Im dłużej analizuję historię ustawy „Lex szarlatan”, tym bardziej przypomina mi ona klasyczny astroturfing, czyli działania odgórne korzystne dla Big Pharmy, ale udające inicjatywy oddolne. Pozornie wygląda to tak: pacjenci domagają się ochrony, lekarze ostrzegają przed szarlatanami, urząd przygotowuje przepisy, organizacje społeczne je popierają. Jednak kiedy zacznie się sprawdzać nazwiska, rady, przepływy pieniędzy i kolejność zdarzeń, obraz robi się znacznie mniej niewinny.
Zacznijmy od opisu stanu, w jakim jesteśmy teraz
3 lipca 2026 r. Sejm uchwalił nowelizację ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta oraz ustawy o systemie powiadamiania ratunkowego — projekt oznaczony w wykazie prac rządu jako UD207, potocznie zwany „Lex szarlatan". Głosowało 438 posłów: 232 za, 34 przeciw, 162 wstrzymujące się. Ustawa przeszła następnie przez Senat.
20 sierpnia 2026 r. prezydent Karol Nawrocki skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej, uzasadniając to obawą, że regulacja obejmuje nie tylko realnie niebezpieczne praktyki, ale też zielarstwo czy medycynę komplementarną. Równocześnie złożył do Sejmu własny, węższy projekt — nowelizację Kodeksu Karnego przewidującą odpowiedzialność karną za nakłanianie do zaprzestania leczenia.
Naczelna Rada Lekarska pozytywnie oceniała kierunek ustawy rządowej i apelowała o jej podpisanie. Po decyzji prezydenta Prezydium NRL w stanowisku z 21 sierpnia 2026 kierunkowo poparła również projekt prezydencki, wskazując jednocześnie, że jego zakres może być zbyt wąski i że skuteczność zależy od sprawności prokuratury.
Ustawa rządowa nie weszła więc w życie i nie wiadomo, czy wejdzie. To teraz zbadajmy, jak ona powstawała.
Dwie Rady Organizacji Pacjentów
W tej historii występują dwie różne Rady Organizacji Pacjentów (ROP). Jedna działa przy Ministrze Zdrowia, druga przy Rzeczniku Praw Pacjenta. To ważne, bo część tych samych ludzi porusza się między obiema strukturami i w ten sposób tworzy się sieć łącząca urząd, ministerstwo, organizacje pacjentów i środowisko farmaceutyczne.
ROP przy Ministrze Zdrowia jest małym, 15-osobowym ciałem. Ministerstwo samo pisze, że Rada ma uczestniczyć w prekonsultacjach projektów prawa, opiniować akty prawne i inicjować zmiany legislacyjne. To oznacza, że siedzący w niej ludzie znajdują się dokładnie tam, gdzie powstają założenia ustaw.
Przewodniczącym tej Rady jest ks. dr Arkadiusz Nowak, prezes Instytutu Praw Pacjenta i Edukacji Zdrowotnej. Wiceprzewodniczącą jest Magdalena Kołodziej z Fundacji MY Pacjenci. W Radzie zasiada również Stanisław Maćkowiak z Federacji Pacjentów Polskich. Jest Aleksandra Rudnicka z SANITAS. Są przedstawiciele Federacji Stowarzyszeń Amazonki, Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych i Fundacji Urszuli Jaworskiej. Dorota Korycińska reprezentuje jednocześnie kilka organizacji pacjentów, między innymi OnkoCafe, Alivię, Fundację Pokonaj Raka, Niebieskiego Motyla, Neurofibromatozy Polska Alba Julia i OmeaLife.
Druga Rada działa przy Rzeczniku Praw Pacjenta i jest znacznie większa. Skupia około 140—150 organizacji. W jej prezydium także pojawiają się osoby znane z innych miejsc tej układanki. W 2024 roku byli tam między innymi Stanisław Maćkowiak, Magdalena Kołodziej oraz Joanna Frątczak-Kazana z Fundacji Alivia. Widać więc, że te same osoby łączą ministerialny system konsultacji z Radą działającą przy urzędzie, który później dostałby dzięki ustawie nowe kompetencje.
