Dziś, 24 lutego 2026 roku, mijają dokładnie cztery lata od chwili, gdy Putin, ten konus i samozwańczy car z Kremla, uruchomił swoją "specjalną operację wojskową" – eufemizm dla brutalnej, imperialistycznej inwazji na suwerenną Ukrainę

Cztery lata piekła, które Putin sam sobie zgotował.
Cztery lata upokorzenia, krwi i trupów, które ten mały, parszywy dyktator z bunkra w Kremlu nazwał „specjalną operacją”. 24 lutego 2026 – rocznica, która powinna być dniem hańby dla całej Rosji, a nie świętem „zwycięstwa”.
Bo to nie jest zwycięstwo. To jest totalna, miażdżąca klęska faszystowskiego reżimu, który marzył o szybkim pochłonięciu Kijowa w trzy dni, a zamiast tego utopił się we własnej krwi i gównie własnych kłamstw.Pamiętacie te kolumny czołgów sunące na Kijów? Te „niezwyciężone” wojska, które miały paradować po Chreszczatyku?
Zamiast tego – koktajle Mołotowa w rękach cywilów, drony rozwalające kolumny, wycofanie z północy z podkulonym ogonem i masakry w Buczy, które na zawsze zapisały Rosję w annałach najgorszych zbrodniarzy. Putin myślał, że Ukraina padnie jak domek z kart. A Ukraina wstała, chwyciła za broń i powiedziała: „Nie przejdziecie, sukinsyny”.
Cztery lata później? Rosja kontroluje gówno – jakieś 20% terytorium Ukrainy, w tym skradziony Krym i kawałki Donbasu, które okupuje za cenę setek tysięcy trupów. A teraz, w lutym 2026, zaczyna tracić nawet to, co mozolnie zdobyła! Ukraińcy kontratakują jak wściekli w obwodzie zaporoskim – odzyskali ponad 200 km² w kilka dni, w tym wsie i pola, które Rosjanie uważali za swoje.
Plan generałów Putina sypie się jak domek z kart! Rosjanie nie potrafią utrzymać terenu, bo ich łączność to sowiecki szmelc, a Ukraińcy z dronami i Starlinkiem wciągają ich w pułapki i rozwalają na kawałki.
Straty to minimum 1000 ludzi dziennie od lata 2025 – to nie armia, to rzeźnia!
A liczby? One wrzeszczą z bólu. Rosja straciła ponad 1,26 miliona żołnierzy (zabici, ranni, zaginieni) – z czego co najmniej 275–325 tysięcy zabitych, a Mediazona i BBC potwierdziły już ponad 200 tysięcy nazwisk!
2025 był najkrwawszym rokiem – ponad 90 tysięcy trupów! To więcej niż w Afganistanie i Czeczenii razem wziętych, pomnożone przez dziesiątki. Matki w Rosji dostają cynkowe trumny, synowie giną za marzenia chorego psychopaty, a Putin dalej bredzi o „denazyfikacji”.
Denazyfikacja?
To wy jesteście nowymi nazistami – rzucacie mięso armatnie na pozycje, bombardujecie szpitale, szkoły, bloki, mordujecie cywilów dronami i bombami lotniczymi
Ukraina straciła setki tysięcy – szacunki mówią o 400–450 tysiącach strat wojskowych, w tym 100–110 tysiącach zabitych. To boli jak cholera. Ale oni walczą o wolność, o domy, o dzieci, które mają prawo żyć bez terroru.
Rosjanie walczą o co?
O imperialne urojenia? O „ruski mir”, który w praktyce oznacza gruzy, gwałty i masowe groby?Gospodarka Rosji w agonii. Sankcje duszą, rubel pada, ropa i gaz nie idą tam, gdzie kiedyś. Elity uciekają, młodzi giną lub siedzą w więzieniach za „dyskredytację armii”. Putin stał się niewolnikiem własnej wojny – nie może wygrać, bo każdy metr kosztuje tysiące istnień, ale nie może przegrać, bo wtedy runie cały jego kłamliwy pomnik.Świat patrzy i widzi: ten człowiek to rak. Imperialny rak, który trzeba wyciąć. Europa się zjednoczyła jak nigdy – broń płynie strumieniami, pomoc finansowa nie ustaje. Bo jeśli Ukraina padnie, następna będzie Polska, kraje bałtyckie, Mołdawia. A potem reszta.
Więc dziś, w czwartą rocznicę tej rzeźni, powiedzmy to głośno i bez cenzury:
Putin przegrał. Rosja przegrała. Ich „specjalna operacja” to największa katastrofa militarna XXI wieku.
Ukraina stoi. Walczy. Wygrywa. I wygra – bo ma rację, bo ma serca milionów, bo ma odwagę, której Kreml nigdy nie miał. Czas skończyć to szaleństwo. Wzmocnić sankcje do granic wytrzymałości. Dać Ukrainie wszystko, co potrzeba – F-16, ATACMS-y, czołgi, drony, pieniądze.
Zmusić tego bandytę do wycofania się z każdego centymetra ukraińskiej ziemi. A potem – trybunał w Hadze. Za Buczę. Za Mariupol. Za tysiące dzieci, które nigdy nie dorosną.
Slava Ukraini!
Heroyam slava!

A Rosji?
Niech płacze nad grobami. Niech pamięta, że imperialne marzenia kończą się w masowych grobach i ruinach. Zawsze