|
|
u2 Dlatego właśnie w Polsce tylu ludzi umoczyło na Forexie
Odnoszę wrażenie, że Polacy nie są wyedukowani ekonomicznie. 40 lat komuny daje znać o sobie. Dają sie nabierać nie tylko na Forex, ale i na kryptowaluty, czy Amber Goldy. A wcześniej BKO Grobelnego. To jeszcze za komuny. |
|
|
Czesław2 @Imć Waszeć Jak to działa wobec niepokornych pokazano w Kanadzie. zaskoczył mnie Pan.
Tu jeden z poglądów, jak działa sztuczna inteligencja na wyjaławianie mózgów społeczeństw. I to jest clou. Daj nam wszystko, wyłącz myślenie, my kupę zrobimy za ciebie.
konradswirski.blog.tt.com.pl |
|
|
jazgdyni @Imć Waszeć
A nieco z innej beczki: - Dowiedziałem się, że kopalnie bitcoinów pożerają potworne ilości energii. Dlatego musieli wypieprzać z Chin i teraz siedzą w Teksasie i Kazachstanie (przejściowo też w Iranie).
A do tego to już nie teraflopy tylko petaflopy. A istnieje jeszcze niepewność, że oprócz publicznie znanych mocy, gdzieś są jeszcze te tajne, które dopiero mogą być wielkie.
Rezultat - wszystko to wojny o energię, a strategie dyktują Vanguard i Black Rock z grupą Apple, Amazon, Microsoft, Meta i Facebook. Może się nieco pogmatwać, jak Musk kupi od komunistów Twittera. |
|
|
Dark Regis @u2 Przeszacowywanie IPO to jest typowe zagranie na dzikich giełdach. Wtedy zawsze kupujący będą z czasem stratni. Dlatego właśnie w Polsce tylu ludzi umoczyło na Forexie. Przy okazji niedawno pisali to samo o startupach, które po przeszacowaniu walą się z hukiem. Innym znanym scamem jest wydojenie całej płynności np. z tokenów NFT. Ciekawe, że nikt nie dostrzega tego samego myku, takiego kryterium nie stosuje do oceny wydojenia płynności z kryptowaluty w jakimś bardzo bardzo ważnym stabilnym hehehe ekosystemie kryptowalut. No bo jak się NIE umie myśleć modelami, to jak te niebożątka mają to dostrzec, hę? |
|
|
Dark Regis 1. W kwestii procesorów RISC-V: pl.wikipedia.org
Trzeba wygooglować sobie "co to RISC?" (w przeciwieństwie do CISC, jak Intel, AMD, ARM.
Jest też MIPS: pl.wikipedia.org
Chodzi o to, żeby ujednolicić procesory we wszystkich urządzeniach i zastosowaniach, a nie bawić się w ciągłe rozbudowywanie rozkazów jak w Intelu. Zwracam uwagę, że Intel Core I3-I12 (chyba najnowszy), to coraz większe zestawy rozkazów: AES, AMD-V, AVX, AVX2, FMA3, MMX(+), SHA, SSE, SSE 2, SSE 3, SSE 4.1, SSE 4.2, SSE 4A, SSSE 3, x86-64. Część z nich służy do grafiki inne do kryptografii.
2. Komputery "przyszłości". Warto popatrzeć na swoje biurko, laptopa itp., a potem na to:
Oto cały komputer z Win10 w "kostce pamięci": x-kom.pl
Można podłączyć do dowolnego telewizora na ścianie.
A tu cacko będące twórczym rozwinięciem Raspberry Pi. Khadas: elty.pl
Jest więcej takich klonów.
