Otrzymane komantarze

Do wpisu: Wolność od państwa czy państwo dla wszystkich?
Data Autor
Anonymous
Wykreowany z niebytu wicepremier, znany z tego, że ma ojca i został wicepremierem, klasycznie udaje Greka, jeżeli mówi, że rozumie wolność jako „możliwość pełnej partycypacji w życiu wspólnoty”, a jednocześnie podejmuje działania na rzecz ograniczenia tej partycypacji kładąc łapę wielkiego brata na finansach i tworząc uznaniowe reguły gry. Czyste pojmowanie wolności. Po grecku, zaiste. Morawiecki obnaża się z marksistowskiego pojmowania wolności nie tylko dążąc do monopolu własności państwowej jako partnera dla wielkiego kapitału, któremu przyznaje przywileje w ramach tej współpracy. Po marksistowsku deklaruje, że „państwo musi skupiać się na spłaszczaniu nierówności społecznych”. Jego celem jest sprowadzenie Polaków do roli proletariatu, nowożytnego oczywiście, który nie będzie się wychylał tylko harował na potrzeby państwa, tymczasowego zarządcy kapitału i ideału światowego. Prawdziwa klasa średnia jest przedstawiana jako nieproporcjonalnie wpływowa grupa żerująca na społeczeństwie. To się może podobać w kontekście zdominowania gospodarki, służb, uczelni i innych działów życia państwa przez uczestników podziału wpływów w 1989r., którzy ochoczo podpięli się pod przywileje unijne. W rzeczywistości regulacje zamiast wolności w dążeniu do nierówności wszystkich ograniczają, a nierówności i tak dają przez przywileje dla ludzi układu i socjal dla mas. Odbywa się to kosztem samych uprzywilejowanych a głównie klasy średniej. W tym kontekście jego słowa o dążeniu do rozwoju klasy średniej należy rozumieć jako kanalizację ludzkich dążeń. Za klasę średnią Morawiecki rozumie administrację państwową i beneficjentów grantów i dotacji. Zresztą odnosi się do klasy średniej tzw. Zachodu, jako naszego celu. Ten system mamy obecnie i nie zamierzamy go doskonalić tylko odrzucić. Naszym celem są prawdziwe wartości cywilizacji łacińskiej, w której siłą państwa jest siła płynąca z odpowiedzialnej wolności obywateli, którzy sami wiedzą czego chcą i nie trzeba im tego mówić ani dekretować. Rolą państwa jest im to umożliwić, a nie być kupą kamieni do budowy NWO.
Anonymous
Pan nie rozumie pojęcia nowożytny liberalizm skoro określa go Pan „jako niezależność od państwa”. To bliższe libertarianizmowi (jeżeli mowa o całkowitej niezależności) i konserwatywnemu liberalizmowi (jeżeli mowa o niezależności od totalitaryzmu państwa). Pan sam jest socjalistą, który niewiele różni się od nowożytnych liberałów - socliberałów owsiakowo pojmujących liberalizm jako „róbta co chceta”. Oba socjalizmy są wykwitem myśli marksistowskiej i stwarzają pozory troski o obywatela, zwanego w tej ideologii społeczeństwem. Nie bez powodu, bo nie jednostka tylko masa jest podmiotem. Dopiero w masie ta jednostka nabywa praw do wolności w granicach określonych potrzebami społecznymi. O zakresie tych potrzeb i tej dekretowanej wolności decydują wybrańcy – pomazańcy demokracji. Decydują oczywiście nie w swoim imieniu tylko władzy realnej, zdolnej do kreowania pozorów władzy, pieniądza, idei, do przesiedlania milionów, do kontrolowania wojen, kryzysów.
