|
|
Anonymous Z każdym słowem się zgadzam, a zwłaszcza z konkluzją. Dawniej ludzie byli normalniejsi. Teraz są w prawach. Garną się aby być "proletariatem zastępczym". |
|
|
St. M. Krzyśków-Marcinowski Próbowałem rodzinnej jazdy na rowerze w obszarze ruchu miejskiego i było to mocno nerwowe przeżycie. Sam do uprawiania sportu kolarskiego nie umiem się zmotywować, nie nawykłem, wolę marszobiegi.
Podziwiam symbiozę rowerzystów i pieszych, gdy przemierzam trasę od Bartyckiej do stadionu Legii. Trasa rowerowa biegnie raz z prawej, raz z lewej strony chodnika. Przed i po meczu idą tędy całe gromady, gdy jest cieplej to przejeżdża między nimi rower za rowerem i jakoś to zmieszanie nie rodzi sytuacji konfliktowych. Przy właściwym nastawieniu, przy pewnej dozie życzliwości i wyrozumiałości da się współżyć. Kończy się to jednak z chwilą wnoszenia roszczeń.
Na jezdni tolerowałem kiedyś i furmanki, tak i teraz ze zrozumieniem odnoszę się do swego rodzaju tradycji w niektórych miejscowościach (Pilawa na przykład), gdzie bardzo dużo ludzi porusza się na rowerach, wcale nie na chodnikach. Kierowcy samochodów mają szczególnie uważać i już, w tej sytuacji stanowią kategorię podległą miejscowym. |
|
|
Tupador Ale to, że jezdnia należy wyłącznie do samochodów, już nie kłóci się z Waszmości poczuciem porządku i sprawiedliwości? No tak, jest Waszmość przecież oburzony, że przez własny pośpiech (cytuję: „Fala samochodów ruszała dopiero spod świateł na skrzyżowaniu z ulicą Gotarda, więc spokojnie ruszyłem. Zwykle ma się tutaj mniej czasu i konieczny jest start dużo bardziej dynamiczny.” – więc ten start, który Waszmość rozpoczął był co najmniej dynamiczny…) omal nie wjechał w rowerzystę, gdyż Waszmość nie sprawdził, czy jakiś rowerzysta nie nadjeżdża. Piszę to w dobrej wierze, daję wiarę Waszmościa relacji (choć ów rowerzysta zapewne inaczej by opisał zdarzenie), wynika z niej też i to, że obaj nie zachowaliście właściwej ostrożności i zapomnieliście o zasadzie ograniczonego zaufania. Gdyby pojeździł Waszmość na rowerze (jestem niewiele młodszy i czynię to na co dzień), albo chociaż pooglądał Waszmość jakieś filmiki na Youtube, zorientował by się, że piesi szwendający się po ścieżkach rowerowych i samochody je blokujące są znacznie powszechniejszym i dotkliwszym zjawiskiem niż skrzywiona mina rowerzystki. Więc jak już pisałem: nie przez restrykcje wobec rowerzystów droga do ładu, ale przez edukację wszystkich uczestników wszelkiego ruchu drogowego. Powściągnij Waszmości swoje złości… |
|
|
St. M. Krzyśków-Marcinowski Dziękuję za wczucie się w opisywane przeze mnie incydenty i właściwą ich analizę. Zgadzam się z tym, że prawo jest po stronie rowerzystki z Wrocławia i rowerzysty jadącego nocą wzdłuż Rzymowskiego. Dlatego sugeruję jakieś ogólne zmiany co do zasad, gdyż w gruncie rzeczy egzekwowanie przez nich swych korzyści – szlak rowerowy należy do rowerów – kłóci się z moim poczuciem porządku i sprawiedliwości. Gdym zranił albo zabił człowieka pędzącego w szaleńczym tempie w strugach deszczu, poszedłbym siedzieć. Z poczuciem własnej krzywdy. Zachowałem więcej jak minimum ostrożności, on o to nie dbał, a jednak…
Przypadek pani z ulicy Ślężnej we Wrocławiu to demonstracja złej woli i jeszcze gorzej. Czyjaś noga znalazła się na jej połowie chodnika. Skandal! Musiała zwolnić! Do samej Wiśniowej i jeszcze dalej będzie pewnie mogła pędzić bez najmniejszych przeszkód, ale tu ją jakieś kreatury przyhamowały. Za kilka lat będzie miała rower ze wspomaganiem elektrycznym, wtedy nawet samochody jej nie dogonią.