2. Wreszcie końcowy element - sieci 6G (sześć): computerworld.pl
To jest właśnie oprzyrządowanie dla Sztucznej Inteligencji, a superkomputery to tylko węzeł końcowy, sterujący węzeł C2, repozytorium danych zgarnianych z całego świata. Dlatego tak sobie myślę, że taka Arch Nemesis mogłaby działać tak:
1) Zaobserwowała gostka, który zachowuje się nie fair, atakuje innych, okrada, nadużywa siły, wydaje się być tępy i niereformowalny. To uruchamia proces "możesz się nim zająć, bo nie zamierzamy go (jako społeczeństwo) w całej rozciągłości chronić". Wsadzisz takiego do celi, to powie że deszcz pada i jeszcze sobie urobi paru frajerów do lizania butów. Zero zysku.
2) Tymczasem łącząc możliwości 6G, procesorów wszędzie, telefonów u każdego, IoT w każdym samochodzie i lodówce, dla pacjenta nadchodzą ciężkie czasy. A to spóźni mu się środek komunikacji na super meczyk z kumplami, zablokuje się winda, bramka na peron, jakaś reklama na skrzyżowaniu nazwie go imiennie ciulem, w drodze na imprezkę zaliczy komisariat i "widelec", bo akurat coś się stanie po drodze. Jednym słowem wieczny PECH.
3) Nic tak nie nauczy tępaka rozumu jak wyraźny niesprawiedliwy dostęp do koryta. Zwłaszcza wtedy, gdy chce się mieć super ciuch, furę, sprzęt, super chałupę, szpanować ciziom i kumplom, bo to jest dla prymitywnych umysłów w życiu najważniejsze. Tak ważne, że mogą w obronie tego koryta ciąć innych ludzi nożami. A tu wszedł w drogę złośliwej AI i dupa będzie na całą wieczność. Może nawet zostanie zakonnikiem, bo w klasztorach będzie mniej elektroniki ;)) |
|
|
u2 "kursy idą stale w górę"
Z tego co pamietam to prawidłowością polskiej gieły było to że po debiucie na parkiecie, akcje firm nie szły do góry, tylko do dołu. Czyli na wstępie jakieś tam dokapitalizowanie, a potem bryndza z nędzą. Zaryzykuję tezę, że sporo firm zamiast zakładanego dokapitalizowania szło w kierunku bankructw po wejściu na giełdę.
bankier.pl |
|
|
Dark Regis @u2 Wszystko zależy od tego jaki to rodzaj giełdy. Jeśli jest to giełda z zerowymi lub bardzo małymi opłatami za transakcję, to zachodzą na niej inne zjawiska, niż na giełdzie z konkretnymi opłatami. Przykładowo ta giełda z Second Life była możliwa do wypatroszenia z dwóch powodów: 1) nie było opłat, 2) istniał pewien algorytm zmieniający cenę akcji po zakupie/sprzedaży określonej liczby akcji. W ten sposób wystarczyło tylko policzyć, gdzie jest ów błędny "środek" i zacząć bujać kup-sprzedaj-kup-sprzedaj-...., aż cena spadnie zupełnie na dół. Krótko mówiąc koleś, który to zaprogramował nie popisał się wiedzą. Inaczej było na wirtualnym NASDAQ-u, ale tam z kolei były dodatkowo opcje. Jak się weszło w zakładkę transakcji dużego gracza powiedzmy dla uproszczenia Microsoft, to zwracał uwagę od razu taki grzebień kontraktów, który miał na celu dojenie małego strumyczka kasy w każdym przypadku, czy były spadki, czy wzrosty. Czyli coś a la mój "kranik" ;) Z tym, że na taką strategię trzeba było wydać już konkretną kasę, a tej nie posiadał byle mały ciułacz. To tyle w kwestii opcji.
