Przejdź do treści
Strona główna

menu-top1

  • Blogerzy
  • Komentarze
User account menu
  • Moje wpisy
  • Zaloguj

SAFE, czyli jak złapać prawicę na własną przynętę.

mjk1, 31.05.2026

O ludziach, którzy przez rok krzyczeli „pułapka!”, a potem sami do niej weszli.

 Polska polityka przypomina czasem wiejski jarmark. Nie dlatego, że jest ludowa. Nie dlatego, że jest kolorowa. Ale dlatego, że co kilka miesięcy pojawia się ten sam kuglarz z tym samym numerem, a publiczność za każdym razem reaguje tak, jakby widziała go po raz pierwszy. Najpierw rozlega się alarm. Niemcy nadchodzą. Bruksela knuje. Komisja Europejska zaciera ręce. BND już pewnie rozrysowało mapę przyszłego Generalnego Gubernatorstwa. A SAFE? SAFE to oczywiście nie program finansowania przemysłu obronnego, lecz niemiecka machina kolonizacji Polski, która za nasze pieniądze wybuduje niemieckie fabryki, niemieckie czołgi i niemieckie eldorado. Tak przynajmniej można było wyczytać, wysłuchać i obejrzeć przez wiele miesięcy.

 Komentatorzy prześcigali się w wizjach. Jedni widzieli niemieckie koncerny wywożące workami euro. Drudzy opowiadali o francuskich gigantach, które miały pożreć polski przemysł. Trzeci tłumaczyli, że Polacy będą tylko spłacać kredyty, podczas gdy cała reszta Europy będzie się bawić naszym kosztem. Było wszystko. Poza jednym. Faktami.

Najpierw wyrok, potem śledztwo.

 Najzabawniejsze było jednak nie to, że takie teorie powstawały. Najzabawniejsze było to, że dla wielu ludzi nie wymagały żadnych dowodów. Wystarczało powiedzieć: „To unijne.” A publiczność już wiedziała. Winni. „To niemieckie.” Jeszcze bardziej winni. „To popiera Tusk.” Sprawa zamknięta. Wyrok zapadł. Śledztwo stało się zbędne.

 To trochę tak, jakby ktoś zobaczył karetkę pogotowia pod domem sąsiada i natychmiast ogłosił, że trwa tam handel organami. Bez sprawdzania. Bez pytań. Bez chwili zastanowienia. Po co? Przecież emocja jest przyjemniejsza od analizy.

A potem przyszła rzeczywistość.

 I tu zaczęły się schody, bo rzeczywistość ma tę irytującą cechę, że czasem nie czyta internetowych komentarzy. Jeżeli bowiem środki zaczynają trafiać przede wszystkim do polskich przedsiębiorstw, polskich zakładów i polskich producentów, to pojawia się pewien problem. Co zrobić z całą wcześniejszą opowieścią? Jak wytłumaczyć wyborcy, że przez rok opowiadano mu o niemieckim eldorado, a tymczasem kontrakty podpisują polskie firmy? Jak wyjaśnić, że straszono niemieckim przemysłem, a zdjęcia do gazet robi się w polskich halach produkcyjnych? Jak przekonać ludzi, że katastrofa właśnie trwa, skoro jej nie widać? To jest moment szczególnie bolesny, bo wtedy polityczna propaganda zderza się z rzeczywistością. I zwykle przegrywa.

Największa pułapka nie była w SAFE.

 Największa pułapka nie znajdowała się w SAFE. Największa pułapka znajdowała się w głowach ludzi, którzy od początku wiedzieli wszystko. Znali oprocentowanie, zanim je ustalono. Znali beneficjentów, zanim podpisano umowy. Znali skutki, zanim rozpoczęto realizację. Znali katastrofę, zanim wydarzyło się cokolwiek. Polityka jednak jest okrutna dla ludzi przekonanych o własnej nieomylności,bo kiedy rzeczywistość skręca w inną stronę, zostają z pełnymi rękami argumentów, których nikt już nie chce słuchać.

