O ludziach, którzy przez rok krzyczeli „pułapka!”, a potem sami do niej weszli.
Polska polityka przypomina czasem wiejski jarmark. Nie dlatego, że jest ludowa. Nie dlatego, że jest kolorowa. Ale dlatego, że co kilka miesięcy pojawia się ten sam kuglarz z tym samym numerem, a publiczność za każdym razem reaguje tak, jakby widziała go po raz pierwszy. Najpierw rozlega się alarm. Niemcy nadchodzą. Bruksela knuje. Komisja Europejska zaciera ręce. BND już pewnie rozrysowało mapę przyszłego Generalnego Gubernatorstwa. A SAFE? SAFE to oczywiście nie program finansowania przemysłu obronnego, lecz niemiecka machina kolonizacji Polski, która za nasze pieniądze wybuduje niemieckie fabryki, niemieckie czołgi i niemieckie eldorado. Tak przynajmniej można było wyczytać, wysłuchać i obejrzeć przez wiele miesięcy.
Komentatorzy prześcigali się w wizjach. Jedni widzieli niemieckie koncerny wywożące workami euro. Drudzy opowiadali o francuskich gigantach, które miały pożreć polski przemysł. Trzeci tłumaczyli, że Polacy będą tylko spłacać kredyty, podczas gdy cała reszta Europy będzie się bawić naszym kosztem. Było wszystko. Poza jednym. Faktami.
Najpierw wyrok, potem śledztwo.
Najzabawniejsze było jednak nie to, że takie teorie powstawały. Najzabawniejsze było to, że dla wielu ludzi nie wymagały żadnych dowodów. Wystarczało powiedzieć: „To unijne.” A publiczność już wiedziała. Winni. „To niemieckie.” Jeszcze bardziej winni. „To popiera Tusk.” Sprawa zamknięta. Wyrok zapadł. Śledztwo stało się zbędne.
To trochę tak, jakby ktoś zobaczył karetkę pogotowia pod domem sąsiada i natychmiast ogłosił, że trwa tam handel organami. Bez sprawdzania. Bez pytań. Bez chwili zastanowienia. Po co? Przecież emocja jest przyjemniejsza od analizy.
A potem przyszła rzeczywistość.
I tu zaczęły się schody, bo rzeczywistość ma tę irytującą cechę, że czasem nie czyta internetowych komentarzy. Jeżeli bowiem środki zaczynają trafiać przede wszystkim do polskich przedsiębiorstw, polskich zakładów i polskich producentów, to pojawia się pewien problem. Co zrobić z całą wcześniejszą opowieścią? Jak wytłumaczyć wyborcy, że przez rok opowiadano mu o niemieckim eldorado, a tymczasem kontrakty podpisują polskie firmy? Jak wyjaśnić, że straszono niemieckim przemysłem, a zdjęcia do gazet robi się w polskich halach produkcyjnych? Jak przekonać ludzi, że katastrofa właśnie trwa, skoro jej nie widać? To jest moment szczególnie bolesny, bo wtedy polityczna propaganda zderza się z rzeczywistością. I zwykle przegrywa.
Największa pułapka nie była w SAFE.
Największa pułapka nie znajdowała się w SAFE. Największa pułapka znajdowała się w głowach ludzi, którzy od początku wiedzieli wszystko. Znali oprocentowanie, zanim je ustalono. Znali beneficjentów, zanim podpisano umowy. Znali skutki, zanim rozpoczęto realizację. Znali katastrofę, zanim wydarzyło się cokolwiek. Polityka jednak jest okrutna dla ludzi przekonanych o własnej nieomylności,bo kiedy rzeczywistość skręca w inną stronę, zostają z pełnymi rękami argumentów, których nikt już nie chce słuchać.
Najgroźniejszym przeciwnikiem nie jest ten, który nas oszukuje. Najgroźniejszy jest ten, który pozwala nam oszukać samych siebie.
Jak wygrywa się wybory.
