|
|
Ryszard Surmacz Nie, no... cholera, drugi raz straciłem tekst. Jak odnajdę, prześlę. Wysyłam link do swojego artykułu: google.plłczyńska+intuicyjno&sourceid=opera&ie=UTF-8&oe=UTF-8
Przepraszam |
|
|
Ryszard Surmacz Miałem swój okres alkoholowy, ale to gł. ze względu na bardzo ciekawe towarzystwo. Zapili swoje zdolności na śmierć. I nie zdążyli nic zrobić. Jeden z nich (inż. technolog drewna - pamiętam) twierdził, że zagranicą nie ciągnie go do alkoholu, ale, gdy tylko przekroczy granicę Polski, to dostaje takiego ssania, że żona musi go szukać po wszystkich hotelach ściany zachodniej... Prawdopodobnie nie chodziło o niego, lecz o pieniądze, jakie wiózł... Dokończę czytania wieczorem.
Skoro sam proponuje Pan kompilację z własnych testów, to bardzo chętnie je przeczytam. Ale moim zdaniem, traci Pan czas na rozpisywanie się na bolgach. Proszę pisać książkę. Będę Panu bardzo kibicował. Pomidory i pietruszka wieczorami idą spać, ale Pan ma jeszcze sporo czasu. Nie wiem, jak jest z porankami. Mnie pomidory nie rajcują ze względu na wstawanie. Serdecznie pozdrawiam |
|
|
Dark Regis Takie przewidywania mają sens tylko i wyłącznie dlatego, że proces gromadzenia faktów i nadbudowywania wiedzy trwa nieprzerwanie latami i koncepcja zmienia się wraz z paradygmatem całej nauki oraz stanem świadomości typowego przedstawiciela cywilizacji. Tak jest, świadomości. Dlatego "płaska Ziemia", "Nibiru", "UFO", "Jaszuroludzie", teorie Sitchina, to nie przypadek, lecz widoczny skutek takiego właśnie "marksistowskiego marszu przez instytucje", który ma za cel wypaczenie nie tylko obrazu, nie tylko fundamentu, na którym się buduje teorie, ale wręcz samej istoty logicznego wnioskowania. No ale to już są patologie, jak te biedne wróżki ;)
Chodzi o to, że tego rodzaju pierwotne uzasadnienia jak "te zwierzęta wyewoluowały z kręgowców", "człowiek wyewoluował od wspólnego przodka z małpą", albo "na ziemi żyły latające dinozaury", zależą od ciągu zgromadzonych i opisanych przez naukę odkryć i wyprowadzonej z nich wiedzy w formie szczegółowych teorii. Załóżmy jednak, że w przyszłości następuje katastrofa, wyginęły małpy i nie udaje się nigdzie znaleźć nawet jednej czystej próbki DNA, zaś naukowe podręczniki spalił jakiś narwany marksizmem Hister idiota. Droga do pełnego poznania prawdy o pochodzeniu pewnie już mocno zmutowanego Człowieka przyszłości zostaje zamknięta. Wtedy równie prawdopodobne mogą wydawać się tezy, że Człowiek wyewoluował z małpy, jak też takie, że drogi tych gatunków rozeszły się tak wcześnie w historii, że przodkiem małp było coś podobnego do psowatych, a Człowieka raczej do kotowatych. W końcu teoria to teoria, prawda?
Długo by o tym mówić, lecz jedno w tym rozumowaniu zakłóciło mój spokój. Otóż w tej optyce nie ma drzew przyczynowo-skutkowych, a są raczej drzewa dwustronnie rozgałęzione - w przyszłość i przeszłość, a teraźniejszość nigdy nie może być w pełni opisana właśnie z powodu stałego rozmywania się tego rozgałęzienia wstecz. Oczywiście mechanika kwantowa nie pozostawia co do tego złudzeń, lecz starałem się nie odwoływać, do aż tak nieintuicyjnych argumentów. Tu musiałbym też powiedzieć o dekoherencji, powodującej, że mimo nieskończonej ilości stanów kwantowych nawet w pojedynczej cząstce, użyteczność zapisu informacji w tych stanach jest zerowa. Czyli nie poprawia sytuacji. Myślę, że już lepiej byłoby to pokazać na przykładzie kompresji stratnej, gdzie nie ma sposobu na to żeby dojść, jaka była rzeczywista postać danych przed dokonaniem przekształcenia. Ponadto im dłuższy jest rozpatrywany odcinek czasu, kolejnych kompresji, tym bardziej zbliżamy się do niebezpiecznej granicy, przy której dane stają się już niekompresowalne daną metodą, a nawet inną. A to w naszej analogii oznaczałoby kuriozalny kres ewolucji z powodu wyczerpania się możliwości dalszego gromadzenia i zapisywania danych w tym systemie. Nie wiem czy dobrze to wytłumaczyłem, ale chodziło mi o wskazanie, że z pewnych powodów taki system miałby w ogólnym sensie ograniczoną pamięć, a zatem dłuższe ścieżki i tak ulegałyby zatarciu. |
|
|
Dark Regis Może zacznę od linku, bo u mnie również wchodzi tak, jakbym był wylogowany. To może być jakaś forma archiwizacji, przy której wszyscy tracą uprawnienia do oglądania, prócz uczestników danej dyskusji (coś jak archiwizacja w profilach). Myślę jednak, że tamta rozmowa była na tyle inspirująca, że udało mi się napisać coś ciekawego.
Blog jazgdyni, tekst "Hipokryzja ministra Radziwiłła i całej reszty" z dnia 19-02-2017.
naszeblogi.pl
Zapewne Pana zaskoczę, ale nie mam bladego pojęcia o wróżkach i ich metodach przewidywania przyszłości ;) Miałem na myśli futurologię raczej w takim sensie, w jakim rozmaite think tanki, gremia decyzyjne i określonej specjalności naukowcy prowadzą ekstrapolacje swoich przewidywań dotyczących mód, tendencji, trendów, megatrendów, czy innych konieczności dziejowych w sensie Marksów i Leninów :))) Bardziej wiąże się to z polityką, planowaniem, ogólnie rozumianą logistyką, przewidywaniem kosztów i ilości środków do wykorzystania przez kraj lub ludzkość, nawet giełdą, niż wpatrywaniem się w szklaną kulę lub rozkładaniem kart Tarota.