Już w 2024 roku Rada działająca przy Rzeczniku Praw Pacjenta dyskutowała o potrzebie zmiany ustawy o prawach pacjenta oraz o poszerzeniu kompetencji samego Rzecznika. Biuro RPP przedstawiało własne propozycje, a organizacje pacjentów je popierały. Jeszcze wtedy projekt UD207 nie funkcjonował publicznie w postaci, którą później nazwano „Lex szarlatan”.
Chronologia
Mamy więc bardzo ciekawą chronologię. Najpierw urząd rozmawia z zaprzyjaźnionym środowiskiem organizacji pacjentów o zwiększeniu własnych kompetencji. Później urząd razem z Ministerstwem Zdrowia przygotowuje projekt ustawy. Następnie organizacje pacjentów uczestniczą w omawianiu jego założeń jeszcze przed oficjalnymi konsultacjami. Założenia projektu były omawiane z organizacjami pacjentów, szczególnie na forum ROP przy Ministrze Zdrowia. Później ta sama Rada publicznie poparła ustawę.
Wygląda więc na to, że część środowiska przedstawianego później opinii publicznej jako „głos pacjentów” wcześniej uczestniczyła w tworzeniu założeń projektu, który następnie poparła.
Finansowanie
Weźmy teraz tylko rok 2024, tylko trzy firmy farmaceutyczne — Pfizer, Roche i AstraZeneca — oraz tylko organizacje bezpośrednio reprezentowane w ministerialnej Radzie Organizacji Pacjentów. Z oficjalnie ujawnionych danych wyszło mi około 1,1 miliona złotych wsparcia w jednym roku.
To jest bardzo ostrożne liczenie, ponieważ pomija cały szereg innych koncernów, takich jak MSD, GSK, Sanofi, AbbVie, Gilead, Novo Nordisk, Boehringer Ingelheim czy Takeda. Pomija też wcześniejsze i późniejsze lata oraz większość dużej Rady działającej przy RPP.
W samym 2024 roku pieniądze od przemysłu otrzymywały organizacje kierowane lub reprezentowane przez osoby znajdujące się bardzo blisko procesu konsultowania prawa. Wśród nich były między innymi Instytut Praw Pacjenta i Edukacji Zdrowotnej Arkadiusza Nowaka, MY Pacjenci Magdaleny Kołodziej, Federacja Stowarzyszeń Amazonki, Polska Koalicja Pacjentów Onkologicznych, SANITAS, Fundacja Urszuli Jaworskiej oraz kilka organizacji reprezentowanych w Radzie przez Dorotę Korycińską.
Szczególnie ciekawy jest przypadek SANITAS. Roche finansował projekt o znamiennym tytule „Pacjent podmiotem systemu opieki zdrowotnej”, którego celem było zwiększenie realnego wpływu organizacji pacjentów na system ochrony zdrowia. Można więc powiedzieć, że koncern farmaceutyczny finansował wzmacnianie politycznej pozycji organizacji pacjentów, a przedstawicielka tej organizacji zasiadała później w formalnym organie uczestniczącym w konsultowaniu prawa dotyczącego rynku medycznego.
Łącznicy
W całej historii pojawia się też bardzo ważny łącznik personalny: ks. Arkadiusz Nowak. Kieruje Instytutem Praw Pacjenta i Edukacji Zdrowotnej i równocześnie przewodniczy Radzie Organizacji Pacjentów przy Ministrze Zdrowia. Jego Instytut od lat współpracuje finansowo z przemysłem farmaceutycznym i organizuje ważne wydarzenia skupiające organizacje pacjentów, urzędników oraz firmy farmaceutyczne.
W lutym 2026 roku Instytut zorganizował jubileuszowe Forum Organizacji Pacjentów. Rzecznik Praw Pacjenta mówił tam o finalizowaniu prac nad „Lex szarlatan”. Partnerami wydarzenia były między innymi AstraZeneca, GSK, Pfizer, Roche, Sanofi, Gilead, MSD, AbbVie, Boehringer Ingelheim, Novo Nordisk i Takeda.