I tu dochodzimy do sedna, bo cały spór o SAFE nigdy nie był wyłącznie sporem o SAFE. Był testem politycznego myślenia. Przeciętny wyborca nie śledzi codziennie komisji śledczych. Nie analizuje setek stron dokumentów. Nie ogląda godzinnych debat o procedurach. Ale doskonale rozumie jedno: „Czy pieniądze trafiają do Polski?” „Czy powstają miejsca pracy?” „Czy rozwijają się polskie firmy?” Jeżeli odpowiedź brzmi „tak”, to większość ludzi uznaje sprawę za załatwioną. I właśnie dlatego część prawicy wpadła we własne sidła. Zamiast przygotować się na możliwość, że program okaże się dla Polski korzystny, zbudowano narrację absolutną. Zero odcieni szarości. Tylko katastrofa. Tylko zdrada. Tylko niemiecki spisek. A kiedy katastrofa nie nadeszła, zaczęły się nerwowe wyjaśnienia.
Polityk może pomylić się raz. Problem zaczyna się wtedy, gdy wyborca uznaje, że polityk nie może pomylić się nigdy.
Największy prezent dla rządu.
Paradoks polega na tym, że największym sprzymierzeńcem koalicji rządzącej nie jest dziś propaganda rządowa. Największym sprzymierzeńcem jest część jej przeciwników. Bo jeśli przez rok opowiada się o niemieckiej grabieży, a potem ludzie widzą polskie kontrakty, to kto wychodzi na niewiarygodnego? Rząd? Czy może ci, którzy przez rok wieszczyli katastrofę? W polityce nie wystarczy mieć rację. Trzeba jeszcze wiedzieć, kiedy można jej bronić. I kiedy warto zachować ostrożność.
Lekcja, której nikt nie chce odrobić.
Najbardziej zdumiewające jest jednak coś innego. Ta historia wydarzyła się już wiele razy. Zmieniały się nazwy programów. Zmieniały się nazwiska polityków. Zmieniały się hasła. Ale mechanizm pozostawał identyczny. Najpierw wielkie emocje. Potem wielkie przepowiednie. Następnie rzeczywistość. Na końcu zaś zdziwienie. Ogromne zdziwienie. Jak to możliwe, że społeczeństwo nie uwierzyło?
Człowieka można oszukać raz. Można oszukać dwa razy. Ale jeśli regularnie daje się nabierać na ten sam numer, to problem przestaje być polityczny, a zaczyna być edukacyjny.
A to dopiero początek.
Najciekawsze jednak dopiero przed nami, bo SAFE może okazać się jedynie pierwszym aktem znacznie większego przedstawienia. Jeżeli bowiem ktoś potrafił rozbroić przeciwnika przy pomocy pieniędzy, inwestycji i kontraktów, to dlaczego miałby nie spróbować zrobić tego ponownie podczas kolejnej kampanii wyborczej? Być może właśnie obserwujemy próbę generalną. Próbę, której wielu nawet nie zauważyło. A skoro tak, to warto postawić pytanie:
Jeżeli raz udało się złapać przeciwnika na własną narrację, to czy nie spróbuje się tej samej sztuczki po raz drugi?
I co ważniejsze: czy tym razem ktoś ją w ogóle zauważy, zanim będzie za późno?
SAFE to oczywiście nie niemiecki spisek, ale też nie manna z nieba — to po prostu kolejny sposób sprzedania opinii publicznej drogiego obiadu w opakowaniu 0% kosztów. Jeśli kogoś interesuje, gdzie w tych wszystkich SAFE’ach kończy się propaganda, a zaczynają się twarde liczby, to opisałem to tutaj, bez złudzeń co do darmowych obiadów: naszeblogi.pl/76004-finanse-obronne-bez-darmowych-obiadow
Mam wrażenie, że ciut rozminęliśmy się z tematem, ze szczególnym naciskiem na "ciut".
Mój wpis nie dotyczył tego, czy SAFE jest darmowym obiadem, ani czy dług kosztuje czy nie kosztuje. Oczywiste jest, że każdy kredyt ma swoją cenę, a ekonomia nie zna darmowych obiadów.
Ja jednak zwracałem uwagę na coś innego: na polityczny mechanizm.
Przez wiele miesięcy prawica przekonywała swoich wyborców, że pieniądze z SAFE trafią głównie do zagranicznych, zwłaszcza niemieckich firm. Tymczasem pierwsze podpisywane umowy dotyczą przede wszystkim polskiego przemysłu zbrojeniowego.I właśnie o to chodziło w moim wpisie.
