Otrzymane komantarze

Do wpisu: CD...Marynarz-tułacz – pamiętaj
Data Autor
jazgdyni
Czy nie jesteśmy narodem wojowników? Kiedy i komu poddaliśmy się bezwarunkowo? Chyba zawsze walczyliśmy i nigdy nikt nas nie złamał. Mimo tego, że również mieliśmy w sobie taki element niedopieszczonych i tchórzliwych smarkaczy. Króla, który wolał się dla świętego spokoju i dobrej wyżerki, wtulić się w obszerne łono carycy Katarzyny. Rząd, co spakował szczoteczki do zębów i zapasowe gacie i w swoich automobilach spieprzał przez Rumunię, gdzie pieprz rośnie. Teraz, w dosyć krytycznym momencie też mamy takich. I co gorsza, mogą publicznie, dzięki internetowi, projektować swój strach, nerwowość i nieradzenie sobie z sytuacją i swoim stresem. Choć prezentują nosy zadarte do góry i grzmią - Ho, ho, ho! Są ustawiczne marudy jak T.; są nadrabiający wymuszoną ironią i sarkazmem wewnętrzny strach i zagubienie; są też tacy, co uciekli w nibyland - Hej! Nic się nie dzieje. To ściema, oszustwo, rabunek i generalnie świństwo. Są też agenci i jak zawsze TW. Lecz czy można uczciwie zaliczyć ich do Polaków. To jakieś strzępy po ustawicznych najazdach na nasz kraj. Lecz dobre cztery piąte to jak zawsze poczciwi rodacy. Jedni odważni, gotowi do obrony i ataku i ci, co wolą spokojnie poczekać na rozwój zdarzeń. My, jako cały naród - nigdy się nie poddajemy. Nigdy!
Do wpisu: Emeryctwo... marynarz – wieczny tułacz
Data Autor
skipol
Taki też musiał być
jazgdyni
Który chemik okrętowy? Od żarcia? Od mycia? Czy od smarów?
skipol
Chemik okrętowy z pod samiudźkich Tater
Dark Regis
Czasami tak bywa, że jakaś męczydupa popsuje nam humor na fest, doprowadzając niemal do depresji. Ale wtedy trzeba zająć się swoim i zwyczajnie przeczekać. Samo przejdzie - sprawdzone. Jak to w życiu, jeden szuka wiedzy, drugi szuka władzy. Choćby to była fucha dla Władcy Much. A ten kawałek Monty Pythona jest po prostu świetny i nie ma tu żadnego świetokradztwa, bo to jest clou życia... "Some things in life are bad They can really make you mad Other things just make you swear and curse When you're chewing on life's gristle Don't grumble, give a whistle And this'll help things turn out for the best And Always look on the bright side of life Always look on the light side of life If life seems jolly rotten There's something you've forgotten And that's to laugh and smile and dance and sing When you're feeling in the dumps Don't be silly chumps Just purse your lips and whistle, that's the thing And Always look on the bright side of life (Come on) Always look on the right side of life" Inny emeryt: youtube.com I pewien album: youtube.com
Ryszard Surmacz
@jazgdyni TW-wulec nie podlegał jakiejś segregacji: techniczny, humanistyczny. Decydowała zawsze potrzeba. Nikt nie robił badań, aby określić których było więcej. Ale często pozyskiwani byli z przypadku: złapali, darowali i masz służyć, bo jak nie to pierdziel. I tu wszystko zależało od człowieka. Świnia będzie kapował i zarabiał, a nawet szukał kariery, ale chyba większość pływała, starajac się unikać drastycznych sytuacji. Po wojnie było to pokolenie jeszcze przedwojenne. Za Gierka, już się ucywilizowali, kończyli studia i dobrze pisali. Natomiast , gdyby teraz werbowano, byłoby o wiele gorzej - chętnych na pęczki, ale sprawę załatwia biały wywiad. Demoralizacja odbywa się na innych poziomach - tam, gdzie trzeba łapać klientów i jeleni i odwoływać się do kłamstwa i naciagania ludzi, osobnym zagadnienie sa setki kursów specjalistycznych, gdzie uczono krętactwa, sofistyki - potem ich adepci wykorzystywali te umiejętności w domu i rodzinie. Tu młodzież strasznie zdemoralizowana i nikt nad tym nie panował i nadal nie panuje. Wlano nam takie gówno w sam środek. że jeszcze długo będziemy się otrzepywać z niego. I nie daj Boże poważniejszego kryzysu, gdzie to wszystko wypełznie na wierzch. Z humanistów kaperowano do SB, UOP i ABW. Często z pedagogiki, historii, polonistyki. Z mojego ogladu, inżynierowie nie mieli lepiej "poukładane", ale zajmowali stanowiska techniczne, które ich tak samo obciażaja. SB miała władzę absulutna z zapleczem w Moskwie - i nikogo w Polsce się nie bali. Potem było różnie, ale przyzwyczajenia pozostały. Podkreślam, na końcu zawsze decydowała jakość człowieka. Wśród humanistów też byli różni i nie ma zasady: lepsi - gorsi. Sojusznikiem SB-eków i kolejnych był niski poziom wykszatłcenia, a zatem mniejsze opory i oczywiście możliwość lepszego zarobku. A więc znów człowiek.   
