Otrzymane komantarze

Do wpisu: Mała symulacja
Data Autor
Ryszard Surmacz
@ paparazzi Sprawa jest niezwykle banalna, ja mam tę wadę, że nie potrafię patrzeć na rzeczywistość poprzez pryzmat partyjny. Dla mnie ważniejsza jest Polska. I to wszystko... Może i pesymizm, ale wynika on ze znajomości historii i porównań. Ale poczęstuję Pana jeszcze jednym pesymizmem: jeżeli II RP myślała o zachowaniu niepodległości i nie dała rady, to tzw. III, która nawet o niej nie myśli, nie ma ani materii, ani ducha na dobrą przyszłość. Nawet w cud nie wierzę. Jedyna szansa na uratowanie Polski jeszcze leży w geopolityce. I mogą to zrobić tylko Amerykanie - dla własnych korzyści. Powyższy artykuł jest tylko symulacją. Proszę Pana, każdemu autorowi wpisu można przypiąć łatkę "wie lepiej". Po to tu piszemy, aby podzielić się swoimi uwagami i spostrzeżeniami. Taki odbiór jest skażony jakimś kompleksem i nie pozwala właściwie odczytać intencji autora. Pozdrawiam i dzięki za szczerość
Ryszard Surmacz
@ Marek1taki Uciekł mi wpis... Może i przewał, ale prawie wszystkie państwa zachowują się podobnie - nie tylko w Europie, ale również na świecie. Sądzi Pan, że ktoś im kazał. Polska będąca w UE pewne rzeczy musi wykonywać, w innych jest nadgorliwa albo miękka. Czy sądzi Pan, że wszyscy działają pod dyktando światowego rządu? Tusk mocno siedzi w niemieckiej komorze nabojowej i czeka. Nie sądzę, aby jego partyjne kierownictwo było na wieczność. A co Pan o tym sądzi?
sake2020
Symulacje,filozofowanie,spekulowanie i dywagowanie na prawicy.......A tymczasem opozycja nie bawi sie w te klocki.Stoi twardo nogami na ziemi i każdy dzień przynosi nowe niepokojące,kłamliwe wieści,wprowadza nieustanny chaos i ogłupia.Wystarczy spojrzeć na wpisy na portalach jak się rozmnażają przeciwnicy rządu,jak działa propaganda opozycji obliczona na przecietnego obywatela.Może czas wreszcie wysnuć wnioski,że chrześcijanską pokorą nie zdobywa się świata.
paparazzi
Pan Wacpan zbyt często a może aż za nadto jest pesymistyczny z katastrofalna narracja i kontestujacy wszystko co PiS zrobił. Pisze pan, "pozwoli zrobić z ludźmi wszystko" i ten prestidigitator. We wszystkich pana szanownego wpisach nie widać jasno że pan to wie lepiej. Pytanie, kiedy pan zdradzi tajemnice i jaka partie posadzi pan na piedestału która panu dogodzi? A może to tajemnica? Bo trzeba jakiejś alternatywy, może 4? A pana  która partia jest lepsza? Tak tylko chce się dowiedzieć od popularnego komentatore.
paparazzi
Pierwsze to trzeba zrobić śledztwo/ a może już jest/, zgłosić do prokuratury i go prewencyjnie go zamknąć w wiezieniu. Oczywiście chodzi o Tuska to dla trolli bo się pomylą  kogo chodzi.;-)
kaliszanin
@RS jak gdzieś tu w pobliżu najdalej trzy dni temu  napisałem, że za zdradę czapa, za złodziejstwo paka to mnie jakaś nawiedzona wiedźma trolem nazwała.  fakt niezbity Panie Ryszardzie, że za miękkość płacimy straszną cenę.  trzeba rzeczy może zacząć nazywać zatem po imieniu, czas skończyć nazywanie władzy władzą skoro dupowata jest. 
Jabe
Przecież o to chodzi, żeby była nieustająca awantura.