Przeciętny wyborca nie będzie analizował art. 123 TFUE, kont rewaluacyjnych NBP ani ryzyka kursowego euro. Zobaczy natomiast bardzo prosty przekaz: „mówili, że pieniądze pójdą do Niemców, a poszły do polskich firm”.
To jest problem polityczny, a nie ekonomiczny. Jeżeli dodatkowo oprocentowanie okaże się korzystne, to większość wyborców uzna, że ostrzeżenia były przesadzone. Słusznie czy niesłusznie, to już osobna kwestia.
Mój tekst był właśnie o tym, jak wygrywa się lub przegrywa wybory. Nie o tym, czy kredyt jest idealny, lecz o tym, jak jest odbierany przez ludzi, którzy nie śledzą na co dzień debat ekonomicznych.
Problem w tym, że ty widzisz głównie pijarową pułapkę na prawicę, a ja wskazuję pułapkę na państwo i podatnika. Marketing wojenny i unijny przykrywa fakt, że realne wzmocnienie militarne jest wtórne wobec pijaru i konstrukcji długu.
Jeśli zrobimy z polityki obronnej konkurs na ładny wizerunek wzmacniania polskiego przemysłu, to tym łatwiej sprzedać wyborcom dług jako darmowy obiad, który realnie kosztuje więcej, niż gdybyśmy po prostu kupili to samo normalnie. Im lepszy pijar, tym mniej kogokolwiek obchodzi, czy naprawdę wzmacniamy zdolności militarne Polski, czy tylko odfajkowujemy europejską solidarność i kolejne limity zadłużenia.
To, co opisałem w swojej notce, nie jest obok twojej analizy, tylko pod nią. Im bardziej SAFE służy marketingowi politycznemu, a nie realnemu bezpieczeństwu, tym bardziej jest to pułapka — nie tylko na prawicę, ale przede wszystkim na podatnika i państwo. Unia w ten sposób krok po kroku całkowicie nas od siebie uzależnia — z wasala robimy się powoli ubezwłasnowolnioną prowincją, która nie ma nic do gadania.
Jak jeszcze do tego dołożymy KSeF, który całkowicie likwiduje wolny rynek w Polsce i polską przedsiębiorczość na rzecz Francji, USA i Izraela, to nasze poddaństwo się dopełnia tak, że się z tego żadnym sposobem nie wyzwolimy, bo nie będziemy mieć w tym żadnego sojusznika. Problem więc nie jest w prawicy czy pijarze, ale w naszej głupocie.
Chyba znowu rozmawiamy o dwóch różnych tekstach.
Ja napisałem o tym, jak można wygrać lub przegrać wybory. Ty odpowiadasz tekstem o długoterminowej architekturze finansowej UE, KSeF, likwidacji wolnego rynku, Francji, USA, Izraelu i przyszłości cywilizacji europejskiej. To nie jest spór o fakty, tylko o temat rozmowy. Nie twierdziłem, że SAFE jest darmowy, idealny ani pozbawiony ryzyka. Nie twierdziłem też, że UE działa wyłącznie w interesie Polski. Twierdziłem coś znacznie prostszego: jeśli wyborca zobaczy polskie fabryki, polskie zamówienia i polskie miejsca pracy, to nie będzie analizował traktatów, mechanizmów zadłużenia ani geopolitycznych teorii zależności.
I właśnie dlatego napisałem, że jest to pułapka na prawicę!!!
Bo prawica od miesięcy przekonuje, że pieniądze pójdą głównie do Niemców. Jeżeli wyborca zobaczy coś przeciwnego, to nie powie: „muszę natychmiast przeczytać analizę ryzyka kursowego i skutków KSeF”. Powie raczej: „to może jednak przesadzali”. Możemy oczywiście rozmawiać o przyszłości UE, zadłużeniu, suwerenności czy KSeF. Tylko że to byłby już zupełnie inny wpis.
Mój był o tym, jak wygrywa się wybory. A historia polityki pokazuje, że bardzo często wygrywa ten, kto lepiej opowie historię, a nie ten, kto napisze dłuższą analizę ekonomiczną. I właśnie tego, mam wrażenie, nadal nie potrafisz dostrzec.