mjk1
W nieodległej przeszłości w naszym nieszczęśliwym kraju co 4-5 lat odbywały się tzw. Zjazdy jedynie słusznej opcji rządzącej. Dzisiaj jedynie słuszna opcja rządząca, dawne Zjazdy zastąpiła Kongresami. Pie...nie jednak, czyli tzw słowa wstępne i referaty tez programowych nie uległy najmniejszej zmianie. Generalnie już za 10-15 lat osiągniemy poziom krajów wysokorozwiniętych a nawet wyższy. Teraz jednak „wicie rozumicie” musicie uzbroić się w cierpliwość i za....ć, najlepiej za trzech i darmochę. A po 10-15 latach, gdy nastanie kolejny nieuchronny „zjazd”, winę zwali się na błędy i wypaczenia poprzedników. Teraz nieodległa historia. Wg danych statystycznych w pewnym europejskim kraju było w 1932 r. 142 tys. domów mieszkalnych. Po roku było ich już 284 tys. czyli dokładnie podwojono ich liczbę. I teraz pytania do autora i wszystkich zainteresowanych, którym zależy na Polsce: 1. Jaki to kraj? 2. Jak to zrobiono bez zadłużenia i kredytów bankowych? 3. Dlaczego nie możemy zrobić dokładnie tego samego?
Do wpisu: Arabowie, z którymi warto prowadzić interesy
Data Autor
smieciu
My lubimy Katar jako alternatywę dla Rusków. A tacy np. Syryjczycy wolą Rusków jako alternatywę dla Kataru, kluczowego sponsora ISIS, islamskich fanatyków, którzy gdzieś tam zabiją ludzi. Zresztą na być może dużo większą skalę niż Ruskie. Poza tym Katar jest zapyziałym, krajem z prawem szariatu. Ciekawe czy wolelibyście wydać swoją córkę za Ruska czy za Katarczyka... Ostatecznie kraj ten to takie samo gówno jak Rosja. Bezwzględna dyktatura, sponsor masowego zabijania, działający dzięki ropie naftowej. Poczytajcie sobie jak tam Katar buduje obiekty na mistrzostwa świata w piłce nożnej. Ostatecznie sprawa sprowadza się do tego że podajemy rękę jednym glizdom, w ładnie uszytych garniturkach, za pieniądze z ropy a dziwimy się że inni podają rękę innym glizdom w ładnych garniturkach za pieniądze z ropy. Na tym ma polegać nasza polityka? Zresztą jedni i drudzy dobrze współpracują. Jak np. pokazują katarskie udziały w Rosnefcie. Kto wie może wkrótce uznamy ruską ropę za koszerną? A co zrobimy jeśli się okaże że katarski gaz przypływał będzie do Świnoujścia z Petersburga? Bo dlaczego nie? Skoro jakiś tam procent będzie należeć do Kataru to mogą nam go wysłać na skróty, po co dookoła Europy... Taniej będzie. Ale chyba tylko to pozostaje. Bo przecież są rzeczy o których nikt nawet nie powinien śmieć myśleć. Np. o ropie naftowej (żadnych łupkach) zalegającej pod naszym krajem. Dotknięcie tego tematu bowiem uruchamia siły większe niż seryjny samobójca...
Do wpisu: Marynarka Wojenna czeka na nowe okręty podwodne
Data Autor
Ważny temat z przysłością
Trzymam kciuki, aby marynarka wojenna otrzymała okręty podwodne 
Po przeczytaniu tego artykułu nasuwa się pytanie czy w ogóle marynarka wojenna doczeka się okrętów podwodnych?
Marynarka wojenna potrzebuje tych okrętów podwodnych ponieważ pomogą one również odbudować stocznie Szczecińską
Napisze krótko gra jest warta świeczki ponieważ, marynarka potrzebuje tych podwodnych okrętów
Zdzichu
To problem Norwegii. Zakup rakiet dalekiego zasięgu dla okrętów podwodnych był w planach MON także za poprzedniego rządu. Obecnie kupujemy rakiety samosterujące JASSM-ER powietrze-ziemia dla samolotów. Dlaczego mielibyśmy rezygnować z możliwości umieszczenia pocisków manewrujących na okrętach podwodnych - dających większą skuteczność ataku?
Dlaczego zaraz "niestety się komplikuje"? Ktoś w MON ma idee fixe w kwestii pocisków manewrujących, co znacznie ogranicza wybór i podnosi koszty. Jeszcze może sobie lotniskowiec sprawmy... Jakoś Norwegia w miejsce swoich starzejących się jednostek wybrała okręty bez pocisków manewrujących i nikt z tego nie robi afery.
