Choć ministerstwo finansów w opublikowanym dziś projekcie budżetu na 2027 r. w triumfującym tonie oznajmiło m.in., że w przyszłym roku „rząd będzie kontynuował wzmacnianie potencjału polskiej gospodarki. Po okresie przyspieszenia gospodarczego, w przyszłym roku Produkt Krajowy Brutto wzrośnie realnie o 3,0%, średnioroczna inflacja wyniesie 2,8%, przeciętne wynagrodzenie wzrośnie o 5,9%, a prognozowana stopa bezrobocia pozostanie bez zmian, na jednym z najniższych poziomów w UE”, sytuacja w gospodarcza naszego państwa pod obecnymi rządami w kolejnych miesiącach będzie kształtowała się w zgoła fatalnych warunkach.
To prawda, że na skutek dobrych układów z obecnymi władzami Brukseli polskie władze osiągnęły praktyczne zawieszenie procedury nadmiernego deficytu, którą objęty był nasz kraj od 2024 r., już po przekroczeniu „nieprzekraczalnego” poziomu 3% deficytu budżetowego, tj. przewagi wielkości wydatków budżetowych nad dochodami. Pośrednio przyznaje to resort finansów: „projekt ustawy budżetowej na rok 2027 został przygotowany z zastosowaniem stabilizującej reguły wydatkowej (SRW), która stanowi główny czynnik determinujący wysokość wydatków budżetu państwa. SRW pełni funkcję wykonawczą wobec unijnej procedury nadmiernego deficytu (EDP). W efekcie scenariusz makroekonomiczny opracowany na potrzeby projektu ustawy budżetowej na rok 2027 jest spójny z zaleconą przez Radę UE w ramach procedury EDP ścieżką wydatków przy uwzględnieniu elastyczności wynikającej z krajowej klauzuli wyjścia dot. wydatków obronnych”.
Jednak nie oznacza to, że problem deficytu został rozwiązany. Bowiem ministerstwo finansów we wspomnianych założeniach budżetu na 2027 r. przewiduje m.in., że dochody budżetu państwa mają wynieść 695,0 mld zł, wydatki budżetu państwa - 977,6 mld zł. Wobec tego deficyt budżetu państwa wyniesie 282,6 mld zł, a więc jeszcze więcej niż założona wielkość deficytu w br. 271,74 mld zł. Oznacza to, że deficyt wzrośnie o 4%.
Przypomnijmy w tym miejscu, że jeszcze w 2024 r. deficyt ten wynosił 210,9 mld, a w 2023, a więc w okresie rządów PiS – 85,5 mld zł. Oznacza to, że w trzy lata zwiększy się aż 3,3-krotnie.
W niepublikowanym wywiadzie z Łukaszem Kozłowskim, głównym ekonomistą Federacji Przedsiębiorców Polskich, wiceprezesem Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE) dla naszego portalu filarybiznesu.pl, ekspert ten zaznaczył m.in., że „bez działań dyskrecjonalnych w zakresie polityki ekonomicznej państwa, takich jak świadome cięcia wydatków, przy jednoczesnym wzroście obciążeń podatkowych, budżet nie będzie zbliżał się do równowagi. Bowiem w tym momencie utrzymanie racjonalnego kształtu budżetu, a więc przy braku istotnych zmian związanych z rosnącymi wydatkami, nie przywróci równowagi. Często, w normalnych warunkach, jest tak, że utrzymanie dotychczasowego kursu polityki fiskalnej pomaga stopniowemu redukowaniu deficytu. Jednak w obecnych warunkach - przede wszystkim rosnącego kosztów obsługi długu - ten mechanizm działa nieco mniej efektywnie niż w poprzednich latach. Dlatego też potrzebne są bardziej zdecydowane działania, które w tym momencie nie są planowane w zakresie, który pomagałby w przywróceniu tej równowagi. Dlatego ten deficyt, z którym mamy obecnie do czynienia, jest wyjątkowo uporczywy”.
Podczas dzisiejszej konferencji prasowej także b. premier, Mateusz Morawiecki odniósł się do założeń budżetu na przyszły rok przedstawionych przez ministerstwo finansów.
- Według doniesień medialnych widzimy kolejny deficyt, uwaga, w wysokości 7,1 proc. Tak wielki deficyt grozi zapaścią finansową. Grozi utratą suwerenności finansowej całej naszej ojczyzny. Dodatkowo jeszcze ten deficyt nie zawiera realizacji 100 konkretów - 100 konkretów okazało się jednym wielkim oszustwem. Oceniam ten zaprezentowany budżet - którego szczegółów jeszcze nie możemy przeanalizować, opieram się na informacjach medialnych - jako skrajnie niebezpieczny, nieodpowiedzialny budżet, brak uszczelnienia - mówił polityk.
Morawiecki przypomniał też o rozbieżnościach miedzy planem, a realnym wykonaniem budżetu państwa za 2025 r. Dochody z VAT okazały się bowiem wówczas niższe o ponad 27 mld od kwoty, którą prognozowano w ustawie budżetowej. Niższe były także dochody z CIT i PIT. - I mówimy teraz o kolejnym roku z gigantycznym przyrostem długu publicznego - podkreślał podczas konferencji prasowej.
To Polacy przy urnach wyborczych pod koniec 2027 r. mogą zadecydować, czy chcą dalej mieć rząd, który nasz budżet i gospodarkę pcha ku rosnącej katastrofie.