
Większość nieszczęść i toksycznych emocji, które występują w życiu publicznym, wynika że zderzenia skrajności. Skrajna prawica ściera się ze skrajną lewicą i bezlitośnie zgniata wszystko, co znajduje się pośrodku. Skrajna głupota walczy z nadętym przeintelektualizowaniem i nie pozostawia miejsca dla zdrowego rozsądku. Takie same zjawiska występują w grupach społecznych napakowanych ideologią połączoną z religią albo ateizmem wojującym. Ruchy proaborcyjne i pro-life to odwieczni wrogowie prowadzący wojnę totalną, w której nie bierze się jeńców, tylko dobija rannych.
Dla odmiany sama aborcja jest tematem nieśmiertelnym, powracającym cyklicznie i zawsze z takim samym skutkiem. Kompletnie zgrane argumenty po obu stronach, wypowiadane jak mantry nigdy i nikogo nie skłoniły do zmiany przekonań. Nie znaczy to, że w indywidualnych przypadkach takie zmiany nie zaszył, zdarzają się i na szczęście przeważnie mają jeden kierunek – dawni zwolennicy aborcji zaczynają dostrzegać co jest największą wartością, bez względu na to, na jakim etapie rozwoju się ta wartość znajduje. Niestety często jest to wynik osobistych, w tym traumatycznych doświadczeń i co więcej te sporadyczne przemiany mają niewielki wpływ na o ogólny obraz „świętej wojny”. Jatka trwa non stop i przy każdej nowej bitwie przekraczane są kolejne granice, które wydawały się nie do przekroczenia.
Moralnym i intelektualnym nieporozumieniem byłoby jednak poszukiwanie symetrii w przekraczaniu granic. Ruchy pro-life uzurpują sobie prawo do decydowania za innych, w skomplikowanych sytuacjach życiowych, za to ruchy proaborcyjne chcą bezgranicznej „wolności”, czyli bezkarnego pozbawiania życia najbardziej bezbronnych istot. Słyszeliśmy już wiele haseł bojowych: „zlepek komórek”, „moje ciało, moja sprawa”, „aborcja jest OK.”, „aborcja na życzenie”. Dotąd mało kto słyszał o aborcji selektywnej, jednak od paru dni to się zmieniło, za sprawą aktywistek z fundacji o wiele mówiącej nazwie – Aborcyjny Dream Team. Na popularnym portalu społecznościowym jedna z aktywistek pochwaliła się, że pomogła parze, o dziwo nie jednopłciowej, w przeprowadzeniu aborcji.
Takie przechwałki nie są niczym nowym, ale w tym przypadku chodziło o ciążę bliźniaczą i uśmiercenie jednego płodu, czyli dokładnie o aborcję selektywną. Tylko w jednym kraju europejskim, znanym z innych barbarzyństw, jak choćby eutanazja na życzenie, wykonuje się podobne „zabiegi” i oczywiście chodzi o Holandię. W Polsce aborcja jest dozwolona w ściśle określonych warunkach, gdy ciąża jest wynikiem przestępstwa (gwałtu) i gdy ciąża zagraża życiu lub zdrowiu matki. Zagrożenie zdrowia jest rozszerzone i dotyczy także zdrowia psychicznego, co oznacza, że możliwa jest aborcja przy ciężkim uszkodzeniu płodu. Wszystkie pozostałe zabiegi uznawane są za przestępstwo, ale nie są ścigane ciężarne tylko lekarze i osoby pomagające w popełnieniu przestępstwa. Oznacza to, że aktywistka Justyna Wydrzyńska z Aborcyjnego Dream Teamu publikując na Instagramie informację o udzieleniu pomocy przy aborcji selektywnej złożyła donos na siebie i lekarza albo cynicznie manipuluje, żeby zdobyć sławę i pieniądze dla swojej organizacji.
Zdecydowanie bardziej prawdopodobny jest ten drugi wariant, bo aborcyjne aktywistki doskonale znają prawo aborcyjne, w końcu z tego żyją, a skoro tak jest, to zawsze rodzi się dylemat. Czy przemilczeć te brudne kampanię i osoby w nich uczestniczące, aby nie pomagać im w realizacji celu? Czy pokazywać palcem i przestrzegać przed ich działalnością? Pierwsza opcja jest czystą teorią, w praktyce niemożliwą do spełniania, także dlatego, że takie organizację mają olbrzymie wsparcie mediów. Siłą rzeczy pozostaje druga opcja i w jej ramach wypada przedstawić cały „dream team” poszukujący rozgłosu. Kinga Jelińska, Natalia Broniarczyk i Justyna Wydrzyńska to osobopostaci, które chciałby bezkarnie zabijać na życzenie i promować zabijanie selektywne.
Aktywistki Obrońców Życia - skrajna prawica, faszystów też tak się określa.
Co do "selektywnego zabijania", opisany przypadek nie spełnia warunku znaczenia słowa zabijania, opis tego procederu jest za bardzo uproszczony, nie wiemy jakie były warunki tej decyzji, czy chodziło o zdrowie płodów, czy matki, a może jedno i drugie, jeżeli to była decyzja chęci posiadania tylko jednego dziecka, drugie jest "zbędnym ciężarem", jest to zbrodnia-morderstwo.
Zbrodnia selektywnego morderstwa występuje masowo w metodzie In vitro, które z racji tego procederu, powinno być zakazane.
Dla uzupełnienia proponuję krótki opis technologii poczęcia człowieka ,in-vitro-technologia-produkcji-czlowieka:
salon24.pl
Dla jasności, zabijanie jest wpisane w nasze życie, zabijamy dla pożywienia, obrony itp., zabijanie dla przyjemności, zysku, nienawiści etc. to morderstwo, jest zbrodnią.
Obawiam się, że w tym przypadku Pan Bóg może być złośliwy. Dziecko, które się urodzi może mieć jakieś uszkodzenia po aborcji bliźniaka, może być chore genetycznie, może zginąć przypadkowo, albo zachorować i opuścić ten padół. Oby tak się nie stało, ale wykluczyć takich "przypadków" nie sposób.
Rodzice zamiast się cieszyć, że będą mieli dwoje a nie jedno dziecko, postąpili najgorzej jak mogli. Niestety media nie informują, czy to była naturalna ciąża, czy sztuczne zapłodnienie. Bardziej prawdopodobne jest sztuczne, bo tylko w takim razie "zamawiający" mieli (wg nich moralne) prawo o wykonanie usługi zgodnie z zamówieniem na 1 dziecko. Może zagrozili, że nie zapłacą za zapłodnienie, jeśli to będzie dwoje dzieci? Na to wygląda.