Cisza, spokój, cisza, spokój. Czy post to cisza i spokój? To zastanawiające. ?/1/?
Ale to może właśnie tak jest, że żarcie nas napędza w niezdrowy sposób. Że ten pęd to w głowie, a post to cisza, spokój, cisza, spokój. Bo nie ma się co szarpać. Bo czasoprzestrzenne oddziaływanie mózgu z rzeczywistością staje się bardziej substancjalne, czytaj rzeczywiste, czytaj to wszystko p...dły, za to pojawia się cisza i spokój.
Mam rację czy nie mam? A kogo to obchodzi? Więc może lepiej nie pościć? A może lepiej pościć? Zdecydowanie lepiej pościć. Poszczenie zwłaszcza w dobrym towarzystwie to podstawa. Tylko, że zazwyczaj towarzystwo żre. Ale może wtedy jesteśmy we własnym towarzystwie? W towarzystwie kogoś, kogo albo żeśmy pomijali, albo sztorcowali, albo obwiniali, albo popędzali, albo wyrażali w stosunku do niego oczekiwania, albo usprawniali, poprawiali, ulepszali, albo jeszcze co innego.
A tak to cisza i spokój. I możemy ze zdziwieniem odnaleźć się w swoim własnym towarzystwie. Bez pretensji, postulatów, projekcji czy ocen. Owszem warzywka. Ale to jest przewracanie całej biochemii, a co za tym idzie pracy elektrycznej mózgu, a co za tym idzie, jego rezonansu ze wszystkim, co jest poza.
Ludzie to się nieźle męczą czasem, żeby znaleźć: cisza i spokój. A tu wystarczy post. Wystarczy?