Przejdź do treści
Strona główna

menu-top1

  • Blogerzy
  • Komentarze
User account menu
  • Moje wpisy
  • Zaloguj

Kresowianie czyli ludzie zza Buga

Wojciech2, 16.08.2026

Na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej – czyli na terenach, które Polska utraciła po II wojnie światowej na rzecz Związku Sowieckiego – tuż przed wybuchem wojny w 1939 roku mieszkało około 13 milionów ludzi , w tym ok. 5,6 mln Polaków, ok. 4,4 mln Ukraińców, ok. 1,1 Żydów, a także ok. 800 tys. Poleszuków określających siebie jako „tutejsi”. Ponad dwa miliony Polaków zostało po 1944 roku przymusowo wysiedlonych na tzw. Ziemie Odzyskane a ponad milion Polaków pozostał na miejscu.
Wysiedleńców z Małopolski Wschodniej kierowano na Dolny i Górny Śląsk, oraz Lubuskie i Opolskie. Na Pomorze Zachodnie i Ziemię Lubuska trafiali mieszkańcy Wołynia i Polesia, Warmia i Mazury oraz Pomorze Gdańskie stały się domem dla mieszkańców Wileńszczyzny. W Bytomiu i Gliwicach osiedlono mieszkańców Lwowa i okolic. Tu ważna uwaga we Wrocławiu, tak usilnie kojarzonym ze Lwowem w 1948 r. przesiedleńcy ze Lwowa i okolic stanowili zaledwie 5,4%, a ogółem z wszystkich województw kresowych było 13,1% mieszkańców. 19,5% mieszkańców Wrocławia przybyło z poznańskiego, a 10,9 z Warszawy. Warszawiacy ze zburzonego miasta szukali dachu nad głową, poznaniacy lepszych warunków. Po wojnie o Kresach nie można było oficjalnie wspominać, teraz to były ziemie Związku Radzieckiego. Na początku lat osiemdziesiątych usłyszałem w autobusie rozmowę dwóch dziewcząt: wiesz, ten mój wujek taki patriota wielki, a ja zobaczyłam w jego dowodzie, że się w ZSSR urodził! Wszyscy urodzeni na ziemiach utraconych od roku 1952, kiedy zaczęto wydawanie nowych dowodów osobistych mieli obok miejsca urodzenia dopisek: ZSRR, a więc Wilno, ZSRR czy Lwów, ZSRR. Dopiero wprowadzenie w 2001 roku plastikowych dowodów zakończyło tę procedurę. Oficjalnie żadnych przesiedleńców czy wypędzonych nie było, byli wyłącznie repatrianci osiedlani „na prastarych ziemiach piastowskich” nazywanymi też „ziemiami odzyskanymi”. Urzędowo zajmował się przesiedleniami Państwowy Urząd Repatriacyjny. Dla mieszkańców kresów była to raczej ekspatriacja — opuszczali ziemie zamieszkiwane od pokoleń i wyjeżdżali w nieznane. W Polsce Ludowej skazani zostali na zapomnienie. Pod koniec lat osiemdziesiątych zaczęto o nich mówić. W 1988 r. założono we Wrocławiu Towarzystwo Miłośników Lwowa — teraz Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich. Później zaczęły powstawać podobne organizacje, zaczęły się rekompensaty za pozostawione mienie. Teraz w internecie jest wiele stron poświęconych Kresom, można wspominać dawne ziemie, choć już niewielu z tam
urodzonych jeszcze żyje. A co się mówi o tych, którzy tam mieszkali i co się mówi o ich potomkach?
Sięgam głównie do komentarzy zamieszczanych w tak opiniotwórczym medium, jakim jest „Gazeta Wyborcza”. „Wrocławiaki, czyli de facto potomkowie ukraińców nawiezionych do tego niemieckiego miasta bydlęcymi wagonami z ukraińskich wiosek zza Żytomierza. Reprezentują zachowania i stan umysłu prosto ze stepów szerokich, gdzie się wychowali ich ojcowi i przekazali im swoje wzorce zachowań.” Albo „Swołocz, to swołocz. Nic innego....może tylko to, że moja Babcia zawsze mi powtarzała ( a była z Wielkopolski), że po wojnie oni za krowim ogonem Bug przekraczali”.
„Zanim zrobicie promocje miasta - weźcie sie …przede wszystkim za wychowanie tych chamów zza Buga. Zamiłowanie do syfu przyjechało do tego miasta bydlęcymi wagonami zza Buga w 1945” pisze internauta podpisujący się jako Alt-Breslu als schöne deutsche Stadt.(sic!). „…co za wredny narod, taki Kargulowy! Nie dosc, ze cisnienie im wzrasta, ze komus lepiej sie powodzi, to i wsadza do kotla wspolnego.... Ale nie dziwota, Wroclaw, to mieszanka kultur, z przewaga azjatycka!” A inny komentator dopowiada w swoim przekonaniu niezwykle dowcipnie : „Tam mieszkają kargule i pawlaki. I co się Dziwisz.” No i mamy, Kargule i Pawlaki. Nikt nigdy nie uczynił, zapewne niechcący, tyle złego w spostrzeganiu wypędzonych z Kresów jak Sylwester Chęciński i jego „Sami swoi”. Scenariusz napisał warszawianin Andrzej Mularczyk, on też opracował dialogi w sztucznej gwarze utworzonej dla potrzeb filmu przy współpracy z językoznawcą Stanisławem Bąkiem. Od tej pory Kresowianie stali się Kargulami i Pawlakami – ot takimi niezbyt mądrymi zacietrzewionymi wiejskimi głupkami, co to spać chodzili na piec, bali się elektryczności, a w ogóle to murowane domy zobaczyli dopiero na zachodzie. I tak zamknęła się historia: naprzód skazani na zapomnienie, a teraz ośmieszani.

  • Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
  • Odsłony: 134
Romuald

Romuald

17.08.2026 01:05

Urodzenie się we Wrocławiu czyni człowieka o tyle Wrocławianinem, iż takie miasto będzie miał wpisane w akta, a mentalność - przyszła mentalność to zupełnie inna sprawa. Pytanie kim są i skąd są rodzice i dziadkowie, co i jak robią. Z moich obserwacji najbardziej wrocławscy są świeżo przybyli mieszkańcy okolicznych (lub odległych) miejscowości, o ile w sytuacjach codziennych nie sposób odkryć "kto zacz?" to w ruchu ulicznym już tak (rejestracje), zresztą po bliższym zapoznaniu także można dowiedzieć się prawdziwego pochodzenia. I to właśnie tacy nowowrocławianie (a może bardziej nowopolacy) generują takie sytuacje na drogach, chodnikach i trawnikach (twój pies, ale psi stolec już nie), w komunikacji miejskiej czy w kolejkach. I żeby nie było każdemu może zdarzyć się popełnić błąd, pomyłkę czy przeoczenie i tu taki nowoczłowiek jako nowy mieszczuch i zapewne istota z wyższym wykształceniem czuje się predestynowany do pouczania ciemnej masy, rzecz w tym, że ciemna masa też może mieć wyższe wykształcenie, istotną posadę i po prostu osiadła w mieście trochę wcześniej, albo ma innych charakter i to wystarczy, by nie generować konfliktów.

Co do potomków rodowitych niemieckich wrocławian. są tacy co nie wyjechali (co nie czyni ich automatycznie uśpionymi agentami i nie zawsze dziwi, że tego nie zrobili - choć to osobny i rozległy temat), choć skłaniał bym się (w oparciu o rodzinne doświadczenie z pomorza), że najbardziej starowrocławsy i niemieccy mogą być ci, którzy za III Rzeszy zapisali by się dobrowolnie na folksdojcza.

Trudno przyjąć że Wrocław to pierwotnie polskie miasto, w dawnych czasach owszem, ale przecież z historycznego punku widzenia także czeskie, austriackie i pruskie (niemieckie). Śląscy Piastowie z upływem czasu się zgermanizowali i nie jest to zarzut a fakt, choć przecież byli Słowianami.

