Otrzymane komantarze

Do wpisu: Dlaczego tak marnie poszło
Data Autor
jazgdyni
Nie liczyłem już Pana Krzysztofa, bo z całym szacunkiem dla niego, jest on już traktowany z przymrużeniem oka.
jazgdyni
Jest jeszcze jedna istotna sprawa dotycząca dużych miast. Wszyscy ją tajemniczo przemilczają, jako środowiskową omertę. A TO jest i To ma wielkie znaczenie. I nie daj Boże, że taki prawy i "świętoszkowaty" Jaki zaczął to ścigać. To coś, co jednoczy wszystkich co coś znaczą i w większości mają pieniądze. Pozwolę sobie przytoczyć mój trójkrotny wpis na Twitterze, oparty na wiarygodnym tekście pisarza i dziennikarza Jakuba Żulczyka. Ten problem głownie stolicy, czyli To, to KOKAINA (rozumiana jako wszystkie rekreacyjne narkotyki, które w wielkich ilościach opanowały duże miasta. Dlaczego w Warszawie mamy przerąbane? I w Gdańsku, Krakowie, Wrocławiu, Szczecinie pewnie też. BO NIE WYGRA SIĘ Z KOKAINĄ ! Żulczyk pisze: "Ludzie w Warszawie wąchają kokainę. [...] Kokainę walą wszyscy, których na to stać, i dość spory procent tych, których na to nie stać. Walą prawnicy.Politycy. Lekarze. Właściciele przedsiębiorstw. Kierownicy przedsiębiorstw. Menadżerowie niższego szczebla. Menadżerowie wyższego szczebla. Gwiazdy telewizji. Pracownicy telewizji. Właściciele agencji reklamowych. Finansiści. Deweloperzy. Pisarze. Malarze. Muzycy. Publicyści.Fotograficy. Dziennikarze. Producenci. Wydawcy. Restauratorzy. Bandyci. Adwokaci. Alfonsi. Kurwy. Hotelarze. Wszyscy bez wyjątku walą kokę..." (JAKUB ŻULCZYK "ŚLEPNĄC OD ŚWIATEŁ", 2014, Paszporty Polityki.)
Jabe
Totalna opozycja zrobiła z tych wyborów plebiscyt poparcia dla władzy, i to się okazało dość skuteczne. Wygląda na to, że miastach ludzie głosowali w dużej mierze nie za kimś, a przeciw PiS. Ten mechanizm działał też w 2015 roku, gdy to głosowanie na PiS było okazją, by powiedzieć „nie” rządzącym. Tym się od lat karmi dominacja Popisu na scenie politycznej. A czemu tak wielu się pofatygowało by zagłosować przeciw? Nie tylko siermiężność propagandy w zawłaszczonych mediach państwowych grała tu rolę. Wielu polityków PiS się do polityki nie nadaje. Taki choćby pan Sasin opowiada na prawo i lewo, że prezydent Zdanowska zostanie usunięta, po tym, jak otrzymała 70% głosów. Później będzie zdziwienie, gdy w Łodzi PiS z kretesem przegra wybory parlamentarne. Słonie w składzie porcelany. Przypuszczam, że niczego to PiS-u nie nauczy. Winnych będzie się szukać jak zwykle gdzie indziej. Społeczeństwo zawiodło władzę. Teraz pewnie będzie nagonka na obce media, że zrobiły wrogom Polski kampanię, choć są one o niebo obiektywniejsze od mediów „publicznych”.
Czesław2
Na siermiężność niektórych poczynań PIS-u zwracał wielokrotnie uwagę tak tępiony na forum Pan Pasierbiewicz. Poza tym trzeba spojrzeć w lustro. Dla mnie wyznacznikiem postaw Polaków jest np to, że stadami wolą robić zakupu w OBCYCH sklepach, nawet, gdy jest wybór. Wnioski każdy sam.
