|
|
jazgdyni Tak... książki są ważne.
Wiemy, jak walczył z nimi Hitler. Lecz najlepiej to pokazał Ray Bradbury w "Fahrenheit 451".
Dlatego mimo wszystko warto jest mieć własne kopie na pendrajwie. |
|
|
Ryszard Surmacz @ jazgdyni
Aby zatrzymać czas, potrzebne są książki. Nie wiadomo, czy internet przetrwa, a właściwie, czy zostanie to, co zanotował. Książka przetrwała wieki, tu czy tam, pozostanie.
Powodzenia. |
|
|
Ryszard Surmacz @ Lech Makowiecki
Witam!
Dla mnie okres ostatnich 75 lat jest jednym ciągiem przyczynowo-skutkowym. "Przełomem" był rok 1945. Po tym czasie wszystko, co tworzyło prawdziwie wolną i niepodległą II RP zostaje metodycznie niszczone i mordowane. To prawdziwa rewolucja zła. Powoli znika honor, kolaboranci przestają być pogardzani (ze strachu), złodzieje wyłażą na powierzchnię, jak robactwo, kryminaliści szlifują polszczyznę, patriotyzm zanika... Resztę bez zmian. Proszę pisać i śpiewać, bo dziś to wciąż nowość. Jutro, Janusz ma rację, stworzy kierunek.
Pozdrawiam |
|
|
Ryszard Surmacz @ jazgdyni
Świetnie to zrobiłeś. Ale te dwa kierunki, które pokazałeś, można pogodzić. I wydaje mi się, że to robię. Natomiast schematy i systemy nigdy nie traktuję jak wyrocznię. Czasami trudno się z tym zgodzić, ale nie uczę się ich, lecz sprawdzam.
To wszystko, czego w teraźniejszości doświadczamy - płynie, a płynąc wzbogaca nas. Nic nie stoi w miejscu. Ten sam czas, który dla nas wciąż jest teraźniejszym (a więc istnieje), posuwa się naprzód, przemija dzień po dniu, i wówczas staje się czasem przeszłym, który pamiętamy i który naładował nas doświadczeniem. Łącznikiem jest pamięć. Jest niby czasem teraźniejszym, ale w jednym życiu i doświadczeniu człowieka, dzięki istnieniu pamięci, staje się czasem i teraźniejszym i przeszłym - jednocześnie. Przyszłość jest więc nam zadana. Żyjemy więc dla jakiejś, nieznanej, przyszłości. I w tym względzie odpowiadamy za siebie i swoich bliźnich (powiedzmy rodzinę).
Natomiast projekcja przyszłości będzie tym bogatsza, im więcej zdołamy zgromadzić wiedzy i przejąc dawnego doświadczenia - z książek, z przekazu, z pieśni, ze stereotypów i charakteru narodowego (genów) itd. To, czego się nauczymy w tej płynącej teraźniejszości jest konstrukcją (fundamentem), na której możemy cokolwiek budować. Dziś wielu "geniuszy" chce nam wmówić, że konstrukcja i fundamenty są zbędne, że glinę czy cement, możemy wydrukować na drukarce, albo najlepiej kupić w sklepie, bo inni się tym zajmują. A koronawirus już nam przypomniał starą prawdę, że poważna gospodarka musi być maksymalnie samowystarczalna, bo jest zapleczem tego teraźniejszego doświadczenia, które idzie w siną dal.
Tak to ja widzę. I oczywiście zgadzam się, przyczyna i skutek nie są ograniczone, ani czasem ani przestrzenią. Skutki mogą trwać tysiące lat (np chrzest Polski) lub pojawić w różnych miejscach, po tysiącu lat. Skutki trwania może jednak zakończyć nie tylko ludzka wola, ale też, po ludzku mówiąc, boska. Wszystko jest naczyniem połączonym i wszystko płynie - panta rhei.
Serdecznie pozdrawiam |
|
|
jazgdyni Witaj
Zastanawiam się, czy szubrawcy Targowicy, byli by w stanie tak kłamać, oszukiwać, odwracać kota ogonem i zmieniać znaczenie pojęć i słów, jak to słusznie zauważyłeś, dzieje się od lat 30-tu. Takie spiętrzenie Zła, szatańskiej manipulacji na umysłach dosłownie wszystkich ludzi na świecie jeszcze nigdy nie miało miejsca. To coś nowego w historii świata rozumnego. Nie dziwota więc, że tak dużo ludzi ma mętlik w głowie i ma duże kłopoty, by rozróżnić co jest dobre, a co złe.