Najgroźniejszym przeciwnikiem nie jest ten, który nas oszukuje. Najgroźniejszy jest ten, który pozwala nam oszukać samych siebie.

Jak wygrywa się wybory.

 I tu dochodzimy do sedna, bo cały spór o SAFE nigdy nie był wyłącznie sporem o SAFE. Był testem politycznego myślenia. Przeciętny wyborca nie śledzi codziennie komisji śledczych. Nie analizuje setek stron dokumentów. Nie ogląda godzinnych debat o procedurach. Ale doskonale rozumie jedno: „Czy pieniądze trafiają do Polski?” „Czy powstają miejsca pracy?” „Czy rozwijają się polskie firmy?” Jeżeli odpowiedź brzmi „tak”, to większość ludzi uznaje sprawę za załatwioną. I właśnie dlatego część prawicy wpadła we własne sidła. Zamiast przygotować się na możliwość, że program okaże się dla Polski korzystny, zbudowano narrację absolutną. Zero odcieni szarości. Tylko katastrofa. Tylko zdrada. Tylko niemiecki spisek. A kiedy katastrofa nie nadeszła, zaczęły się nerwowe wyjaśnienia.

Polityk może pomylić się raz. Problem zaczyna się wtedy, gdy wyborca uznaje, że polityk nie może pomylić się nigdy.

Największy prezent dla rządu.

 Paradoks polega na tym, że największym sprzymierzeńcem koalicji rządzącej nie jest dziś propaganda rządowa. Największym sprzymierzeńcem jest część jej przeciwników. Bo jeśli przez rok opowiada się o niemieckiej grabieży, a potem ludzie widzą polskie kontrakty, to kto wychodzi na niewiarygodnego? Rząd? Czy może ci, którzy przez rok wieszczyli katastrofę? W polityce nie wystarczy mieć rację. Trzeba jeszcze wiedzieć, kiedy można jej bronić. I kiedy warto zachować ostrożność.

Lekcja, której nikt nie chce odrobić.

 Najbardziej zdumiewające jest jednak coś innego. Ta historia wydarzyła się już wiele razy. Zmieniały się nazwy programów. Zmieniały się nazwiska polityków. Zmieniały się hasła. Ale mechanizm pozostawał identyczny. Najpierw wielkie emocje. Potem wielkie przepowiednie. Następnie rzeczywistość. Na końcu zaś zdziwienie. Ogromne zdziwienie. Jak to możliwe, że społeczeństwo nie uwierzyło?

Człowieka można oszukać raz. Można oszukać dwa razy. Ale jeśli regularnie daje się nabierać na ten sam numer, to problem przestaje być polityczny, a zaczyna być edukacyjny.

A to dopiero początek.

 Najciekawsze jednak dopiero przed nami, bo SAFE może okazać się jedynie pierwszym aktem znacznie większego przedstawienia. Jeżeli bowiem ktoś potrafił rozbroić przeciwnika przy pomocy pieniędzy, inwestycji i kontraktów, to dlaczego miałby nie spróbować zrobić tego ponownie podczas kolejnej kampanii wyborczej? Być może właśnie obserwujemy próbę generalną. Próbę, której wielu nawet nie zauważyło. A skoro tak, to warto postawić pytanie:

Jeżeli raz udało się złapać przeciwnika na własną narrację, to czy nie spróbuje się tej samej sztuczki po raz drugi?

I co ważniejsze: czy tym razem ktoś ją w ogóle zauważy, zanim będzie za późno?

  • Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
  • Odsłony: 452
mjk1

mjk1

01.06.2026 22:20

Dodane przez tricolour w odpowiedzi na Wszystko płynie do niemcow, …

Spróbuj teraz Trójkolorowy, na podstawie informacji MON do której adres podałeś, wytłumaczyć całej prawicy i jej wyznawcom, że pieniądze nie trafią do Niemiec i Francji a do polskiego przemysłu. Jak dasz radę, to ci Ferrari kupię, nawet fioletowe.

tricolour

tricolour

02.06.2026 10:42

Dodane przez mjk1 w odpowiedzi na Spróbuj teraz Trójkolorowy,…

Jest tylko jedno wytłumaczenie, że ja się do Ferrari nie nadaję i że jest to wina Tuska.