Nie ma czegoś takiego, że "kursy idą stale w górę", są tylko "dupy nie gracze", którzy są ślepi albo głupi ;). Jedyną znaną metodą "iścia" w górę jest jechanie na wzroście indeksu. Wydaje się wtedy małą kasę na każdą z wybranych firm wiodących plus jakieś ekscesy. Jeśli powiedzmy jakaś firma dołuje, a ja kupiłem N akcji po P zeta, to w pewnym momencie można dokupić podobną (małą) liczbę akcji N' po P-s. Wtedy w przypadku dalszych spadków zmniejsza się pułap do odrobienia (wszystkie akcje kosztują mnie mniej niż P), a wzrasta prawdopodobieństwo krótkiego nawet wzrostu do trochę powyżej tego pułapu; strata się zmniejszy gdy będę cały czas rolować ten wyjściowy pułap w dół. Oczywiście założenie musi być takie, że firma nie upadnie i nie zostanie wyzerowana cena. Jest to przypadek gdy chcemy dalej tym grać, a nie uciekać z kasą. Gdy połączy się wszystkie małe gierki, to przy dobrych wiatrach zarabia się zgodnie ze wzrostem indeksu. Oczywiście gdyby nie było opłat. Opłaty wprowadzono właśnie po to, żeby leszczyna musiała ryzykować, a nie sobie tuliła jakiś portfelik na boku. W idealnym przypadku martyngału w ogóle nie byłoby mowy o jakichś zarobkach, tylko przypadkowych fartach i niefartach. Ale proszę sobie też doczytać temat "Co to jest martyngał?". |
|
|
u2 szum wzbudziły miliony drobnych ciułaczy. Jest to gra przeciwko czarnej skrzynce o nieznanym i nieprzewidywalnym działaniu.
Akurat trochę śledziłem kursy firm na giełdzie w latach 90-tych ub. wieku, Z moich obserwacji wynikało, że drobni ciułacze nie mają najmniejszych szans. Akcje w dłuzszym okresie wszystkich firm szły mocno do dołu. Inaczej jest np. w Szwecji. Tam nawet zbieracz puszek i butelek może zostać milionerem. Przykładem jest słynny Curt Degerman :
youtube.com
Ale z tego co słyszałem, tam kursy firm idą w dłuższym okresie w górę i można mieć stały dochód z gry na giełdzie. |
|
|
Dark Regis Skoro tak, to wielu uznało, że skutecznych metod grania nie ma. Przykładowo środowisko naszych pożal się Boże spekulantów cały czas powtarza bzdety, że gra na giełdzie w oparciu o sztywne reguły i metody przypomina rzut kostką lub monetą, używają nawet pojęcia "gry o sumie zerowej", filtrowania, filtracji itd. Wystarczy jednak sięgnąć choćby po podstawowy podręcznik rachunku prawdopodobieństwa Williama Fellera, żeby przekonać się iż nie mają racji. Słowem klecą banialuki, bo nie znają żadnej teorii. Po pierwsze martyngały, czyli "gry o sumie zerowej" to bardzo specyficzny rodzaj procesów stochastycznych, z którymi wiąże się oczywiście pojęcie filtracji stochastycznej, ale mówi ona o czym zupełnie innym niż o konkretnych punktach stopu, czyli jak oni mówią momentach wyjścia z kontraktu. O tym możemy pogadać innym razem, bo i tak nigdy nie będzie tu możliwości zapisania TAKICH piętrowych wzorów jakie są w teorii martyngałów ;), a poza tym chodzi mi bardziej o właściwą intuicję, plastyczne wyobrażenie, a nie o jakieś stosy indeksów i całek. Dla przykładu proszę sobie poczytać o całce Ito (albo Stratonowicza), żeby mieć wyobrażenie o tych wzorach:
mst.mimuw.edu.pl
ruj.uj.edu.pl
Robi wrażenie, co? :))) Tyle tylko, że jest tu więcej oznaczeń niż informacji. Kiedyś wspominałem o tym, o procesie Wienera (błądzenie przypadkowe, dyfuzja), o przyrostach niezależnych, o różniczkowaniu stochastycznym i białym szumie. W każdym razie nie ma to wiele wspólnego z rzucaniem monetą, nieprawdaż? Podobnie zresztą działają wspomniane maszyny Markowe (łańcuchy), które są procesami stochastycznymi z czasem dyskretnym.