Obraz jest więc osobliwy. Organizacja kierowana przez przewodniczącego ministerialnej Rady Pacjentów urządza forum wspierane przez największe firmy farmaceutyczne świata, a podczas tego forum urząd państwowy promuje ustawę, która zwiększa jego własne kompetencje i może silnie oddziaływać na rynek medyczny.
Jeszcze wcześniej, w październiku 2025 roku, podczas Forum Rynku Zdrowia odbyło się zamknięte spotkanie zatytułowane „Lex szarlatan — nowe regulacje dla bezpieczeństwa pacjentek i pacjentów”. Prowadził je Rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Chmielowiec. Po stronie RPP uczestniczyła także Marzanna Bieńkowska.
Przy stole siedzieli między innymi Magdalena Kołodziej z MY Pacjenci, Dorota Korycińska, Stanisław Maćkowiak, Monika Kaczmarek z Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków, Hubert Godziątkowski z Polskiego Towarzystwa Chorób Atopowych, Aleksandra Wilk z Fundacji To Się Leczy oraz Agnieszka Wołczenko z EcoSerce.
Co najmniej większość reprezentowanych tam środowisk można połączyć z organizacjami otrzymującymi wsparcie od firm farmaceutycznych. To pokazuje, że ludzie przedstawiani jako społeczna strona konsultacji funkcjonowali w systemie bardzo gęstych relacji finansowych z przemysłem, którego interesy także zależą od kształtu prawa medycznego.
Lekarze
Do tego dochodzi środowisko lekarskie. Naczelna Rada Lekarska nie tylko popierała kierunek ustawy, lecz chciała jeszcze ostrzejszych przepisów. Lekarze postulowali między innymi usunięcie warunku działania dla korzyści majątkowej lub osobistej przy zwalczaniu tzw. dezinformacji medycznej. Chcieli, aby można było reagować również wobec ludzi, którzy niczego nie sprzedają, tylko publicznie promują metody uznane przez oficjalną medycynę za niewłaściwe albo podważają skuteczność metod uznawanych za zgodne z „aktualną wiedzą medyczną”.
Samorząd lekarski postulował także stosowanie odpowiedzialności karnej wobec takich zachowań. To pokazuje, że bardzo silny nacisk na rozszerzenie represji pochodził także z formalnego środowiska lekarskiego.
Metadane
W tym wszystkim szczególnie interesująca staje się sprawa opisana przez Grzegorza Płaczka. Według ujawnionych informacji „oddolny” apel organizacji pacjentów popierający ustawę miał powstać na szablonie, którego metadane wskazują osoby związane z Biurem Rzecznika Praw Pacjenta, w tym Joannę Niewiadomską. Pojawia się także nazwisko Bartosza Lobba. To tworzy podręcznikowy przypadek sztucznego tworzenia oddolnego poparcia.
Dziura w dokumentacji
Jest jedna ciekawa dziura w dokumentacji. Ministerstwo publikuje protokoły posiedzeń Rady Organizacji Pacjentów do połowy maja 2025 roku. Z wcześniejszych dokumentów wynika, że następne spotkania planowano na 28 maja, 11 czerwca i 2 lipca. Właśnie w tym okresie musiały odbywać się prekonsultacje założeń UD207, ponieważ później projekt wszedł już w publiczny etap prac. Protokołów z tych spotkań na oficjalnej stronie nie znalazłem. A właśnie w tym okresie odbywały się kluczowe rozmowy o projekcie.
Astroturfing
Cały mechanizm wygląda dziś mniej więcej tak: przemysł farmaceutyczny finansuje część organizacji pacjentów. Liderzy tych organizacji zasiadają w Radzie przy Ministrze Zdrowia oraz w Radzie przy Rzeczniku Praw Pacjenta. Te same środowiska biorą udział w prekonsultacjach prawa. RPP wcześniej zabiega o rozszerzenie własnych kompetencji. Następnie współtworzy projekt, który te kompetencje zwiększa. Organizacje pacjentów publicznie go popierają. Samorząd lekarski żąda jeszcze ostrzejszych sankcji.