wielkopolskizdzichu
Proszę się zaznajomić z listą rekordowych przejść non stop solo dookoła globu. I kto posiada najlepszy czas i na czym. Sporo pływałem na francuski Catanach, jedną z najlepszych jest 47 Carbo Infusion, mają one płetwy mieczowe ustawione pod kątem umożliwiającym ostre chodzenie, a po podniesieniu stabilną jazdę w warunkach sztormowych. Obecne katy różnią się od tych sprzed 20 lat. 
paparazzi
Ja  zaczynałem szlify na Omce /Omega/ Niegocin. Lata sześćdziesiąte. Później w USA Thunderbird dobry w regatach przybrzeżnych. Co do oceanicznych smoków to katamarany są passe w/w wyścigu. Owszem są szybkie ale w wyścigu dookoła świata są niezastąpione IMOCA Class 60. Moj bohater 61 letni Jean Le Cam imoca.org proszę zwrócić uwagę ze nie ma foils a ten jacht "starego typu" imoca.org Koszt średni 6 do 10 milionów $ plus utrzymanie ;-). Jak kochasz morze a mieszkasz w dobrym miejscu masz szanse popływać na swoim:-). Pozdrawiam.  
jazgdyni
Wszystko dobrze Janku. Będziesz miał sezon tak dobry, jak nigdy. Zobaczysz. Zdrowia
Obserwator
Na razie zima i pływania "ni ma", ale najważniejsze że wszyscy u mnie zdrowi, mam nadzieję że u Ciebie też Pozdrawiam
mada
Nie ma prawdy tam gdzie nie ma matematyki.
sake2020
@Tricolour.....A nie sądzi Pan,że praca też może dawać satysfakcję zwłaszcza jeśli jest zgodna z zainteresowaniami?Ja nigdy mojej pracy nie traktowałam jak jakiegoś przymusu a zaangażowania nie uważam za pracoholizm.Oczywiście hobby to wspaniała rzecz a na emeryturze bardzo wskazana i dobrze ,że Pan to wskazał.
jazgdyni
Zygmunt? Ci? Znajomość z Rychem usprawiedliwia Pańską fraternizację?
jazgdyni
O!
jazgdyni
@wZdzichu O! O! O! Tak jest to Erica Taberly'aja miałem na myśli. Wtedy właśnie te katamarany mnie zafascynowały. Aż przyszły czasy, gdy w takich regatach szyper z załogą już nie byli najważniejsi, tylko gościu z komputerem. On i supertechnologie to koniec poczciwego regatowania.  Zresztą klasyczni jachtsmeni odwracają się do przeszłości. Mój dobry fiński kolega Jukka, niedawno odbudował całą kultową żaglówkę, kupiwszy za grosze spróchniały kadłub Dragona Johana Ankera z lat 30-tych. Potwierdzam - to przepiękna łódka. I pamiętam, jak przez mgłę z dzieciństwa, że w basenie jachtowym stało parę tych przepięknych, smukłych kilówek. Ps. Taaa... bojery.
skipol
Nie ma dworca PKS w Poroninie nie ma Skomielnej Czarnej  
wielkopolskizdzichu
Najlepszym francuskim regatowcem oceanicznym był Eric Tabarly który otworzył erę regatowych oceanicznych wielokadłubowców, jego super konstrukcją był Pen Duck IV, która wypożyczona Colesowi zaginęła wraz z nim na oceanie . Ciekawostka ... w Goteborgu jest facet, który wybudował bliźniaczą  jednostkę  tyle że stalową - oryginał był z aluminium - byłem na tej podróbce.  Moją najwyższą SOG na ciężkim jachcie na żaglach było 23 w.  na francuskim katamaranie. Rekordowy w transoceanicznych przelotach to chyba nadal jest Gabart i  jego trimaran npr.org Z ciekawostek, to najszybszą jednostką wodną napędzaną wiatrem jest proa, na którym na Wybrzeżu Szkieletowym osiągnięto prędkość powyżej 100 km/h. Bojery szybsze są, niektóre podchodzą pod 280 km/h. Ja ledwo się zbliżyłem do 70 km/h. Nawet porady Pana Kramera nic mi nie pomogły.