Dobrym przykładem jest równanie Drake'a na liczbę cywilizacji w Galaktyce, albo prawo Moore'a, które obwieściło zdezorientowanej postępem ludzkości klepsydrę o śmierci krzemu i podało górne ograniczenie na liczbę operacji możliwych do przeprowadzenia przez procesory rozwijane na tej bazie. W obu przypadkach widać w jaskrawy sposób, jak bardzo można się mylić w przewidywaniach, gdy próbuje się ekstrapolować pewien trend na podstawie aktualnej wiedzy. Pamięta Pan może futurystyczne powieści Juliusza Verne'a? To dobra lekcja obnażająca takie właśnie błędne podejście.
Oczywiście w czasach Verne'a nikt nie śnił jeszcze o hipersonicznych odrzutowcach i że woda za pomocą zjawiska kawitacji będzie kiedyś zjadała śruby okrętowe o typowym wtedy kształcie. Równie ciekawe były okresy w nauce, a przede wszystkim w fizyce i matematyce, gdy już już ogłaszano tych teorii kres i wierzono iż rozwiązano wszelkie wielkie problemy, a pozostał tylko nieistotny drobiazg - piasek. To oczywiście zawsze okazywało się nieprawdą. Ja to omawiałem tu w komentarzach na NB przy okazji rozmów o toposach i możliwości jakiejś formy unifikacji tą drogą trzech wielkich dziedzin: fizyki (matematycznej), matematyki oraz informatyki teoretycznej. A nawet czterech dziedzin, bo logika i ogólniej semantyka języków widziana przez pryzmat matematyki również drastycznie odbiega od wizji roztaczanej przez filozofię.
Jeśli jest Pan ciekaw, co z tego wyszło, to mogę zrobić coś w rodzaju kompilacji i podsumowania tych porozrzucanych dywagacji w ramach mojego blogu. No ale to dopiero w wakacje, gdy już uporam się z moimi ogórkami i pomidorami i spełnię obietnicę składane w moich dotychczasowych tekstach. Trochę tego jest, ale właśnie znów zacząłem nad tym pracować ;))) |
|
|
Dark Regis Na zachętę pokażę pewien problem, który gnębi mnie od wielu lat i nie daje spać. Zapewne rozumie Pan pojęcie struktury przyczynowo-skutkowej, którą zwyczajowo przedstawia się w formie drzewa (graf mający jeden wierzchołek wyróżniony zwany korzeniem, który nie zawiera cykli). Drzewa potencjalnych możliwości, z których w każdym momencie realizuje się tylko jedna gałąź, która staje się nowym drzewem. Z matematycznego punktu widzenia jest to zbiór częściowo uporządkowany, czyli struktura relacyjna. Z punktu widzenia informatyki jest to typ danych, który ma naturalną strukturę rekurencyjną. Można na niego też spojrzeć jak na program, który prowadzi do różnych zakończeń i wyników, gdyż z założenia o determinizmie obliczenia dla danego węzła/stanu wyjściowego na pewno nie otrzymamy dwóch różnych wyników.
Wreszcie logika widzi to jak proces dowodzenia jakiejś formuły, gdyż dowód jest to taki proces krokowego budowania ciągu innych formuł, że każda formuła jest wynikiem zastosowania reguły dowodzenia danego systemu do wybranych formuł poprzedzających daną. Dowodzenie, znowuż z matematycznego punktu widzenia, jest więc problemem przeszukiwania przestrzeni takich ciągów. Czyli w zasadzie niewiele się różni od problemu znajdowania drogi Hamiltona (przechodzącej raz przez każdy wierzchołek grafu), problemu komiwojażera (TSP), problemu plecakowego (pakowania plecaka), czy - nomen omen - problemu spełnialności formuł w formie klauzul.
No ale nie o tym chciałem napisać. Jak widać wszystko to sprowadza się do przekonania, że zdarzenia w świecie są takimi właśnie drzewami przyczynowo-skutkowymi, a rozgałęzienie występuje tylko w przód z powodu nieznajomości i nieumiejętności przewidzenia przyszłości. Pogodzono już się z tym, za sprawą odkrycia chaosu deterministycznego i fraktali, że świat jest niedeterministyczny, a każde przewidywanie ma określoną dokładność i określony horyzont czasowy. Potem system przewiduje już głównie bzdury. Nie uwzględniono jednak dotąd czynnika, choć mogę się mylić, nawet chyba filozofia tego nie uwzględnia, który ja nazwałem rozgałęzianiem się uzasadnień dla stanu obecnego z powodu degradacji rozróżnialności warunków początkowych.
Pod tą dziwną nazwą kryje się prosta intuicja, że wraz z upływem czasu mamy coraz mniej danych do tego, żeby poprawnie odtworzyć ewolucję systemu otwartego w czasie, a nawet systemu zamkniętego z powodu ograniczenia pamięci dostępnej do zapamiętywania kluczowych informacji. Równocześnie coraz więcej alternatywnych początków dla takich łańcuchów staje się równie prawdopodobna. Popatrzmy np. na archeologię, czy paleontologię, gdzie stan przeszły z życia pradawnej cywilizacji tudzież stan przeszły całego życia na Ziemi odtwarzamy na podstawie punktowych znalezisk i wykopalisk. Wystarczy obejrzeć stare filmy popularnonaukowe dla młodzieży, powiedzmy o dinozaurach lub Atlantydzie, które dziś po prostu śmieszą ;) |
|
|
Ryszard Surmacz Do napisania książki namawiam. W każdej epoce potrzebni są ludzie renesansu, którzy twardo chodzą po ziemi. System takich ludzi blokuje, a siła tej blokady rośnie wraz z postępem technologicznym. Zadaniem człowieka jest jej okiełzanie. Do tego potrzebne są zdroworozsądkowe książki, rozprawy, opracowania. Futurologia nie musi być czystą fantazją. Kiedyś robiłem wywiad z jakąś wróżką. Celem, jaki sobie postawiłem, to dotarcie do mechanizmów, jakimi się kieruje w swoich przepowiedniach. Trwało to długo, ale w końcu powiedziała, że sprawdzalność jej wróżb ocenia na 20-30%. To i tak dużo, ale to była już starsza osoba, która bardzo żywo interesował się polityką, historią i wszystkim, co dotyczy człowieka. Skończyło się na tym, że nie wyraziła zgody na publikację.