Anonymous
Pandemia strachu i wyuczonego lenistwa pozwoli zrobić z ludźmi wszystko. Zamieszanie z wyborami i pandemią to tylko przykrywki. To odwrócenie uwagi przez prestidigitatora. Duda ma zaplanowaną drugą kadencję i widać to co najmniej z oglądu propagandy i polityki, które mają charakter wojny w kisielu. Tusk to straszak na kapiszony jak koronawirus. Istotne co dzieje się na drugim planie a ma znaczenie pierwszorzędne. Przewał kasy zwany tarczą - tylko inflacja, czy będzie kumulacja w koncernach i korporacjach? Dalsza biurokratyzacja, etatyzacja i regulacje to pewnik. Ubezwłasnowolnienie w skali społecznej też.
Do wpisu: Co to jest myślenie bolszewickie?
Data Autor
jazgdyni
Tak... książki są ważne. Wiemy, jak walczył z nimi Hitler. Lecz najlepiej to pokazał  Ray Bradbury w "Fahrenheit 451". Dlatego mimo wszystko warto jest mieć własne kopie na pendrajwie.
Ryszard Surmacz
@ jazgdyni Aby zatrzymać czas, potrzebne są książki. Nie wiadomo, czy internet przetrwa, a właściwie, czy zostanie to, co zanotował. Książka przetrwała wieki, tu czy tam,  pozostanie.  Powodzenia.
Ryszard Surmacz
@ Lech Makowiecki Witam! Dla mnie okres ostatnich 75 lat jest jednym ciągiem przyczynowo-skutkowym. "Przełomem" był rok 1945. Po tym czasie wszystko, co tworzyło prawdziwie wolną i niepodległą II RP zostaje metodycznie niszczone i mordowane. To prawdziwa rewolucja zła. Powoli znika honor, kolaboranci przestają być pogardzani (ze strachu), złodzieje wyłażą na powierzchnię, jak robactwo, kryminaliści szlifują polszczyznę, patriotyzm zanika... Resztę bez zmian. Proszę pisać i śpiewać, bo dziś to wciąż nowość. Jutro, Janusz ma rację, stworzy kierunek. Pozdrawiam
Ryszard Surmacz
@ jazgdyni Świetnie to zrobiłeś. Ale te dwa kierunki, które pokazałeś, można pogodzić. I wydaje mi się, że to robię. Natomiast schematy i systemy nigdy nie traktuję jak wyrocznię. Czasami trudno się z tym zgodzić, ale nie uczę się ich, lecz sprawdzam. To wszystko, czego w teraźniejszości doświadczamy - płynie, a płynąc wzbogaca nas. Nic nie stoi w miejscu. Ten sam czas, który dla nas wciąż jest teraźniejszym (a więc istnieje), posuwa się naprzód, przemija dzień po dniu, i wówczas staje się czasem przeszłym, który pamiętamy i który naładował nas doświadczeniem. Łącznikiem jest pamięć. Jest niby czasem teraźniejszym, ale w jednym życiu i doświadczeniu człowieka, dzięki istnieniu pamięci,  staje się czasem i teraźniejszym i przeszłym - jednocześnie. Przyszłość jest więc nam zadana. Żyjemy więc dla jakiejś, nieznanej, przyszłości. I w tym względzie odpowiadamy za siebie i swoich bliźnich (powiedzmy rodzinę). Natomiast projekcja przyszłości będzie tym bogatsza, im więcej zdołamy zgromadzić wiedzy i przejąc dawnego doświadczenia - z książek, z przekazu, z pieśni, ze stereotypów i charakteru narodowego (genów) itd. To, czego się nauczymy w tej płynącej teraźniejszości jest konstrukcją (fundamentem), na której możemy cokolwiek budować. Dziś wielu "geniuszy" chce nam wmówić, że konstrukcja i fundamenty są zbędne, że glinę czy cement, możemy wydrukować na drukarce, albo najlepiej kupić w sklepie, bo inni się tym zajmują. A koronawirus już nam przypomniał starą prawdę, że poważna gospodarka musi być maksymalnie samowystarczalna, bo jest zapleczem tego teraźniejszego doświadczenia, które idzie w siną dal. Tak to ja widzę. I oczywiście zgadzam się, przyczyna i skutek nie są ograniczone, ani czasem ani przestrzenią. Skutki mogą trwać tysiące lat (np chrzest Polski) lub pojawić w różnych miejscach, po tysiącu lat. Skutki trwania może jednak zakończyć nie tylko ludzka wola, ale też, po ludzku mówiąc, boska. Wszystko jest naczyniem połączonym i wszystko płynie - panta rhei. Serdecznie pozdrawiam