Piszesz, że interesuje cię tylko mechanizm polityczny, a nie konstrukcja SAFE jako taka. Moja teza jest dokładnie odwrotna: to, co traktujesz jako tło ekonomiczne, jest w istocie najważniejszym mechanizmem politycznym tej układanki — tylko rozliczanym nie w jednym cyklu wyborczym, ale w perspektywie 10-20 lat.
Sprzedawanie długu jako pieniędzy z Unii, kontraktów jako darmowego wzmocnienia i uzależniania finansowania zbrojeń od decyzji instytucji unijnych to nie jest neutralny szczegół techniczny, tylko długookresowa technika rządzenia: dziś budujemy narrację, że pieniądze trafiają do Polski, jutro płacimy rachunek w postaci ograniczonej suwerenności fiskalnej, większej podatności na szantaż instytucjonalny i coraz mniejszych możliwości samodzielnego kształtowania polityki obronnej.
Ten mechanizm działa dokładnie tak, jak opisujesz — tyle że nie na poziomie typu PiS się skompromitował, bo kontrakty są w polskich firmach, tylko na poziomie, że cała klasa polityczna sprzedaje obywatelom zadłużanie państwa jako bezkosztową mannę z nieba. To jest także komunikat do przeciętnego wyborcy: jeśli dziś kupi narrację o darmowym obiedzie z SAFE, za kilka lat obudzi się z ograniczonym państwem, które nie będzie już mogło prowadzić własnej polityki obronnej bez pytania Brukseli o zgodę.
Co z tego, że wygrasz wybory, jeśli i tak one nie wybiorą suwerennej władzy, bo ona już będzie całkowicie siedziała w UE?
I nadal się upieram, że KSeF jest pod tym względem milion razy bardziej niebezpieczny i druzgoczący dla Polski niż SAFE. Co z tego, że polskie firmy zbrojeniowe dostaną coś z SAFE, jeśli dzięki wiedzy z KSeF wywiady Francji, USA i Izraela mogą je dowolnie wykończyć lub przejąć?
Mam wrażenie, że nadal rozmawiamy o dwóch różnych rzeczach.
Ty opisujesz możliwe długofalowe skutki SAFE dla finansów publicznych, relacji Polski z UE czy zakresu przyszłej suwerenności państwa. To są kwestie ważne i można a nawet należy o nich dyskutować. Ja natomiast pisałem o czymś znacznie bardziej przyziemnym: o najbliższych wyborach i o tym, jak odbierze SAFE przeciętny wyborca. Przyszłość Polski za 10 czy 20 lat zależy najpierw od tego, kto wygra najbliższe wybory. A właśnie tutaj widzę problem. Znaczna część prawicy od miesięcy przekonuje swoich sympatyków, że SAFE będzie finansował głównie niemiecki przemysł, że Polska zostanie pominięta, że wszystko skończy się transferem pieniędzy za granicę. Jeżeli tymczasem wyborca zobaczy polskie zakłady, polskie kontrakty, polskich pracowników i miliardy trafiające do polskich firm, to nie będzie analizował traktatów, mechanizmów zadłużenia ani perspektywy roku 2040.
Oceni to znacznie prościej: „mówili, że pieniądze pójdą do Niemców, a poszły do Polski”.
I właśnie o tym był mój wpis.
Nie twierdzę, że SAFE nie niesie ryzyka. Twierdzę jedynie, że prawica prowadzi kampanię w sposób, który może sprawić, że przegra zanim jeszcze zacznie się poważna dyskusja o tych ryzykach. Żeby ostrzegać przed długofalowymi konsekwencjami, trzeba najpierw zachować wiarygodność w sprawach bieżących. Podobnie jest z KSeF. Można uważać go za zagrożenie, można uważać go za szansę, można wskazywać ryzyka związane z centralizacją danych. Problem polega na tym, że większość ludzi nie żyje ani KSeF-em, ani konstrukcją długu SAFE, ani sporami prawników konstytucyjnych. Większość ludzi patrzy na własny portfel, pracę, inwestycje i to, czy widzi wokół siebie rozwój czy stagnację. I dlatego tak uparcie wracam do jednego pytania:
co będzie po kolejnych wyborach?
Jeśli prawa strona nadal będzie prowadziła politykę głównie do własnego elektoratu, a nie do wyborców umiarkowanych, to wszystkie te rozważania o suwerenności, SAFE, KSeF czy przyszłości UE mogą się okazać czysto akademickie.