Wszystko odbywa się zgodnie z procedurami, przez rady, konferencje, konsultacje, stanowiska i partnerstwa. Nie trzeba nikomu wręczać łapówki. Wystarczy stworzyć środowisko, w którym ci sami ludzie spotykają się od lat, otrzymują finansowanie od tych samych firm, uczestniczą w tych samych radach i konferencjach, mają podobne interesy instytucjonalne, a później wspólnie przekonują opinię publiczną, że określone rozwiązanie jest po prostu „głosem pacjentów” i „aktualną wiedzą medyczną”.
Audyt obywatelski
Proponuję zrobić z tego audyt obywatelski. Jeżeli ktoś pracował w Ministerstwie Zdrowia, Biurze Rzecznika Praw Pacjenta, którejś z organizacji pacjentów, Naczelnej Izbie Lekarskiej, firmie farmaceutycznej, agencji obsługującej te wydarzenia albo uczestniczył w konsultacjach, interesują mnie dokumenty, maile, zaproszenia, wersje robocze, metadane plików, listy uczestników i informacje o tym, kto rzeczywiście pisał stanowiska. Proszę o wszelkie informacje.
Szczególnie interesują mnie materiały z okresu maj-czerwiec 2025 roku, zamkniętego spotkania z października 2025 roku oraz dokumenty związane z późniejszym apelem organizacji pacjentów.
Czy organizacje pacjentów uczestniczące w kształtowaniu „Lex szarlatan” ujawniły urzędnikom, że są finansowane przez największe firmy farmaceutyczne świata, a jeżeli tak, to gdzie są te deklaracje? Jeżeli takich deklaracji nie było, mamy bardzo poważny problem. Państwo zaprosiło do współtworzenia prawa organizacje finansowane przez podmioty zainteresowane rynkiem regulowanym przez to prawo i najwyraźniej uznało, że nikogo nie powinno interesować, kto płaci rachunki ludzi siedzących przy stole.
Grzegorz GPS Świderski
Twitter.com/gps65
t.me/KanalBlogeraGPS
"Najpierw urząd rozmawia z zaprzyjaźnionym środowiskiem organizacji pacjentów o zwiększeniu własnych kompetencji. Później urząd razem z Ministerstwem Zdrowia przygotowuje projekt ustawy. Następnie organizacje pacjentów uczestniczą w omawianiu jego założeń jeszcze przed oficjalnymi konsultacjami. Założenia projektu były omawiane z organizacjami pacjentów, szczególnie na forum ROP przy Ministrze Zdrowia. Później ta sama Rada publicznie poparła ustawę."
Proszę Pana, to jest mechanizm pisania lewa w każdej dziedzinie. Tak działa zideologizowane kondominium. Również na niższych szczeblach robi się z igły widły. Np. w Krakowie wydarzyła się tragedia i kierowca zabił ludzi na chodniku, bo ani nie zmieścił się na ulicy, ani - mając mnóstwo miejsca - nie objechał ich po trawniku (podobnie jak kierowca premier Szydło wybrał drzewo). Tego nie da się przewidzieć, ani zapobiec, ale od czego mechanizmy jak opisane. Zgromadziła się - jak podaje radio - na miejscu śmierci grupa aktywistów, odgraża się urzędnikom, że nie zapobiegli niezapobiegalnemu i domaga się ustawienia przeszkód na drodze i miasto już zapewniło, że zdewastuje infrastrukturę drogową. I tak krok po kroku, miejsce po miejscu, dziedzina po dziedzinie a potem zdziwienie, że ludzie w klatce nienormalności się nie rozmnażają.
O izbach lekarskich - i nie tylko - najlepiej tylko dobrze, albo wcale.
Wystarczy jednak zapoznać się z kierunkiem dryfu ideologicznego przysięgi lekarskiej w IIIRP.
Lekarze mogą sobie wybierać na stanowisko prezesa NIL kogo chcą, byle z takich kandydatów:
pl.wikipedia.org
pl.wikipedia.org
Wikipedia nie wskazuje roli w organizacjach młodzieżowych i PZPR, ani strajkach rezydentów postulujących zwiększenie wydatków i podatków na służbę zdrowia ku uciesze świata finansów i Big Pharmy.