Otrzymane komantarze

Do wpisu: Z punktu widzenia państwa
Data Autor
Ryszard Surmacz
Dzięki Waszmość!! Nie wiem jak to wyjaśnić, ale co jakiś czas zwalają mi się obowiązki - hurtowo. To tak, jakby na prostej, ni z tego ni z owego,  [ktoś - ?] dodawał nagle gazu, i pozbawiał mnie wpływu. Pozdrawiam.
Dark Regis
Witam również. Jeśli chodzi o kulturę, a konkretnie muzykę, to niedawno wpadł mi do głowy świetny pomysł, ale jeszcze nie doczekał się odpowiedzi ;) naszeblogi.pl Ten pierwszy utwór pokazuje, że można opowiedzieć pewną porywającą historię, np. narodu używając niewielu słów, kompensując to chwytliwą muzyką i obrazami w tle. Język polski ponadto ma tę poważną wadę, iż trudno jest w nim budować zwarte frazy, bo jest po prostu przegadany i dlatego u nas wiele utworów nie zachwyci szerokich mas, a stąd pozostaną nieznane. Piję oczywiście do naszego stałego muzycznego tematu ;) W czasie pisania powyższego postu nie miałem jeszcze w ręku odpowiedniego przykładu "pazura", ale dziś mam: Gusgus - Over: youtube.com Pazura dodaje szerokie zastosowanie takiego chałupniczego syntezatora modularnego. To jest to drapanie i pomruki syntezatora. Widać go w akcji na filmach o tytułach w rodzaju "Gus Gus - Full Performance". Drugi kawałek osobiście nie bardzo mi się podoba, choć ma masę fanów. Zamieszczam go aby pokazać jak się opowiada historie: Moderat - Bad Kingdom: youtube.com I na osłodę utwór, którego refren chodzi po takich rejestrach i skalach, że aż włos się na karku jeży. Przypomina mi się Piwnica pod Baranami i pokój Multipoezja na Onecie: Mela Koteluk - Fastrygi: youtube.com
Ryszard Surmacz
Witam! W przypadku polskiej sytuacji niedojrzałość i nielojalność daje ten sam wynik końcowy. Tak, wojna PO i PiS-em  wyjałowiła polską scenę polityczną. Oczywiście gdy PiS przegra, wróci to, co było. Tylko w tym wszystkim musimy postawić pytanie czy polska scena polityczna wcześniej była na tyle bogata w doświadczenia, wiedzę i odporność na jurgielt, aby zbudować jakąś propozycję dla siebie? Czy może ta wojenka dwóch partii pobudziła Polaków do walki politycznej? Odpowiedź jest ważna, bo będzie dowodem na to czy Polaków można obudzić, czy też można ich "upupić" dobrobytem? Tak, wojsko, poprzez pomoc w poznaniu życia, niewątpliwie dodaje rozumu. Gdy na co dzień widzimy chodzących lub siedzących flejów, to podświadomie nasuwa się jedno hasło - wojsko lub przynajmniej WOT. Czy polityka piastowska była polityką podbojów, nikt do końca nie udowodnił. Tak niewątpliwie był za Odrą, a więc bagienną ścianą, którą wojowie nie bardzo potrafili przekroczyć. Dopiero, jak zaczęli wycinać drzewa, wody gruntowe się obniżyły i pokazały się poszczególne brody. Nie jestem mediewistą, ale nasz słowiański charakter, właśnie nie bardzo wskazuje na krwawe podboje. Nie jesteśmy ani Niemcami, ani Normanami, ani Rzymianami itd. Jedzenia mieliśmy pod dostatkiem, nie musieliśmy o niego walczyć. A jak opanowali władzę Piastowie, tego jeszcze nikt nie udowodnił. W każdym bądź razie Mieszko I i Chrobry byli takimi samymi książętami, jak książęta niemieccy czy duńscy. Zwraca natomiast uwagę jeden fakt, że państwo polskie nie uzyskałoby ani samodzielności za Mieszka I, ani korony za Bolesława, gdyby nie Kościół, który sam czerpał z tego korzyści. Poparcie niepodległych dążeń Polski osłabiało Cesarstwo niemieckie i podnosiło znaczenie papieża. Mieszko wysłał do papieża kosmyk włosów Bolesława i to było gestem uznającym nadrzędność władzy kościelnej. Dziś jesteśmy w geopolityce piastowskiej, a ona wymusza na nas inny sposób myślenia, niż w uwarunkowaniach jagiellońskich. Jagiellonia jest całkiem możliwa w przyszłości, ale pod warunkiem uszanowania niepodległości każdego z państw. Jednak wymaga ona dużej siły przewodniej: intelektualnej i fizycznej, aby moc politycznie projekt najnormalniej spiąć w jedna całość. Asymilacja, obawiam się że po tylu latach niewoli (Bułgaria ok. 500 lat), na terenie Jagiellonii nie wchodzi w grę. Narody zamieszkujące ten obszar chcą wreszcie zobaczyć prawdziwą swoją twarz. I to jest najsilniejsze ich dążenie. Projekty kulturalno-polityczne, jak najbardziej tworzyć trzeba - choćby dla przeciwwagi niemieckiej, ale muszą one rodzic się oddolnie, a nie odgórnie, jak na Zachodzie.Może się udać, pod warunkiem, że Polacy uwierzą w siebie i wielkość swojej kultury. Jak na razie nic takiego na horyzoncie nie widać. Narrację "prawdziwopolakową" dość łatwo można zweryfikować podczas zwykłej rozmowy.