Inny obrazek. Kiedyś przez 8 lat mieszkałem w Katowicach. Stamtąd często jeździłem w góry. Często sam. Nie pamiętam już ani trasy, ani nawet kierunku, ale pewnego razu przypadkiem spotkałem pastucha, z którym nawiązałem rozmowę. Śmierdział, jak cap, a może jeszcze gorzej. Całymi dniami leżał na polanie i pasł kozy lub barany. Rozmowa, a właściwie monolog okazał się tak inspirujący, że wracałem do niego kilka razy. Opowiadał o swoich obserwacjach, chodziło o przyrodę. Ten człowiek zmienił mi w wielu kierunkach patrzenie na świat. Jak wiatr wiał z jednej strony, rozmowa mogła trwać dłużej, gdy był zmienny, trudno było wytrzymać. I tu mała wstawka - podobny smród spotkałem w pociągu relacji (chyba) Czerniowce - Przemyśl. Okna nie otwierane od rewolucji październikowej, dywan petów w przedsionkach i mix ludzkiego jedzenia, potu, skarpet, wódy i sam Pan Bóg wie czego jeszcze. Jechałem krótko, ale w Przemyślu musiałem biec, aby szybko przeluftować płuca. Smród i tak trzymał się mocno.
Siekierezadę czytałem, oglądałem tez film. Kiedyś w czasach studenckich pracowałem w lesie (przecinka i wyciąganie żerdzi, potem jakiś płot), ale prawdziwków nie spotkałem. Co innego jednak książka, a co innego życie. Niestety, jestem miastowy.
Disco polo uważam za symbol głupoty. Ma Pan bardzo ciekawe doświadczenia, talent pedagogiczny, docenia też Pan ważność przekazu. Proszę więc skorzystać z tych darów losu i tę książkę napisać. Ma Pan bardzo szerokie pole obserwacji. To niezwykle ważne.
PS. link z naszych blogów nie wchodzi. |
|
|
xena2012 Wydaje mi się,ze ten kongres odbył się chyba w celu pokrzepienia serc.Wzniosłe słowa i patos zawsze działają na szaraczków nawet kiedy rzeczywistość skrzeczy.. |
|
|
Dark Regis Nad książką zastanowię się, bo wydaje się to dobrym pomysłem, z tym, że niekoniecznie o muzyce. Myślałem kiedyś dawno temu o książce z pogranicza filozofii, ogólnie pojętej nauki, że szczególnym focusem na futurologię, modelowanie i przewidywania. Co się na danym etapie rozwoju cywilizacji wyobrażało, o czym myślało, o czym marzyło i co z tego w końcu wyszło. Bowiem należy zauważyć, że z kolejnym obrotem tego od zarania dobrze znanego mechanizmu, od czasów szamanów wpatrujących się w rybie wnętrzności lub wątroby karibu, czarowników rzucających zwierzęce kości na spalony słońcem piasek, druidów węszących przyszłość z mchu i dymu, ciągle wracamy do tego samego punktu i cykl zaczyna się od nowa. Mechanizmu wyparcia wiedzy zdobytej z sukcesywnych porażek. To szczególny temat, zwłaszcza w kontekście analityki ;)
Jeśli chodzi o mieszkańców wiosek, to napatrzyłem się na nich wystarczająco długo, żeby dziś nie mieć zbyt daleko idących złudzeń. Jak już posadzę te wszystkie ogórki, cukinie i pomidory, to opowiem o tym więcej, bo obecnie mam nie tyle za mało czasu, co raczej za mało pary na jakiekolwiek jałowe dyskusje ;). Poza tym ja rolników uczyłem kilka lat i wiem co oni myślą. My upsss... - mówię my, bo ja też bardzo długo żyłem podobnymi złudzeniami oderwanego od rzeczywistości inteligenta z miasta - my po prostu widzimy pewien wycinek rzeczywistości poprzez bardzo twarde filtry, które obdzierają obraz ze wszystkich istotnych szczegółów. Lecz ta rzeczywistość w istocie taka nie jest. Jest inna, zapewniam, że dużo bardziej labilna. Oczywiście ten świat nie jest gorszy, ale jest po prostu inny i trzeba się uczyć w nim żyć kompletnie od nowa. Tak jak z muzyką. Przez jakiś czas obracałem się też wśród ludzi, którzy żyli muzyką disco polo. Zwiedziłem w ten sposób kawał świata. To kilka naprawdę fascynujących historii, jak na przykład wyjazd w ciemno na "święto kartofla" w parę osób, do zupełnie obcej miejscowości, tylko dlatego, że ktoś z nas znał kogoś z tej miejscowości z pracy w Belgii. Czyli dziwaczne środowisko "belgijców" z Siemiatycz i największego, najbardziej rozproszonego miasta w świecie - Podlasia, wśród których są też muzycy discopolo :). Ci muzycy są właśnie z tych wsi i miasteczek pod samą granicę. Był Pan kiedyś na takiej wioskowej "dyskotece", w drewnianej chacie pod samą niemal granicą, gdzie prąd do aparatury "kupuje" się od sąsiedniego gospodarza, zaś większość rozmów odbywa się po białorusku? Gdzie ludzie częstują się i wypalają razem paczkę fajek, a potem tańczą techno do upadłego - jedni w adidasach albo w lakierkach, a niekiedy po prostu w gumofilcach? Czytał Pan Siekierezadę? Ja ją widziałem na własne oczy :]. Kiedyś chyba nawet coś zacząłem pisać o tym ;)))
naszeblogi.pl |
|
|
Dark Regis Nie chcę przerywać tej ciekawej dyskusji, lecz podany wyżej ratunek nie trzyma się kupy. To znaczy, że całe rozumowanie prowadzone jest pod z góry założoną błędną tezę. Na szczęście to nie rządy, korporacje, czy organizacje typu Bilderbergów trzymają jeszcze łapę na technologii blockchain. Przynajmniej jest kilka innych niezależnych think tanków, które nad tym tematem pracują intensywnie.