Na koniec ZSRR - takie miejsce urodzenia wpisywano każdemu i to nawet tym którzy urodzili się przed jego powstaniem, mój dziadek urodzony w Briańsku w guberni orłowskiej w 1916 roku także został zaliczony w poczet obywateli sowieckich.

Ośmieszanie kresowego pochodzenia to temat dla mnie nieznany, choć rozmowy o tym toczyły się w ramach luźnych rozmów z wykładowcami na UWr gdy studiowałem, jedna z Pań Profesor pochodząca gdzieś spod Lwowa urodzona przed wojną głośno zastawiała się jak to możliwe, że Wrocław, bastion Solidarności, miasto pełne przesiedleńców z Kresów z niewiadomych powodów stało się bastionem sympatyków układów postkomunistycznych, odpowiedź na to pytanie nigdy nie padła.

AŁTORYDET

AŁTORYDET

17.08.2026 11:04

Problemu społeczeństwa tzw "ziem odzyskanych" nie wolno redukować do fenomenu "kresowian czyli ludzi zza Buga". Ci, którzy powiązali swoje losy z ziemiami zachodnimi i północnymi, pochodzili z wielu regionów i rozmaite były powody ich przemieszczeń. Oprócz ekspatriantów z Kresów, pojawili się: niezamożni (biedota) z Mazowsza I Podlasia, Warszawiacy szukający dachu nad głową, członkowie podziemia AK-owskiego, kryjący się przed UB, ludzie z bardzo brzydką historią z lat okupacji, kryjący się przed świadkami ich łajdactw, Ukraińcy z akcji Wisła i nie tylko (byli również tacy, którzy posługiwali się dokumentami Polaków, których wcześniej wymordowali - to funki SBU-OUN-UPA), no i autochtoni, w tym wielu Niemców. Jak w warunkach komunistycznego piekła, mogło z tego powstać homogenne społeczeństwo? Nie mogło i nie powstało. Stąd polskość jest tam przeżywana b. płytko, wręcz naskórkowo. 

Bogdan Jan Lipowicz

Bogdan Lipowicz - Gawęda

17.08.2026 12:51

"Kresowiaków" już w zasadzie nie ma.  Urodziłem się w ostrym byłym zaborze pruskim, ale przyznam, że od kiedy poznałem bliżej  tą nację, począt. lat 70 tych, stała się moją ulubioną. Mili w kontakcie i antykomunistyczni, bo komuniści ich wywalili z domów i przesiedlili. Co roku bywam "za Bugiem" i poczytuję wspomnienia z tych stron. Tam gdzie się wychowałem, w zaborze pruskim, "repatriant zza Buga" było określeniem  ironiczno - obelżywym. Problem polega na tym, że to ignorancja. Naród definiuje język i kultura. Dmowski dorobił do tego że religię, ale to jego prywatny wymysł, inny temat. 80 % wyższej kultury polskiej to kultura południowo-wschodnio Kresowa. Wcześnie zacząłem się zastanawiać, dlaczego np. w Poznaniu i Wielkopolsce przez 120 lat zaborów nie urodził się żaden pisarz, malarz czy kompozytor, a Kresy tak obrodziły. Mickiewicz, Słowacki, Korzeniowski, Paderewski....Dużo, dużo .. Lwów, w stosunku do  Poznania to było zagłębie kultury i nauki. Kraków , kolebka kultury polskiej (Wielkopolska - polskiej państwowości, ale nasze kultura kartoflana, biedna ). Cała wyższa kultura polska to wschód, Kresy, o Krakowie nie wspomnę i Mazowsze. Ignorancja na ten temat. Dziś Towarzystwa Kresowe zinfiltrowane, przekierowane z antyrosyjskości na antyukrainizm. Sprawdzałem.  W Poznaniu w latach komunistycznych, profesor, jeden z czołowych i najodważniejszych działaczy Solidarności , z AR, był z Kresów. W 89 r. startował   na prezydenta Poznania. Wystarczył nagłówek na pierwszej stronie gazety z pytaniem "Prezydent zza Buga?" i już był załatwiony na amen. Żadnych szans. A jak trzeba było działać, coś za innych ryzykować, to był dobry. Było, minęło. Mam swoją prywatną definicję Kresowiaka. jak ich poznawałem, tak od  72-3 rok, to 40 latek miał zaliczone kilka lat szkoły na kresach, czyli świadomego życia rodzinnego i społecznego, zanurzenia w kulturze. Doświadczania życia . Język, piękna, śpiewna mowa, dziś relikty spotka się jeszcze na białostockiej prowincji. We Wrocławiu,  Lwowiaków było tylko 5-7 % ale ogólnie kresowiaków ok 30. M.in. ze Lwowa prawie w całości przeniesiono kadry tramwajów i gazowni. Mieszkałem, jeszcze poznałem. Wrocław zawsze dla przybyszów był dobrym miastem. Każdy był "skądś", wszyscy musieli się tolerować, i tak było. Miło wspominam. No i rzeczywiście forteca antykomunizmu. Ale dziś oczywiście wszędzie bolszewickie pochodzenie górą, ograli wszystkich, byli zorganizowani i przygotowani. A ich potomkowie weszli w życie już z kasą. rządzą albo wprost albo zza kulis. Przecież wyborcza też została przejęta przez dzieci żydokomuny. O, przepraszam, "przejęta", dostali w prezencie od Bolka. 