Dark Regis
My mamy do czynienia nie z niedojrzałością władzy, lecz z jej nielojalnością. Oczywiście PIS jest wyspa na tym oceanie, lecz gdy odejdzie, to natychmiast wrócą stare obyczaje. Ci, którzy mówią "wszyscy won", mają bardzo dużo racji. Wypad z urzędu powinien następować nawet po wypowiedzi prezentującej kłamliwą historię Polski i to obligatoryjnie. A społeczeństwo? Niedojrzałość gołowąsów najlepiej leczy woskowy dryl niestety. "Niedojrzałości" starego urzędasa nic nie wyleczy. Trzeba wprowadzić zasady, bo bez nich zginiemy. Latami ta swołocz szkoliła nas, że jak się praca w jakichś dziwacznych warunkach nie podoba, to wynocha. Czas więc teraz zastosować konstytucyjną równość i fora ze dwora. Polityka Jagiellońska to była polityka asymilacji i wielorodności, zaś piastowska była polityką podboju. Ponieważ podbój militarny nie wchodzi już w grę, zatem należy stworzyć zupełnie nową politykę uwzględniającą współczesne uwarunkowania. Próba dominacji kulturalnej nie jest chyba zła, o ile oczywiście nie damy się dalej obierać różnym przybłędom z Sapiehów i innych Mickiewiczów. Są nasi i jak ktoś ich chce, to niech prosi jak o córkę na wydaniu. To samo tyczy się tzw. "żydów polskich", którzy niejednokrotnie nawet przez samych żydów byli uznani za Polaków lub zaprzańców. Gdyby nam się to udało, to Polacy są twórcami wielu kluczowych teorii powiedzmy w matematyce, jak teoria kategorii i analiza funkcjonalna. Nie ma powodu zakładać, że narracja "prawdziwopolakowa" nie jest narracją naszych odwiecznych wrogów. Bo jest.
Do wpisu: Twórzmy dobre państwo
Data Autor
Anonymous
"Nadal myślimy, że świat jest obcowaniem świętych, a życie na ziemi, wersją życia w niebie." Ładne. Pozdrawiam
Anonymous
Mnogość form wymiany na rynku jest dobra. Dopiero monopolizacja i narzucenie jednej tendencji budzi mój niepokój. Np. windowsy zostały przypisane do używania na jednym komputerze, a chyba był moment gdy można było je ponownie zainstalować na nowym składaku. Póki jest to jedna z wielu firm, a nie preferowana w zakupach przez państwo, to nie budzi obaw o ograniczenie prawa własności przez monopolistę albo zmowę rynkową. A tymczasem nastąpiło rozciągnięcie praw własności sprzedającego na towar po jego sprzedaży przez monopolistę. Odbywa się to stopniowo. Dzierżawienie programów jest dobrą ofertą, ale póki ma alternatywę w postaci innych rodzajów transakcji. Usytuowanie granicy praw autorskich zależy od doktryny państwa. Jest jednym z ważnych zadań. Termin "sztucznej inteligencji" może być narzędziem, które potencjalnie może być użyte z wykorzystaniem pozorów praw autorskich. Pozdrawiam
Dark Regis
W zasadzie to nie powinienem wcale mówić o kończeniu, gdyż ja pracuję nad projektami otwartymi. To są takie systemy gromadzenia informacji i takie reguły operowania nimi i przetwarzania, które pozwalają każdemu na pociągnięcie roboty dalej bez konieczności rozwalania tego, co już zostało zrobione. Mówię o matmie, bo właśnie nad tym pracuję i nic więcej tu nie wniesie translacja tego na opowiadanie o domu lalek lub kompozycje muzyczne. Temat to osobna sprawa, a system osobna. Poza tym teraz mówimy o informatyce, bo koniec końców do tego się to sprowadza. Opowiem Panu jak to mniej więcej wygląda. Otóż mam pięć zbiorów plików, czyli tekstów i dokumentów, albo etapów. Pierwszy jest to taki scratch, jak mawiają informatycy, czyli zwalone na stos wszystkie pliki i zapisane strony www, które kiedykolwiek przykuły moją uwagę. Na przykład dyskutujemy o syndykalizmie, z więc zamiast tylko zobaczyć daną stronę i przeczytać, ja jednocześnie zapisuję ją w komputerze. Robię to wiedziony doświadczeniem, bowiem nauczyłem się już, że po miesiącu albo po roku będę się zastanawiał, gdzie coś ciekawego znalazłem i po co to było. To jest bezsensowna strata czasu, a poza tym treści z internetu szybko znikają. Dlatego zapisuję i wiem, że to mam. To jest etap pierwszy i mam tego circa kilkaset gigabajtów, oczywiście po kompresji kurczy się to do kilku płyt DVD (jedna płyta to koszt poniżej złotówki, a mam magazyn na kilkanaście lat). Etap drugi rozpoczyna się z chwilą przeglądania scratcha w celu obrania istotnej treści z nieistotnych elementów np. HTML i layoutu stron, przez co już uzyskuję kompresję rzędu kilku tysięcy procent. Wystarczy popatrzeć na stronę z jakiegoś portalu, która ma około 100 KB plus powiedzmy 2-10 MB śmieci w postaci skryptów, obrazków i innych plików pomocniczych, a czasem nawet film w formacie MP4 wielkości ponad 100 MB. Sam tekst artykułu to w porywach jakieś 1-2 KB plus czasem zdjęcie 100 KB o ile niesie jakąś istotna treść lub w inny sposób jest użyteczne. Oczywiście treść otrzymuje nowe znaczniki  i dostaje nowy layout, którego celem jest ułatwienie automatycznego przetwarzania tej informacji. Powstaje znów taki nowy scratch, z tym, że już o niebo mniejszy i bardziej uporządkowany. Pierwotnie ta wstępna procedura służyła mi do selekcjonowania podejrzanych plików z Internetu, które mogły być szpiegami, trojanami i wirusami (nawet w obrazkach). Później zaś, gdy zająłem się studiowaniem SI i metod automatycznej klasyfikacji treści, tworzyłem programy do automatycznej akwizycji dokumentów ze stron internetowych. Program otwierał stronę główną portalu (lub archiwum), wchodził w linki, a następnie wycinał bloki zawierające treści artykułów. Podobnie działał znany program Teleport, ale nie był aż taki mądry i doił kompletnie wszystko. Nie muszę chyba dodawać, że etap drugi można zautomatyzować w ten sposób, że program wyszukuje w scratchu znane mu strony i przepisuje samą treść do nowego formatu, zaś inne pomija. Taki spider internetowy.
