Otrzymane komantarze

Do wpisu: Kresowianie czyli ludzie zza Buga
Data Autor
NASZ_HENRY
Granica kresów się przesuwa od Dniepru do Wisły 😉😡⚫️ ............................................................................................... dziennikzarazy.pl
u2
"ja widzę to pierwszy raz"A ja po raz kolejny. 
Alina@Warszawa
Ale jakoś wątek powinowactwa, czy jakichś związków rodzinnych Cybulskiego i Jaruzelskiego nigdy nie był upubliczniony - ja widzę to pierwszy raz ....
u2
"A Cybulski mógł go łatwo zdemaskować"Cybulski zginął w 1967 roku. W tamtym czasie Jaruzelski już był szychą, szefem Sztabu Generalnego LWP, a Cybulski nie mógł mu już zaszkodzić w jego karierze.I nie chodziło o sobowtóra, tylko o ziemiańskie pochodzenie. Rosjanie doskonale o tym wiedzieli. A u Jaruzelskiego widać było staranne przedwojenne wykształcenie. Bardzo się przygotowywał do swoich wystąpień i je poprawiał pod względem językowym, choć miał ghost-writera, niejakiego Górnickiego. Jako że Jaruzelski to wojskowy, to miał nikłe pojęcie o gospodarce, którą ostatecznie dobił. Ale na plus zapisuję mu "okrągły stół" i w miarę bezkrwawe przekazanie władzy. SB zabiło kilku księży dla postrachu w tamtym czasie, ale to robota Kiszczaka.
Romuald
Teoria matrioszek nie jest niemożliwa, pochowanie Kiszczaka na bodajże prawosławnym cmentarzu też wydaje się dziwne, co materialistyczno-ateistycznym światopoglądem członów PZPRu.
Alina@Warszawa
Może Cybulski zginął, bo prawdziwego kuzyna W. Jaruzelskiego zastąpił sobowtór przygotowany do rządzenia Polską w ZSRR? A Cybulski mógł go łatwo zdemaskować. 
Bogdan Lipowicz - Gawęda
Piękne opisy.
u2
****„Gazeta Wyborcza”. „Wrocławiaki, czyli de facto potomkowie ukraińców nawiezionych do tego niemieckiego miasta bydlęcymi wagonami z ukraińskich wiosek zza Żytomierza. Reprezentują zachowania i stan umysłu prosto ze stepów szerokich, gdzie się wychowali ich ojcowi i przekazali im swoje wzorce zachowań.” Albo „Swołocz, to swołocz. Nic innego....może tylko to, że moja Babcia zawsze mi powtarzała ( a była z Wielkopolski), że po wojnie oni za krowim ogonem Bug przekraczali”.*****  Wczoraj z zaciekawieniem przeczytałem ponownie artykuł o Zbyszku Cybulskim. Kiedyś czytałem, ale zapomniałem i ponownie z dreszczykiem emocji przeczytałem, że słynnny Zbyszek Cybulski to bliski kuzyn słynnego Wojciecha Jaruzelskiego, z którym wspólnie bawili się w szczęśliwym dzieciństwie w Indian, policjantów i złodziei na terenach należących współcześnie do Ukrainy :) Po wojnie nie wolno było się zdradzać, że pochodzi się z Kresów, w dodatku z ziemiańskiej, bogatej rodziny :)********************************************************************************************************************************************************Dlaczego Cybulski milczał o swoich latach chłopięcych? Myślę, że były przynajmniej dwa powody. Pierwszy to okrucieństwo, z jakim unicestwiono świat jego ukochanych dziadków Józefa i Izabeli Jaruzelskich.