Najpierw trzeba wygrać wybory!!!
A ja mam coraz większe wrażenie, że cała prawica, bez wyjątku, robi dziś wszystko, żeby najbliższe wybory spektakularnie przerżnąć.
"Znaczna część prawicy od miesięcy przekonuje swoich sympatyków, że SAFE będzie finansował głównie niemiecki przemysł" - nie, tak przekonuje tylko PiS, a oni jako socjaldemokraci nie są prawicą. Prawica, czyli wolnościowcy (Mentzen), narodowcy (Bosak) i konserwatyści (Braun) do tego nie przekonują. My ostrzegamy, że SAFE to kolejne uzależnienie od UE i na tym wygramy wybory, trafiając do wyborców umiarkowanych. A PiS jako pseudoprawica i oszuści słusznie je przegrają.
Właśnie w tym miejscu się różnimy. Nie tylko PiS popełnia błędy. Twierdzę, że niemal cała szeroko rozumiana prawica popełnia dziś ten sam błąd strategiczny. Różnią się jedynie szczegóły narracji. Jedni mówią, że SAFE jest projektem dla niemieckiego przemysłu. Inni, że jest narzędziem federalizacji UE. Jeszcze inni, że oznacza utratę suwerenności albo kolejne uzależnienie od Brukseli. Problem polega na tym, że przeciętny wyborca nie śledzi wielogodzinnych debat o architekturze europejskiej, federalizmie czy relacjach między prawem krajowym a unijnym.
Przeciętny wyborca patrzy znacznie prościej. Widzi nowe zamówienia. Widzi polskie zakłady zbrojeniowe. Widzi miejsca pracy. Widzi pieniądze trafiające do polskich firm. I na tej podstawie wyrabia sobie opinię.
Można przez lata tłumaczyć mu, że za 10 czy 15 lat pojawią się jakieś negatywne skutki polityczne lub instytucjonalne. Tylko że wybory nie odbędą się za 15 lat. Odbędą się za kilka miesięcy. W polityce nie wygrywa ten, kto ma najbardziej skomplikowaną analizę. Wygrywa ten, którego argument jest zrozumiały dla ludzi. I właśnie dlatego napisałem ten tekst. Nie po to, żeby rozstrzygać, czy rację ma PiS, Konfederacja, Braun czy Mentzen w swoich diagnozach UE. Chodziło mi o pokazanie, że jeżeli całe środowisko prawicowe będzie mówiło wyborcom o zagrożeniach, które mają się zmaterializować za dekadę, podczas gdy rząd będzie pokazywał konkretne kontrakty, inwestycje i miejsca pracy tu i teraz, to rezultat polityczny może być bardzo łatwy do przewidzenia.
Co więcej, dokładnie taki sam mechanizm obserwowaliśmy już wielokrotnie. Prawica skupia się na argumentach ważnych dla własnych środowisk ideowych, a wyborca umiarkowany patrzy na własny portfel, pracę i poczucie stabilności. Potem następuje zdziwienie, że społeczeństwo zagłosowało inaczej niż oczekiwano. Dlatego nie sądzę, aby sama krytyka UE, SAFE czy integracji europejskiej pozwoliła komukolwiek wygrać wybory. Zwłaszcza że ponad 80% Polaków deklaruje poparcie dla członkostwa w UE. Trudno wygrać wybory, przekonując większość społeczeństwa, że popiera coś, co jest dla niej szkodliwe. Najpierw trzeba zrozumieć sposób myślenia wyborcy. A dopiero potem próbować go przekonywać. Mam wrażenie, że znaczna część prawicy od dawna robi dokładnie odwrotnie. I dlatego przegra kolejne wybory.
.............................................................................................
dakowski.pl
Nie gniewaj się Heniek, ale znowu nic nie skumałeś. Wpis nie jest o oprocentowaniu SAFE. On, ten wpis, nawet o SAFE nie jest, choć tytuł mógłby to sugerować.