Pańskie wnioski, są absolutnie trafne, podpisuję się pod nimi:
„Budowa kolejnych ścieżek, tras, dróg rowerowych bardzo niestety wyprzedza edukację pieszych, samochodziarzy i rowerzystów w zakresie związanych z nimi przepisów drogowych. Poza specjalistycznymi rowerowymi nie zajmują się tym media. Nie mówiąc o tym, że wiele dróg rowerowych wytyczonych i zbudowanych jest, jakby projektowali je i budowali ludzie, którzy na oczy roweru nie widzieli.”
|
|
|
Czesław2 Być może moja wypowiedź jest przerysowana, uważam jednak, że chamstwo jednych nie może być powodem zniewolenia innych. Klasycznym przykładem są przejścia dla pieszych. Niejednoznaczność możliwych zachowań na pasach powoduje wypadki. I żadne prawo tego nie zmieni. W/g mnie, na jezdni bezwzględne pierwszeństwo powinny mieć auta WŁĄCZNIE z przejściami. Tak samo priorytet dla przejeżdżających rowerzystów przez jezdnię po czerwonym trakcie to patologia. Przepisy wychowały stada drani, którzy wszędzie mają pierwszeństwo i nawet momentami nie wiedzą, że są na jezdni. To zachowanie przenosi się potem za kierownicę. Przecież ostatnio lawinowo słyszę o wypadkach związanych z wymuszeniem pierwszeństwa. Patologia z rowerów i przejść dla pieszych ( wtargnięcia ) zasiada potem za kierownicę. I nadal WSZĘDZIE ma pierwszeństwo. Zresztą to temat rzeka. |
|
|
Tupador W trzecim przypadku jeśli był czerwony przejazd dla rowerów i rowerzysta jechał od strony Puławskiej, to miał pierwszeństwo (o ile nie stanowiły inaczej znaki pionowe na ścieżce rowerowej przed tym skrzyżowaniem). Czy Waszmość zwrócił uwagę na oznakowanie pionowe od strony wyjazdu z Wyścigowej? Tu Waszmość nie wdajesz się w szczegóły, choć piszesz „nie widziałem”, „nie widząc”… - tym samym przyznając się do błędu, polegającego na niesprawdzeniu, czy Waszmość możesz jechać. Ważna byłaby też informacja, czy rowerzysta miał prawidłowe oświetlenie, ale przecież tego zdaje się Waszmość nie widziałeś…
Smutnym jest, że ze swoich „przygód” wyciągasz zły wniosek. Budowa kolejnych ścieżek, tras, dróg rowerowych bardzo niestety wyprzedza edukację pieszych, samochodziarzy i rowerzystów w zakresie związanych z nimi przepisów drogowych. Poza specjalistycznymi, rowerowymi nie zajmują się tym media. Nie mówiąc o tym, że wiele dróg rowerowych wytyczonych i zbudowanych jest, jakby projektowali je i budowali ludzie, którzy na oczy roweru nie widzieli. Gdybyś Waszmość – zaczynając właśnie w swoim blogu – tej edukacji się domagał i sam ją zaczął uprawiać byłby pożytek,
a tak mamy tylko reakcje sfrustrowanego samochodziarza: cóż za bezczelność, że ten rower tak szybko jedzie…
|
|
|
Tupador Ciekawym, czy Waszmość kiedykolwiek poruszał się rowerem w dużym mieście? I to nie w celach rekreacyjnych, czy turystycznych, ale komunikacyjnych. Np. żeby dojechać z domu do pracy, z pracy do domu? Z wpisu Waszmości wynika, że chyba nigdy, a nawet jeśli, to nie doświadczył wszystkich błędów i absurdów, które w Polsce popełniono i popełnia się przy projektowaniu i budowaniu szlaków (ścieżek, dróg) rowerowych, oraz agresji ze strony kierowców samochodów, pieszych i… innych rowerzystów. A przy tym sam reaguje agresywnie na rowerzystów.