- Moje pokolenie wyrastało w cieniu kariery Zbyszka Cybulskiego. Kino było wówczas najważniejszym medium, a w nim w Polsce Cybulski nie miał konkurencji - mówi prof. dr. hab. Stanisław Sławomir Nicieja.Narzucał modę, sposób mówienia, słownictwo. Niemal wszystkie dziewczyny w moim świdnickim liceum kochały się w nim, a chłopcy nosili czarne okulary - takie jak Cybulski w filmie "Popiół i diament", gdzie genialnie zagrał młodego AK-owca, Maćka Chełmickiego.Krzysztof Teodor Toeplitz napisał, że Polska zapełniła się wówczas "Cybulskimi" w ciemnych okularach. A sam Cybulski mówił w jednym z wywiadów, że gdy mijał na ulicy jakąś grupę przechodniów, usłyszał za plecami: "Zobacz, znów kolejny facet udaje Cybulskiego".Gdy zginął na dworcu we Wrocławiu 8 stycznia 1967 r., nie dożywszy czterdziestki, był u szczytu kariery. Po "Rękopisie znalezionym w Saragossie", szwedzkim filmie "Kochać", francuskim "Lalka", a zwłaszcza po "Popiele i diamencie" miał nazwisko światowe. Trafił do encyklopedii Britannica. A kilka lat temu słynny amerykański filmoznawca Richard Pen umieścił go w leksykonie aktorów wszech czasów, których trzeba znać.Gdy z przenośnego radyjka tranzystorowego w czasie przerwy międzylekcyjnej na korytarzu licealnym dotarła do nas wiadomość, że Zbyszek nie żyje, zmroziło nas. Moja świetna polonistka, lwowianka, Idalia Jarzynowa - przerwała lekcję. A Piotr Szczepanik w wielkim przeboju tego sezonu "Żółte kalendarze" śpiewał:"Żal nic tu nie pomożeŁzy twoje ani twój płaczNic nie uciszy morzaNie zatrzyma biegu fal".Wiedziałem, że był z pochodzenia Kresowiakiem, że urodził się w 1927 r. gdzieś nad Prutem pod Śniatynem, przy ówczesnej polsko-rumuńskiej granicy. Miękko i tajemniczo brzmiała nazwa tego miasteczka - Śniatyn. Czy kiedyś je zobaczę? - napisałem w szkolnym pamiętniku. Gdy w lecie tego roku taka szansa się pojawiła, zgromadziłem przed wyjazdem na Kresy całą literaturę o Śniatynie i Cybulskim.Jakiegoż zdziwienia doznałem, gdy wspólnie z moim uniwersyteckim magistrantem Krzysztofem Piotrowskim z Namysłowa, piszącym pracę o Cybulskim, ustaliliśmy, że młodość "polskiego Jamesa Deana" pokryta jest mgłą tajemnicy, że są to jakieś niewyraziste okruchy wspomnień jego przyjaciół i kuzyna Wojciecha Jaruzelskiego - potłuczone lustro, w którym wiele fragmentów zmiażdżono i obraz po złożeniu zachowanych szkiełek jest zniekształcony.Cybulski o swej młodości milczał. W wywiadach mówił o niej zdawkowo. Tylko pod zachowanym zdjęciem rodzinnym spod Śniatyna, na którym widać pagórkowatą przestrzeń rozległą jak preria, umieścił podpis: "To trzeba zrozumieć i pojąć - a można ukochać i można tęsknić". A w liście do rodziców napisał: "Kocham wieś, ale wieś polską z jej charakterem i krajobrazem".Dlaczego Cybulski milczał o swoich latach chłopięcych? Myślę, że były przynajmniej dwa powody. Pierwszy to okrucieństwo, z jakim unicestwiono świat jego ukochanych dziadków Józefa i Izabeli Jaruzelskich, w których majątku na Pokuciu, pod Śniatynem, urodził się, spędzał wszystkie wakacje i zimowe ferie.Drugi to jego ziemiańskie pochodzenie, którym nie należało