jazgdyni
Witaj Zastanawiam się, czy szubrawcy Targowicy, byli by w stanie tak kłamać, oszukiwać, odwracać kota ogonem i zmieniać znaczenie pojęć i słów, jak to słusznie zauważyłeś, dzieje się od lat 30-tu. Takie spiętrzenie Zła, szatańskiej manipulacji na umysłach dosłownie wszystkich ludzi na świecie jeszcze nigdy nie miało miejsca. To coś nowego w historii świata rozumnego. Nie dziwota więc, że tak dużo ludzi ma mętlik w głowie i ma duże kłopoty, by rozróżnić co jest dobre, a co złe. Musimy robić wszystko, by nie dać się zniszczyć. Pisz dalej swoje piękne wiersze, bo kiedyś za lat wiele, ten nasz dzisiejszy czas też w sztuce zostanie nazwany mianem pewnej epoki, jak kiedyś romantyzm, czy renesans. I będziesz tam miał miejsce zagwarantowane. Serdeczności
jazgdyni
@Ryszard Surmacz Takie przeróżne dywagacje w temacie przeszłości i przyszłości, które rzeczywiście najlepiej wychodzą przy dobrym winie (czego jestem miłosnikiem) zazwyczaj staram się tłumaczyć argumentami z dziedziny filozofii matematyki. Podchodząc do problemu przeszłości i przyszłości tomistycznie (jestem takim), a nawet zgodnie z myślami św. Augustyna, czyli nieco arystotelowsko, do przeszłości i przyszłości traktowanych jako byty, należy dołączyć teraźniejszość. Do czego to nas wtedy prowadzi? Do dwóch przeciwstawnych niemalże rozważań. Bo z naszej ludzkiej strony, teraźniejszość jest wszystkim czego we wszechświecie doświadczamy. Nie możemy dotknąć, a co najważniejsze, wpłynąć w jakikolwiek sposób na przeszłość, bo znajduje się poza naszym bezpośrednim zasięgiem i to samo jest z przyszłością, która "jeszcze" nie jest w naszym zasięgu, choć na pewno za chwilę będzie. Tak rozumując dla wszystkich osób rozumnych, teraźniejszość jest wszystkim, jedynym stanem czasu, który przez całe życie jest wyłacznie doświadczany. Lecz istnieje przeciwstawny punkt widzenia. Teraźniejszość praktycznie nie istnieje!  Jeżeli na nieskończonej osi czasu, właściwie wektorze, bo ma jednoznacznie zdefiniowany kierunek, zaznaczymy mikroskopijny punkcik, który jest dla każdego z nas osobistą teraźniejszością, to zobaczymy, że jest to ultra miniaturowa brama, przez którą w sposób ciągły i jednostajny, przyszłość przepływa w przeszłość, ani na moment nie przystając w nano-chwili teraźniejszości. Więc w takim rozumowaniu teraźniejszości nie ma. No więc co? Albo wszystko czego dotyczy nasza jaźń i percepcja jest teraźniejszością, albo teraźniejszości nie ma wcale. Jest ułudą. Tylko po to istnieje byśmy nie zwariowali. W takim kontekście traktuję Twoje rozważania w temacie ciągłości wpływu przeszłości na przyszłość. Oczywiście zakładam tutaj (co wcale nie jest takie pewne) zasadniczą cechę determinizmu - najpierw istnieje przyczyna i zawsze wyprzedza skutek, który powoduje. I bywa tak, co widzę dokładnie w Twoim rozumowaniu, że czasem przyczyna mogła powstać w naszym umownym odmierzaniu czasu 2020 lat temu, a jej efekt ukazuje się wczoraj, dzisiaj i będzie się ukazywał się jutro. A tylko ludzka wolna wola może spowodować, że efekt konkretnej przyczyny się skończy, albo będzie trwał długo dalej. Serdeczności Ps. Może to nieco skomplikowane, ale nie fantastyczne. Warto się nad tym nieco pozastanawiać.