1. Wsparcie dla niezależnych inicjatyw bez kontroli agencji rządowych, np. dla EFF: eff.org
2. Nowa Wikipedia na blockchainie, której nie da się lewacko blokować albo skutecznie hakować treści jak w obecnej: spidersweb.pl
3. Można tak kryptograficznie zaopatrzyć tę technologię, żeby nie ujawniała żadnych szczegółów o osobach, jednocześnie potwierdzając jednoznacznie każdą transakcję oraz wgląd w szczegóły. To złe wieści dla wścibskich służb, które chciałyby zbierać dane ludności bez żadnych powodów i oznak popełnienia przestępstwa. Każda ingerencja musiałaby się na wieczność zapisać w łańcuchu, przez co niemożliwe byłoby tłumaczenie, że papier z rozkazem zainstalowania podsłuchu zginął w szafie jakiegoś tuskoida jak te z pałowania rolników lub od Amba Geld.
4. Więcej: blog.malwarebytes.com |
|
|
Anonymous Przypomniano wczoraj film Ptaszek na uwięzi. Mel Gibson - świadek objęty ochroną - został scyfryzowany i po skasowaniu danych osobowych został paperless. Goldie Hawn - gra jego dziewczynę - została cashless, bo unieważniono jej karty kredytowe.
Dzisiaj inaczej patrzy się na ten film, ale to nie koniec dygresji. Właśnie przeczytałem "Dlaczego walka z gotówką jest tak ważna?" independenttrader.pl - bo inaczej nie da się uratować globalnego systemu zapaści finansowej.
Do ratunku potrzebne są ujemne stopy procentowe, do ujemnych stóp potrzebny jest cashless centralny bank kryptowalutowy, bo ludzie po dobroci nie chcą dopłacać do oszczędzania. I na dodatek technologia blockchain, która pozwala ominąć pośrednictwo banków komercyjnych w przelewach również pozwala wyeliminować je bankowi centralnemu jako zbędne i potencjalnie konkurencyjne.
To trzyma się kupy - ten projekt.
Pozdrawiam. |
|
|
Ryszard Surmacz Przyznam szczerze, że Pańskie teksty są fascynujące. Pisze Pan bardzo przekonywującym i komunikatywnym językiem. Jeżeli nie napisał Pan dotychczas książki nt. właśnie muzyki, to gorąco namawiam. Sukces murowany!
Co do uniwersalności muzyki nie musi mnie Pan przekonywać, doświadczyłem jej wielokrotnie. Dotąd odbierałem ją intuicyjnie, a więc bez głębszej refleksji. Teraz dotarło do mnie, że każda niesie w sobie bardzo ważne informacje.
Natomiast co do chłopa, to nie miałem na myśli prymitywizmu (oczywiście, są tacy, którzy w połowie koncertu potrafią klaskać), lecz tę skalę odległości, która oddziela ziemię od nieba. Tu cyganeria, ekolodzy, czy weganie nie mają zastosowania. Inteligent ma znacznie krótszy dystans, niż ten chłop ze spracowanymi rękami. A jednak potrafi bardziej szczerze się zachwycić niż dojrzały meloman. Na wioskach spotykałem się z głębszą kulturą osobistą, niż w miastach. To coś takiego, jak mech na ścianie w jaskini, którego zapłodniło sztuczne światło. Widać w nim siłę i wolę życia. Robi wrażenie. Kiedyś miałem taki okres, że chodziłem "po dziurach" i też w odpowiednich miejscach szukałem mchu. Człowieczeństwo ma nieprawdopodobny wymiar. Ono mieści wszystko, ale nie toleruje chamstwa i prostactwa, chociaż i one są jego elementem, ale już jakby ubocznym. Pozdrawiam i namawiam na książkę. |
|
|
Ryszard Surmacz @ Marek1taki
Dobrze, ale kontrrewolucja (tak to nazwijmy) jest czynnikiem stałym w historii świata i postępu. Skądś musi się brać? Czynią ją ludzie. Jeżeli ludzie dadzą się rozbroić, to będą rozbrojeni, a ich potomkowie zasieją swoimi trupami przyszłe pole bitwy . Ale, jeżeli na czas dostrzegą zagrożenie, świadomość tego zagrożenie ich zjednoczy i uzbroi. Dzisiejszych Polaków nie sposób uzbroić - z dwóch powodów: 1. brakuje jednego pokolenia, 2. brakuje autorytetów i ciągłości myśli, po prostu Polacy mówią tak wieloma językami, że nie są w stanie się porozumieć.
Poza tym napisał Pan dla mnie cenne zdanie: "Na jakiekolwiek przejawy kontrrewolucji nie ma pozwolenia. Widać to zresztą po wszystkich rekonstrukcjach rządu od Szałamachy po Macierewicza. Byli umiarkowani, a jednak byli nie dość..." Cenne zdanie, bo ja, przyznam, dałem się nabrać. Ludzie "nowej fali" muszą chodzić wszędzie nie po to, aby robić burdy, ale po to, aby słuchać i tworzyć swoje. Chór wypada potraktować, jako element zakłócający. I to nie jest instrukcja, lecz potrzeba chwili. A jeżeli chodzi o media, to w dużych miastach jest coraz mniej dziennikarzy, a na prowincji ich już nie ma w ogóle.
A, i jeszcze jedno, myślę że ważne - tytuł Kongresu jest bardzo inspirujący, i to powinno też mieć duże znaczenie psychologiczne. Pozdrawiam |
|
|
Anonymous W pełni zgadzam się z każdym Pańskim zdaniem poza ostatnimi 3 zdaniami, które częściowo podzielam, ale dostrzegam większe prawdopodobieństwo w zagładzie polskości drogą wynarodowienia przez tzw.europeizację, czyli marksizm zachodni. Polacy chcą żyć chwilą kosztem refleksji o przeszłości i przyszłości.