się chwalić w pierwszych latach powojennych w Polsce, gdy stawał się idolem polskiej młodzieży. Moja sierpniowa wizyta w stronach rodzinnych Cybulskiego i archiwalne penetracje pozwalają mi się zbliżyć do prawdy o latach chłopięcych Zbyszka i jego kresowej rodzinie.Dziadkiem Zbyszka Cybulskiego był Józef Jaruzelski (1871-1939) - absolwent wiedeńskiej szkoły oficerskiej (z trzecią lokatą), później podpułkownik WP, ziemianin, pan na Kniażu, właściciel pięknego dworu otoczonego rozległym owocowym sadem i małym parkiem z wyszukaną roślinnością.Do dworu, z dużym, wysuniętym do przodu portykiem o czterech potężnych kolumnach, wiodła aleja z mocno ubitego żwiru. W pobliżu był młyn, a nieopodal gorzelnia i 300 hektarów ziemi. Czyniło to z Jaruzelskich bogatych posesjonatów. Józef Jaruzelski ożenił się z Izabelą Krzysztofowicz, jedyną córką bogatego ziemianina Mikołaja Krzysztofowicza z sąsiedniej wsi Załucze, właściciela młyna, tartaku i gorzelni oraz 750 hektarów ziemi.Józef i Izabela Jaruzelscy mieli sześcioro dzieci, dwóch synów i cztery córki. Jedną z nich była Ewa Jaruzelska (1903-1987), która wyszła za mąż za Aleksandra Cybulskiego (1896-1965) - urzędnika Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Warszawie. Małżeństwo to miało bardzo romantyczny początek. Aleksander Cybulski był prawnikiem i jako ekspert MSZ przyjechał na początku lat dwudziestych do Śniatyna z ekipą, która korygowała granicę polsko-rumuńską.Zaproszony na przyjęcie do dworu w Kniażu spotkał córkę dziedzica i zakochał się w niej z wzajemnością. Po ślubie Cybulscy zamieszkali w Warszawie na inteligenckim Żoliborzu. Ewa musiała być bardzo przywiązana do rodziców, bo będąc w ciąży i czując bliskość rozwiązania, przyjechała do Kniaża, by tam urodzić 3 listopada 1927 r. Zbyszka. Dała mu imię swego ukochanego brata Zbigniewa Jaruzelskiego. Mając w Kniażu znakomitą opiekę lekarską doktora Halickiego, przebywała tu często również po urodzeniu drugiego syna, Antoniego (1931-2009) - jedynego brata Zbyszka.Na co dzień Cybulscy mieszkali wspólnie z synami w Warszawie na Żoliborzu. Ale na wszystkie wakacje i ferie jechali na Pokucie do dworu Jaruzelskich. Tam był świat chłopięcych zabaw i doznań Zbyszka Cybulskiego. Według wspomnień Jerzego Afanasjewa, jego przyjaciela z czasów studenckich, Zbyszek dorastał "niedaleko miejsca, gdzie Prut zderzał się z Czeremoszem, gdzie w srebrnych wirach pulsowało życie tych rzek".A niedaleko były Kuty z Górą Owidiusza i wioski huculskie, i cerkiewka, i Ormianie, i całe pola złotych słoneczników oraz kukurydzy na tle lazurowego nieba. Po drugiej stronie rzeki była już Rumunia. Ziemia tam była wyjątkowo żyzna. Rodziła potężne, 10-, 20-kilogramowe arbuzy (i dziś można je tam kupić, zatrzymując samochód przy drodze). Było tam mnóstwo różowych melonów, tureckich orzechów, moreli, potężne kolby kukurydzy, a wokół wielobarwna mozaika pól, haftowanych kwiatami fioletowych koniczyn, czerwonych maków, białej gryki.Do Kniaża od strony Śniatyna zjeżdżało się w dół, a tam