Niedawno jeden z pracowników Googla wyleciał z firmy za to, że uznał ichnią SI za świadomą. Mógł się pomylić, bowiem chodzi po prostu o to, że taka SI w jakiejkolwiek grze z nami jest w stanie przeanalizować o parę rzędów wielkości więcej strategii niż fizycznie zrobi to człowiek. W ten sposób może przytłaczać swego rodzaju efektem dominowania. Nie jest to jednak świadomość, tylko małpia zręczność, umiejętność przeszukiwania gigantycznych baz danych, ultraszybkie algorytmy, także na komputery kwantowe. A zatem - wracając do pierwszego punktu - zamiast grać z szumem, znacznie lepiej jest sprowokować przyjęcie określonych strategii przez dostatecznie wielu graczy giełdowych, co spowoduje wygenerowanie określonych artefaktów w wykresach kursów akcji/walut itp. To jest właśnie rdzeń mechanizmu stojącego za tymi wtopami na kryptowalutach. Budowanie bańki, jak niektórzy to nazywają, stało się po prostu czynnością mechaniczną dla różnych potężnych SI z dostępem do solidnego zbioru big data. Mali szulerzy w tym środowisku kompletnie nic nie znaczą.
Czy mamy się czego bać? I tak i nie. Przede wszystkim AI jest z natury demokratyczna i nie rozróżnia syna działacza od przyszłego dysydenta, sekretarza od ciecia, co przestaje być już śmieszne, kiedy w totalitaryzmie stawką bywa głowa. |
|
|
Dark Regis @jazgdyni. Wróćmy do początku. Pamięta Pan zapewne, że zajmowałem się zagadnieniem SI na studiach, nawet miała to być praca magisterska. Chodziło o klasyfikację tekstów ze stron WWW. Czyli jeśli strona mówi o sporcie, to mój klasyfikator ma jej nadać etykietę "sport", jeśli o nauce etykietę "nauka", jeśli o dupie Maryni, to np. etykietę "zakaz wstępu" ;) To tylko z pozoru wygląda na proste zadanie, gdyż nie istnieje dotąd zadowalający system rozpoznawania języka naturalnego. Metody używane w tamtym czasie wykorzystywały paradygmat bayesowski, budowanie np. pewnej "ukrytej" maszyny Markowa (HMM) na podstawie korpusu zaetykietowanych ręcznie dokumentów. To taki graf z krawędziami, którym przypisuje się w procesie uczenia prawdopodobieństwa przejść. Prawdopodobieństwa te ekstrahowane są z sąsiedztwa słów, ale z pominięciem tzw. stoplisty, czyli spójników, partykuł itp.. To znaczy, że przeglądamy dokument i tam np. jest "napastnik był na polu karnym w momencie podania", co powoduje wyrzucenie "był", "na", "w" i stworzenia połączeń w HMM dla sąsiedztw "napastnik+polu", "polu+karnym", "karnym+momencie", "momencie+podania". To bardzo duża maszyna (graf), dlatego stosowane są różne techniki pozwalające ją zmniejszyć: usuwa się nieistotne prefiksy i postfiksy i zostawia tzw. "stem" (rdzeń słowa bez końcówek gramatycznych), "pruning" służy wycinaniu par o niezwykle małej częstości występowania, wreszcie uwzględnia się szerszy kontekst niż 2 słowa. W efekcie można stworzyć coś takiego czym dysponuje Google, czyli wyszukiwarkę treści, która zaczyna automatycznie przeglądać Internet i gromadzić konieczne dane. Później pojawiły się inne techniki, algorytmy, aż wreszcie zamiast skupiać się na grafach (jak HMM), wprowadzono technikę algorytmizacji różnych użytecznych kontekstów w formie hipergrafów. Przykładowo Chińczycy na hipergrafach oparli swój system "nadzoru społeczeństwa" w metrze i na ulicach, który pozwala na śledzenie tysięcy osób na raz. Zastosowań jest wiele: porównywanie milionów odcisków palców, przeszukiwanie bibliotek naukowych, rozpoznawania typu okrętu po charakterystyce odgłosu wydawanego przez śrubę, rozpoznawanie osób po głosach zapisanych np. w czarnych skrzynkach samolotów.