Lech Makowiecki
Ostatnie trzydzieści lat tzw. wolności zrobiło dla Polski więcej złego niż zabory, okupacja niemiecka i pół wieku komuny razem wzięte. Przedtem wróg był określony, konkretny, a kolaboranci traktowani z pogardą. Dziś demoralizacja wdziera się pod hasłami głupawki i demoralizacji, niszcząc dusze i rozkładając naród od środka... Takie to "nowoczesne" i "miłe"... Rodzice i szkoła nie wychowują, nawet nie edukują... A do Kościoła wprowadzono już tyle piątej kolumny  (z hierarchami włącznie) - że nie wiem, jak się to oczyści... Znikąd pomocy... PS Jest rada na opamiętanie. Jak mawiała moja śp. Babcia - musi być wojna! Ona zawsze przywraca hierarchię wartości, oddziela Dobro od Zła, ziarna od plew... (...) Zaś o Niewoli prawda w pełni się objawi, Gdy najeźdźca na karku bucior swój postawi. Wtedy jest bieda, lament, szukanie ratunku; Znów najlepsi polegną na swym posterunku... Najtchórzliwsi wybiorą emigracji drogę... Najpodlejsi oddadzą się współpracy z wrogiem... Najliczniejsi (bezwolna, wystraszona masa) Będą płakać i tęsknić po minionych czasach, Czekając na Rycerza, co na Białym Koniu Nadciągnie... I wyzwoli... I przybliży do Niej...                                                          Naszej Wolności...  
Ryszard Surmacz
@ jazgdyni Dzięki Janusz. Widzę, że dziś miałeś późną noc, albo dość wczesny poranek. Trzecia godzina to taki przełom, w którym coś się albo zaczyna, albo coś kończy... No mało, fakt. Mało. Kiedyś takim można było zarzucić, że bronią utraconej własności, że szaleńcy, że głupki, bo narażają wszystkich itd. A dziś, gdy ma się niewiele wszystkiego, albo nic, a poczucie własności zanikło, jak nieużywany organ, który z zarzutów pozostaje aktualny? Jak wytłumaczyć, że własność, to nie tylko fura, skóra, chata i komóra, ale również kultura? Kiedyś przy kielichu, chyba przyjaciele (tak ich chyba mogę określić) postawili mi takie pytanie: słuchaj, co ty z tego pisania masz? Ani po linii, ani na bazie i zawsze gdzieś, pomiędzy... Z niewolnikami lepiej pije się wódkę, niż wino, bo wódka zamracza. Rzecz w tym, że nie byli to głupi ludzie. Innym razem, poważny publicysta, zarzucił mi, że skierowany jestem wyłącznie na przeszłość, a przyszłość to mam gdzieś. Tłumaczyłem się, że przeszłość ułożyła nam wiele dróg, które wyznaczają możliwości logistyczne, że każdy naród ma swoje autostrady i podrzędne szlaki, bez których wszyscy błądzą, jak w lesie oraz że te wszystkie drogi mamy w głowie i wyrysowane na mapach naszych możliwości i predyspozycji. Każda zmiana wymaga zbudowania nowej drogi i solidarnej zgody, Starałem się wyjaśnić, że w dzisiejszym świecie niemożliwe jest takie zjawisko, jak przywódca z wygumkowana przeszłością, jak człowiek tabula rasa, czy wykształcony obywatel bez wiedzy. Było to zdumiewające, ale argumenty nie docierały do jego świadomości... Temu człowiekowi wyjęto jakąś klepkę, zatrzymano świadomość w miejscu i wmówiono, że w tym stanie ducha możliwy jest jakikolwiek postęp. I on w to uwierzył. I teraz wracam do Twojego pierwszego zdania - a ilu pozostało takich, którzy nie uwierzyli? Pozdrawiam (bo muszę już wychodzić).