u2

u2

17.08.2026 13:43

****„Gazeta Wyborcza”. „Wrocławiaki, czyli de facto potomkowie ukraińców nawiezionych do tego niemieckiego miasta bydlęcymi wagonami z ukraińskich wiosek zza Żytomierza. Reprezentują zachowania i stan umysłu prosto ze stepów szerokich, gdzie się wychowali ich ojcowi i przekazali im swoje wzorce zachowań.” Albo „Swołocz, to swołocz. Nic innego....może tylko to, że moja Babcia zawsze mi powtarzała ( a była z Wielkopolski), że po wojnie oni za krowim ogonem Bug przekraczali”.***** 

Wczoraj z zaciekawieniem przeczytałem ponownie artykuł o Zbyszku Cybulskim. Kiedyś czytałem, ale zapomniałem i ponownie z dreszczykiem emocji przeczytałem, że słynnny Zbyszek Cybulski to bliski kuzyn słynnego Wojciecha Jaruzelskiego, z którym wspólnie bawili się w szczęśliwym dzieciństwie w Indian i w Kowboi na terenach należących współcześnie do Ukrainy :) Po wojnie nie wolno było się zdradzać, że pochodzi się z Kresów, w dodatku z ziemiańskiej, bogatej rodziny :)

****************************************************************************

****************************************************************************

Dlaczego Cybulski milczał o swoich latach chłopięcych? Myślę, że były przynajmniej dwa powody. Pierwszy to okrucieństwo, z jakim unicestwiono świat jego ukochanych dziadków Józefa i Izabeli Jaruzelskich.

- Moje pokolenie wyrastało w cieniu kariery Zbyszka Cybulskiego. Kino było wówczas najważniejszym medium, a w nim w Polsce Cybulski nie miał konkurencji - mówi prof. dr. hab. Stanisław Sławomir Nicieja.

Narzucał modę, sposób mówienia, słownictwo. Niemal wszystkie dziewczyny w moim świdnickim liceum kochały się w nim, a chłopcy nosili czarne okulary - takie jak Cybulski w filmie "Popiół i diament", gdzie genialnie zagrał młodego AK-owca, Maćka Chełmickiego.

Krzysztof Teodor Toeplitz napisał, że Polska zapełniła się wówczas "Cybulskimi" w ciemnych okularach. A sam Cybulski mówił w jednym z wywiadów, że gdy mijał na ulicy jakąś grupę przechodniów, usłyszał za plecami: "Zobacz, znów kolejny facet udaje Cybulskiego".

Gdy zginął na dworcu we Wrocławiu 8 stycznia 1967 r., nie dożywszy czterdziestki, był u szczytu kariery. Po "Rękopisie znalezionym w Saragossie", szwedzkim filmie "Kochać", francuskim "Lalka", a zwłaszcza po "Popiele i diamencie" miał nazwisko światowe. Trafił do encyklopedii Britannica. A kilka lat temu słynny amerykański filmoznawca Richard Pen umieścił go w leksykonie aktorów wszech czasów, których trzeba znać.