Te same techniki zostały z powodzeniem zaimplementowane przez graczy giełdowych i początkowo szło to całkiem nieźle. Dlaczego? Ponieważ automaty potrafiły z szumu jakim jest wykres kursu akcji ekstrahować jakieś artefakty pozostawiane przez różne techniki grania, albo przez proste automaty. I nagle jakoś przestało to działać. O co chodzi? Otóż wahania kursów akcji na danej giełdzie z formalnego punktu widzenia nie są danymi dotyczącymi tych akcji lub stojących za nimi firm, lecz zawierają informacje o tym, jak na ich kształt zareagował jakiś konkretny automat, jakaś grupa metod podanych na uczelniach ekonomicznych, a w szczególności jaki szum wzbudziły miliony drobnych ciułaczy. Jest to gra przeciwko czarnej skrzynce o nieznanym i nieprzewidywalnym działaniu. |
|
|
jazgdyni @Imć Waszeć PILNE
Cholerka - sześć godzin wytrwałych poszukiwań i w końcu dotarłem do czegoś, co pozwala mi zrozumieć sens Twoich obecnych fascynacji.
Ciekawe, kto finansuje aż tak wypasiony podcast. To gruba forsa i profesjonalna robota. Czy nie tak?
youtu.be
youtu.be |
|
|
u2 U mnie ślimak bezmuszlowy
A u mnie po deszczu wyłażą ślimaki muszlowe. W czasach PRL-u zbieraliśmy je w wiadra i sprzedawaliśmy dla żabojadów.
PS. Właśnie oglądam PiP szoł na Polsacie. Gawariat Broniek, Liesiu, Wałdi i Gugałow. Lepsze od nocy kabaretowej, na której niedawno byłem :-) |
|
|
jazgdyni @Imć Waszeć PILNE
Masz jakąś wiedzę o System Aladdin? To jest chyba najgorsze przekleństwo, gdzie darknet nie umywa się do tego. |
|
|
jazgdyni @Imć Waszeć
Dzięki. Otworzyłeś właściwą furtkę i wszystko się poukładało. I muszę przyznać, że bracia/siostry Wachowscy/Wachowskie miały dużo intuicji.
Przecież byłem marynarzem; ileż to różnych papierków z napisami trzymałem w ręku - franki, liry, pesety, marki, drahmy, jeny ,,, Dawniej były to chociaż metalowe krążki, a nawet jak w Afryce, muszelki. Ważny jest też epizod z PRLu - bony Pekao - ad hoc wymyślona waluta z ograniczeniami. Akcje, papiery wartościowe, czeki. Ileż tego jest i było. Nie wiem, kogo tu winić - Fenicjan, czy Rothschilda. A my po prostu zakodowaliśmy sobie supremację wartości materialnej. Choćby na papierku, gdzie u nas najbardziej wartościowy ma dwójkę z dwoma zerami (200zł). Za takie symboliczne coś natychmiast można posiąść/kupić każde dobro materialne.
Natomiast przenosimy się do sieci. Do świata urojonego, kompletnie niematerialnego. W którym się egzystuje w sposób właściwy dla sieciowego otoczenia. Kiedyś na początku zbierało się tylko punkty. Były one bardzo lokalne - przywiązane do jednego programu. Transfery były bardzo ograniczone. Lecz w miarę rozwoju potrzebna się stała waluta uniwersalna - bitcoiny - warte coś nie tylko w kilku programach, lecz w całej sieci.
Jednakże ważne było połączenie - kolejna brama, przejście między światem bitowym, a światem materialnym. Takie bankomaty, gdzie wsadzasz bitcoiny, a wyciągasz dolary, czy euro, albo odwrotnie. Jeśli dobrze rozumiem, to chyba właśnie tokeny.