jazgdyni
Świetny tekst Ryszardzie. Tak mało nas jest. Nas - tradycjonalistów. Rozmyślających i usiłujących zrozumieć. I widzących dobrze, że dobrej przyszłości nigdy nie będzie, jeżeli wymazuje się przeszłość. Czasami wydaje mi się, że po tym orwellowskim doświadczeniu PRLu i fałszywej transformacji, wielu w kraju poczuło się tak, jakby właśnie zeskoczyli z drzewa, przestali być małpami i teraz jako ludzie pokażą co potrafią. Łażenie po drzewach i chwytne palce u nóg to coś, co się nie liczy i trzeba szybko zapomnieć. Czyli zapomnieć o rodowodzie, o przodkach, o demokracji szlacheckiej, o kulturze i gospodarce dworków, co nawet Prusacy potrafili docenić i kultywować.  Jest to bardzo niezdrowe złamanie ważnej w życiu zasady ciągłości i kontynuacji. Każda rewolucja to robi i zawsze odbija się to czkawką. Anglicy, w większości urodzeni tradycjonaliści, zwarli to nawet w żartobliwym opisie gramatycznej reguły - Past perfect and present tense. Bo taka jest już nasza natura. Zawsze zdarzenia przeszłe będziemy widzieć i odczuwać jako coś, co kojarzy nam się ze szczęściem, spokojem i bezpieczeństwem. Gdy to się zerwie, to co pozostaje? Pozdrawiam  
Ryszard Surmacz
E! To kwestia spojrzenia. 
Suriw
Zaiste,piękna to laurka la obecnych właściciieli Polski.
Do wpisu: Co to jest mądrość?
Data Autor
Ryszard Surmacz
@ jazgdyni Zgadzam się w całej rozciągłości. W kolejnym wpisie będę cytował opinie Kraszewskiego na temat społeczeństwa jego okresu. Największy problem, to nasz charakter narodowy i strach, który już ówczesnym elitom wdrukowano w świadomość (zsyłki). Strach z PRL-u to ciąg dalszy tego, co było - pogłębiający. Nie mamy własności i jesteśmy do tego przyzwyczajeni, nie mamy więc niezależności, a ci którzy ją mają uważają się za europejczyków. Coś się zmienia, ale to zbyt powolny proces. Tak, USA pozostają jedyna opcją, ale w razie zmiany opcji, nie mamy pewności, że nie wylądujemy w jakiejś nowej Dominikanie. Ponownie nie mamy punktu zaczepienia.  Jestem tego samego zdania. Ale bylejakość jest silniejsza. Np słyszę, żeby kupować produkty polskie i podawany jest kod 590... mający świadczyć, ze jest polski. I kto to podaje?.... W radiowej Jedynce była audycja na ten temat i okazuje się, że ani kod 590..., ani wyprodukowano w Polsce nie gwarantują, że produkt to polski. I gdzie tu centrum zarządzania. To fajans!!! Piaskownica!!! Słowotok, lenistwo i parcie na koryto. Czy na tym można cokolwiek zbudować? Zostaliśmy sami, jak psy strażnicze bez miski. Pole jest puste jak step.
jazgdyni
"... dżentelmenów już u nas nie ma..." No to trzeba ich stworzyć. Taka idea mi przyświecała. Praca u podstaw. Bardzo m.in. udzielała się w Klubie Dyletantów Izabela Brodacka Falzmann, a kto, jak kto, Ona wie kto to dżentelmen. W końcu była esbecja nas wyrzuciła z portalu. II RP pojmuję zarówno romantycznie i zarazem (nie widzę sprzeczności), pozytywistycznie. Co za tempo budowy państwa. Fenomen! Lecz gdyby nie było paru wyznawców skuteczności i ciężkiej ręki, zarazem uczciwych patriotów, to już wtedy by się posypało. Brakuje dzisiaj twardej ręki. Choćby o 20% twardszej od Orbana. Np. Viktor Orban wyrzucił z Węgier nie zważając na nic Uniwersytet Sorosa (CEU). Oto co pisała o tym nasza Polityka: "... Viktor Orbán zdaje się osiągać cel, jakim jest uniemożliwienie działania na Węgrzech instytucji określanej mianem „Uniwersytetu Sorosa”. Wypychanie z kraju zapewne jedynego uniwersytetu w regionie, który jest wysoko oceniany w światowych i europejskich rankingach, to podręcznikowy przypadek barbarzyńskiej destrukcji i działań paranoicznego, autorytarnego reżimu w samym sercu Unii Europejskiej." I coś mu ktoś zrobił? Nic, a nic. A my się pieprzymy z Instytutem Batorego (też przyczółkiem Sorosa), wylęgarnią antypolskiego lewactwa. W tym momencie dziejów USA pozostaje jedyną opcją dla nas. Żaden europejski kraj poza Węgrami nie jest godzien pełnego zaufania. Toteż musimy jak najszybciej sami budować naszą pozycję na świecie.
