Kawa stygnie, a ja myślę: wojna zawsze potrzebowała obrazu, żeby stać się prawdziwa. Ale tego, co dzieje się teraz w mediach społecznościowych – rakiety nad kurortami, baseny z widokiem na dym, reels z interceptorem – nie przewidziałem nawet w najbardziej fikcyjnej wizji.
Wybrane.
Najpierw II wojna światowa – Auschwitz. Relacje Witolda Pileckiego i Jana Karskiego. Świat czytał, kiwał głową, ale nie wierzył. Dopiero filmy z wyzwolenia – szkielety w pasiakach, stosy butów, dziecięce buciki – uczyniły okrucieństwo widocznym i wiarygodnym.
Lata 90. – wojna w Bośni i Chorwacji. Oblężenie Sarajewa: plotki o „safari snajperskim” – bogaci cudzoziemcy (głównie Włosi) płacili, by z serbskich pozycji strzelać do cywilów. Śledztwo w Mediolanie wciąż trwa (2025–2026).Srebrenica – masakra ponad 8000 muzułmanów. Dziś z Sarajewa ruszają tury mroczne: wycieczki do memoriału, cmentarza z tysiącami nagrobków, spotkań z ocalałymi. Ludobójstwo stało się produktem turystycznym – edukacja splata się z voyeuryzmem.
Wietnam – wojna przegrała nie w dżungli, lecz na ekranach telewizorów. Płonący mnich, egzekucja w Sajgonie, dziewczynka poparzona napalmem – te zdjęcia zdetonowały sumienia Amerykanów.
Irak 2004 – wyciekłe zdjęcia z Abu Ghraib. Żołnierze pozują z kciukami w górze przy nagich więźniach w piramidzie, na smyczy, z przewodami pod prądem. Amatorskie selfie z piekła, zrobione telefonami. Obraz obalił narrację o „wyzwalaniu”, stał się najskuteczniejszym plakatem rekrutacyjnym dla Al-Kaidy.
Syria – Białe Hełmy, beczki z chlorem, dzieci z pianą na ustach – viralowe filmy z Aleppo. Assad wygrał militarnie, ale przegrał moralnie w zachodnich mediach.
Ukraina (od 2022) – drony FPV w zwolnionym tempie, żołnierze nagrywają „kill camy”, cywile wrzucają relacje z piwnic. Wojna jako treść tworzona przez użytkowników.
Gaza – plaże z hukiem syren, baseny z widokiem na dym, stories „życie toczy się dalej” przerywane hukiem Iron Dome. Wszystko w 15-sekundowych pętlach.
A teraz, marzec 2026 – wojna USA–Izrael–Iran. Ataki rozpoczęły się 28 lutego: zabity Najwyższy Przywódca Ali Khamenei, setki celów w Teheranie, Natanz, instalacje nuklearne i rakietowe. Iran kontratakuje: rakiety i drony na Izrael, bazy USA w Zatoce, ataki na saudyjską ambasadę, zamknięcie Cieśniny Ormuz. Liban, Hezbollah, Bejrut.
Ludzie w Dubaju i na Palm Jumeirah filmują spadające szczątki z basenów i plaż, wrzucają z filtrem. Wojna dotarła do kurortów all-inclusive. Nazywam to kolorową nierzeczywistością.
Zatem?
Dzisiejsza wojna jest: hiperrealna (bardziej prawdziwa niż prawda), upiększona (piękno ruin, zwolnione eksplozje), przewijana (mieści się w palcu na ekranie), dwustronnie teatralna (obie strony reżyserują swoje klipy zniszczenia), sterowana algorytmami (to, co viralowe, staje się prawdą), zmęczona empatią (współczucie kończy się po 30 sekundach przewijania), turystyczno-wojenna (opalanie pod rakietami, reels z masakry), autoportretowo perwersyjna (sprawcy robią sobie pamiątkowe fotki), rekreacyjno-ludobójcza (wycieczki na miejsca zbrodni), płatna za zabijanie (dawne safari snajperskie).
Zatem? Wojna nie skończy się kapitulacją armii. Skończy się (lub nigdy nie skończy), gdy feed przestaje przewijać w jej rytmie. A my – pijąc kawę, scrollując piekło – jesteśmy jurorami konkursu na najbardziej przekonującą wersję piekła.
I ostrożnie z kolejnym odświeżeniem obrazu w telefonie... nic nie wiadomo, można zobaczyć kogoś bliskiego...
Jarosław Banaś