Musimy robić wszystko, by nie dać się zniszczyć. Pisz dalej swoje piękne wiersze, bo kiedyś za lat wiele, ten nasz dzisiejszy czas też w sztuce zostanie nazwany mianem pewnej epoki, jak kiedyś romantyzm, czy renesans. I będziesz tam miał miejsce zagwarantowane.
Serdeczności |
|
|
jazgdyni @Ryszard Surmacz
Takie przeróżne dywagacje w temacie przeszłości i przyszłości, które rzeczywiście najlepiej wychodzą przy dobrym winie (czego jestem miłosnikiem) zazwyczaj staram się tłumaczyć argumentami z dziedziny filozofii matematyki.
Podchodząc do problemu przeszłości i przyszłości tomistycznie (jestem takim), a nawet zgodnie z myślami św. Augustyna, czyli nieco arystotelowsko, do przeszłości i przyszłości traktowanych jako byty, należy dołączyć teraźniejszość.
Do czego to nas wtedy prowadzi?
Do dwóch przeciwstawnych niemalże rozważań. Bo z naszej ludzkiej strony, teraźniejszość jest wszystkim czego we wszechświecie doświadczamy. Nie możemy dotknąć, a co najważniejsze, wpłynąć w jakikolwiek sposób na przeszłość, bo znajduje się poza naszym bezpośrednim zasięgiem i to samo jest z przyszłością, która "jeszcze" nie jest w naszym zasięgu, choć na pewno za chwilę będzie. Tak rozumując dla wszystkich osób rozumnych, teraźniejszość jest wszystkim, jedynym stanem czasu, który przez całe życie jest wyłacznie doświadczany.
Lecz istnieje przeciwstawny punkt widzenia. Teraźniejszość praktycznie nie istnieje! Jeżeli na nieskończonej osi czasu, właściwie wektorze, bo ma jednoznacznie zdefiniowany kierunek, zaznaczymy mikroskopijny punkcik, który jest dla każdego z nas osobistą teraźniejszością, to zobaczymy, że jest to ultra miniaturowa brama, przez którą w sposób ciągły i jednostajny, przyszłość przepływa w przeszłość, ani na moment nie przystając w nano-chwili teraźniejszości. Więc w takim rozumowaniu teraźniejszości nie ma.
No więc co? Albo wszystko czego dotyczy nasza jaźń i percepcja jest teraźniejszością, albo teraźniejszości nie ma wcale. Jest ułudą. Tylko po to istnieje byśmy nie zwariowali.
W takim kontekście traktuję Twoje rozważania w temacie ciągłości wpływu przeszłości na przyszłość. Oczywiście zakładam tutaj (co wcale nie jest takie pewne) zasadniczą cechę determinizmu - najpierw istnieje przyczyna i zawsze wyprzedza skutek, który powoduje. I bywa tak, co widzę dokładnie w Twoim rozumowaniu, że czasem przyczyna mogła powstać w naszym umownym odmierzaniu czasu 2020 lat temu, a jej efekt ukazuje się wczoraj, dzisiaj i będzie się ukazywał się jutro.
A tylko ludzka wolna wola może spowodować, że efekt konkretnej przyczyny się skończy, albo będzie trwał długo dalej.
Serdeczności
Ps. Może to nieco skomplikowane, ale nie fantastyczne. Warto się nad tym nieco pozastanawiać. |
|
|
Lech Makowiecki Ostatnie trzydzieści lat tzw. wolności zrobiło dla Polski więcej złego niż zabory, okupacja niemiecka i pół wieku komuny razem wzięte. Przedtem wróg był określony, konkretny, a kolaboranci traktowani z pogardą. Dziś demoralizacja wdziera się pod hasłami głupawki i demoralizacji, niszcząc dusze i rozkładając naród od środka... Takie to "nowoczesne" i "miłe"... Rodzice i szkoła nie wychowują, nawet nie edukują... A do Kościoła wprowadzono już tyle piątej kolumny (z hierarchami włącznie) - że nie wiem, jak się to oczyści... Znikąd pomocy...
PS Jest rada na opamiętanie. Jak mawiała moja śp. Babcia - musi być wojna! Ona zawsze przywraca hierarchię wartości, oddziela Dobro od Zła, ziarna od plew...
(...) Zaś o Niewoli prawda w pełni się objawi,
Gdy najeźdźca na karku bucior swój postawi.