Dark Regis
Po przygotowaniu wielu takich dokumentów zbiorczych, gdzie treść jest nadal pomieszana jak groch z kapustą, trzeba jakoś to sprytnie posortować. Tu właśnie następuje etap otagowania, czyli wstępnej klasyfikacji na podstawie wielu kryteriów. Jednym z kryteriów jest na przykład "nauka", innym "ciekawe", jeszcze innym powiedzmy "debile w polityce". Liczba możliwości jest przeogromna ;). Etap trzeci również jest częściowo automatyczny i polega na poprzekładaniu pojedynczych treści z jednych dokumentów do drugich w taki sposób, żeby w każdym znalazły się informacje w jakimś sensie podobne. Zastrzegłem sobie jedynie prawo do osobistego tagowania, bo algorytmy AI często prowadzą do idiotyzmów. Właśnie może to być np. "matematyka", "filozofia", "fantastyka" albo "literatura" itd. Pliki utrzymuję w rozsądnej wielkości, czyli gdzieś pomiędzy 1-2 MB, gdyż niektóre urządzenia, np. laptop mają skłonność do dławienia się przy wczytywaniu większych stron HTML. Oczywiście ów HTML to zaszłość, czyli format, w którym tradycyjnie notuję różne informacje i w nim mam większość dokumentów. Jednak już dawno temu przyjąłem zasadę, że wszystko przepisze na XML (oczywiście automatem), bo jest czytelniejszy i łatwiejszy do oprogramowania np. w Javie oraz współpracy z bazami danych typu MySQL. Czwarty etap to linkowanie, czyli służy do powiązania tych osobnych dokumentów w jedną całość, czyli w jedną wielką bazę wiedzy. Nauczyłem się już, że nigdy nie należy wstawiać linków w treść już przygotowanych dokumentów zbiorczych, bo to są dziesiątki tysięcy dziwnie wyglądających linii, a każda zmiana koncepcji owocuje tygodniami modyfikacji, a potem powrotów do starej koncepcji (undo) zupełnie bez sensu. Trzeba to robić tak, jak w bazach danych, czyli za pomocą osobnych dokumentów będących indeksami. To jest właśnie ten kluczowy moment, gdyż teraz już nie muszę się grzebać w dokumentach, żeby zrobić jakieś interesujące mnie zestawienie np. "znajdź wypowiedzi Schetyny". Przejadę tylko pętlą po istniejących indeksach, rzucę okiem na dodatkowe otagowanie i już mam nowy indeks "Schetyna". Proste i skuteczne. Teraz proszę wziąć głębszy oddech :), bo przechodzę do etapu piątego, w obecnym projekcie ostatniego. Otóż jest to etap tworzenia dokumentów przeze mnie na podstawie treści zgromadzonych w bazie wiedzy. Często robię tak, że wraz z jakimś artykułem zapisuję dyskusję, która była tam prowadzona. Na przykład pan Bartosz Milewski prowadzi kilka blogów dotyczących informatyki, programowania funkcjonalnego (niektórzy mówią funkcyjnego), np. języka Haskell, czy teorii kategorii. Uczestnicy dyskusji prześcigają się w pomysłach na rozwiązanie podanych tam zadań. Mając treść artykułu i zarazem dyskusję staję się niejako uczestnikiem wykładu, seminarium lub ćwiczeń z przedmiotu. To pozwala mi na samodzielne tworzenie ciągu dalszego, omawianie tematu i testowanie własnych koncepcji i przykładów. Coś w sam raz dla pisarzy :))))
Dark Regis
"Rozbudowana ochrona praw autorskich jest narzędziem zniewolenia" - zgadzam się w całej rozciągłości. Co zaś do najmu programów, to nie kwestionowałbym tej koncepcji, gdyż jest to optymalne rozwiązanie zarówno dla twórcy, jak i dla odbiorcy. Mówi się tu o usłudze, abonamencie, prawach do patchów, ulepszeń i otrzymywania dodatków. Na przykład żeby policzyć coś w zakresie badań inżynierskich lub obliczeń matematycznych nie trzeba kupować zaraz superkomputera, tak samo jak nie trzeba kupować browaru, żeby się napić piwa. Od dawna już istnieją usługi wynajęcia czasu i mocy obliczeniowej odpowiednio dużej maszyny i to się sprawdza. W zasadzie każdy może z tej możliwości skorzystać, choć nie zawsze i nie na wszystko będzie go zapewne stać. Najlepszym przykładem rozwinięcia tej koncepcji wynajmu w model biznesowy jest oczywiście Windows albo platforma Steam. Podobnie darmowe gry sieciowe MMO są tylko usługą, w której wynajmuje się oprogramowanie do łączenia z serwerem, a następnie albo decyduje się na odpłatne rozszerzenie tych praw w ramach konta premium albo wprowadzany jest system mikropłatności istotnie ułatwiający osiąganie celów w grze. Są również twórcy gier, których model biznesowy polega na sponsoringu, czyli na dobrowolnej zrzutce ludzi zainteresowanych końcowym produktem i jego rozwojem. Wtedy najlepsi płatnicy mogą zostać mianowani patronami (patreons) i mieć specjalne przywileje, dodatkowy kontent lub dostęp do osobnych serwerów (np. testowych). Ludzie o skłonnościach liberalnych mają taką nieznośną manierę patrzenia na wszystko pod kątem płatne-darmowe i rozciągania tego paradygmatu na jak najszersze pole tematów i jak najbardziej egalitarnie. Na przykład każdy twórca ma prawo żądać zapłaty za swoje dzieło, lecz nikt nie musi tego kupować, zaś z drugiej strony powiedzmy informacje agencyjne lub muzyka w sieci powinny być darmowe. To oczywiście rodzi sprzeczność i jednocześnie konieczność regulacji, a przy okazji też możliwość jakiegoś przegięcia. Tu nie chodzi o umiejscowienie lub redefinicję inteligencji, lecz o rzecz zupełnie podstawową, a mianowicie, kto może być lub jest właścicielem czego w sensie prawnym. Gdy nie ma króla, wtedy prawa własności trzeba jakoś podzielić w ramach złożonej sieci zależności, a to nie jest problem wielomianowy.
