|
|
jazgdyni Ciekawy ten pański komentarz. Tyle nagromadzonych stereotypów, opowieści z mesy i typowych wyobrażeń. Niech szanowny Pan popływa sobie czterdzieści lat i wtedy wymienimy poglądy. Inaczej, to nie ma sensu. |
|
|
gorylisko i znowu pan trafiłeś kulą w płot...tak rekrutowano w łapankach do floty wojennej... na statki handlowe, rybackie czy badawcze nie brakowało chętnych.... a już na klipry herbaciane często nie było wolnych miejsc... mimo, że praca ciężka... a co do listonosza... film pt. "listonosz zawsze puka dwa razy" proszę obejrzeć |
|
|
Kazimierz Koziorowski podobno kiedys marynarzy rekrutowali w lapankach, obecnie to wolny wybor. listonosz podczas gdy przebywa sluzbowo poza domem zapewne tez jest narazony na oddzialywanie tych kobiet przed ktorymi panowie ostrzegacie wspolbraci w niedoli. |
|
|
gorylisko wooow a coś pan taki zasadniczy... każda profesja ma swoje plusy dodatnie i plusy ujemne mówiąc elektrycznym kablującym klasykiem... ale znakomita większość profesji daje możliwość mieszkania w domu...
jak pan nie rozumie dlaczego marynarze się katują to pan raczej nim nie zostanie... miałem przyjemność pracować na statku... coś w tym jest... to był pasażer...co zobaczyłem to moje... co przeżyłem tym bardziej moje ;-)
co do kobiet...wiesz pan są kobiety które szukają mężów i są hieny które jak dopadną faceta to zjadają go latami na raty... są też kobiety które szukają wrażeń... mówiło się swego czasu o pewnej damie która pojechała do Egiptu...
odnoszę wrażenie, że nie czytał pan uważnie... polscy kucharze są lepsi, gorsi...ale nie było napisane, że chodzi o Polskę...
|
|
|
Kazimierz Koziorowski zawod marynarza, ktory opisuje pan jako zbiorowsko ludzi normalnych inaczej, ma tradycje siegajace pradziejow ludzkosci. demonizowanie ze jest to cos specjalnego dla nadludzi albo dla podludzi albo ze profesja ta jest przyczyna trwalych deformacji osobowosci - poprzez pryzmat osobistych traum, obsesji, w niczym nie zmieni faktu ze podobne wypracowanie moze napisac przedstawiciel dowolonej profesji jakiego to horrendum mozna doswiadczyc wykonujac zawod w srodowisku dziennikarskim, medycznym, policyjnym, duchownych czy kosmonautow.
pisze pan o zawodzie ktory pan w zasadzie dyskredytuje ale mimo tego katowal sie w tym srodowisku przez cale zycie zawodowe. w imie czego?
co do sprawy zawodu maja epizody flirtow w firmie ze wskazaniem na rzekoma glupote przedstawicieli okreslonych narodowosci. przypadki spowodowane relacjami damsko meskimi wytepuja w kazdej firmie, w kazdej profesji, niezaleznie od wyksztalcenia i zajmowanego stanowiska w hierarchi firmy czy spolecznosci.
jak to panie lapaly oficerow? odmawia pan kobiecie prawa do szukania meza, lub mezczyznie zony, tylko dlatego ze pracuja razem?
pisanie ze polscy kucharze znalezli raj w polskiej gastronomi swiadczy o tym ze nie zna pan tematu i dorabia teze do faktu ze zastapili ich na statkach kucharze innych narodowosci. polski kucharz w restauracji w duzym miescie zarabia ponizej 3 tys. zl. |
|
|
jazgdyni Gdzież tam!
To własnie kłopoty dnia codziennego stanowią kwintesencję normalnego życia. |
|
|
Bo brał pan walizkę i zostawiał wszelkie kłopoty dnia codziennego. |
|
|
jazgdyni To prawda - było inaczej.
Odeszła cała romantyka i egzotyka w miarę postępu techniki. Kontenery i ładunki ro-ro zlikwidowały klasyczną drobnicę, którą się ładowało wiele dni, tak, że był czas by zwiedzać okolice. Terminale naftowe i gazowe są daleko od miast i często przy pirsach parę kilometrów na morzu. Tak, że dzisiaj marynarz jest uwiązany do statku na czas kontraktu. Jest, jak w więzieniu - praca, papu, sen. Internet i TV nie zastąpią wyjścia na ląd. Mimo tego, są tacy, co to nadal lubią. Ja do nich nie należę.
Pozdrawiam |
|
|
jazgdyni Filipińczycy...
Oczywiście to inny krąg kulturowy. Lecz w wartościach uniwersalnych to ludzie prawi i uczciwi, pogodni i przyjacielscy. Ponadto bardzo wierzący katolicy. Tylko na Mindanao, jak wszędzie na świecie islamiści robią kłopoty. To także ludzie dumni i skorzy do walki. Bardzo solidarni i atakując jednego, trzeba będzie walczyć z ich gromadą. Jedyny wyraźny minus to notoryczny hazard. Potrafią symulować chorobę, by tylko wrócić do kraju na ich największy sport - walkę kogutów. Mam ciągle wielu przyjaciół pośród nich. |
|
|
Panie Januszu, czy kiedyś było inaczej, czy my byliśmy inni ?
K.O. Borchardt z dalekiego Wilna wymarzył sobie morze, zrezygnował ze studiów na USB by zostać marynarzem. Jak pięknie pisał o morzu, a o swoim marynarskim losie nigdy nie pisał źle. Jak przyjemnie się to czyta !
Ja byłem R/O w latach 60-tych przez zaledwie 2 lata, potem wielokrotnie spotykałem kolegów, także radiowców po powrocie z rejsów (z PŻM, PLO, Dalmoru i Odry) i nigdy nie słyszałem narzekań. Już po kilku dniach na lądzie chcieli wracać na morze. Ja także nie mogąc pływać, tęskniłem za tym zawsze. Być może później było inaczej, według Pana gorzej, albo i całkiem źle. Szkoda.
Łączę szczere pozdrowienia !. |
|
|
Czesław2 Witam
Ciekawi mnie Pana opinia o Filipińczykach. Nacja mi zupełnie nie znana. Jedyne opinie, jakie o nich miałem, to opowiadania Chandlera, gdzie nie zostali odmalowani w różowych barwach.
Pozdrawiam. |
|
|
jazgdyni Większość tych pań, które znałem, zostały kapitanowymi. Łapały ich, jak byli IV, czy III oficerami. |
|
|
Jak koloryt to koloryt: Na polskich statkach były też panie w serwisie kuchenno-messowym a cenniki w kabinie nad koją. |