Jeszcze nie zdążyliśmy się obudzić po wczorajszym półfinale, a już stoimy przed drugim. Hiszpania jest już w finale. Francja odpadła. Dziś Anglia zagra z Argentyną o prawo dołączenia do La Roja. A my w Polsce znowu mamy ten sam dylemat – bo znowu nie mamy kogo wspierać „z automatu”.
Zanim jednak doszło do wczorajszych i dzisiejszych rozstrzygnięć, warto spojrzeć, jak prasa różnych krajów patrzyła na te półfinały, gdy jeszcze wszystko było otwarte.
Prasa amerykańska (NYT, ESPN, Washington Post) pisała o nadchodzących półfinałach jak o hollywoodzkim widowisku. Podkreślano przede wszystkim mecz Anglia–Argentyna – „The Rematch”, z Messim w roli starzejącego się bohatera i Anglią jako młodą, agresywną siłą. Dużo było o „Messi’s last dance” i o tym, jak cudownie jest mieć taki mecz na własnym terytorium. Francja–Hiszpania traktowana była bardziej neutralnie – jako starcie dwóch europejskich potęg.
Prasa argentyńska (Olé, Clarín, La Nación) była histerycznie emocjonalna już od kilku dni. Pisano o „zemście za Malwiny”, o „duchu Maradony” i o tym, że Anglia to nie tylko przeciwnik, ale symbol. Jednocześnie pojawiały się nuty niepokoju – „Anglia ma mniej zmęczenia”, „będą grali prosto i fizycznie”.
Prasa angielska (The Sun, Daily Mail, The Guardian) była podzielona. Tabloidy już liczyły, ile razy sędzia „pomoże” Argentynie, i pisały, że „to nie jest wielka drużyna”. Bardziej poważne tytuły szanowały Messiego, ale przypominały o starych rachunkach – 1966, 1986, Falklandy. Wszyscy zgodnie przyznawali, że to będzie najemocjonalniejszy mecz turnieju.
Prasa francuska (L’Équipe, Le Monde) patrzyła z lekkim dystansem. Dla nich Anglia–Argentyna to „stare porachunki” dwóch drużyn, które już nie dominują tak jak kiedyś. Więcej uwagi poświęcano własnemu półfinałowi z Hiszpanią – nowocześniejszemu i „piłkarsko czystszemu”.
Prasa hiszpańska (Marca, AS, El País) była w trybie „czekamy na was w finale”. Traktowała mecz Anglia–Argentyna trochę jak eliminację rywala. Trochę się bała Messiego, trochę cieszyła, że ktoś inny musi go zatrzymać. Dużo dumy z tego, że to właśnie Hiszpania i Francja grają „nowy futbol”.
A jak to wyglądało w Polsce?
Polskie media od kilku dni szczegółowo rozgrzebywały historię starć Anglia–Argentyna, od ręki Boga po czerwoną kartkę Beckhama. Wśród kibiców i komentatorów dominowały dwa główne nurty: sentymentalny (za Argentyną przez Messiego) i ten bardziej „racjonalny” (za Anglią albo po prostu za pięknym finałem). Część polityków i publicystów wracała do starej zasady: „jak nie ma Polski, to kraje katolickie najpierw”.
Wczoraj wieczorem Hiszpania rozbiła Francję 2:0 i potwierdziła wszystko, co pisano o jej stylu. Francuska prasa była w szoku, hiszpańska świętowała, a w Polsce większość komentatorów przyklasnęła. „W końcu ktoś ich zatrzymał”.
I tak właśnie kształtują się dzisiejsze podziały przed meczem o 21:00.
Za Argentyną – nadal bardzo silna grupa. Messi + historia + „oni grają z sercem”.
Za Anglią – mniejsza, ale wyraźna. Ci, którzy mają dość „pomocy dla Messiego”.
Za Hiszpanią w finale – najwięcej. Niezależnie od tego, kto dziś wygra, większość polskich kibiców i tak będzie trzymać kciuki za La Roja. Bo w naszej lidze sympatii „ładna gra + katolicki kraj” wygrywa z resztą.
Oczywiście, część z nas będzie za Messim do końca.
Część będzie cicho liczyć na Anglię.
A większość po prostu będzie chciała ładnego finału z Hiszpanią.
Bo Polska nie gra. (Nic się nie stało! Polacy...)
I właśnie dlatego możemy sobie pozwolić na ten mały luksus – kibicować jednocześnie kilku drużynom naraz, w zależności od tego, co nam w danym momencie bardziej pasuje do serca.
Jarosław Banaś
Typowy sport dla czarnego luda...np.Francja.
Od MŚ w Argentynie nie oglądam piłki kopanej...
A ja dziękuję, bo dzięki Panu zaimponowałam młodszemu synowi dziś - rano zerknęłam sobie na ten wpis, a po chwili, gdy syn wszedł do pokoju, zagadnęłam: "To co? Dzisiaj Anglia - Argentyna?". Syn przerwał to, co robił i zastygł na chwilę..., Potem uśmiech i tekst: "Matka, co jest??".
Ja kibicuję Argentynie. W drugiej kolejności Hiszpanii. Ale to sport. Wygra ten, co wygra.
A'propos. Argentyna to aktualni mistrzowie świata. Więc przytoczona opinia z prasy francuskiej, jest nieadekwatna.