Do wpisu: ROV
Data Autor
St. M. Krzyśków-Marcinowski
Śniło mi się to przed chwilą, w wyborczy poranek. Jestem na jakimś raucie. Wokół stołów ustawionych w czworobok, krzeseł nie ma, stoją goście - ludzie, którzy za chwilę mają wznieść toast. Główną postacią jest jednak robot o prymitywnym, z dzisiejszego punktu widzenia, kształcie. Dwie górne i dwie dolne kończyny, kanciasty łeb i cała reszta niby ludzka. Tak sobie wyobrażano roboty w latach sześćdziesiątych. Wyczuwam, że całe zgromadzenie, źle życzy swojemu bossowi. Jego kieliszek jest trochę większy od innych. Wiem, że we wszystkich innych znajduje się alkohol, a do tego jednego nalano benzyny, aby tym sposobem szefa załatwić. Podniesiono kieliszki, robot, odchylając się do tyłu, wypija zawartość swojego jednym haustem i pada „trupem”. Wszyscy tego oczekiwali. Nikt się jednak nie spodziewał, że za kulis, które w moim śnie tworzy mur obszyty jakimś szarym zamszem, w tym samym momencie, kiedy robot upadł, wyjdzie  jego duplikat, identycznie skonstruowany i zaprogramowany. W domyśle, za murem stoi dowolna ilość sobowtórów maszyny. Od  razu treść snu skojarzyłem z Pańską znakomitą analizą i zestaleniem różnych rzeczywistości – technicznej i politycznej. Pozdrawiam  
skipol
Tak ,krew z uszu  i z nosa  
jazgdyni
Straszna śmierć. Najpierw całe ciało zaczyna piekielnie swędzić. Potem to przeradza się w niesamowity ból, jak pęcherzyki gazu zaczynają blokować układ krwionośny. W końcu ogólne niedotlenienie. Pozdrawiam
skipol
Panie Januszu a mi kolega umierał na rękach (dekompresacja)chyba tak się to nazywa 
jazgdyni
Witam To przykre, ale tak jest. Coś w Polakach pękło. A na dodatek te wszystkie międzynarodowe korporacje budują młodego człowieka na modłę nowoczesnego niewolnika - prymitywnego i głupiego. Zachowania stadne, uzależnienie od mody i trendów, itd, itd... Jeszcze strasznie dużo roboty przed nami. Tylko po to by wszyscy zaczęli samodzielnie myśleć.
jazczworaków
Witam i dziękuję za Pańskie opisy pracy na morzu! Jeśli można - to proszę  o jeszcze.  Natomiast , co do ZSOL-i. Ano, były ,są i będą.  Cała ta - pożal się Boże - "polityka"  - to gra w trzy karty i teatr marionetek. ZSOL-e produkowane są nie tylko przez ruską i szkopska technikę. Także i przez jankeską , kitajską, angolską , żabojadzką, gudłajską i inne poważne... techniki. W Polsce ZSOL-e trudnej roboty nie mają. Bo i materiał obrabiany  plastyczny jest , łatwo topliwy , podatny na przekształcenia i sugestie , oporu nie stawia przy formowaniu....itp. I jest jak jest.  Naród 38 milionowy  bez własnej broni, satelitów , stoczni . Wyższe uczelnie w rankingach chyba już  w drugiej  pięćsetce i nadal spadają .....Naród tak naprawdę żyje na kredyt.
jazgdyni
Śmiech śmiechem, lecz to oczywista prawda. Na moje oko tak z 70% polityków i ludzi wokół polityki to nie są samodzielne byty ludzkie. To wykonawcy, narzędzia w innych rękach. Nawet zwykłe prostytutki mają więcej godności niż te prostytutki polityczne.