...............................................................................................................
dakowski.pl
ty się kolego Boga nie boisz, takie kocopały tu wypisujesz, że zęby bolą, powiedz jedno, widziałeś choć jeden kontrakt dla polskiej zbrojeniówki, chyba już minął termin składania ofert, jeżeli nie widziałeś, nawet umowy kredytowej nie widziałeś i nie słyszałeś, to nie wypisuj bzdur. Jakie były obiecanki niskiego procentu, a jakie będą, to pierwsze kłamstwo, potem będą kolejne, mądry to jednak nie jesteś.
Najzabawniejsze jest to Spike, że próbujesz dyskutować z tezami, których w moim wpisie nie ma.
Ja nie pisałem, że SAFE to „manna z nieba”, że nie ma kosztów ani że ktoś rozdaje darmowe pieniądze. Nie pisałem też, że znam już ostateczne oprocentowanie każdej transzy. Pisałem o czymś znacznie prostszym: o politycznej pułapce, w którą wpadła prawica.
Przez miesiące słyszeliśmy, że SAFE to niemiecki projekt, że pieniądze popłyną głównie do niemieckiego przemysłu, że Polska będzie tylko płatnikiem, a rodzima zbrojeniówka zostanie zepchnięta na margines. Tymczasem pierwsza transza już wpłynęła do BGK, a pierwsze kontrakty podpisywane są głównie z polskimi firmami i na rozwój polskich zdolności produkcyjnych. Rząd od początku deklarował, że większość środków ma trafić do krajowego przemysłu, a dziś właśnie to się dzieje.
I właśnie o tym był mój tekst!!!
Ty natomiast stawiasz zarzut, że nie znam jeszcze wszystkich parametrów kolejnych wypłat. Oczywiście, że nie znam. Nikt ich jeszcze nie zna, bo konkretne warunki kolejnych transz są ustalane przy ich uruchamianiu. To jednak nie zmienia faktu, że sama konstrukcja programu została już uruchomiona, pierwsze środki wypłacono, a kontrakty są zawierane. Równie zabawny jest argument o „braku kontraktów”. Są już podpisywane pierwsze umowy i aneksy finansowane z SAFE, obejmujące m.in. systemy bezzałogowe, cyberbezpieczeństwo, wyposażenie żołnierzy i sprzęt produkowany w Polsce. Problem polega na czymś innym.
Jeśli przez wiele miesięcy opowiada się wyborcom, że pieniądze pójdą do Niemców, a potem okazuje się, że pierwsze miliardy trafiają do Polski i polskich zakładów, to politycznie kompromituje to tych, którzy budowali wcześniejszą narrację.
I właśnie tego dotyczył mój wpis.
Nie pytania o to, czy kredyt kosztuje 3%, 3,2% czy 3,5%. Nie pytania o to, czy dług istnieje, bo oczywiście istnieje. Tylko pytania, jak przeciętny wyborca odbierze sytuację, gdy miesiącami słyszał o „niemieckim przekręcie”, a następnie zobaczy polskie fabryki, polskie kontrakty i miliardy wpływające do polskiego przemysłu.
Wybory wygrywa się nie tym, co jest napisane na 150 stronie dokumentacji finansowej, tylko tym, co wyborca widzi na ekranie telewizora!!!
I właśnie tego prawa strona nadal nie chce zrozumieć. Nie dlatego, że brakuje jej informacji. Dlatego, że uparcie myli własną narrację z rzeczywistością.
To ty kolego nie rozumiesz, opowiadasz coś, co usłyszałeś w TVNnie od Tusków, pomijasz fakt, że mówią nieprawdę, a prawa strona ma rację. Jaki jest dowód, że ich kłamstwo się przebija, sondaże? które pokazują niezadowolenie z rządu, a w kolejnym sondażu większość Polaków popiera rząd, tego nie widzisz, bo nie chcesz. Jakby prawa strona chwaliła SAFE, to efekt byłby jeszcze gorszy, znowu banda by wrzeszczała, że PiS i PO to samo zło, ulubione hasło kretynów.
Jakby SAFE było uruchomione zgodnie z procedurami politycznymi i prawnymi, inaczej by to wyglądało, ale tak się nie stało, o zadłużeniu Polski zdecydowało kilka osób, nie mających do tego prawa, a ciebie to bawi, zamiast złościć i swoim zwyczajem, powinieneś pouczyć tych co trzeba, co mają zrobić, by z tego wyjść.
