|
|
Anonymous Również, ale też ci zarządzani. Nawet jeżeli nie mają władzy to nie znaczy, że mają nie mieć świadomości. Właśnie utrzymywanie w nieświadomości jest celem "oświaty".
Nawiązując do następnego wpisu - cel polityczny, jak najbardziej. |
|
|
foros państwo to są uprzywilejowane elity dzierżące władzę polityczną, tę realną władzę |
|
|
Anonymous Ja sobie żegluję ale z Pana to dopiero żeglarz. Państwo to niby kto? Świadomość, bieda i średnie rozwinięcie na poziomie obywatelskim a w przekroju przez aparat Państwa to Wielkopaństwo? Z gołodupców na jaśniepanów się awansuje przez uwłaszczenie na państwowym?! |
|
|
foros Pan tu sobie tak teoretycznie żegluje w oderwaniu od realiów, ja mówię o rzeczywistości. Jeśli o te pańskie rozważania chodzi to może w bogatym państwie ze świadomymi obywatelami sprawdziłyby się one. Żyjemy w państwie biednym, średnio rozwiniętym, gdzie świadomość obywatelska jest bardzo różna, najczęściej niska. Tutaj jeśli nie zadziała państwo to nikt nie zadziała. |
|
|
Anonymous 1. Wiedza to jedno, egzaminy to drugie. Jedno drugiego nie wyklucza.
Tyle od ministerstwa można wymagać, żeby znany i akceptowalny był zakres egzaminów państwowych.
Nie wiem jaka jest optymalna ilość historii i innych przedmiotów, w której klasie i dla którego dziecka, ale w ministerstwie też tego nie wiedzą. Bliżej prawdy jest konkretny nauczyciel na podstawie kontaktu z konkretnymi uczniami. To zresztą powód do zróżnicowania programów i bardziej indywidualnego podejścia. A jeżeli dziecko jest mniej pojętne albo nieprzeciętne w drugą stronę, to czy byłoby czymś złym gdyby rodzic dopłacił nauczycielowi już z własnej kieszeni za korepetycje aby słaby uczeń mógł zdać państwowy egzamin, a wybitny rozwijał swój talent ponad przeciętną?
2. Nie wiem czy te prywatne mają czesne składające się z części państwowej i dopłaty przez rodziców ( tak być powinno jeżeli uczniowie szkół prywatnych nie są gorszymi uczniami z punktu widzenia "państwa prawa"), pozostaje fakt, że później jest to weryfikowane przez egzaminy. To kto bogatemu zabroni posyłać do gorszej szkoły aby dziecko zostało bez wiedzy, bez matury i bez studiów. W tych szkołach z czesnym 1600/mc/dziecko nie ma chyba ZNP? Wracając do sprawy: problem w tym, że nauczyciel nie może otworzyć szkoły i uczyć za pieniądze z refundacji państwa. Państwo wolało zmarnować wysiłek rodziców z lat 90tych i pozamykać szkoły bo nie mieściły się w koncepcji. Za to państwo wozi dzieci gimbusami zamiast dać zarobić nauczycielkom, które (znam osobiście) pracowały jako kelnerki i kasjerki (nawiasem mówiąc w Biedronce) zamiast uczyć małe dzieci po wsiach. Doczekały się czyjejś śmierci albo emerytury i już pracują w zawodzie.
6. Dlatego powinna ta decyzja rodziców nie ograniczać się do ograniczonego wyboru szkoły ale też do prawa wyboru nauczyciela. Tu wracamy do kwestii kto kogo, ile i za ile ma uczyć.
7. Ten mechanizm jest sprawdzony, właśnie odkupiliśmy sprzedane za bezcen banki zamiast samemu zrobić nowe. Mamy ministra bankiera, ale opłacało mu się odkupić a nie głowę sobie zawracać. |
|
|
foros 1. a skąd wiadomo zę np. historii jest 1, 2, 3 czy 4 h. w tygodniu? Skąd wiadomo że w kl 1 należy uczyć starożytności a nie współczesności, historii Francji tak, a USA nie? Skąd wiadomo jakie przedmioty będą w szkole nauczane? Ilu szkoła może przyjąć uczniów? Nauczyciele moga sobie to wszystko wymyślić, tylko ich uczniowie nie dostaną świadectw honorowanych przez państwo i nie będą dopuszczani do matur, bez nich do studiów.