Zdzichu
Sprawa niestety się komplikuje. P. Soloch z BBN zaprezentował 23.03.2017 na Sejmowej Komisji Obrony Narodowej „Strategiczną Koncepcję Bezpieczeństwa Morskiego Rzeczypospolitej Polskiej” (podpisaną i opatrzoną wstępem przez PAD). Wg tej koncepcji założono m.in., że „przyszła polska flota wojenna nie powinna mieć zdolności odstraszania strategicznego i wymuszania”, czyli zakłada rezygnację z umieszczenia długodystansowych rakiet manewrujących na okrętach podwodnych (co zakłada MON), zamiast tego ew. na łatwiejszych do zniszczenia nawodnych okrętach, platformach kołowych czy samolotach. W związku z tym do gry wracają stocznie niemieckie z ich ofertą. Prezentacji na komisji dokonał m.in. dokonał m.in. komandor, który w 1985 r. uzyskał stopień doktora nauk wojskowych (specjalność operacyjno-taktyczna marynarki wojennej) w Akademii Marynarki Wojennej w Leningradzie). Wiadomości na ten temat można znaleźć na Defence24.pl.
michnikuremek
Okręty podwodne miałyby sens gdyby były zastosowane na tej samej zasadzie jak to robi Izrael. Ich okręty podwodne leżą sobie gdzieś na dnie Morza Śródziemnego, Morza Czerwonego, Oceanu Indyjskiego..... Wrogowie Izraela wiedzą, że one mają na pokładach rakiety z głowicami atomowymi... I to w zupełności wystarcza, by Izraela nikt nie zaatakował.... Jednak najrozsądniej byłoby już dziś zacząć inwestować w kutry patrolowe wyposażone w karabiny maszynowe... Bo ten potop, który nadejdzie z Kalifatu Szwecji będzie gorszy od tego poprzedniego.....
mmisiek
Dla właściwej perspektywy, zanim zaczniemy wydawać miliardy, może warto przypomnieć jaką rolę odegrały nasze okręty podwodne we wrześniu 39?  
Do wpisu: Zakup książęcej kolekcji dowodem na skuteczność rządu
Data Autor
Ramzes1006
Skoro było potrzebne uregulowanie tej kwestii, to dobrze że zostało to zrobione. Nie mierzmy wydatków własną kieszenią to pozwoli nam spać spokojniej.   
Dariusz Kotara
Trudno się nie zgodzić. To piękny dar dla Polski!
Dariusz Kotara
Świetna sprawa z odkupieniem tej kolekcji. Udało się ją kupić za bezcen, a kolekcja jest bezcenna! Wycenia się ją na 10 mld, a pewnie nie jeden arab kupiłby ją za dużo więcej. Nam udało się to załatwić tak jak trzeba :)  
Anonymous
Nic nie mówiono o prezencie tylko o zakupie i sukcesie negocjacyjnym premiera Glińskiego. Tak pamiętam z "reżimowych" mediów. O księciu, jego rodzie, fundacji, historii kolekcji nie przypominam sobie informacji w mediach. Jeżeli jest to w większej części dar od księcia Adama Czartoryskiego dla narodu to warto o tym pamiętać. Minione pokolenia budzą obawy o dbałość o majątek w odniesieniu do zarządców skarbu państwa, a ponieważ mamy pęd do nacjonalizacji, obawiam się czy nie jest to komasacja przed rozliczeniem piramidalnych długów zaciąganych a konto kolejnych pokoleń.
Tadeusz Kozak
Trudno powiedzieć co mogłoby być większym sukcesem dla Polski i muzealnictwa. Choć są ślepcy którzy nie umieją tego dostrzec. Przydałaby się lepsza promocja wydarzenia w mediach. Jakaś akcja specjalnie pokazująca skalę w trakcie nocy muzeów...
Tadeusz Kozak
To był bardzo cenny prezent dla Polski. Adam Czartoryski toczy swe życie z dala od Polski. Następne pokolenia mogą podejmować różne decyzje, niekoniecznie korzystne dla Polski.