Wtedy jest bieda, lament, szukanie ratunku;
Znów najlepsi polegną na swym posterunku...
Najtchórzliwsi wybiorą emigracji drogę...
Najpodlejsi oddadzą się współpracy z wrogiem...
Najliczniejsi (bezwolna, wystraszona masa)
Będą płakać i tęsknić po minionych czasach,
Czekając na Rycerza, co na Białym Koniu
Nadciągnie... I wyzwoli... I przybliży do Niej...
Naszej Wolności...
|
|
|
Ryszard Surmacz @ jazgdyni
Dzięki Janusz. Widzę, że dziś miałeś późną noc, albo dość wczesny poranek. Trzecia godzina to taki przełom, w którym coś się albo zaczyna, albo coś kończy... No mało, fakt. Mało. Kiedyś takim można było zarzucić, że bronią utraconej własności, że szaleńcy, że głupki, bo narażają wszystkich itd. A dziś, gdy ma się niewiele wszystkiego, albo nic, a poczucie własności zanikło, jak nieużywany organ, który z zarzutów pozostaje aktualny? Jak wytłumaczyć, że własność, to nie tylko fura, skóra, chata i komóra, ale również kultura?
Kiedyś przy kielichu, chyba przyjaciele (tak ich chyba mogę określić) postawili mi takie pytanie: słuchaj, co ty z tego pisania masz? Ani po linii, ani na bazie i zawsze gdzieś, pomiędzy... Z niewolnikami lepiej pije się wódkę, niż wino, bo wódka zamracza. Rzecz w tym, że nie byli to głupi ludzie. Innym razem, poważny publicysta, zarzucił mi, że skierowany jestem wyłącznie na przeszłość, a przyszłość to mam gdzieś. Tłumaczyłem się, że przeszłość ułożyła nam wiele dróg, które wyznaczają możliwości logistyczne, że każdy naród ma swoje autostrady i podrzędne szlaki, bez których wszyscy błądzą, jak w lesie oraz że te wszystkie drogi mamy w głowie i wyrysowane na mapach naszych możliwości i predyspozycji. Każda zmiana wymaga zbudowania nowej drogi i solidarnej zgody, Starałem się wyjaśnić, że w dzisiejszym świecie niemożliwe jest takie zjawisko, jak przywódca z wygumkowana przeszłością, jak człowiek tabula rasa, czy wykształcony obywatel bez wiedzy. Było to zdumiewające, ale argumenty nie docierały do jego świadomości... Temu człowiekowi wyjęto jakąś klepkę, zatrzymano świadomość w miejscu i wmówiono, że w tym stanie ducha możliwy jest jakikolwiek postęp. I on w to uwierzył. I teraz wracam do Twojego pierwszego zdania - a ilu pozostało takich, którzy nie uwierzyli?
Pozdrawiam (bo muszę już wychodzić). |
|
|
jazgdyni Świetny tekst Ryszardzie.
Tak mało nas jest. Nas - tradycjonalistów. Rozmyślających i usiłujących zrozumieć. I widzących dobrze, że dobrej przyszłości nigdy nie będzie, jeżeli wymazuje się przeszłość.
Czasami wydaje mi się, że po tym orwellowskim doświadczeniu PRLu i fałszywej transformacji, wielu w kraju poczuło się tak, jakby właśnie zeskoczyli z drzewa, przestali być małpami i teraz jako ludzie pokażą co potrafią. Łażenie po drzewach i chwytne palce u nóg to coś, co się nie liczy i trzeba szybko zapomnieć. Czyli zapomnieć o rodowodzie, o przodkach, o demokracji szlacheckiej, o kulturze i gospodarce dworków, co nawet Prusacy potrafili docenić i kultywować.
Jest to bardzo niezdrowe złamanie ważnej w życiu zasady ciągłości i kontynuacji. Każda rewolucja to robi i zawsze odbija się to czkawką.
Anglicy, w większości urodzeni tradycjonaliści, zwarli to nawet w żartobliwym opisie gramatycznej reguły - Past perfect and present tense. Bo taka jest już nasza natura. Zawsze zdarzenia przeszłe będziemy widzieć i odczuwać jako coś, co kojarzy nam się ze szczęściem, spokojem i bezpieczeństwem. Gdy to się zerwie, to co pozostaje?
Pozdrawiam
|
|
|
Ryszard Surmacz E! To kwestia spojrzenia. |
|
|
Suriw Zaiste,piękna to laurka la obecnych właściciieli Polski. |