłał Marysieńce z Wiednia "na spróbowanie", jak jeszcze wcześniej pomidory, przywiezione do Europy na statkach Krzysztofa Kolumba, a Polsce pierwsze wyhodowali warszawscy ogrodnicy w 1880 roku. Nie wszystko więc co "zagraniczne" jest złe i godzi w naszą kulturę, bo chyba nikt już nie wyobraża sobie polskiej kuchni bez np. ziemniaka? Zdrowy rozsądek jest podstawą wszędzie, warto dbać o swoje, jak również czerpać od innych to, co najlepsze. Przecież nie pokroję dziecku pęczka pietruszki, zamiast pomarańczy, ani nie odmówię banana w zamian za buraka cukrowego? |
|
|
jazgdyni Ależ Sz.P. rąbnął. Był był, w XVIII sprowadzony do nas. Lecz nie jako czop-czop tylko dekoracyjny kwiatek. Ot taki słoneczniczek.
A na serio:
Status gatunku w Polsce
Gatunek jest obcy na całym obszarze, na którym występuje w Polsce
Inwazyjny gatunek obcy
Przyczyny, dla których gatunek został przetransportowany do Polski:
Handel i uprawa roślin ozdobnych
Moi nie byli Sarmatami pierwszego sortu. Szukać pod "Kniaziowie litewsko - ruscy"
Ps. Pan bloger niestety niezawiele pije herbatę. Pobyt w Chinach z nieodłącznym termosem z zieloną nieco mi ją obrzydził. Lecz, ponownie niestety, jestem kawoszem, |
|
|
wielkopolskizdzichu Do herbaty zapewne Pan Bloger wsypuje poszatkowaną nać pietruszki lub kiszony ogórek. Mają więcej witaminy C i swojskiego aromatu niż cytryna lub limonka.
BTW
topinambur jest czy raczej znany był, w Polsce, a zwłaszcza na Ukrainie od połowy XVIII wieku, do dziś na kresach południowo wschodnich jest tradycyjną potrawą. Pan Bloger, Sarmata Pierwszego Sortu powinien o tym wiedzieć. |
|
|
jazgdyni ;-))))))))))))
Dobre! |
|
|
Żona smaży mięso, a ja stoję obok i czuję, że mam usta pełne śliny. Ciekawe, czy wegetarianie mają to samo, gdy ktoś obok kosi trawnik ?
|
|
|
jazgdyni Nikt Pani nie zarzuca braku solidnej wiedzy. To emocjonalna nadinterpretacja. Jednakże proszę mi pozwolić na swoją. Te nieszczęsne brokuły, które, jak Pani sama stwierdziła, pojawiły się w latach 80-tych, wraz z Coca Colą i papierosami Marlboro, to element obcy naszego kręgu kulturowego. I nie mam nic przeciwko nim. To symbol. Metafora. Przykład urabiania nas na jedną modłę. Sam zjeździłem cały świat. I bardzo lubię koreańskie kimczi, dalekowschodnie kasztany wodne, kurkumę, czy wszystkie piekielne meksykańskie papryczki. Na długo zanim wiedza o tym stała się popularna przywoziłem Tabasco, Sabal oelek, czy sól hikorową. Lecz jako pewien dodatek, kuriozum. A nie jako jeden z podstawowych naszych produktów żywieniowych. Kuskus też nigdy nim nie zostanie, mimo, że ma takich samych entuzjastów, jak brokuły. A czy nasz polski jarmuż jest kiepski? A rzeżucha? Muszą być od razu kiełki fasoli mung? Świat zazdrości nam takich rzeczy, które właśnie przez te nieszczęsne brokuły wypierane, są o niebo lepsze i zdrowsze. To buraczki, to wspaniałe kapusty, to bób i fantastyczne kasze. I każdy mądry doktor to potwierdzi, że nie ma na całym świecie nic zdrowszego niż nasze kiszone ogórki i kiszona kapusta. A czym są obecnie biedronki, lidle, czy tesco zarzucone? Brokuły, bataty i topinambur.
Pozdrawiam miłośników egzotyki.
Ps. Suszone świerszcze w Tajlandii, czy Wietnamie są podobno lepsze niż prapolskie chipsy. |
|
|
Pani Anna Ależ proszę bardzo. A szpinak, niezależnie od zawartości również bardzo lubię od dziecka i przyswajam, moja Babcia robiła przepyszną zupę szpinakową... Liście sama zrywałam na łące, odkąd Babcia nauczyła mnie je rozróżniać, więc to się chyba liczy, jako nasz "krąg kulturowy" mam nadzieję, bo będę niepocieszona... |
|
|
Jan1797 Przepraszam, że wtrącę, szpinak (podam na życzenie przepis rodzinny) i wiele innych
produktów wspiera przyswajanie; dieta.mp.pl
Kilkanaście lat trwały i podejrzewam trwają nadal badania serwatki, o której elita mówiła
z obrzydzeniem a przypomnę jeszcze kawę przetrawioną przez cywety czy słonie, to jest
efekt top nie szkiełko i oko;-) |
|
|
Pani Anna Oczywiście, że wiem o szpinaku, proszę sobie wyobrazić, że nie czerpię całej wiedzy wyłącznie z wpisów tutaj na "naszych blogach". Nie wszystko można i należy zasolić lub zakisić, to nie jest żaden argument. Ziemniaków też pan chyba nie kisi? Nie wiem też, czy ziemniak jest już godzien byc uznany przez pana za część naszego "kręgu kulturowego", wszak dopiero Jan III Sobieski sprowadził go do Polski, czyli dopiero 300 lat gości na naszych stołach, a i to nie od razu na wszystkich. Chociaż niewątpliwie dłużej od biednego, czegoś podpadniętego panu brokuła, warzywa smacznego (tak, tak, oczywiście degustigus ... itd.), lekkostrawnego (oj, odczułam ja i moje dziecko tę różnicę pomiędzy brokułem a kalafiorem podczas karmienia piersią, proszę mi wierzyć, bardzo boleśnie...) i łatwego do przyrządzenia. |