Mój atak na Kongres Polska Wielki Projekt i podobne wynika nie z chęci utrącenia każdej inicjatywy. Dostrzegam jedynie, że każda inicjatywa jest dobra i każdy inicjator jest dobry pod warunkiem, że spełnia kryteria prawomyślności zgodne z lewicowym światopoglądem, niezależnie od propagandowej aranżacji, która go otacza.
To oznacza, że możemy realizować każdy projekt, wybrać każdego polityka, opowiedzieć się za każdym poglądem pod warunkiem, że mieści się w albo wprost w nurcie albo jest "mądrością etapu". Na jakiekolwiek przejawy kontrrewolucji nie ma pozwolenia. Widać to zresztą po wszystkich rekonstrukcjach rządu od Szałamachy po Macierewicza. Byli umiarkowani, a jednak byli nie dość...
Postrzegam ten kongres jako propagandę zamiarów sukcesu, która rozbraja potrzebne inicjatywy. To jest forma interwencjonizmu zawłaszczająca rynek inicjatyw, a nie otwierająca go. To samo w mediach. Mamy publiczne, ale wielu głosów się nie dopuszcza. Nie mieszczą się w słusznym chórze? |
|
|
Dark Regis Należy raczej mówić o dwóch różnych kontynentach muzyki, na których spotykamy kompletnie różne gatunki jak powiedzmy w Ameryce Południowej i Afryce. Przede wszystkim muzyka współczesna nie obawia się sięgać po wszelkie dostępne instrumentarium. Ethno, folklor, elektronikę, czy nawet show. Muzyka klasyczna trzyma się kanonów. Nie trzeba być Brahmsem, żeby zauważyć, że gdyby w dawnych czasach kompozytorzy wiedzieli jakie rzeczy da się na "zwykłych" instrumentach zagrać, to by napisali specjalnie dla nich symfonie. Po prostu postęp biegnie nieubłaganie w przód i stale zmienia się definicja muzyki, klasyki, definicja i rola instrumentu. Puryści będą zachwycać się czystym dźwiękiem strun, klawiszy lub rurek (trąbki;), a odkrywcy będą wciąż eksperymentować z nowymi efektami specjalnymi, których w świecie rzeczywistym nie uświadczysz lub są po prostu ignorowane.
Dlatego właśnie powiedziałem, że każdy rodzaj muzyki trzeba chłonąć w odpowiednim nastroju, otoczeniu, humorze, czasie. Dla rolnika symfonia będzie kakofonią i beczeniem, gdy nie skupi się na niej i będzie szukał w niej tylko brzmienia weselnych przyśpiewek. Podobnie dla fana muzyki klasycznej cała muzyka elektroniczna pozostanie bełkotem, tak samo jak dla typowego Polaka język chiński. Ale to przecież nie oznacza, że nie ma na świecie ludzi posługujących się tym językiem biegle i z korzyścią, prawda? Muzyka, zarówno klasyczna jak i elektroniczna, współczesna czy ludowa wymaga wysiłku poszukania jej, bowiem zazwyczaj nie znajduje się ona w tym miejscu, w którym spodziewa się ją znaleźć miłośnik "wlazł kotka na płotka" ;)
Przykładów jest mnóstwo. Właśnie muzyka orientu, arabska, indyjska, wspomniana przez mnie muzyka koreańska w Starcrafcie, czy stara muzyka chrześcijańska z Europa Universalis. A przede wszystkim jazz. Wielu ludzi nie "lubi" jazzu z założenia, ponieważ go nie rozumie i właśnie nie umie w nim znaleźć muzyki. To samo tyczy się techno, trance'u, czy house'u. Nie będę szukał deep house'u w kościele, choć niewątpliwie byłby to przełom na miarę kolejnej encykliki, tak samo jak nie będę pieśni kościelnych bez protestu wysłuchiwał w dyskotece. Inna muzyka interesuje mnie w drodze, gdy jadę 300 km, inna w barze, gdy siedzę przy lampce koniaku, a jeszcze inna na koncercie z tysiącem fanów.
Co do rolników w filharmonii, to znam ich jak zły szeląg. Proszę nie ulegać manierze cyganerii (bohemy) krakowskiej, czy Wyspiańskiego, bo to było dawno i dziś można z tym porównywać na przykład wyskoki ekologów w puszczy, albo manifestacje wegan. Najlepiej chłopofilię zestawiać z semitofilią. Są wyjątki jak w każdej grupie społecznej. Lecz człowiek prymitywny najczęściej pozostanie prymitywny niezależnie od tego, czego lubi słuchać. Oni oczywiście lubią się obracać w takich klimatach, co nie oznacza, że będą z tego powodu szanować innych. Ludzie prości obdarzeni są naturalną brutalnością i dlatego reagują spontanicznie, czego nie rozumie inteligencja. |
|
|
Ryszard Surmacz @ Marek1taki
Proszę Pana, Pańskie poglądy nie są mi obce. Ale, wszyscy, musimy sobie zadać sprawę, że po okresie komuny i tzw. III RP jesteśmy jedną wielka nieokreśloną zbieraniną, która uwierzyła, że może mieć lepiej. Mało tego, ta zbieranina myśli, że nie musi się uczyć, że wystarczy popijać piwko i grillować, że jest w stanie dać sobie w życiu radę sama, że zbędne są jakiejś tam ideały, zbędna jest wiedza historyczna, że kultura, to ustalenia starych babć itd. Nie ma centrum decyzyjnego, nie ma centrum kulturowego, nie szuka się mądrości, ba nawet miłości, choć wiele się o niej mówi - wszystko sprowadzone jest do poziomu koryta lub łóżka. Ambitni i świadomi umierają z braku tlenu, a wróbelki cieszą się, że padochli ci, którzy mogli zmusić ich do wysiłku. A potem narzekają, że jest im źle. Nie mamy punktu odniesienia, nie wiemy więc kim jesteśmy, kim mamy być i nawet kim chcemy być. Jesteśmy więc idealnym królikiem doświadczalnym i kandydatami do ustroju totalitarnego. Państwa zachodnie i większość wschodnich mają struktury państwowe, my ich nie mamy. To wszystko nie ma głowy, nie ma planu, nie ma perspektywy. Zobowiązania wyborcze wykonano i przyszła pustka. To tak, jak w 1981 r., przed stanem wojennym, zaczęły się sztandary, demonstracje i pustka. Dziś PiS prowadzi politykę gabinetową i praktycznie traci kontakt ze społeczeństwem. Sądziłem, że Morawiecki ma jakąś wizję. Ale szybko okazało się, że jej nie ma. Wszedł w populizm i tu zaczyna się czuć dobrze. Zaczynamy czuć się osamotnieni i osaczeni. Po co to było? Gdy PiS przegra wybory, pozostanie krajobraz po bitwie. I na ten teren wjedzie każdy złodziej, zbir i cwaniak. I dopiero wtedy zobaczymy co to brak państwa, jak ważna jest własna kultura, tożsamość itd. Do tej pory nikt tymi kategoriami nie rozumuje. Jest fajnie.