Z czym się oczywiście nie zgadzam.

😀

mjk1

mjk1

02.06.2026 10:56

Dodane przez tricolour w odpowiedzi na Jest tylko jedno…

Chcącemu (w tym przypadku niechcącemu) nie dzieje się krzywda a ja narzucał się z tym Ferrari nie będę. 

tricolour

tricolour

02.06.2026 21:09

Dodane przez mjk1 w odpowiedzi na Chcącemu (w tym przypadku…

To jest ciekawe:

"Kiedy po wybuchu wojny na Ukrainie ówczesny minister MON Mariusz Błaszczak ruszył na zakupy, za głowy łapali się nie tylko eksperci, ale i wojskowi. Z kolei przedstawiciele polskiego przemysłu obronnego byli po prostu wściekli, bo pieniądze, które wydano w Korei Południowej, posłużyły do rozwoju i rozbudowy koreańskich fabryk, a nie polskich.

Co jest o tyle bulwersujące, że od pięciu lat polskie fabryki zbrojeniowe słały pisma, prosząc o dofinansowanie na rozwój i budowę kolejnych linii produkcyjnych. Zarówno szef Ministerstwa Aktywów Państwowych Jacek Sasin, jak i premier Mateusz Morawiecki pozostawali głusi na głosy fachowców. Za to radośnie wzięli kredyt w koreańskim banku na zakupy koreańskiego sprzętu

Tylko na pierwszą fazę Polska pozyskała finansowanie przekraczające 38 mld zł. W komunikatach Ministerstwa Obrony Narodowej opublikowanych przy okazji wizyty szefa resortu w Seulu temat kredytu jednak się nie pojawił. MON nie był chętny, aby udzielać takich informacji. Resort pozostawał jedynym ministerstwem bez rzecznika prasowego.".

Niezłe. Wziąć kredyt w banku dostawcy to.jest dopiero interes.

mjk1

mjk1

03.06.2026 12:02

Dodane przez tricolour w odpowiedzi na To jest ciekawe:"Kiedy po…

I tu właśnie mamy do czynienia z pewną ironią losu. Od miesięcy słyszę, że SAFE jest straszliwym mechanizmem pompowania pieniędzy w zagraniczny przemysł, a tymczasem mało kto chce rozmawiać o tym, co działo się kilka lat temu za własnego rządu. Czym różni się sytuacja, w której Polska bierze kredyt i kupuje sprzęt za granicą, od sytuacji, w której Polska bierze kredyt i rozwija własne zakłady? Polskie fabryki przez lata prosiły o środki na zwiększenie mocy produkcyjnych, a państwo wolało finansować rozbudowę koreańskiego przemysłu zbrojeniowego. Trudno znaleźć lepszy przykład transferu pieniędzy za granicę. Przecież każda wydana tam złotówka pracowała na koreańskie miejsca pracy, koreańskich podwykonawców, koreańskie podatki i koreański rozwój technologiczny. Co więcej, był to kredyt powiązany bezpośrednio z dostawcą. To trochę tak, jakby ktoś wszedł do salonu samochodowego, pożyczył pieniądze od właściciela salonu, kupił jego samochód, a następnie ogłosił, że właśnie przeprowadził wielką operację wzmacniania własnej gospodarki. Nie twierdzę przy tym, że zakupy koreańskiego uzbrojenia były całkowicie błędne. Wojna na Ukrainie stworzyła sytuację wyjątkową i Polska potrzebowała szybkiego zwiększenia potencjału militarnego. Ale właśnie dlatego warto zachować odrobinę konsekwencji. Jeżeli ktoś dziś krytykuje SAFE dlatego, że pieniądze mogłyby trafiać do zagranicznych producentów, powinien równie surowo oceniać decyzje, które wcześniej kierowały dziesiątki miliardów złotych do zagranicznych fabryk. Nie można jednego dnia potępiać finansowania zagranicznego przemysłu, a drugiego dnia przedstawiać identyczny mechanizm jako wielki sukces własnego obozu politycznego.