długie rzędy chat wzdłuż gościńca, od którego trzeba było odbić w prawo, aby dojechać do strugi przed młynem i dalej do dworu Jaruzelskich. Kuzyn Zbyszka (jego brat cioteczny) Wojciech Jaruzelski wspominał później lata spędzone w Kniażu. "Co roku w wakacje i ferie w progi gościnnego domu babci Izabeli i dziadzia Józefa Jaruzelskich zjeżdżają ich dzieci z wnukami. My, dzieciaki (...) bawimy się w Indian, policjantów i złodziei, podchody, w zdobywanie granicy.Poza tym siatkówka, zapasy, strzelanie, konne wycieczki po polnych drogach nad Prut lub Czeremosz. Wodzem kniaskich Indian bywa Zbyszek, załuckich - Jędrek, mój starszy brat". Zofia Cybulska wspomina niezwykle patriotyczną atmosferę, jaka panowała w Kniażu. "Piękny, stary dwór, który wywarł na mnie ogromne wrażenie. Biały, ze starymi meblami i tureckimi makatami. Najważniejsza w nim była jednak atmosfera. Pamiętam, że czułam się naprawdę skrępowana tą atmosferą, gdyż w Kniażu oddychało się historią, tradycją i patriotyzmem.Dzieci były surowo chowane - nauka, praca, obowiązki i miłość ojczyzny nie były tam tylko pustymi sloganami. Poza tym wspaniale zajmowano się ludnością ukraińską - dbano o pracowników". Zachowały się zdjęcia tego dworu i jego wyposażenie. Ten fascynujący czas młodości Zbyszka zawalił się nagle po 17 września 1939 r.naszahistoria.plyoutube.com
Bogdan Lipowicz - Gawęda
"Kresowiaków" już w zasadzie nie ma.  Urodziłem się w ostrym byłym zaborze pruskim, ale przyznam, że od kiedy poznałem bliżej  tą nację, począt. lat 70 tych, stała się moją ulubioną. To byli ultra silni patrioci.  Mili w kontakcie i antykomunistyczni, bo komuniści ich wyrwali z domów i przesiedlili. Co roku bywam "za Bugiem" i poczytuję wspomnienia z tych stron. Tam gdzie się wychowałem, w zaborze pruskim, "repatriant zza Buga" było określeniem  ironiczno - obelżywym. Problem polega na tym, że to ignorancja. Naród definiuje język i kultura. Dmowski dorobił do tego że religię, ale to jego prywatny wymysł, inny temat. 80 % wyższej kultury polskiej to kultura południowo-wschodnio Kresowa. Wcześnie zacząłem się zastanawiać, dlaczego np. w Poznaniu i Wielkopolsce przez 120 lat zaborów nie urodził się żaden pisarz, malarz czy kompozytor, a Kresy tak obrodziły. Mickiewicz, Słowacki, Korzeniowski, Paderewski....Dużo, dużo .. Obiektywnie rzecz biorąc Lwów ( i Wilno), w stosunku do  Poznania to było zagłębie kultury i nauki. Kraków , kolebka kultury polskiej (Wielkopolska -  kolebka polskiej państwowości, ale to inna kategoria, nasza  kultura uboga, kartoflana. Już prusacy zadbali, by nikt nie zajmował się "głupotami", jak sztuka. malarstwem, pisarstwem, muzyką. Z nich nie ma podatków. No i uniwersytet dopiero od 1918 r, gdy ten w Wilnie miał już 350 lat, we Lwowie 250 lat a w Krakowie 550. Setki lat. A uniwersytety były zaczynami  i ogniskami nie tylko nauki ale i kultury ). Cała wyższa kultura polska to nie tylko Kraków ale i  wschód Polski, Kresy. I Mazowsze - Chopin, Chełmoński, wiele. Ignorancja na ten temat. Dziś Towarzystwa Kresowe zinfiltrowane, przekierowane z pierwotnej antyrosyjskości na skrajny antyukrainizm. Sprawdzałem.  