jazgdyni
Witaj Xeniu Nigdy nie dałem się skusić do pracy na platformie. To nawet dla młodych i silnych praca ekstremalna. Nurkowie to oczywiście coś zupełnie poza ludzkimi wyobrażeniami. Brałem natomiast udział przy wdrażaniu zupełnie nowej koncepcji platform mobilnych, czyli takich, które można łatwo przesuwać z miejsca na miejsce; platform pływających, zakotwiczonych, jak pamiętam, dwunastoma potężnymi kotwicami. To Hummingbird Oil Rig. Sporo Polaków pracuje na platformach. Nawet dotarcie na miejsce do pracy jest dosyć niebezpieczne, bo rokrocznie jakiś helikopter na Morzu Północnym spada i giną ludzie. Incydenty i katastrofy się wycisza. Zbyt potężne pieniądze wchodzą w grę. Mimo tego kochałem Morze Północne. Fakt - mocno sztormowe. Lecz temperatura przez cały rok jest przyjemna i nawet w srogą zimę, jest +12 stopni. Zerwałem wreszcie z offshorami, jak moja kompania przeniosła operacje do Zachodniej Afryki. Tam jest prawdziwe Kongo ;-)
xena2012
Z wielkim zainteresowaniem przeczytałam kapitalny wykład na nieznany mi temat platform wiertniczych i pracy na nich,ryzyku i trudnościach dla pracujacych tam nurków.Nigdy nie sądziłam że to tak cięzkie i niebezpieczne zajęcie.
Z tą norką to oczywiście odwrotnie.
Potrafi Pan rozweselić czytelnika inteligentnie i naukowo.Uśmiałem się jak norka. Ten sposób osłabiania przeciwnika jest chyba najskuteczniejszy . Bo przecież wszystko się zgadza. Humor to skuteczna broń. Pozdrowienia
Do wpisu: Co następne w tym szaleństwie? Cz. 1
Data Autor
jazgdyni
No dobrze...lecz z całym szacunkiem - ja tu nie prowadzę dysputy gastronomicznej.
Pani Anna
Nie ma żadnej emocjonalnej nadinterpretacji, śmiać mi się chciało z tych nieszczęsnych brokułów, które od 40 lat już się u nas szczęśliwie zadomowiły. Podobnie, jak wcześniej ziemniaki, których worek Jan III Sobieski wysłał Marysieńce z Wiednia "na spróbowanie", jak jeszcze wcześniej pomidory, przywiezione do Europy na statkach Krzysztofa Kolumba, a Polsce pierwsze  wyhodowali warszawscy ogrodnicy w 1880 roku. Nie wszystko więc co "zagraniczne" jest złe i godzi w naszą kulturę, bo chyba nikt już nie wyobraża sobie polskiej kuchni bez np. ziemniaka? Zdrowy rozsądek jest podstawą wszędzie, warto dbać o swoje, jak również czerpać od innych to, co najlepsze. Przecież nie pokroję dziecku pęczka pietruszki, zamiast pomarańczy, ani nie odmówię banana w zamian za buraka cukrowego?
jazgdyni
Ależ Sz.P. rąbnął. Był był, w XVIII sprowadzony do nas. Lecz nie jako czop-czop tylko dekoracyjny kwiatek. Ot taki słoneczniczek. A na serio: Status gatunku w Polsce Gatunek jest obcy na całym obszarze, na którym występuje w Polsce Inwazyjny gatunek obcy Przyczyny, dla których gatunek został przetransportowany do Polski: Handel i uprawa roślin ozdobnych  Moi nie byli Sarmatami pierwszego sortu. Szukać pod "Kniaziowie litewsko - ruscy" Ps. Pan bloger niestety niezawiele pije herbatę. Pobyt w Chinach z nieodłącznym termosem z zieloną nieco mi ją obrzydził. Lecz, ponownie niestety, jestem kawoszem,
wielkopolskizdzichu
Do herbaty zapewne Pan Bloger wsypuje poszatkowaną nać pietruszki lub kiszony ogórek. Mają więcej witaminy C i swojskiego aromatu niż cytryna lub limonka. BTW topinambur jest czy raczej znany był, w Polsce, a zwłaszcza na Ukrainie od połowy XVIII wieku, do dziś na kresach południowo wschodnich jest tradycyjną potrawą. Pan Bloger, Sarmata Pierwszego Sortu powinien o tym wiedzieć. 
jazgdyni
;-)))))))))))) Dobre!