Ryszard Surmacz
Panie Zdzisiu, ma Pan całkowita rację. Porządek niemiecki jest porządkiem boski i trzeba zatłuc każdego, kto ośmieli się inaczej myśleć. 
Ryszard Surmacz
W kontekście powyższej rozmowy chciałem wrzucić uwagę praktyczną - w PRL pozbawiono nas własności prywatnej, z bardzo złymi skutkami dla nas samych, w tzw. III RP chce się nas pozbawić własności intelektualnej, która zmiecie naszą obecność na rynku światowym. Przykład - napisałem bardzo pracochłonną pracę (książkę) i szukając wydawcy usłyszałem, że warunkiem publikacji w ich wydawnictwie jest zrzeczenie się praw autorskich.Z tym procederem mam z tym do czynienia od dłuższego czasu (pisałem też na ten temat) i zareagowałem dość ostro. Pytam: po co wam taka kumulacja własności intelektualnej? Odpowiedź była następująca: A to szukaj se pan dalej. Podobną procedurę prowadzi większość polskich gazet - i aby było zabawniej, to prawicowych. I właśnie - do czego potrzebna jest im ta kumulacja, a pytając wprost, komu chcę ją sprzedać? Sama myśl jest już wystarczającym pretekstem do uchwalenia odpowiedniej ustawy blokującej coś takiego.  Wielu Polaków nie zwraca na ten fakt uwagi, bierze pieniądze, bo dają. I to jest właśnie element tego "stanu umysłu" Polaków, który wyklucza nasz udział w szerszej grze o sprawę, o państwo, o swoją własność, a nawet o honor. Nadal myślimy, że świat jest obcowaniem świętych, a życie na ziemi, wersją życia w niebie. A jak ktoś już tak nie myśli, to na śmierć i życie walczy o mały zysk, pogardzając ludkiem i liżąc trampki bogatym. Pozostają tylko słowa piosenki: przyjdzie walec i wyrówna. Diabły tańczą nad naszą trumną.
Dark Regis
Przeżyłem już próbę narzucenia praw autorskich na kawałki kodu, czyli np. na jakiś kawałek programu w danym języku lub część algorytmu (jeszcze niezapisaną w konkretnym języku). O ile słuszne jest przyznawanie prawa autorskiego twórcom programu, to już możliwość blokowania jakiegoś specyficznego użycia pętli FOR itp. byłaby katastrofą dla całego rynku informatycznego. Inny problem powstał w momencie, gdy programy zaczęły być tworzone nie przez pojedynczych ludzi, lecz przez zespoły programistów. U mnie w firmie sytuacja wyglądała w ten sposób, że przyszedł do mnie prezes z kwitem do podpisu, że zrzekam się na rzecz firmy wszelkich praw do pisanego właśnie kodu procedury rozpakowywania plików kilkudziesięcioma metodami. To nie była rozmowa w stylu "może by pan chciał", tylko ordynarny szantaż. Tak właśnie robią firmy w Polsce rzekomo dla ochrony swoich dóbr i uniknięcia procesów o autorstwo. Żeby było śmieszniej ja napisałem ten kod w dwóch językach, a więc formalnie zrzekłem się tylko praw do kodu w języku C++, zaś zachowałem pełnię praw do kodu w assemblerze, który nawiasem mówiąc poprzedzał ten w C++. Kolega w tym czasie przepisywał program z assemblera na C++ i również musiał scedować wszelkie prawa na firmę. To są oczywiście dwie różne rzeczy. Mój przypadek wyglądał w ten sposób jakby grupa ludzi pisała wspólnie pracę zbiorową, np. monografię, encyklopedię itp., a na koniec przyszedł dyrektor projektu i powiedział "ja to firmowałem swoim autorytetem, więc podpiszę to dzieło tylko moim nazwiskiem". W przypadku drugim mamy powiedzmy tłumacza, który tłumacząc marną książkę z obcego języka, niezbyt przykładając się do dokładności tego tłumaczenia, czyli okraszając gęsto tekst własnymi wstawkami, nagle stwarza arcydzieło i staje przed nie lada problemem, iż dzieło nadal pozostaje własnością pisarza ponieważ pierwotny pomysł na fabułę lub ujęcie tematu jest jego, zaś tłumacz może jedynie przystać na te warunki albo zostać posądzony o plagiat. Nie muszę chyba mówić, że jest to krzywdzące i nieefektywne dla postępu, gdyż w takim reżimie, to każdy wyprodukowany na świecie samochód byłby własnością intelektualną pierwszego konstruktora, który z jednej strony bazował na cząstkowych koncepcjach tysięcy jeszcze wcześniejszych odkrywców, zaś z drugiej nawet nie śnił o efektywnym silniku nowej generacji lub silniku w innym układzie. Takie silniki musiałyby wtedy powstawać jako części jakiejś nowatorskiej hulajdeski, aby ich konstruktor nabył do nich pełnię praw. Oczywiście pomijam tu kwestię, kto powymyślał tłoki, krzywki, zawory i sam blok w szczególności. Po prostu w świecie powstałby istny burdel i trolling patentowy na niespotykaną nigdy skalę. Na szczęście ta koncepcja patentowania snippets of code zrodzona w USA upadła we wczesnej fazie projektowania prawa. Gdy żydowskie kancelarie prawne i wielkie korporacje już zacierały lepkie rączki, przyszła fala wolnego oprogramowania. Ale korporacje próbują nadal - "dla naszego bezpieczeństwa" ofc.