Gdy z przenośnego radyjka tranzystorowego w czasie przerwy międzylekcyjnej na korytarzu licealnym dotarła do nas wiadomość, że Zbyszek nie żyje, zmroziło nas. Moja świetna polonistka, lwowianka, Idalia Jarzynowa - przerwała lekcję. A Piotr Szczepanik w wielkim przeboju tego sezonu "Żółte kalendarze" śpiewał:

"Żal nic tu nie pomoże
Łzy twoje ani twój płacz
Nic nie uciszy morza
Nie zatrzyma biegu fal".

Wiedziałem, że był z pochodzenia Kresowiakiem, że urodził się w 1927 r. gdzieś nad Prutem pod Śniatynem, przy ówczesnej polsko-rumuńskiej granicy. Miękko i tajemniczo brzmiała nazwa tego miasteczka - Śniatyn. Czy kiedyś je zobaczę? - napisałem w szkolnym pamiętniku. Gdy w lecie tego roku taka szansa się pojawiła, zgromadziłem przed wyjazdem na Kresy całą literaturę o Śniatynie i Cybulskim.

Jakiegoż zdziwienia doznałem, gdy wspólnie z moim uniwersyteckim magistrantem Krzysztofem Piotrowskim z Namysłowa, piszącym pracę o Cybulskim, ustaliliśmy, że młodość "polskiego Jamesa Deana" pokryta jest mgłą tajemnicy, że są to jakieś niewyraziste okruchy wspomnień jego przyjaciół i kuzyna Wojciecha Jaruzelskiego - potłuczone lustro, w którym wiele fragmentów zmiażdżono i obraz po złożeniu zachowanych szkiełek jest zniekształcony.

Cybulski o swej młodości milczał. W wywiadach mówił o niej zdawkowo. Tylko pod zachowanym zdjęciem rodzinnym spod Śniatyna, na którym widać pagórkowatą przestrzeń rozległą jak preria, umieścił podpis: "To trzeba zrozumieć i pojąć - a można ukochać i można tęsknić". A w liście do rodziców napisał: "Kocham wieś, ale wieś polską z jej charakterem i krajobrazem".

Dlaczego Cybulski milczał o swoich latach chłopięcych? Myślę, że były przynajmniej dwa powody. Pierwszy to okrucieństwo, z jakim unicestwiono świat jego ukochanych dziadków Józefa i Izabeli Jaruzelskich, w których majątku na Pokuciu, pod Śniatynem, urodził się, spędzał wszystkie wakacje i zimowe ferie.

Drugi to jego ziemiańskie pochodzenie, którym nie należało się chwalić w pierwszych latach powojennych w Polsce, gdy stawał się idolem polskiej młodzieży. Moja sierpniowa wizyta w stronach rodzinnych Cybulskiego i archiwalne penetracje pozwalają mi się zbliżyć do prawdy o latach chłopięcych Zbyszka i jego kresowej rodzinie.

Dziadkiem Zbyszka Cybulskiego był Józef Jaruzelski (1871-1939) - absolwent wiedeńskiej szkoły oficerskiej (z trzecią lokatą), później podpułkownik WP, ziemianin, pan na Kniażu, właściciel pięknego dworu otoczonego rozległym owocowym sadem i małym parkiem z wyszukaną roślinnością.

Do dworu, z dużym, wysuniętym do przodu portykiem o czterech potężnych kolumnach, wiodła aleja z mocno ubitego żwiru. W pobliżu był młyn, a nieopodal gorzelnia i 300 hektarów ziemi. Czyniło to z Jaruzelskich bogatych posesjonatów. Józef Jaruzelski ożenił się z Izabelą Krzysztofowicz, jedyną córką bogatego ziemianina Mikołaja Krzysztofowicza z sąsiedniej wsi Załucze, właściciela młyna, tartaku i gorzelni oraz 750 hektarów ziemi.