Ryszard Surmacz
@ jazgdyni Oczywiście, romantyzm był zjawiskiem europejskim - i każdy miał swoją specyfikę narodową: francuską, niemiecką, hiszpańską. Romantyzm niemiecki wydał Goethego, z którym spotkał się Mickiewicz i przeżył je mocno. Nie należy jednak zapominać, że tego samego Goethego Niemcy własnymi rękami zamordowali w II wojnie. Nasz romantyzm wciąż Polaków niesie.Ale dziś go już nie rozumiemy. Wszelka korekta, w warunkach zerowych jest niemożliwa, a jakaś forma neoneoromatyzmu przed nami. Podobnie dzieje się z II RP. Zazwyczaj wiemy o niej tylko tyle, ile przekazała nam komuna. Wokół wciąż słyszę o jakiejś sanacji, o przewrocie majowym o biedzie itd. Ale ci, którzy mówią peerelem nie zdają sobie sprawy, że już wkrótce czeka nas powtórka "z rozrywki" - a zgotują nam ją gowinowcy. I apiać od nowa, tylko Berezy nie będzie, bo nie pozwala na to UE. W taki sposób cofniemy się nie do początków II RP, lecz do okresu zaborów. Zaczniemy czytać Mickiewicza, Sienkiewicza, Żeromskiego i innych... Może tu przesadzam, ale mechanizm ten sam - dlatego, że w tzw. III RP nie stworzyliśmy dla siebie żadnej alternatywy. Ograniczyliśmy się do czegoś najprostrzego, do naśladownictwa. A potem dziwimy się, że powiadają nam, iż jesteśmy narodem zbędnym. Odwołujesz się do Society of Dilettanti, ale dżentelmenów już u nas nie ma, wybili ich w II wojnie nasi sąsiedzi, trudno też marzyć o założeniu jakiejś Akademii publicznej skoro kultura chłopieje, skoro patrzymy, jak w okresie "S" bardziej na michę, niż rozum. Trzeba by chyba wracać do Filomatów i Pierwszej kadrowej, skoro II RP tak nam śmierdzi, a w PRL do Wyszyńskiego i Wojtyły, bo powszechnie nie wiadomo, jak to było z biskupami po aresztowaniu Wyszyńskiego itd. Drugiej RP w okresie międzywojennym nie dało się zmanipulować, a co stało się z ludźmi w PRL, widzimy dziś, jak na załączonym obrazku. I masz rację, nie ma z kim gadać. Tak, pozostał Gwiazda, ale patrząc oczami młodych, nie ogolony, bardzo wiele traci - jest gadającą brodą. Ponadto ta propozycja cywilizacyjna i pozorna łatwość bezstresowego życia... Gdy spojrzymy na dom modlitwy, zobaczymy brak w nim księży. Nie ma, tradycyjnej dla nas, modlitwy narodowej. Wszystko na naszych barkach - a więc na barkach ludu i młodych. A oni w III RP zdobyli jedną wielka bardzo praktyczna umiejętność - ucieczkę. JPII nie dał rady, atrakcyjniejszy okazał się Zachód, do którego nas namawiał i do którego tak pretendowaliśmy. Czarny to obraz, ale innego nie widać. Człowiek jest, jak zwierze, dopóki nie oberwie, nie zrozumie... Najgorsze to, że przed i po kiep. Pozostają Amerykanie, dla których przyjaźń będzie trwała dotąd, dopóki starczy nam kasy na kupowanie gazu i samolotów. Jeżeli coś się zmieni na lepsze, uwierzę w cuda. Trochę się rozpisałem. Pozdrawiam  
Ryszard Surmacz
@ marsie Tak czy siak, mądrości nie sposób zdefiniować. Mądrość, podobnie, jak powołanie, miłość, talenty itd.wymykają się kategoriom definicji - po prostu są tak jednostkowe w swoim ujęciu, że człowiek nie jest w stanie objąć ich swoim rozumem. To przestrzeń tak wielka, jak odległość pomiędzy niebem a piekłem. A w dodatku nie mamy pewności, gdzie ich źródło i czy nie przekraczają granic obydwu progów brzegowych naszego postrzegania. 