wielkopolskizdzichu
Kiedy ze sfer rządowych słychać opowieści o tym, że za poprzedniej władzy kraj stał nad przepaścią, a teraz za nowej, wykonał wielki krok naprzód, to  można z tego polewać.  Jak dołożymy do tego zapewnienia iż jesteśmy silni zwarci i gotowi oraz mamy niezawodnego sojusznika , oj .....to dreszcz grozy przechodzi po ciele. Jeśli nałożymy na to, blogerskie bajania o szczepach piastowych, ideach jagiellońskich oraz potrzebie powoływania instytutów od ćwierćprawd historycznych , to majaczy i to wcale nie w oddali słynne ICR
Ryszard Surmacz
Dziś już nie dam rady, ale jutro zobaczę do wRealu24. Ten Rola, jakby trochę z innego świata, ale robi dobre rzeczy. Mit Zachodu prześladuje nas od upadku naszej państwowości. W Powstaniu Listopadowym wychodzono na drzewa, aby zobaczyć czy wojska francuskie idą nam na pomoc. W utworzeniu II RP, też Francja nam pomogła, ale z zupełnie innych przyczyn, potem, to już zjazd. Ale mit pozostał. Możemy powiedzieć, że ponownie kupili nas, tym razem na inny sposób - poprzez zadłużenia i socjalne. PRL wykończył polski etos, i pozostała chłopska chęć nachapania się.... Nie, wystarczy!
Anonymous
Prawa autorskie zostały zdeprecjonowane przez ich rozszerzenie ponad miarę, przez doprowadzenie do absurdu. Zwraca na to uwagę autor wzmiankowanego wykładu. Nie wzięło się to bez powodu. O ile petrodolar jest powszechnie zauważany, to kreowanie dolara w oparciu o wartość praw autorskich jest nieoceniana. Tymczasem z przebiegu zdarzeń - prawnych, propagandowych, ekonomicznych - można wnioskować o dążeniu do monopolu. Niedawno mowa była o Zaiksie i ochronie artystów przed ich odbiorcami. To dobry przykład.
Anonymous
Rozminęliśmy się. Nie kwestionuję faktu sprawności komputerów. Kwestionuję sens nazywania ich inteligentnymi, a w ślad za tą ludzką cechą przypisywania im ludzkich cech, a następnie praw. Z faktu, że ktoś napisał program, a ktoś wprowadził dane, a maszyna policzyła "kilka" wariantów losowych po czym jedne odrzuciła zgodnie z zaprogramowanymi wytycznymi, a pozostawiła "dzieło"-  nie wynika, że dysponuje inteligencją. To wtórne do inteligencji ludzkiej. Większa moc pozwala na szybsze obliczanie w większej pamięci. Kalkulator też szybciej i lepiej liczy od człowieka, a "inteligentne" drzwi się otwierają. Koparka szybciej kopie doły od człowieka, ale po to została wymyślona, żeby kopać szybciej i głębiej. To wszystko maszyny. Twór człowieka. Przypisywanie im "zdolności twórczych" wynika ze złożoności działań, które przewyższają moc człowieka na wzór siły koparki przewyższającej siłę człowieka. Przypisywanie maszynom ludzkich cech a następnie ludzkich praw rodzi fałszywe konsekwencje. Skoro mają osobowość prawną to potrzebują ochrony swoich praw. Idealnie nadają się na proletariat zastępczy. Rozbudowana ochrona praw autorskich jest narzędziem zniewolenia (oczywiście zniewolenia ludzi nie maszyn) poprzez ograniczenie prawa własności. Już obecnie proponuje się nam wymianę pracy na możliwość przechowywania danych w chmurze. Programów komputerowych już nie nie chcą sprzedawać, już nawet nie użyczać do używania na jednym urządzeniu, a tylko oferuje się najem. To uniemożliwia kumulację kapitału. Komu? Niewolnikom de facto.