Ale mimo to, PiS, przez dwa lata dokonał jakichś ważnych przemian, które trzeba utrzymać. Kongres Polska Wielki Projekt na pewno i nie spełnia naszych oczekiwań. Może trochę przesadziłem ze swoim optymizmem, ale musimy brać udział w dyskusjach, musimy budować swoją wizje przyszłości. Krasnodębski, Zybertowicz (ostatnia krytykowany) i kilku innych jednak stawiają ciekawe diagnozy, które trzeba dostosować do naszych warunków. Punktem naszego odniesienia powinien być nie okres Solidarności, lecz II RP, która była państwem niepodległym. Sprawdziło się podczas wojny. Społeczeństwo wykazało się solidarnością, zbudowało Polskie Państwo Podziemne, zginęło nas dużo, ale nie aż tylu co Żydów, którzy tą solidarnością się nie wykazali. I tej przestrogi nikt nie zauważa, nikt o niej nie mówi. Polacy kompletnie nie zdają sobie sprawy, że ich stan umysłu, ich świadomość i wzajemne odnoszenie się do siebie, w prostej linii prowadzi do holocaustu Polaków. Czwórkami, z piwkiem w ręku pójdziemy do piekła i dopiero, gdy czarna smoła zacznie przysmalać nam zadki, zaczniemy wrzeszczeć, że nas gotują. Państwo musi mieć swoje elity, a czasami i nawet i podziemie. |
|
|
Ryszard Surmacz @ Imć Waszeć
Uf... Gdzieś chyba na początku lat 90-ych byłem na koncercie organowym w Kamieniu Pomorskim. Wówczas organy mnie drażniły, ale pojechałem z ciekawości. Siedział koło mnie chyba jakiś rolnik (ręce miał bardzo spracowane) i w pewnym momencie słyszę, że płacze. Po koncercie podszedłem do niego i spytałem o wrażenia? Okazało się, że organy kojarzyły mu się z Bogiem, a muzyka organowa zapewne z podróżą niebiańską. Spojrzałem raz jeszcze na jego ręce, potem w oczy i zobaczyłem kim może być człowiek.Przestrzeń między jego rękami a uniesieniem jego duszy była tak wielka, jak tylko wielki może być człowiek. I wbrew pozorom, w życiu mamy niewiele okazji do takich refleksji i iluminacji. Potem w mojej pracy reportażowej, za każdym razem, gdy trafiałem do domu wiejskiego, podświadomie szukałem tego samego człowieka. Są domy (i mieszkania w mieście), które już w samym progu informują kim są jego mieszkańcy.
Nie będę już więcej rozwijał tematu, ale myślę, że muzyka poważna mieści się gdzieś właśnie w tym przedziale, a więc pomiędzy muzyką ludową (spracowane ręce), a inwokacją, która niesie. Przy czym szukający natchnienia nie musi być wierzącym, ale nie może być cwaniaczkiem, oszustem, czy człowiekiem pozbawionym szczerych uczuć - bo nigdzie nie poleci.
Dotychczas muzykę lekką łatwą i przyjemną, lub nieprzyjemną, traktowałem, jak te kamyczki lub nawet piasek, o których Pan wspominał. Zdawałem sobie sprawę, że uciekając od niej, traktując ją jak higienę lub plaster, tracę dużo, ale dopiero Pan mi to uświadomi w sposób bardzo przekonywujący. Być może, że dopiero teraz dojrzałem do tej argumentacji. Aby ruszyć z miejsca, jak zawsze, trzeba użyć dużej siły. Ruszyłem i szukam wejścia na swoją ścieżkę. Będzie ona inna, jaka, i dokąd dojdę, tego jeszcze nie wiem. W każdym bądź razie serdecznie dziękuje za pomoc. Będziemy w kontakcie.
|
|
|
Dark Regis Jeszcze parę ciekawych zniewalających utworów, których nie sposób przestać nucić w myślach? Proszę, bardzo. :) Zawsze będę podkreślał, że gdyby nie rewolucja lat 80-tych w muzyce pop i disco, to nie byłoby muzyki charakterystycznej dla przełomu wieków. Niebagatelną rolę odegrały tu sławy takie jak Pink Floyd, Dire Straits, czy Marillion, ale nie można pominąć też mniej znanych grup i pojedynczych artystów. Cała rytmika nawiązuje tu do stylów dyskotekowych, czyli zrezygnowano ze skomplikowanych stuknięć puknięć borowań w rodzaju Mistrzów Perkusji i filarów rocka, na rzecz prostych rytmów wprowadzających w nastrój, rodzaj zawieszenia, wyczekiwanie. Tekst na złość purystom staje się kolejnym instrumentem. Wprowadza w trans. Czasem krok w tył staje się konieczny, żeby zobaczyć szerszy kontekst. Tak, to było to coś:
1. Empire Of The Sun - We Are The People: youtube.com
2. Foster The People - Pumped up Kicks: youtube.com
3. Hoobastank - The Reason: youtube.com
4. No Doubt - Don't Speak: youtube.com
5. Creed - One Last Breath: youtube.com
Tego już pewnie Pan nie pamięta, lecz w gdzieś w pierwszej połowie lat 90-tych pojawił się dark wave (druga generacja). Spowodowane to było rozpowszechnieniem się telewizji kablowych, głównie w większych miastach, gdzie były m.in. zachodnie kanały muzyczne, głównie niemieckie. Niewielu kojarzy z tym stylem takie sławne grupy jak Depeche Mode czy Dead Can Dance. Moja młodsza siostra wsiąkła właśnie w tą muzykę i katowała mnie godzinami różnymi The Cure lub Skunk Anansie: en.wikipedia.org
6. The Cure - Just Like Heaven: youtube.com
To był wieczór wspomnień. Tematem przewodnim była muzyka sięgająca korzeniami do lat 80-tych i narodziny trance'u. Dobranoc.