jazgdyni
Witam Pracować u siebie... Dobra rada. Pomyślałem o tym już ćwierć wieku temu. Więc załatwiłem i żona nadal pracuje, a ja się byczę, jak Arab. Pozdrawiam
jazgdyni
@Ryszard Surmacz Musisz chyba być w kiepskim nastroju, jeżeli tak to odczytujesz. To chłodny, bez emocji instruktaż na schyłkowe lata. Dla tych, co nadal marzą o emeryturze pod palmami na Malediwach. Mając tak piękne plaże, na przykład w Chałupach. Serdeczności Łowcą adrenaliny to ja już nie jestem. Życie same znajdzie ci moment by się spocić i podnieść włosy na karku (przepraszam łysych).
jazgdyni
Sportowo to ja zaczynałem na 420-tkach. Oczywiście na trapezie. To była frajda jak ze spinakerem weszło się w ślizg. Naturalne, że potem musiałem spróbować na 470-tkach. Co do oceanicznych smoków... Raz zawitałem na Biskajach, do słynnego z "Trzech muszkieterów" La Rochelle. Jest tam taka średniowieczna twierdza, która otacza nieduży port. Poza wąskim wjazdem, cały zamknięty. Gdy się zbliżałem zaskoczyły mnie jakieś maszty wystające ze środka. W środku twierdzy był ten francuski rekordowy katamaran tego ich najlepszego żeglarza, którego nazwisko akurat zapomniałem. Imponujący. Robił wrażenie. Chyba pierwszy szybszy niż wiatr.
jazgdyni
Cześć Janku. Masz stuprocentową rację. lecz nie pamiętam, czy oni przypadkiem nie mówili mamiąc masy - wasze dzieci... Zdrowie, interes OK? Serdeczności
jazgdyni
Witaj sake! Uważam, że warto było się dzielić pewnym doświadczeniem. Każdy oczywiście inaczej to widzi. Lecz przecież, oprócz tych chorych, każdy chce żyć długo i szczęśliwie, prawda? Ludzie się raczej nie otwierają, bo panuje pogląd: - Nie próbuj się otwierać, bo ci zaraz zrobią wiwisekcję. Tylko ja to czniam. Tak moje ego jest skonstruowane, że zawsze wolałem dawać, niż brać. Także w miłości. Ci, co się bardzo tajniaczą śmieszą mnie często. Najczęściej przez skrytość i anonimowość dodają sobie splendoru i tak się dowartościowują, spoza maski i przyczepionych wąsów.
jazgdyni
@cyborg59 Cybie - bali się technicznych, bo z zasady mieli wszystko poukładane. Historyk, socjolog, polonista - jak najbardziej może być. Tacy raczej niczego nie zbudują, choć strasznie rwą się do władzy. Choć nawet nie wiedzą, co to są fundamenty, a co słaby punkt. Techniczny u nich pasował ewentualnie do szpiegostwa przemysłowego. Ot co.
Dark Regis
Ale oni odradzali z konspektu i sami nie wiedzieli do końca dlaczego i po co. Za to dobrze wiedziały ich kadry i tewulce na uczelniach wyższych.
Ryszard Surmacz
@ jazgdyni Oj, widzę, że to chyba poważniejsza sprawa. W małym świecie, jakim jest statek, choćby największy na świecie, łatwo zdobyć szacunek, sprawdzić się. W humanistyce, która jest wielkim światem  na wielkim świecie, zdobyć wyróżnienie niezwykle trudno. Na statku pracuje na Ciebie duża ilość osób, w humaniustyce jesteś sam, czasami zupełnie sam. Bywa, że katedra i setka studentow lub magistrantów, doktorantów pomaga Ci wyjść z cienia tłumu, ale tak być nie musi. Najważniejsze jest dochodzenie do prawdy. Właśnie to zadanie, ten proces nadaje sens życiu, a czasami przynosi nawet sukces. Ksiażki, ludzie, słowa, inność i synteza, to kroki na tej drodze, która na końcu może okazać się nawet klęska - bo przyjęło się złe założenia, bo zabrakło wyopbraźni, czy zwykłej rozmowy. Ale przebycie jej to wielka satysfakcja, która z czasem przeradza się w dziwne poczucie siły, poczucie sensu przebytej drogi. W tej nieustajacej pielgrzymce zauważasz, że stajesz się coraz lepszy, że nie chodzi o czyjeś nagrody, czy wyróżnienia. Gdy poczujesz swoja tożsamość, czyli swoje JA, zaczynasz żyć innym życiem - nawet bardziej samowystarczalnym. I czujesz, że spełniasz się, bo zaczynasz doceniać samego siebie. Ufasz sobie, lepiej rozumiesz i zaczynasz łapać kontakt z wszechświatem. I w tym jest cała tajemnica, że my pracujemy na własny rozwój i pogłebione człowieczeństwo. I właśnie kultura polska ma w sobie tę akcjologię. Janusz, kurna, głowa do góry!!!!