Dark Regis
Jeżeli zrozumiemy zachód, to pojmiemy wreszcie, że nie mamy tam czego gonić ani szukać. To z kolei przyczyni się do odzyskania pewności siebie i do nieskrępowanego planowania własnego rozwoju (obecnie spętanego naiwną narracją o wspaniałym we wszystkim zachodzie - hymn lemingów). Wydaje mi się, że właśnie syndykalizm jest kluczem do zrozumienia dzisiejszej polityki Francji, po części innych krajów Unii i że powiązanie to sięga czasów rewolucji francuskiej. Próbowali to wyjaśnić kolejno Braun, Krajski i częściowo też Karoń. Chodziło oczywiście o to dlaczego Francja uniknęła rewolucji protestanckiej, ale jednocześnie ugrzęzła w bagnie doktryn pochodzenia masońskiego i skąd nadszedł obecny dziwny ateizm. To jest taka forma ateizmu, gdzie kociarze w ręcznikach blokują ruch w centrach miast, rozkładając kocyki na jezdni i tłukąc łbami w asfalt. Właśnie przymierzam się do nabycia książki Krajskiego, choć wiem już z góry, że on tego fenomenu nie wyjaśnił. To jest jakiś głębszy nurt i twardszy orzeszek, gdzie trzeba poprzeciskać się między kolektywizmem a indywidualizmem, ślepym naśladownictwem i kreatywnością, oraz innymi politycznymi Scyllami oraz Charybdami. Proszę zauważyć, że już Trocki miał podobne przeczucie i pisał o francuskim syndykalizmie: marxists.org Za słabo się czuję w tym temacie, więc liczę raczej, że zainteresuje on kogoś wykształconego kierunkowo. I jest jeszcze to: politicsforum.org Czyli od lat już trwa podobna dyskusja na zachodzie, a my dopiero jesteśmy przy Karoniu ;). Chyba faktem bezspornym jest też to, że Unia realizuje coś w rodzaju anarchizacji państw członkowskich odgórnie. Wskazują na to te wszystkie alogiczne pierdolety klecone w komisji europejskiej, sprzeczne i zadaniowane orzeczenia TSUE, i decyzje podejmowane w jakimś ukrytym gremium zarządczym, które realnie rządzi tym kołchozem i ustawia pionki takich Timmermansów. PS: jest kolejna ciekawa audycja na wRealu24. Nawet trochę wiąże się z poruszanym tu tematem. Jerzy Robert Nowak vs. Radek Patlewicz! Poczet patriotów polskich? youtube.com
Ryszard Surmacz
No tak, ale do tego potrzebny jest instytut i ciągła obecność w polityce. No, ale gratuluje rozmachu i horyzontów. W Niemcach jest zbyt dużo naśladownictwa. Oni zawsze, we wszystkim, gonili Zachód. Dziś gonić Zachód, to gonić śmierć. Tam nie ma zdrowej myśli. Rosja już jest pomiędzy USA a Chinami. Ogólnie Azja jest w natarciu, ale jak losy tego kontynentu się potoczą, jeszcze nie wiadomo. Tak czy siak, po rozgrywce, nie będzie już taka, jaka jest lub była. Przed nami są wielkie perspektywy, lecz nie mamy w sobie paliwa. Wmówiono nam "polską anomalię", "polską drugoplanowość", jakąś złą pannę na wydaniu itd. Nasze kobiety, wolą obcych, niż swoich. Większość chce uciekać, mało kto zostać i ułożyć państwo wg własnych marzeń. No, ale powodzenia.
Ryszard Surmacz
Ja też chyba nie skończę swoich. Ale Waszmość, jak pisałem kilkakrotnie, matma dla mnie to przestrzeń mocno bagienna. Może nie miałem odpowiednich nauczycieli, a może talentów a tym kierunku. Muzyka jest mi potrzebna do uspokojenia, do relaksu i szukania jakiegoś współbrzmienia - z naturą, z muzyką. Bo muzyka jest czymś osobnym, autonomicznym. Ona ma swoje życie. Nie chcę wchodzić w muzykę relaksacyjną, bo to inna forma disco polo. Na tapecie nam dwie książki, które muszę wykończyć i wydać do końca roku - jedna ma 400 s, druga ok. 200. Ponadto na grzbiecie noszę kilka zobowiązań. I tak to leci. Serdecznie pozdrawiam i czekam na Pańska książkę.