7. Michael Bolton - The One Thing: youtube.com
"As I'm looking back in time
My heart was young and the world was mine
Driven by desires blind
I remember someone told me as the years roll by
Remember one thing (one one one day)
The one thing (one one one day)
People come and people go
The way the winds of fortune blow
So hard to find that heart of gold
I remember someone told me
When you find it, don't let go"
|
|
|
Dark Regis Te kawałki są stworzone stosunkowo niedawno przez Robina Schulza. Proszę zobaczyć jaką ilość odsłon zgromadziły w jeden rok. To oznacza, że w przeciągu ostatnich kilku lat nastąpił wielki powrót stylu deep house do łask u młodzieży. Tu jeszcze coś ze starszych nagrań:
youtube.com
To nie przypadek, że wszystkie te utwory są niezwykle podobne w formie do słynnego Daft Punk, tak bowiem stwarza się współcześnie tło, czyli jak mówiłem "rosół" dla wielkich przebojów (temat groove). One po prostu muszą być "w stylu" i do tego silnie transujące. Wykorzystują do tego celu różne techniki:
1. Daft Punk i guitar loops: youtube.com
2. Alizee i trochę inne gitary przepuszczone przez filtr: youtube.com
3. Trance i feeling jest nawet w utworze 4Non Blondies dlatego stał się "nieśmiertelny": youtube.com
4. Skoro już o transie, to muszę przedstawić artystę, którego też słuchałem pasjami w latach 90 - Robert Miles: youtube.com
5. Oto inny nieśmiertelny utwór w którym czuje się ten trance, choć to nie ten styl. Atomic Kitten skaczący jak piłeczka: youtube.com
6. Test: a co mamy tutaj ciekawego, że tak się to dobrze słucha? youtube.com
Pozdrawiam i życzę powodzenia na ścieżce odkrywania współczesnej muzyki :))
PS. Żeby nie było, że tylko muzyka łatwa i przyjemna jest tu podmiotem, podam na koniec coś z muzyki poważnej, która z tej powagi ma głównie skrzypce lub fortepian ;]
1. Karl Jenkins - Benedictus: youtube.com
2. Górecki. Proszę zauważyć, że to podobna w strukturze kompozycja do tych wszystkich "techno" ale bez rytmów, bo też męczy, męczy i owija się wokół pewnego wątku, niemal to samo w koło, a potem na moment rozkwita ;) Tak to się po prostu robi, bo dwa grzybki w barszcz to czasami za dużo: youtube.com
3. Dvořák i świetny chór (jest bardzo podobny do Wagnera, którego też posiadam). Około 4:18 min jest krótka przebitka z Pachelbela :) - youtube.com |
|
|
Anonymous @Ryszard Surmacz
Na chybił trafił wybrałem jeden z tekstów. "Czekają nas wielkie wyzwania finansowe" polskawielkiprojekt.pl
I od razu obnażenie się z poglądów:
"Dobrem kluczowym jest ochrona zdrowia – wydatki na nią stanowią tylko jeden z możliwych sposobów i nakładów (obok m.in. diety, stylu życia) do osiągnięcia tego kluczowego dobra. Jesteśmy na jednym z ostatnich miejsc wśród państw Unii Europejskiej, jak i OECD, jeśli chodzi o wysokość wydatków na ochronę zdrowia Polaków w stosunku do PKB. W Polsce te wydatki wynoszą obecnie ok. 7,5 proc. PKB – wartość ta uwzględnia zarówno wydatki publiczne (NFZ, budżet państwa i samorządów), ale i wydatki niepubliczne (przede wszystkim to, co płacimy, idąc do lekarza, szpitala, na badania, składki na prywatne ubezpieczenia zdrowotne oraz wydatki przedsiębiorstw, ponoszone w związku z ochroną zdrowia). Średnia w OECD wynosi 9,5 proc. PKB, w Niemczech jest to blisko 12 proc. PKB, w Szwecji – ok. 10 proc. PKB, a w Europie Środkowo-Wschodniej więcej od Polski wydają np. Słowenia (ponad 9 proc. PKB), Słowacja (blisko 9 proc. PKB) czy Czechy. itd. itp."
Poszczący rezydenci im to pisali czy eksperci WHO pod dyktando międzynarodówki finansowej?
Dramat. Wpieranie lewicowej ciemnoty. Inaczej tego nie można nazwać. To są elity? Czyje?
Niedawno pisałem, że już trwają przygotowania do wzrostu wydatków na służbę zdrowia przez podniesienie Vat na urządzenia medyczne itp.z 8 do 23% - przynajmniej tak się odgraża Dobra Zmiana. To będzie skuteczne by zrealizować ten wielki projekt. Jeżeli podniesiemy podatek od CO2 na prąd dla szpitali to osiągniemy jeszcze lepsze wskaźniki. Krowie placki się należą "naszym" elitom. Z przygadywaniem o godne ceny dla koncernów farmaceutycznych też stara śpiewka pod ustawki cenowe.