W Poznaniu w latach komunistycznych, profesor, jeden z czołowych i najodważniejszych działaczy Solidarności , z AR, był z Kresów. W 89 r. startował   na prezydenta Poznania. Wystarczyło pytanie  na pierwszej stronie gazety, nagłówek : "Prezydent zza Buga?" i już był załatwiony na amen. Żadnych szans. A jak trzeba było działać, coś za innych ryzykować, to był dobry. Było, minęło. Mam swoją prywatną definicję kresowiaka. Jak ich bliżej poznawałem, tak od  72-3 roku, to 40 latek wtedy, miał zaliczone kilka lat szkoły na kresach, czyli świadomego życia rodzinnego i społecznego, zanurzenia w kulturze. Poznany 50-cio latek, był już przed II wojną uformowanym dorosłym kresowiakiem, patriotą. Doświadczenie życia realnego na Kresach. Piękna śpiewna mowa. Lwów - "czyś bogacz czy dziad, tyś jest za pan brat".  Po tym pokoleniu w zasadzie zostały tylko wspomnienia. Jeszcze dzieci, jeżeli Kresy z obu rodziców, coś łapały. Później wielka rzadkość, wymieszanie nacji, jedno z rodziców z Kresów, drugie z Wielkopolski, inne szkoły, uczelnie, organizacje,  już wychowanie w nowej rzeczywistości. Najczęściej, z rzadkimi genetycznymi i kulturowymi wyjątkami, w trzecim pokoleniu"piąta woda po kisielu" . Dziś relikty spotka się jeszcze na białostockiej prowincji i na Białorusi. We Wrocławiu,  Lwowiaków było tylko 5-7 % ale ogólnie kresowiaków ok 30. M.in. ze Lwowa prawie w całości przeniesiono kadry tramwajów i gazowni. Mieszkałem, jeszcze poznałem. Wrocław zawsze dla przybyszów był dobrym miastem. Każdy był "skądś", wszyscy musieli się tolerować,  i tak było. Bogactwo genetyczne, kreatywność. Miło wspominam. No i rzeczywiście forteca antykomunizmu. Ale dziś oczywiście wszędzie bolszewickie pochodzenie górą, ograli wszystkich, byli zorganizowani i przygotowani. A ich potomkowie weszli w życie już z kasą. rządzą albo wprost albo zza kulis. Przecież Wyborcza też została przejęta przez dzieci żydokomuny. O, przepraszam, "przejęta". Dostali w prezencie od Bolka, z "błogosławieństwem" Kiszczaka .
AŁTORYDET
Problemu społeczeństwa tzw "ziem odzyskanych" nie wolno redukować do fenomenu "kresowian czyli ludzi zza Buga". Ci, którzy powiązali swoje losy z ziemiami zachodnimi i północnymi, pochodzili z wielu regionów i rozmaite były powody ich przemieszczeń. Oprócz ekspatriantów z Kresów, pojawili się: niezamożni (biedota) z Mazowsza I Podlasia, Warszawiacy szukający dachu nad głową, członkowie podziemia AK-owskiego, kryjący się przed UB, ludzie z bardzo brzydką historią z lat okupacji, kryjący się przed świadkami ich łajdactw, Ukraińcy z akcji Wisła i nie tylko (byli również tacy, którzy posługiwali się dokumentami Polaków, których wcześniej wymordowali - to funki SBU-OUN-UPA), no i autochtoni, w tym wielu Niemców. Jak w warunkach komunistycznego piekła, mogło z tego powstać homogenne społeczeństwo? Nie mogło i nie powstało. Stąd polskość jest tam przeżywana b. płytko, wręcz naskórkowo. 