Nie, to Ty nadal nie rozumiesz, o czym jest ta dyskusja Spike. Próbujesz mi udowodnić, że SAFE jest zły, że może być drogi, że UE może coś narzucać, że procedury mogły budzić zastrzeżenia. Tymczasem ja od początku piszę o czymś zupełnie innym:
o skuteczności politycznej przekazu!!!
To nie jest artykuł o tym, czy SAFE jest dobry czy zły. To jest artykuł o tym, jak przeciętny wyborca odbiera przekaz polityczny.
Spróbuję więc jeszcze raz.
Załóżmy nawet na chwilę, że masz rację w każdej sprawie. Że SAFE jest niekorzystny. Że UE coś planuje. Że Tusk manipuluje. Że za kilka lat pojawią się problemy. I co z tego? Jeżeli większość wyborców tego nie kupuje, to kto wygra wybory? To jest właśnie pytanie, którego uparcie unikasz. Polityka nie polega na tym, żeby mieć rację we własnym gronie. Polityka polega na tym, żeby przekonać większość społeczeństwa. Tymczasem prawa strona od miesięcy tłumaczy SAFE głównie własnym sympatykom. Ludziom, którzy i tak są już przekonani. A wyborca umiarkowany widzi coś zupełnie innego. Widzi polskie firmy. Widzi polskie kontrakty. Widzi kolejne miliardy kierowane do krajowego przemysłu. Widzi konferencje prasowe, na których pokazuje się konkretne inwestycje. Możesz uważać, że to propaganda.
Tylko że wybory wygrywa ten, czyja propaganda trafia do większości wyborców.
I właśnie dlatego pisałem, że prawica sama wpada w pułapkę, bo zamiast zastanawiać się, jak dotrzeć do ludzi spoza własnej bańki, ciągle prowadzi dyskusję tak, jakby wystarczyło przekonać już przekonanych. Piszesz jeszcze, że powinienem "pouczyć tych co trzeba". Ale ja właśnie to robię. Od kilku tekstów powtarzam jedno:
jeśli prawa strona nadal będzie mówiła wyłącznie do własnego elektoratu, ignorując sposób myślenia zwykłych i umiarkowanych wyborców, to może mieć rację w wielu sprawach i mimo to przegrać wybory.
Historia pełna jest ludzi, którzy mieli rację. Znacznie krótsza jest lista tych, którzy potrafili jeszcze wygrać.
jest wręcz odwrotnie, piszesz tekst na podstawie rządowej propagandy, sondaży na zamówienie, słyszałeś pytania sondażowe? "czy pan jest za inwestowaniem w uzbrojenie?", ale nikt nie zna warunków kredytu, umów itd. jakby pytania były uprzedzone podaniem jak to wygląda, prawie pewne, że ludzie nie byliby zachwyceni.
Na podstawie propagandy, robisz propagandę. Jeżeli by ci zależało, to byś inaczej pisał, bo chyba polityka obecnego nierządu ma wpływ na twoją egzystencję, chyba że masz w tym "mały interes".
Cześć Spike, ale jesteś wymagający. Dobre , pozdrawiam.
I właśnie teraz doskonale pokazujesz problem, o którym pisałem Spike. Od kilku komentarzy próbujesz udowodnić rzeczy, których ja nawet nie kwestionuję. Nie znam jeszcze pełnych warunków wszystkich transz SAFE. Ty też nie znasz. Nie znamy finalnego oprocentowania całego programu. Ty też go nie znasz. Nie wiemy jeszcze, jakie będą wszystkie konsekwencje za 5 czy 10 lat. Ty też tego nie wiesz. Różnica między nami polega na czymś innym. Ja opisuję to, co widzi przeciętny wyborca. Ty opisujesz to, co sam uważasz za prawdę. A to nie jest to samo. Piszesz o „rządowej propagandzie”, „sondażach na zamówienie” i „ukrywanych warunkach”. Dobrze. Załóżmy, że masz rację. To dlaczego mimo dwóch lat takiej narracji prawica nie potrafi przekonać większości społeczeństwa? Dlaczego wciąż rozmawia głównie sama ze sobą? Dlaczego każda krytyczna uwaga pod adresem własnej strategii kończy się oskarżeniem o TVN, Tuska, propagandę albo „mały interes”? To jest właśnie intelektualna pułapka, w którą wpadła część prawicy. Jeżeli ktoś się z nią nie zgadza, to nie może się mylić. Musi być agentem. Musi oglądać TVN. Musi mieć interes. Musi być zmanipulowany. Nigdy nie bierzecie pod uwagę prostszego wyjaśnienia: że być może sami popełniacie błędy. I właśnie dlatego od kilku tekstów stawiam jedno pytanie:
Czy celem jest mieć rację na portalach internetowych, czy wygrywać wybory?