Dark Regis
Podsumowując, to jest właśnie to, o czym już kiedyś rozmawialiśmy. Kolejno były to zagadnienia: 1) Stworzenie długookresowej doktryny w miejsce doraźnych polityk wybieralnych partii. 2) Uczynienie z Polski swoistego atraktora na wielu poziomach, czyli centrum zdolnego do agregowania mniejszych krajów w projekt "Nowej Jagiellonii", współcześnie nazwany "Trójmorzem", także na polu kultury i nauki. 3) Uczynienie z polskości idei pochłaniającej, atrakcyjnej dla ludzi z różnych stron świata, z różnymi korzeniami (często także już piątego lub dalszego pokolenia emigrantów z Polski), co wiąże się z odchodzeniem od identyfikacji ściśle związanej nie tylko z wąsko pojmowaną etnicznością, lecz także z wąsko pojmowaną religijnością. Tak właśnie zrobili żydzi na których niektórzy lubią się czysto werbalnie wzorować. Dlatego też wskazałem na ten nowy program dr Krajskiego z arcybiskupem, gdzie między wierszami było rzucone swoiste ultimatum (być morze nie wszyscy to zauważyli): albo Kościół odejdzie od marksizmu i poprawności politycznej, wróci do korzeni, albo bardziej racjonalne w końcu okaże się stworzenie Kościoła narodowego, czyli autokefalia. Polska powinna przede wszystkim zajmować się zbawianiem siebie, a nie Rzymu, bo jest tu dostatecznie dużo roboty na pokolenia. Po prostu istnieje współcześnie rozdźwięk pomiędzy postrzeganiem siebie jako powiedzmy albo "Amerykanie" albo jako "Baskowie"+"Hutu"+"Tutsi"+"inni Tamilowie". Tak samo jest w zakresie religii. W tym momencie, gdy Niemcy oficjalnie przyjęły ideologię mieszania z zachowaniem dotychczasowych doktryn (antypolskich) i to nadzwyczaj skutecznie działa (przykład terrorysty i Niemca irańskiego pochodzenia, który chciał oczyścić Niemcy z Arabów ;), nie możemy się dać zapędzić w kozi róg dzielenia włosa na czworo. Po prostu wykończą nas w końcu brzuchami i gospodarką (naiwną wiarę w upadek Niemiec wkładam na razie między bajki, bo oni nie wyglądają mi na idiotów, lecz raczej na zimnych graczy). Oczywiście nie możemy również dać się bezmyślnie rozwadniać powiedzmy Ukraińcami, więc trzeba znaleźć jakąś skuteczną nomen omen doktrynę. Już wskazywałem hipotetycznie obiecujący kierunek "mechanizmu enklaw", co byłoby takim odpowiednikiem Stanów Zjednoczonych bez konieczności identyfikacji danej enklawy z jakimś konkretnym obszarem ziemi. Wtedy jacyś ortodoksi dorwali mi się do gardła, że chcę podziału dzielnicowego Polski, a chodziło mi głównie o zdefiniowanie i sformalizowanie stosunków w obszarze Trójmorza, żeby uniemożliwić wędrówki ludów po cudzą ziemię, co zawsze kończy się krwawą rozp..., a co wykorzystają niechybnie tacy gracze jak Niemcy i Rosja. To jest właśnie to, co stoi na przeszkodzie porozumienia z Ukraińcami od czasów Wołynia. Im się wydawało, że osadnictwo wojskowe było podbojem, a nam wydawało się sprawiedliwością po latach zaborów. Niemiecka agentura tylko podłożyła ogień pod ten własnoręcznie ułożony stos. To tak w ramach podsumowania, na szybko i bez wchodzenia w zbędne szczegóły.
Dark Regis
W zasadzie są ludzie, którzy mogliby to podsumowanie systemów politycznych na tle wczesnych ideologii syndykalizmu i anarchizmu pociągnąć z marszu. Na przykład pan Roman Mańka. Ma właściwe do tego zadania wykształcenie. Ja ciągnę około dwudziestu tematów i nawet już nie myślę, że kiedykolwiek to w życiu skończę ;).  Nadchodzą jednak niechybnie straszliwe czasy, gdy wypadałoby zamieścić coś nowego na moim blogu o matematyce 8]. Najpierw dokończę więc temat "Panie jak się to robi?" i zagłębię się w zapowiadaną czeluść aksjomatyki teorii mnogości, żeby na palcach pokazać co jest tam nie tak (aksjomat wyboru, arytmetyka Peano), a potem spróbuję jakoś prosto wyłożyć, o co chodzi w tych wszystkich innych działach matmy o dziwnych i strasznych nazwach. Jest to konieczne, żeby skończyły się pojawiać bzdury w stylu "Einstein się pomylił" albo "Jestem informatykiem, więc nie potrzebuję matmy", tudzież inne "Ziemia jest płaska". Przykładowo, zapowiadałem już wyjaśnienie, dlaczego coraz szersze geometrie powodują zwijanie się prostych w okręgi. Brzmi to paradoksalnie i na chłopski rozum bez sensu, a jednak działa. Kiedyś mówiłem, że wystarczy uważnie popatrzeć na wykresy wielomianów, odwrotności wielomianów i potem wszystkich funkcji wymiernych. Są tam zera i asymptoty pionowe i poziome, które są niskowymiarowym analogonem tego, co się dzieje w dziedzinie zespolonej, a wygląda tak, jakby wykresy chciały się połączyć w nieskończoności.Wykres zwykłej hiperboli y=1/x wygląda tak, jakby raz chciał się połączyć pionowo oraz drugi raz poziomo, czyli zrobić taki okrąg zwinięty w ósemkę, a to już jest bardzo podejrzane :). Gdy uzwarcimy płaszczyznę dwoma okręgami w torus, to wychodzi szydło z worka. Analogię widać przy próbie odbić tego torusa względem płaszczyzny pionowej oraz pionowej, przechodzących przez środek, albo patrząc z innej strony obrotów torusa o 180 stopni w poziomie i w pionie. Jednym słowem temat jest ciekawy i wniesie wiele do zrozumienia fantastycznych konstrukcji używanych w fizyce współczesnej jak struny czy brany. Do tego na początek potrzebny będzie właśnie Axiom of Choice, trochę analizy, topologii, a na koniec wyjdzie jeszcze, że SĄ jakieś dziwne liczby rzeczywiste (hyperreals, zob. Robinson i analiza/matematyka niestandardowa), które nijak nie chcą cicho siedzieć w matematycznej niszy, którą dla nich wstydliwie przygotowano. W ogóle jest to taka pięta achillesowa matematyki klasycznej. Bez tych "filozoficznych" podstaw wiele wiekopomnych osiągnięć polskich matematyków nie zostanie nigdy przez Polaków odkryta, po prostu nie dotrze do nich ta informacja. Na przykład w tym artykule jest przypomniana bardzo ciekawa postać (z bloga pani Izabeli): Krzysztof Maurin: gnosis.art.pl Warto wejść w linki. Inny ciekawy matematyk to Zbigniew Semadeni i jego "przestrzeń Banacha C[0,ω1] wszystkich funkcji ciągłych na liczbie porządkowej ω1+1".