Romuald
Urodzenie się we Wrocławiu czyni człowieka o tyle Wrocławianinem, iż takie miasto będzie miał wpisane w akta, a mentalność - przyszła mentalność to zupełnie inna sprawa. Pytanie kim są i skąd są rodzice i dziadkowie, co i jak robią. Z moich obserwacji najbardziej wrocławscy są świeżo przybyli mieszkańcy okolicznych (lub odległych) miejscowości, o ile w sytuacjach codziennych nie sposób odkryć "kto zacz?" to w ruchu ulicznym już tak (rejestracje), zresztą po bliższym zapoznaniu także można dowiedzieć się prawdziwego pochodzenia. I to właśnie tacy nowowrocławianie (a może bardziej nowopolacy) generują takie sytuacje na drogach, chodnikach i trawnikach (twój pies, ale psi stolec już nie), w komunikacji miejskiej czy w kolejkach. I żeby nie było każdemu może zdarzyć się popełnić błąd, pomyłkę czy przeoczenie i tu taki nowoczłowiek jako nowy mieszczuch i zapewne istota z wyższym wykształceniem czuje się predestynowany do pouczania ciemnej masy, rzecz w tym, że ciemna masa też może mieć wyższe wykształcenie, istotną posadę i po prostu osiadła w mieście trochę wcześniej, albo ma innych charakter i to wystarczy, by nie generować konfliktów.Co do potomków rodowitych niemieckich wrocławian. są tacy co nie wyjechali (co nie czyni ich automatycznie uśpionymi agentami i nie zawsze dziwi, że tego nie zrobili - choć to osobny i rozległy temat), choć skłaniał bym się (w oparciu o rodzinne doświadczenie z pomorza), że najbardziej starowrocławsy i niemieccy mogą być ci, którzy za III Rzeszy zapisali by się dobrowolnie na folksdojcza.Trudno przyjąć że Wrocław to pierwotnie polskie miasto, w dawnych czasach owszem, ale przecież z historycznego punku widzenia także czeskie, austriackie i pruskie (niemieckie). Śląscy Piastowie z upływem czasu się zgermanizowali i nie jest to zarzut a fakt, choć przecież byli Słowianami. Na koniec ZSRR - takie miejsce urodzenia wpisywano każdemu i to nawet tym którzy urodzili się przed jego powstaniem, mój dziadek urodzony w Briańsku w guberni orłowskiej w 1916 roku także został zaliczony w poczet obywateli sowieckich.Ośmieszanie kresowego pochodzenia to temat dla mnie nieznany, choć rozmowy o tym toczyły się w ramach luźnych rozmów z wykładowcami na UWr gdy studiowałem, jedna z Pań Profesor pochodząca gdzieś spod Lwowa urodzona przed wojną głośno zastawiała się jak to możliwe, że Wrocław, bastion Solidarności, miasto pełne przesiedleńców z Kresów z niewiadomych powodów stało się bastionem sympatyków układów postkomunistycznych, odpowiedź na to pytanie nigdy nie padła.
Do wpisu: Wojciech2
Data Autor
u2
Ale czuchnie :)
Mirek Skalski
Być twoim "przyjacielem"? No jaja se robisz Ciruk (bez zdolności honorowej). Zaprzyjaźnij się z @kaczystą albo @tezeuszem. To twoja półka. Zwłaszcza @tezeusz, ciągle o kiblu i ekstrementach gada więc może cię zaspokoić. Poziom intelektualny macie podobny.
u2
Ruśkiewicz if you wanna be my friend, take my shtoletz in your hand :)
Mirek Skalski
Ciruk (bez zdolności honorowej) twój rebe wie, że gwałcisz szabat?
u2
Przyczepił się Yaro Ruśkiewicz do Jerzego Ciruka ze starożytnej mickiewiczowskiej Dowspudy  i krzyczy: Płyniemy!
Mirek Skalski
"Z domu Lesman. Z zawodu prawnik. Geniusz żydowski na lico" - Ciruk (bez zdolności honorowej) widzę, że serduszko ci drgnęło. Solidarność plemienna... Wy to potraficie i ja was podziwiam. Co nie znaczy, że was lubię. Co bym z wami zrobił to nie napiszę bo by mnie kk ścigał.
u2
"Jan Brzechwa" Z domu Lesman. Jak inny geniusz polskiej poezji Bolesław Leśmian. Z zawodu prawnik. Geniusz żydowski na lico. Dzięki Wojciechu, że poruszyłeś temat nowomowy i polit-poprawności. Wojciech to od wojownika, więc musisz być zaprawiony w bojach.  PS. Popraw formę, nie treść, swojego wpisu. Zwłaszcza wstęp. Trudno się rozeznać o co kaman :)
Romuald
Niemiecka/śląska/czeska/żydowska wyliczanka, bo i Śląska dynastia Piastów była ... śląska. Tak to jest w tyglu kultury o ile to prawda.
Ijontichy
Za dużo byłeś na słońcu...trzeba uważać,żeby nie pisac takich kocopałów...