2. Szkoły prywatne istnieją i dziś. W większości są to szkoły gdzie zdaje się za czesne, a uczeń jeśli chce to się uczy, jeśli nie chce to nie. Są też szkoły z wyższym poziomem ale za odpowiednio wysokie czesne, np 1600zł/mc/dziecko
6. decyzja rodziców sprowadza sie do wyboru szkoły. A jak już dziecko w szkole jest to wszystko zależy od lokalnych układów
7. zgadza się i m.in. dlatego za czasów PO zamknięto ponad 1500 szkół a atrakcyjne budynki sprzedano, za jakiś czas trzeba je będzie odkupywać. |
|
|
Anonymous Ad 1 Nie chodzi aby nauczyciele pisali rozporządzenia w miejsce rozporządzeń administracyjnych tylko by uczyli bez rozporządzeń. Są nauczycielami - nie potrzebują do wykonywania zawodu rozporządzeń, ani ZNP, ministerstwa, kuratoriów. Rozporządzenie to jest potrzebne aby określało ile zamierza państwo płacić na ucznia rękami rodzica do kieszeni nauczyciela. Reszta won.
Ad 2 Co ma piernik do wiatraka. Z faktu, że nauczyciel ma sobie zagwarantować pracę sam nie wynika brak nauczycieli w szkołach a tym bardziej dzisiejszy strajk.
Ad.3 Właśnie tak jest i jest źle.
Ad 6 Jeżeli decydowanie przez rodziców o sprawach własnych dzieci to są mrzonki, a realne jest zajmowanie się dziećmi przez państwo, to nie dziwmy się, że jesteśmy w głębokim eurokołchozie i marksiści z ZNP nabijają głowę kolejnym pokoleniom.
Ad 7 Zgadza się. One płacą i wymagają. |
|
|
foros 1.nawet jeśli nauczyciele napisaliby rozporządzenia to i tak nie mają one mocy prawnej. Bałagan polega na tym że nie ma rozporządzeń, gdy sie pojawią to jest kilka dni (3-4) aby szkoły je przetrawiły i stworzyły odpowiednie dokumenty nie mając szans na konsultacje.
2. no to właśnie ma Pan szkołę bez nauczycieli. Zadowolony?
3. płatnikiem i właścicielem szkoły jest samorząd, państwo dostarcza mu gotówkę, Samorząd, a nie rodzice decyduje ile w danej szkole będzie klas i czy szkoła będzie istnieć.
6. teoretyczne mrzonki, jak bajki o liberalizmie Mikkego
7. uważam, że samorządy mają zbyt duży wpływ na szkołę. One wybierają dyrektora i de facto rządzą w szkole. |
|
|
Anonymous niezalezna.pl
Ilustracja jak państwowe pieniądze są wydawane na dzieci - baraczek za 4 mlnzł dla setki dzieci zamiast kilku żłobków prywatnych, które nie powstaną bo nie podskoczą dotowanej konkurencji; zresztą po co, skoro będą etaty trzeba się załapać. |
|
|
Anonymous 1. „aktualny bałagan zawsze bardziej gorszy niż przeszły” – wszystkie wymienione problemy biorą się z tego, że ministerstwo wyręcza nauczycieli z ich obowiązków.
2. Celem szkolnictwa nie jest praca dla nauczycieli.
3. Na pieniądze nauczyciele muszą zapracować. Problem, że płatnikiem jest państwo a nie rodzic w części bonem oświatowym a w części własną gotówką. Zarobki nauczycieli nie mogą być ustawiane i gwarantowane przez państwo.
4., 5. i 8. Zwykła propaganda.
6. Pozostawienie uzgodnień nauczycielom i rodzicom byłoby prawdziwą konsultacją społeczną między zainteresowanymi stronami. Oni wypełniliby ramy stworzone przez ministerstwo. Trudno żeby ktoś konsultował bełkot ustawodawczo-administracyjny tej czy innej władzy.
7. Wprowadzenie samorządów państwowych jako pośrednika między rodzicem a nauczycielem jest zbędne. Robi konkurencję szkołom prywatnym rodziców i nauczycieli.
Broniarz to komunistyczny zbrodniarz winny zbrodni stanu szerzenia totalitaryzmu na skalę masową z użyciem aparatu państwa. Jego miejsce jest w więzieniu.
Członkowie ZNP zasługują na nadzór kuratora a nie na prowadzenie kuratoriów i szkół, nie na możliwość szerzenia propagandy lewicowej.
Idąc drogą tych ludzi i ich ideologii należałoby usunąć wszystkie prawie podręczniki za odwoływanie się do przykładów politycznej poprawności. Wystarczy jednak przestać to finansować a za pokolenie przywrócona zostanie równowaga.
Strajk bez określenia przyczyn problemu jest zły. A problemem nie jest ta obecna sytuacja tylko powierzanie marksistom pieniędzy na ich propagandę pod pretekstem nauczania. |