Józef i Izabela Jaruzelscy mieli sześcioro dzieci, dwóch synów i cztery córki. Jedną z nich była Ewa Jaruzelska (1903-1987), która wyszła za mąż za Aleksandra Cybulskiego (1896-1965) - urzędnika Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Warszawie. Małżeństwo to miało bardzo romantyczny początek. Aleksander Cybulski był prawnikiem i jako ekspert MSZ przyjechał na początku lat dwudziestych do Śniatyna z ekipą, która korygowała granicę polsko-rumuńską.

Zaproszony na przyjęcie do dworu w Kniażu spotkał córkę dziedzica i zakochał się w niej z wzajemnością. Po ślubie Cybulscy zamieszkali w Warszawie na inteligenckim Żoliborzu. Ewa musiała być bardzo przywiązana do rodziców, bo będąc w ciąży i czując bliskość rozwiązania, przyjechała do Kniaża, by tam urodzić 3 listopada 1927 r. Zbyszka. Dała mu imię swego ukochanego brata Zbigniewa Jaruzelskiego. Mając w Kniażu znakomitą opiekę lekarską doktora Halickiego, przebywała tu często również po urodzeniu drugiego syna, Antoniego (1931-2009) - jedynego brata Zbyszka.

Na co dzień Cybulscy mieszkali wspólnie z synami w Warszawie na Żoliborzu. Ale na wszystkie wakacje i ferie jechali na Pokucie do dworu Jaruzelskich. Tam był świat chłopięcych zabaw i doznań Zbyszka Cybulskiego. Według wspomnień Jerzego Afanasjewa, jego przyjaciela z czasów studenckich, Zbyszek dorastał "niedaleko miejsca, gdzie Prut zderzał się z Czeremoszem, gdzie w srebrnych wirach pulsowało życie tych rzek".

naszahistoria.pl

youtube.com

Wojciech2
Nazwa bloga:
Wojciech2

Statystyka blogera

Liczba wpisów: 2
Liczba wyświetleń: 456
Liczba komentarzy: 13

Ostatnie wpisy blogera

  • Wojciech2

Moje ostatnie komentarze

  • Treść komunikatu Radiostacji im. Tadeusza Kościuszki  nadanego 30 lipca 1944 (jednego z wielu)Warszawa drży w posadach od ryku dział. Wojska radzieckie nacierają gwałtownie i zbliżają…
  • W systemie demokratycznym nie jest możliwe dobrowolne oddanie władzy młodszym, można jedynie władzy się zrzec, a o tym kto władzę przejmie decydują wybory. 
  • Z lenistwa zamiast napisać coś nowego wklejam swój nieco przerobiony komentarz z Salonu 24: Stanisław Michalkiewicz zawsze ma rację i jest niezwykle inteligentny, szkoda tylko, że niczego nie dokonał…

Najpopularniejsze wpisy blogera

  • Wojciech2
  • Kresowianie czyli ludzie zza Buga

Ostatnio komentowane

  • u2, ****„Gazeta Wyborcza”. „Wrocławiaki, czyli de facto potomkowie ukraińców nawiezionych do tego niemieckiego miasta bydlęcymi wagonami z ukraińskich wiosek zza Żytomierza. Reprezentują zachowania i…
  • Bogdan Lipowicz - Gawęda, "Kresowiaków" już w zasadzie nie ma.  Urodziłem się w ostrym byłym zaborze pruskim, ale przyznam, że od kiedy poznałem bliżej  tą nację, począt. lat 70 tych, stała się moją ulubioną. Mili w…
  • AŁTORYDET, Problemu społeczeństwa tzw "ziem odzyskanych" nie wolno redukować do fenomenu "kresowian czyli ludzi zza Buga". Ci, którzy powiązali swoje losy z ziemiami zachodnimi i północnymi, pochodzili z wielu…

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2008 - 2026, naszeblogi.pl

Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | tvrepublika.pl | albicla.com

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Do czego są one potrzebne może Pan/i dowiedzieć się tu. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek. | Polityka Prywatności

Footer

  • Kontakt
  • Nasze zasady
  • Ciasteczka "cookies"
  • Polityka prywatności