Anonymous
Czyżby po pokoleniach dbałości o kolekcję, zarówno własną jak i de facto narodową, przez polski ród książęcy okazało się, że lepszym jej opiekunem jest urzędnik państwowy niż właściciel? Ta zmiana jest symboliczna i złowróżbna, bo wskazuje kierunek polityki - błędny - wbrew racji stanu opartej na cywilizacji, która uczyniła nas wielkimi, a zgodny z cywilizacją, która nas chce wynarodowić od stu lat.
Do wpisu: „Apteki dla aptekarzy”, nie - dla pacjentów
Data Autor
Ramzes1006
Tyle bieżących, naglących spraw do załatwienia, a pracuje się nad zmianą czegoś co funkcjonuje dobrze. Tworzenie się sieci aptek to zjawisko nieuchronne i żadne przepisy tego nie zmienią.
Anonymous
" "Ustawa będzie skutkować rozdrobnieniem polskiego rynku farmaceutycznego”. To zaś spowoduje wzrost dominacji dużych międzynarodowych koncernów – produkcyjnych i hurtowych, „które będą mogły łatwiej narzucać odpowiednio wysoki poziom cen" " A ja się spotkałem z dokładnie odwrotnym opisem sytuacji. Mianowicie, że to obecnie zwykli aptekarze - farmaceuci mają narzucane wysokie ceny hurtowe (co nie jest niezwykłe przy małym obrocie) ale jednocześnie próba uzyskania niższych cen w wyniku skupienia zamówień okazuje się bezowocna. M.in. dlatego twierdzę, że obrona wolnego rynku dla dobra pacjentów z ograniczeniem do sprzedaży detalicznej leków jest czystą hipokryzją. Ktoś mógłby pomyśleć, że mamy w Polsce i UE wolny rynek i tylko obrzydliwie chciwi aptekarze chcą to wszystko zniszczyć. Jest inaczej. Produkcja, hurt, detal, refundacja i jej kredytowanie stanowią ciąg powiązanych zdarzeń regulowanych i kontrolowanych. Zamiary są aby regulować i kontrolować to w sposób totalny. Oczywiście, że monopol detalicznej sprzedaży dla farmaceutów jest półśrodkiem i spowoduje wzrost cen leków, skoro w hurcie i w produkcji nie ma wolnego rynku, o czym wspomniałem na początku. Zatem państwo nie wywiązuje się ze swoich zadań ochrony wolnego rynku i równych praw podmiotów gospodarczych, tylko działa w kierunku monopolizacji rynku farmaceutyków. Przyczyny tego stanu leżą w refundacji leków (rzędu 10mld zł rocznie w Polsce) i "ochronie rynku" przed "złymi tanimi lekami". Ponieważ jest to zjawisko światowe i nie jest wynikiem konkurencji na wolnym rynku, nie można oczekiwać, że własność rynku farmaceutyków jest rozdrobniona lecz przeciwnie i wywiera wpływ na działania państwa.
Jabe
Korporacja aptekarska to chyba ci, którzy pod siebie tę ustawę pisali. Limity i rewiry (500 m) wskazują, o co tu tak na prawdę chodzi. Reszta to zmyła. Pana też interesuje partykularny interes aptekarzy – pacjenci nie są istotni. Ta ustawa to bezczelne kumoterstwo.
Do wpisu: Media polonizujmy z głową
Data Autor
Anonymous
"Stwórzmy zatem mechanizmy, które pozwolą na dekoncentrację i w rezultacie na wejście na rynek polskich podmiotów. W sposób zgodny z unijnymi regulacjami i – co także ważne – biorący pod uwagę sytuację na rynku prasy. Tak, by nie okazało się, że dekoncentracja przyczyni się do upadku wielu tytułów." Pomysł dobry, ale obawa o "upadek wielu tytułów" zagadkowy. Chodzi aby upadły dotychczasowe media, w których dominuje niemiecka socjalistyczna propaganda. Ich dominacja wynika tylko ze stworzonej uprzednio regulacji i decyzji po uważaniu, jak ze zgodą na pojawienie się GW, albo pozwoleniem min.Kozłowskiego z rządu mazowieckiego dla RMF i radia Zet. Znając "lub czasopisma" i bezradność w walce o małych sklepikarzy przy zaradności władz w innych kwestiach, już się boję tych "stwarzanych mechanizmów".