Najciekawsze jest jednak coś innego. W całej dyskusji o SAFE, Korei, UE, Niemczech czy kredytach umyka podstawowe pytanie: gdzie ostatecznie powstają miejsca pracy, kompetencje, technologie i zdolności produkcyjne? Bo właśnie to decyduje o sile państwa. I dlatego od początku twierdzę, że przeciętny wyborca nie będzie analizował geopolitycznych esejów o przyszłości Europy. Zobaczy natomiast bardzo prostą rzecz: czy nowe hale produkcyjne powstają w Polsce, czy gdzieś indziej. A politycy, którzy tego nie rozumieją, mogą się kiedyś bardzo zdziwić przy urnach wyborczych.

To jest też bardzo niewygodny argument dla części środowiska PiS, bo pokazuje pewną niespójność: kiedy kredyt finansował koreański przemysł, tłumaczono to koniecznością chwili. Gdy dziś finansowanie ma wspierać polskie zakłady, nagle głównym argumentem staje się zagrożenie dla suwerenności. Właśnie takie sprzeczności często najbardziej osłabiają wiarygodność polityczną.

Stronicowanie

  • Pierwsza strona
  • Poprzednia strona
  • Wszyscy 1
  • Wszyscy 2
mjk1
Zawód:
mjk1

Statystyka blogera

Liczba wpisów: 212
Liczba wyświetleń: 281,115
Liczba komentarzy: 3,697

Ostatnie wpisy blogera

  • SAFE, Niemcy i wielka pułapka na prawicę. Czy naprawdę wszyscy daliśmy się wyprowadzić w pole?
  • Zamiast powrotu z politycznego wygnania ucieczka od rzeczywistości. Jak prawica zaczyna przegrywać sama z sobą
  • Ucieczka od sądu, ucieczka od wyborców. Czy prawica właśnie sama podcina sobie gałąź na której siedzi?

Moje ostatnie komentarze

  • I tu właśnie mamy do czynienia z pewną ironią losu. Od miesięcy słyszę, że SAFE jest straszliwym mechanizmem pompowania pieniędzy w zagraniczny przemysł, a tymczasem mało kto chce rozmawiać o tym, co…
  • W zasadzie zgadzam się z dużą częścią Twojego komentarza, choć użyłbym nieco łagodniejszych słów.Problem polega na tym, że wielu ludzi zainteresowanych polityką przecenia poziom zainteresowania…
  • Chcącemu (w tym przypadku niechcącemu) nie dzieje się krzywda a ja narzucał się z tym Ferrari nie będę. 

Najpopularniejsze wpisy blogera

  • Wotum zaufania
  • Jakiego Państwa tak naprawdę chcemy?
  • Czy za rządzenie odpowiedzialny jest rząd?

Ostatnio komentowane

  • mjk1, I tu właśnie mamy do czynienia z pewną ironią losu. Od miesięcy słyszę, że SAFE jest straszliwym mechanizmem pompowania pieniędzy w zagraniczny przemysł, a tymczasem mało kto chce rozmawiać o tym, co…
  • tricolour, To jest ciekawe:"Kiedy po wybuchu wojny na Ukrainie ówczesny minister MON Mariusz Błaszczak ruszył na zakupy, za głowy łapali się nie tylko eksperci, ale i wojskowi. Z kolei przedstawiciele polskiego…
  • mjk1, W zasadzie zgadzam się z dużą częścią Twojego komentarza, choć użyłbym nieco łagodniejszych słów.Problem polega na tym, że wielu ludzi zainteresowanych polityką przecenia poziom zainteresowania…

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2008 - 2026, naszeblogi.pl

Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | tvrepublika.pl | albicla.com

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Do czego są one potrzebne może Pan/i dowiedzieć się tu. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek. | Polityka Prywatności

Footer

  • Kontakt
  • Nasze zasady
  • Ciasteczka "cookies"
  • Polityka prywatności