jazgdyni
@Ryszard Surmacz Masz racji aż zanadto. Romantyzm był wspaniałym okresem. Autentycznie wizjonerskim. lecz to nie tylko nasz patent - to samo działo się w państwach niemieckich. A ja ciągle łacząc się z tamtymi czasy. nawiązuję do londyńskiego Society of Dilettanti. I nawet to  dzieisięć lat temu chwytało w internecie. Dzisiaj niestety nie ma klimatu, więc Twój artykuł jest jak ożywczy powiew. Nawiązanie do Solidarności... Co się porobiło z walecznością i solidarnością ludzi? KOD, LGBT i inne klony mogą swobodnie hasać, pluć, łapać za klapy, a Solidarności niet. Kibiców niet. Co, my staruchy mamy ruszyć na opłaconych klakierów? Prawdziwy bunt był w 1970-tym. Z tamtych lat pozostał już tylko Andrzej Gwiazda, bo innych nie pamiętam. JP II wzywał nas do bronienia i do walki w obronie. To był też wojownik. Nieustraszony. Jak Jezus w Świątyni Heroda, gdy rozzłoszczony z biczem w ręku pogonił towarzystwo.            Dom mój będzie nazwany domem modlitwy dla wszystkich narodów.            Może jaskinią zbójców stał się w waszych oczach ten dom. To nie tylko alegoria. To instrukcja, jak się zachować w sytuacjach, bezczeszczenia rodziny, domu, ojczyzny. Sądzisz, że dzisiaj św. JK II nie uczyniłby tak samo? Ps. Gowinowcy na pewno się wyłamią. Problemem jest - ilu? Już 230 : 230 jest porażką.
Ryszard Surmacz
@ jazgdyni Tak, tak. To chyba jest mniej więcej to, co kiedyś tłumaczył mi ten neurolog. Masz rację. Poszukiwanie, to gotowość, znalezienie, to koniec. Odkrywca nie musi być mądrym, ale musi być inteligentnym i musi posiadać rozbudowany zmysł kojarzenia. Podejrzewam, że Einstein posiadał go w dużym stopniu, ale pozbawiony był tego stabilizatora, który przynależy do mądrości. Dlatego popadł w zwątpienie. Z Teslą było chyba nieco lepiej. Mądrych Polaków trochę było. Takim obszarem, który ich dawał były kresy wschodnie. Myślę, że romantyzm ze swoim doświadczeniem, mimo ekstremalnych odwołań się do ducha, też przyniósł nam sporo mądrości. Ale najlepszym okresem był przełom XIX i XX w., który zbudował II RP. Z nich wszystkich korzystał JPII.  Koniec świata? Myślisz, że gowinowcy się wyłamią? Pozostaje jeszcze stan wyjątkowy. Kiedyś pisałem, że jeżeli PiS przegra, będzie to skutkiem zaniedbania przez niego spraw kulturowych i błędnego odwoływania się do "S", zamiast do II RP. W "S" nie było siły, II RP ją aż kipiała. W okresie międzywojennym zaczęło się wszystko i jeszcze nic nie skończyło.  Przegrana oznaczałby brak umiejętności szukania własnych pokładów sił i motywacji, albo niemożność przebicia się przez systemowe zakazy z zewnątrz.