W pierwszym przypadku, który Waszmość opisujesz, rowerzystka zachowała się wg mnie prawidłowo. Szkoda, że nie dostrzegłeś Waszmość, czy użyła najpierw dzwonka rowerowego, by ostrzec wkraczających na pas rowerowy. Jeśli nie użyła, to jej błąd. Ale mógł być niesłyszalny w panującym hałasie dla pieszych, bądź przez nich zignorowany, gdyż tak niestety najczęściej bywa. Jej okrzyk „uwaga!” był jak najbardziej na miejscu. Poza tym, jak Waszmość piszesz, zdjęła stopę z pedału, więc przygotowała się do ewentualnego zatrzymania się, gdyby ci, którzy wtargnęli na pas rowerowy, nie ustąpili jej drogi. Grymas jej twarzy nie ma tu nic do rzeczy: miny, jakie robią kierowcy samochodów (do których Waszmość należysz) także bywają paskudne. Dla mnie naganne z jej strony byłoby słuchanie muzyki w nausznych słuchawkach – ale tego nie wiemy, może te słuchawki pełniły akurat funkcję tylko nauszników. Dodam jeszcze, że są dwa rodzaje ciągów pieszo-rowerowych: oznaczony znakiem, na którym wizerunek pieszego jest oddzielony od wizerunku rowerzysty poziomą linią, i oznaczony znakiem, na którym pieszy i rowerzysta są oddzieleni linią pionową. W pierwszym przypadku pieszy ma zawsze pierwszeństwo, w drugim (a szczególnie w przypadku, gdy pas rowerowy ma odmienny kolor nawierzchni, często nie bez powodu czerwony, ostrzegawczy) pierwszeństwo ma rowerzysta, a ponadto piesi nie powinni się tym pasem poruszać. W opisanym przez Waszmościa przypadku piesi, przed omijaniem stosów liści, winni upewnić się, czy nie nadjeżdża rowerzysta. Tak samo, jak wtedy, gdy chcą wejść na jezdnię drogi dla samochodów.
W drugim przypadku rowerzystka zachowała się karygodnie: na chodniku pieszy ma zawsze bezwzględne pierwszeństwo. Trzeba też pamiętać, że po większości chodników rowerom nie wolno jeździć, jest to dopuszczalne w ściśle określonych sytuacjach.
|
|
|
St. M. Krzyśków-Marcinowski Nie napisałbym tego, gdyby nie moje przekonanie, że mam do czynienia ze zjawiskiem masowym. Pojedynczy przypadek nie wymagałby interwencji społecznej - epidemia tak.
W tym incydencie we Wrocławiu pojawił się jeszcze inny ogólniejszy problem. Nie chciałem tematu poszerzać i gmatwać, dlatego nie wspomniałem, że demonstracja nienawiści przez osobę na rowerze została wywołana przede wszystkim przez obecność dzieci idących w grupie przede mną. Takie nieodparte wrażenie odniosłem. Pominąłem temat uprzedzeń do rodzin z dziećmi, do ludzi starych a zająłem się czymś łatwiejszym do analizy i rozstrzygnięcia. O tych trudniejszych i bardziej przykrych kwestiach spróbuję jeszcze kiedyś napisać. |
|
|
Czesław2 Ciekawe podejście do problemu. Znajdzie się jeden niewychowany cham (-ka) , wnioskuje się o usuniecie wszystkich rowerzystów. Wypadek na skrzyżowaniu, rozwiązaniem światła blokujące ruch. Przekraczają prędkość na prostym odcinku drogi w mieście, zrobić szykany. Pieszy jeden wtargnął pod samochód, zakazać jeździć samochodami lub ograniczyć prędkość do 30 km/h. Skutek? Sparaliżowane miasta. Nagminne korzystanie z telefonów podczas jazdy i związane z tym wypadki. To, że Polacy nie przestrzegają ograniczeń w Polsce wszyscy wiedzą. To może ich nauczyć poprzez kieszeń, skoro inaczej się nie da. I jeszcze jedno. Trzeba się zdecydować, czy ulice są dla aut, czy dla pieszych. |