Jestes smieszny I zalosny.. W tej probie bezsilnego sarkazmu tylko udawadniasz brak wlasnej  wiarygodnosci w promowaniu porozumienia I jednosci Narodowej.. Nie potrafisz wybic sie poza wlasne kompleksy I uprzedzenia...Tak... jestes typowym tworem I ofiara Sowieckiego experymentu w Polsce..
Ryszard Surmacz
@ Marek1taki (9,22) No właśnie, czym zajmuje się uczelnia i uczeni. Ja jestem zdania, że twórczość artystyczna i humanistyczne prace naukowe nie powinny podlegać własności prywatnej. Talenty powinny pobudzać talenty. Nie można je blokować jakimiś sztucznymi barierami prawnymi. Jakby coś, to jestem autorem 10 książek i chyba ok. 1000 artykułów. Wyjątek powinny stanowić patenty wynalazcze.   
Ryszard Surmacz
@ Roz Sądek Pokolenie JPII takie niestety jest, jak Pan pisze. Mówią o nić jako "pokolenie NIC". Ale ich następcy, i tu powinien Pan zejść na ziemię, mają inny problem - problem z rzeczywistością. Realizują się w świecie wirtualnym, którego nie ma. Przykład: dziennikarstwo zawsze realizowało się w terenie; dziennikarz bez fizycznego kontaktu z ludźmi i ich problemami stawał się urzędnikiem. Jednego z nich wysłano do wydarzenia X. i co odpowiedział..., że nie znalazł go w internecie. Jest Pan zapewne młodym człowiekiem, czy wyobraża Pan sobie życie bez komórki, komputera, sieci? Zniszczenie tych gadżetów, oznacza kompletna katastrofę. Oczywiście, nie jestem im przeciwny, tylko nie zauważamy, jak technologia wciąga nas w taki kąt, w którym nie ma ani słów, ani tlenu, ani jedzenia. Ale ten Pański wpis jest sprzeczny sam w sobie. Na początku broni Pan młodzieży, ale pod koniec już podaje przykłady jej ogłupienia. Ci sami ludzie będą musieli organizować państwo, pisać prawa, leczyć ludzi, uczyć studentów itd. Czy to nie jest tykająca bomba?
Dark Regis
Nie, to nie jest błąd. W matematyce współczesnej nie ślęczy się już latami nad różnymi problemami i nie formułuje twierdzeń. Zapuszcza się maszynę, która ma wbudowany program dokonujący rozmaitych operacji logicznych na podanych mu zdaniach w roli założeń lub aksjomatów. Oczywiście informatyk tworzący taki program może nie mieć zielonego pojęcia o matematyce lub zagadnieniu, do którego program zostanie użyty. Podałem już kiedyś przykład takiego zmotoryzowanego matematyka na moim blogu, który "stworzył" za pomocą komputera tysiące twierdzeń z geometrii. Są też inni. Żeby daleko nie szukać, przypomnę słynne twierdzenie o kolorowaniu "dla każdego skończonego grafu planarnego wystarczą cztery kolory do pokolorowania krawędzi tak, by nie sąsiadowały ze sobą żadne dwie o tym samym kolorze" (alternatywnie dla krajów na mapie). Do dziś beton matematyczny nie chce przyjąć dowodu przeprowadzonego przez komputer do wiadomości. Jeszcze innym przykładem jest znalezienie wszystkich skończonych grup prostych. Z tym, że tu udało się pewne rzeczy już wyprostować. Taka ciekawostka, czy Pan wie, że do ułożenia kostki Rubika (43 tryliony możliwości, w USA są to kwintyliony) z dowolnej pozycji wystarczy maksymalnie 20 ruchów? Obrazkami tych pozycji można 275 razy pokryć całą Ziemię. Oczywiście jest to problem piekielnie trudny, żeby znaleźć takie ruchy w konkretnej sytuacji. W tym celu trzeba trochę znać się na cyklach i dopasować je odpowiednio do rogów oraz środków krawędzi. Banalnie brzmi a zabija wzrokiem niczym bazyliszek ;) Nie jest to jeszcze nawet sąsiedztwo tych problemów, które rozwiązują dziś matematycy za pomocą komputera, jak powiedzmy konfiguracje kombinatoryczne, geometrie skończone (np. rzutowe), liczby Ramseya, skończone grupy o zadanych własnościach itp.. Zresztą łamanie szyfrów to jest również dział matematyki zwany kryptoanalizą. Na przykład w szyfrach opartych na krzywych eliptycznych rozwiązuje się zagadnienie poszukiwania logarytmu dyskretnego. Sama krzywa jest określona dla pewnego ciała skończonego i wygląda jak losowo rozsypany zbiór punktów mogących pokryć wydruk wielkości stadionu. Natomiast ja właśnie czytam ciekawą pracę, w której autor zauważył, że sieci rozważane w teorii grafów i różnych zagadnieniach informatyki albo matematyki, na przykład cały Internet ze wszystkimi połączeniami, mają coś w rodzaju naturalnej metryki hiperbolicznej. Bez komputera, czyli tylko za pomocą przysłowiowej kartki i ołówka, podane w tej pracy wyniki byłyby nie do osiągnięcia: "Hyperbolic geometry of complex networks", Dmitri Krioukov, Fragkiskos Papadopoulos, Maksim Kitsak, Amin Vahdat, Marián Boguñá: named-data.net Czyli komputer, albo lepiej superkomputer, sprytne modelowanie i żmudne liczenie trwające całymi latami. Tak to niestety dziś wygląda. Pozdrawiam.