To niestety nagminne. Nawet red.Sommer przepuszcza takie kity: wolnosc24.pl
"Kilkanaście tysięcy zgonów na serce więcej. To efekt decyzji politycznej. „Oczywiste skrócenie czasu życia”" , czyli prof.kardiologii chwyta za serce, bo mu obcięli kontrakt. W rzeczywistości kilkanaście tysięcy cierpiących na zgagę nie zostanie zakwalifikowanych do wszczepienia stentów, po których przez resztę życia NFZ będzie płacił za antykoagulanty, a być może kilkanaście tysięcy starych kobiet dostanie endoprotezę stawu biodrowego zamiast buta derotacyjnego i nie umrze na zapalenie płuc - oczywiście przesadzam jak ten pan profesor.
Takie są te Wielkie Projekty za cudze pieniądze. Na początek musi być jednak lasso żeby złapać dojną krowę. Dlatego nagroda krowiego placka jest adekwatna. |
|
|
Dark Regis W sprawie czasu i muzyki, każdy zbiera doświadczenie całe życie. Mi też ciągle brakowało na życie czasu, zdarzały się okresy gdy pracowałem 24/24 i 30 parę godzin non stop. W najgorętszym okresie pracowałem w dwóch firmach i jeszcze chodziłem na wykłady. Wysypiałem się w pociągu lub w samochodzie. Czasem na jakimś wykładzie :). Teraz wiem, że niezależnie od tego co bym robił, to jeszcze mógłbym równocześnie robić kilka rzeczy więcej.
To jest tak jak w tym kawale o studencie, który rozmawia z profesorem. Profesor bierze szklankę i wrzuca do niej kamienie, mówiąc "to są sprawy w życiu najważniejsze". Potem bierze mniejsze kamyki i dosypuje do szklanki "widzi pan, że obok nich mieszczą się jeszcze sprawy mniejszej wagi". Szklanka wydaje się już pełna, lecz on bierze pełną garść piasku i sypie powoli do szklanki "mimo to zmieści się też całe nieprzebrane mnóstwo rzeczy nieważnych i nieistotnych jak piasek". Do tego miejsca była to mądra dykteryjka, a teraz będzie ten kawał :o) Wtedy student otwiera piwo i wlewa do szklanki mówiąc "no ale pan profesor widzi, że zawsze jeszcze znajdzie się miejsce dla jednego browarka".
Co do muzyki, to polecam przejść moją drogę z typowej muzyki elektronicznej typu Jarre'a i Vangelisa, do muzyki typu uplifting i vocal trance. To bardzo rozciąga wyobraźnię, zwłaszcza że ten styl otwiera na techniki stosowane w innych stylach. Podawałem przykłady tej muzyki ze słynnej audycji "State of Trance". Mówiłem też, że z powodu nagromadzenia efektów muzyki tam trzeba szukać w nieco innym miejscu niż zwykle. Rytm i różne brzmienia wprowadzają słuchacza nomen omen w trans i właśnie wtedy zaczyna się słyszeć w tym sens. :] W muzykę współczesną należy się zanurzać wraz z głową, a nie tylko wąchać z wierzchu oraz próbować palcem jak ... krem.
Styl vocal trance charakteryzuje się takich wyciszeniem po pierwszych kilku frazach, w którym pozostaje tylko głos. W całym utworze dominuje jakiś wokal, który często nie śpiewa nic sensownego, bo nie o to tu chodzi, lecz o jego wyeksponowanie w odpowiedniej oprawie, niczym klejnot. Nazywa się to "featuring", a nazwach utworów widać skróty "feat.". Najczęściej są tu słyszalne takie dziwne falowania dźwięku, dwa a nawet trzy naraz, które w dawnych czasach robiono po prostu wycinając edytorem całe prostokątne bloki ze ścieżki (cisza). Parę przykładów (radio):
youtube.com
Trochę innym stylem jest tzw. deep house. Ogólnie house wywodzi się stąd, że kiedyś występował w nim określony syntezator perkusyjny i basowy np. Roland TR-909, grający charakterystyczna ścieżkę. Widać to w utworze "Ghost Town":
youtube.com
Deep house jest np. taki:
youtube.com
youtube.com
youtube.com |
|
|
Dark Regis youtube.com |
|
|
wielkopolskizdzichu 1.Może od razu Bereza i triumwirat - Sławoj, Mościcki, Śmigły - przepełniony pewnością o swej nieomylności.
2. Zapomniał Pan że dyktatorzy zostawiają po sobie postacie niezdolne do samodzielnych decyzji i wspólnych działań - vide sanacja po śmierci Dziadka |
|
|
Ryszard Surmacz Filmiku nie obejrzałem... Trudni nie skojarzyć tego faktu z 17.09.1939 r... Muszę chyba z czegoś zrezygnować, bo ten wieczny pośpiech staje się już chyba bezsensowny. Wrócę wieczorem, wejdę. Powtarzam, że potrzebny jest nam drugi Piłsudski - nie jako Piłsudski, lecz jako wzór politycznego działania i odpowiedzialności za kulturowe imponderabilia. Okres "bezkrólewia" zbyt długo już trwa. |
|
|
Dark Regis W tym trzecim punkcie zalinkowałem jeszcze ciekawy film. Jest tam częściowa odpowiedź na pytanie, co mogło się stać z sygnałem telewizyjnym w czasie ciamajdanu i co może się stać, gdy nie spełnimy oczekiwań USA-Izraela w zakresie postulowanym ostatnimi naciskami i wydarzeniami. Jest to też wskazanie, jak komentować obecną decyzję Trumpa w sprawie Iranu. Dlatego właśnie uważam, że wraz z ewolucją ekip na Kapitolu jesteśmy skazani na ten rodzaj uporczywej wieloletniej wojny propagandowej, gdzie stawką będzie także wypychanie nas z Międzymorza przez tych, którzy z wrodzonej pazerności spieprzyli i ujawnili Stuxneta. To naprawdę daje dużo do myślenia, bo na podstawie filmu widać, iż mamy tu do czynienia z prawdziwymi wariatami i bandziorami, gotowymi użyć zamachu lub regularnej wojny w charakterze "argumentu" w "dyskusji". Dlatego właśnie potrzeba nam przywódcy, a nie gumki od babcinych majtek. |
|
|
Ryszard Surmacz @ xena2012
Wszystko zależy od jakości elit i poczucia ich odpowiedzialności. |