|
|
Artur Arvel Pani Alino, rozumiem Pani reakcję, bo właśnie na takim napięciu zbudowany został tytuł eseju. „Polski Halloween” nie jest nazwą nowego święta ani próbą zastąpienia Wszystkich Świętych, Zaduszek czy naszej tradycji pamięci o zmarłych. Jest świadomym literackim zderzeniem dwóch światów.Dlatego pozwolę sobie na jedną uwagę: esej warto czytać w całości, a nie tylko przez pryzmat tytułu. Tytuł ma otworzyć drzwi do rozmowy, czasem nawet sprowokować. Dopiero tekst pokazuje, dokąd autor chce czytelnika zaprowadzić.A prowadzi właśnie do pamięci, do grobów naszych przodków, do polskiego listopada, do znicza, modlitwy, rodzinnej opowieści i przekonania, że nowoczesność nie może oznaczać amnezji. Piszę tam przecież wyraźnie, że niepokoi mnie nie dynia, lecz możliwość wychowania pokolenia, które będzie znało wszystkie dekoracje Halloween, a nie będzie wiedziało, dlaczego zapala się światło na grobie pradziadka.Nie chcę jednak odpowiadać na obcą kulturę pogardą ani dzielić narodów na lepsze i gorsze. Można bardzo mocno bronić własnej tradycji bez obrażania cudzej. Siła kultury nie polega na tym, że boi się wszystkiego, co przyszło z zewnątrz, lecz na tym, że potrafi przyjąć to, co nieszkodliwe, i nie zgubić przy tym własnych korzeni.Mój tekst nie jest więc pochwałą bezmyślnego kopiowania Halloween. Przeciwnie, jest próbą powiedzenia młodym: bawcie się, jeśli chcecie, ale pamiętajcie, kim jesteście, skąd przyszliście i czyje światło niesiecie dalej.I może właśnie dlatego ten tytuł miał być trochę niewygodny.Bo literatura nie zawsze powinna uspokajać. Czasem powinna zatrzymać człowieka na chwilę i zmusić go, by przeczytał dalej.Artur Arvel |
|
|
Alina@Warszawa Nie podoba mi się tytuł! Zniechęca do czytania Nie ma czegoś takiego jak polski hallołin! Jest Święto Zmarłych - Wszystkich Świętych. Jest Dzień Zaduszny! Jest polskie katolickie święto, jest staropolskie, słowiańskie święto! Szlag mnie trafia, jak na siłę ktoś mi wciska jakiś hallołin, który nic dla mnie znaczy, nie nic wspólnego z polską tradycją, wiarą, historią, kulturą! Jedyne co mi się nasuwa - to won z tym hallołin. Mamy jak jakieś tresowane małpy latać z kościotrupami na patyku i zbierać cukierki? Mamy się przebierać w jakieś wieźmy i inne diabły, żeby wzorem anglosaskich zboków pamiętać o zmarłych?! To oni - głównie anglosasi i germanie - powinni nauczyć się od Polaków i innych słowiańskich narodów jak szanować, świętować i czcić pamięć o swoich przodkach! |
|
|
Artur Arvel Nie, nie rozmawiam z duchami i nie taki sens ma zacytowane zdanie. „Odwieczna rozmowa żywych z tymi, którzy przeszli na drugą stronę czasu” jest metaforą pamięci: rozmową przez wspomnienia, fotografie, opowieści rodzinne, modlitwę, odwiedzanie grobów i wszystko to, dzięki czemu człowiek, który odszedł, nadal pozostaje obecny w świadomości żyjących. Literatura od wieków posługuje się takim językiem i nie oznacza to deklaracji kontaktów spirytystycznych.Co do PS: określenie „Polski Halloween” jest zabiegiem całkowicie świadomym. Właśnie pewne napięcie między tymi dwoma słowami stanowi punkt wyjścia eseju. Nie próbuję dowodzić, że Halloween jest polską tradycją. Przeciwnie, zestawiam współczesny zwyczaj przychodzący z Zachodu z polskim doświadczeniem Wszystkich Świętych, Zaduszek i pamięci o przodkach.Jeżeli więc ktoś widzi w tym zestawieniu sprzeczność, to dobrze ją zauważa, bo właśnie z tej sprzeczności rodzi się pytanie postawione w tekście: czy naprawdę musimy wybierać pomiędzy nowoczesnością a tradycją?Moja odpowiedź brzmi: nie. Można pozwolić dzieciom bawić się współczesnością, a jednocześnie nauczyć je szacunku do pamięci, historii rodzinnej i własnych korzeni.Dlatego „Polski Halloween” nie jest pomyłką w tytule. Jest prowokacją do rozmowy. |
|
|
u2 "Jest w nim coś z odwiecznej rozmowy żywych z tymi, którzy przeszli już na drugą stronę czasu." Serio potrafisz rozmawiać z duchami? Z jakim duchem rozmawiałeś ostatnio?PS. Polski Halloween to antonim |