Problemem w każdej sferze finansowej jest spekulacja i manipulacja. Mam wrażenie, że w sieci, gdzie hackerów jest więcej, niż Sorosów w realu, cyfrowa waluta jest bardziej narażona na zewnętrzne działania przestępcze. Dlatego też muszę się jeszcze długo do tego przekonywać.. |
|
|
Dark Regis Teraz sprawy bardziej techniczne, co w sumie jest znacznie bardzie interesujące. To jest powrót do przeszłości, do końca lat 90-tych, do tego czym było kiedyś Wired i Hotwired, webziny, czaty, darmowe poczty, komunikatory typu ICQ i wieczne walki przeglądarek. Do pełnej wolności przekonań w Internecie. Z technicznego punktu widzenia chodzi o środowisko z jeszcze większym bezpieczeństwem danych, większą prywatnością, a jednocześnie swego rodzaju reprezentowalnością by możliwe były transakcje i niemożliwe scamy, skalowalność, decentralizacja, niektórzy mówią "płacenie" jako "login". Itp. proszę zobaczyć artykuł w Wiki albo w innym miejscu. Jak wspominałem wkrótce potrzebny będzie rodzaj e-sądu, e-szeryfa, trudne do zniszczenia i spenetrowania przez złodziei i służby repozytorium danych, które zapewni możliwość skutecznego dochodzenia swoich praw, ale bez ujawniania danych wrażliwych. Dużo zagadnień i jest to dyskusja na miesiące. Każdy ze znawców będzie zresztą miał własny punkt widzenia i własne preferencje.
Jeśli chodzi o stan obecny, to nie jest Web 3.0 tylko forma dzikiej globalizacji i jak widać z fatalnymi skutkami dla tysięcy ludzi. jest to całkowite odejście od koncepcji enklaw i narzucenie na wszytko siatki przypominającej szulerska giełdę. Chodzi mi o wymienialność kryptowalut na tzw. rynku, Doprowadziło to już do trzech krachów i paru baniek i doprowadzi do następnych, bo jedyne co świta w umysłach graczy spekulujących, to jeszcze więcej tego samego. Jeszcze więcej integracji i "europeizacji" ma być remedium na wszystko. Mami się im we łbach ekosystem kryptowalut na podobieństwo globalnych notowań akcji, Nasdaqa, którymi można globalnie mieszać i skubać leszczyny. Soros to ich idol. Zamiast decentralizować tworzy się pomysły na jakieś stablecoiny, które z jednej strony mają niby gwarantować stabilny kurs względem realnej światowej waluty, a z drugiej pozwolą skarbówkom każdego kasować za byle transakcje niezależnie od tego jaki to ma realny sens. Np. za sprzedaż jakiegoś miecza w jednej grze, gdzie płacący daje postać w innej grze w rozliczeniu. Tymczasem stablecoin o nazwie Luna, to była wtopa stulecia. Jak pamiętamy Amber Gold też miał gwarantować stały zysk i przechowanie wartości złotówek Polaków na wypadek kryzysu, a co może być stabilniejsze dla spekuły niż złoto?
Aby powiedzieć więcej musimy niestety przejść przez trochę matmy i informatyki. Mówiliśmy już o tym kiedyś, gdy pokazałem zdjęcie koszulki zadrukowanej formułami Gentzena - definicją Solidity, czyli takiego prostego języka programowania opartego na JS, w którym tworzy się tzw. smartcontracts. To jest rdzeń pomysłu na Blockchain (Ethereum). A tak ogólnie jest to prościzna, tylko trzeba (jak z każdą wiedzą) zaliczyć kilka lekcji wprowadzających.