Żona smaży mięso, a ja stoję obok i czuję, że mam usta pełne śliny.  Ciekawe, czy wegetarianie mają to samo, gdy ktoś obok kosi trawnik ?  
jazgdyni
Nikt Pani nie zarzuca braku solidnej wiedzy. To emocjonalna nadinterpretacja. Jednakże proszę mi pozwolić na swoją. Te nieszczęsne brokuły, które, jak Pani sama stwierdziła, pojawiły się w latach 80-tych, wraz z Coca Colą i papierosami Marlboro, to element obcy naszego kręgu kulturowego. I nie mam nic przeciwko nim. To symbol. Metafora. Przykład urabiania nas na jedną modłę. Sam zjeździłem cały świat. I bardzo lubię koreańskie kimczi, dalekowschodnie kasztany wodne, kurkumę, czy wszystkie piekielne meksykańskie papryczki. Na długo zanim wiedza o tym stała się popularna przywoziłem Tabasco, Sabal oelek, czy sól hikorową. Lecz jako pewien dodatek, kuriozum. A nie jako jeden z podstawowych naszych produktów żywieniowych. Kuskus też nigdy nim nie zostanie, mimo, że ma takich samych entuzjastów, jak brokuły. A czy nasz polski jarmuż jest kiepski? A rzeżucha? Muszą być od razu kiełki fasoli mung? Świat zazdrości nam takich rzeczy, które właśnie przez te nieszczęsne brokuły wypierane, są o niebo lepsze i zdrowsze. To buraczki, to wspaniałe kapusty, to bób i fantastyczne kasze. I każdy mądry doktor to potwierdzi, że nie ma na całym świecie nic zdrowszego niż nasze kiszone ogórki i kiszona kapusta. A czym są obecnie biedronki, lidle, czy tesco zarzucone? Brokuły, bataty i topinambur. Pozdrawiam miłośników egzotyki. Ps. Suszone świerszcze w Tajlandii, czy Wietnamie są podobno lepsze niż prapolskie chipsy.
Pani Anna
Ależ proszę bardzo. A szpinak, niezależnie od zawartości również bardzo lubię od dziecka i przyswajam, moja  Babcia  robiła przepyszną zupę szpinakową... Liście sama zrywałam na łące, odkąd Babcia nauczyła mnie je rozróżniać, więc to się chyba liczy, jako nasz "krąg kulturowy" mam nadzieję, bo będę niepocieszona...
Jan1797
Przepraszam, że wtrącę, szpinak (podam na życzenie przepis rodzinny) i wiele innych produktów wspiera przyswajanie; dieta.mp.pl Kilkanaście lat trwały i podejrzewam trwają nadal badania serwatki, o której elita mówiła z obrzydzeniem a przypomnę jeszcze kawę przetrawioną przez cywety czy słonie, to jest efekt top nie szkiełko i oko;-)
Pani Anna
Oczywiście, że wiem o szpinaku, proszę sobie wyobrazić, że nie czerpię całej wiedzy wyłącznie z wpisów tutaj na "naszych blogach". Nie wszystko można i należy zasolić lub zakisić, to nie jest żaden argument. Ziemniaków też pan chyba nie kisi? Nie wiem też, czy ziemniak jest już godzien byc uznany przez pana za część naszego "kręgu kulturowego", wszak dopiero Jan III Sobieski sprowadził go do Polski, czyli dopiero 300 lat gości na naszych stołach, a i to nie od razu na wszystkich.  Chociaż niewątpliwie dłużej od biednego, czegoś podpadniętego panu brokuła, warzywa smacznego (tak, tak, oczywiście degustigus ... itd.), lekkostrawnego (oj, odczułam ja i moje dziecko tę różnicę pomiędzy brokułem a kalafiorem podczas karmienia piersią, proszę mi wierzyć, bardzo boleśnie...) i łatwego do przyrządzenia.