1. businessinsider.com.pl
2. mlodytechnik.pl |
|
|
Dark Regis @jazgdyni, Web 3.0 to będzie decentralizacja Internetu, która będzie pozwalała każdemu na Internecie zarabiać i sprzedawać swoje usługi. Bez pośrednictwa wielkich korporacji i prawdopodobnie, a może nawet "przy pewnych uwarunkowaniach geopolitycznych na pewno" bez pośrednictwa wielkich banków. Kryptowaluty są właśnie takim narzędziem pozwalającym podczas sprzedaży rzeczy w Internecie pozbyć się nie tylko nadzoru jakiegoś "uznanego banku" (i płacenia mu za to), ale wręcz pozwalają na osobistą "produkcję pieniądza" w procesie twórczym (pieniądz wyraża wartość towaru, nigdy odwrotnie). Weźmy np. te tokeny. Każdy artysta, żeby płacić innemu twórcy w Internecie za materiały lub usługi, będzie teraz mógł to robić czymś w rodzaju "udziałów w swojej produkcji". W efekcie finalnym, czyli gdy dojdzie do stworzenia zasponsorowanego dzieła, obrazka, muzyki, moda, gry, taki sponsor otrzyma odpowiednią ilość kryptowaluty lub tokeny NFT, z którymi będzie mógł iść na inne portale i je tam przehandlować. To jest właśnie ta moja idea "zapisów i monet w wirtualnym mieście". Zapisy to taka "waluta lokalna", która z racji małego zasięgu nie potrzebuje reprezentacji w formie fizycznej, żeby transakcje mogły się dokonywać. Zaś monety, które może "bić" tylko elita userów "lokalnego miasta", dadzą się już wywieść za jego granicę. Stąd będą bardziej wartościowe niż zapisy mimo tej samej wartości. Tak jak z akcjami na giełdzie. Same akcje są OK, ale nie wnoszą w zasadzie nic do portfela kiedy leżą lub obraca się nimi w ramach tej samej giełdy, ale już dywidendy lub akcje preferencyjne pozwalające na przejęcie części kontroli nad firmą, to już konkretna rzecz, która da się wszędzie sprzedać. Podobnie byłoby tutaj na NB, gdybyśmy za pisanie artykułów i komentarz byli nagradzani lokalnymi pieniędzmi (zapisami), zaś ci najwartościowsi, najaktywniejsi, bądź z innej przyczyny (losowo nagradzani dla reklamy i ściągnięcia nowych autorów) obsypywani kasą, mieliby dodatkowo możliwość "spieniężenia" jej w formie właśnie NFT tokenów "bitych" tu lub pozyskiwanych inną drogą. Dodatkowo gdyby uczestnictwo tutaj wiązało się nie tylko z płaceniem nam, lecz także z formą "uiszczania podatków" (albo kar za głupotę;), to mielibyśmy właśnie coś w rodzaju usługi Web 3.0. Takiej internetowej enklawy rządzącej się własnymi prawami i komunikującej się, w rozmaity sposób współdziałającej, a nawet rozliczającej się z innymi enklawami, które nie miałyby wpływu na wartość naszej waluty i vive versa. Dlatego właśnie, co często powtarzam, nie ma sensu jakoś usztywniać lub normować takich "walut wewnętrznych" (zapisów), bo to ma sens mniej więcej taki, jak kupowanie złoma z Niemiec za kartofle na Podlasiu, i ta sama transakcja ale w Gdyni. Tego się nie porównuje, bo gdyby wymusić na całym świecie stałe ceny wszystkiego, to w ogóle znika potrzeba handlu. W tym sensie zapisy są jedynie wyrażeniem wartości tego czym jest "miasto/enklawa", w przypadku bloga popularność, cytowalność, kliknięcia i te sprawy. |
|
|
Czesław2 @Imć Waszeć Były jednak przypadki, że to właśnie model spowodował odkrycie w rzeczywistości nieznanych i nieobserwowanych cząstek których istnienie przyjęto na matematyczną ( model) wiarę. Ponawiam moje zdanie, że błądzimy, nie mając pewności ani co do modelów, ani co do obeserwacji. |