Odnoszę coraz silniejsze wrażenie, że wielu komentatorów wybrało pierwszą opcję. Można przez następne lata opowiadać sobie nawzajem, że wszyscy poza nami są ogłupieni propagandą. Tylko że wybory wygrywa się głosami tych rzekomo ogłupionych ludzi. A ich najwyraźniej nikt już nawet nie próbuje zrozumieć. I dlatego zamiast odpowiedzieć na argumenty z tekstu, po raz kolejny próbujesz analizować moje motywacje, telewizję którą rzekomo oglądam i interesy które rzekomo mam. To zazwyczaj dzieje się wtedy, gdy kończą się argumenty dotyczące samego tematu.
@spike.....Ciekawe jak pana adwersarz wytłumaczy wrzucenie do kosza przez ,,eksperta'' od wojskowości Czarzastego projekt SAFE 0% prezydenta Nawrockiego i prezesa NBP? Czyżby prezydent będący głową państwa wszystkich Polaków prezentował go tylko prawej stronie zapominając o narodzie? O ile wiemy prezydent kieruje się hasłem ,, tylko Polska ,tylko Polacy'',a nie jak reżimowa władza która mówi że ważne jest tylko to jak oni rozumieją. Właśnie jachty z KPO świadczą co i jak rozumieją i do której strony te środki zostały skierowane.No ale dokopać trzeba prawicy,która nie rozmawia rzekomo z narodem tylko do swoich. Oczywiście jak dokopać to nie tej ,,dobrej'' z przebłyskami geniuszu prawicy z Konfederacji,ale tej złej,zbrodniczej,geriatryczniej.dla której nie ma miejsca w społeczeństwie.
Wprawdzie pytanie było skierowane do adwersarza, ale odpowiem, bo, podobnie jak pozostali, też nic nie zrozumiałaś Droga Sake i podobnie jak oni, polemizujesz z tezą, której nigdy nie postawiłem.
Nigdzie nie napisałem, że prezydent Nawrocki działa wyłącznie dla prawicy. Tak samo nie napisałem, że projekt SAFE 0% był skierowany wyłącznie do wyborców PiS. Wręcz przeciwnie – skoro został przedstawiony przez prezydenta RP, to z definicji miał być propozycją dla całego państwa.
Problem polega jednak na czymś innym.
Mój tekst nie dotyczył tego, czy SAFE 0% jest lepszy od SAFE unijnego. Nie dotyczył również tego, czy rację miał prezydent, NBP, Czarzasty, Tusk czy ktokolwiek inny.
Pisałem o mechanizmie politycznym!!!
Jeżeli przez wiele miesięcy wyborcom mówi się, że SAFE będzie programem dla niemieckiego przemysłu, że pieniądze trafią głównie do Niemiec, że Polska zostanie całkowicie pominięta, a następnie opinia publiczna widzi pierwsze kontrakty kierowane do polskich firm, to przeciętny wyborca nie analizuje szczegółów ekonomicznych ani konstytucyjnych. Wyciąga prosty wniosek:
„straszono mnie czymś, co się nie wydarzyło”.
Właśnie o tym był mój tekst.
Podobnie jest z przykładem jachtów z KPO. Owszem, można dyskutować o sensowności takich wydatków. Tylko zwróć uwagę, że większość Polaków nie śledzi codziennie polityki. Nie żyje KPO, Trybunałem Konstytucyjnym, prokuraturą ani sporami parlamentarnymi.
Interesuje ich przede wszystkim poziom życia, praca, zarobki i poczucie bezpieczeństwa.
I właśnie dlatego od miesięcy powtarzam, że prawica popełnia błąd, jeśli mówi głównie do ludzi już przekonanych. Bo wyborów nie wygrywa się betonowym elektoratem. Wygrywa się wyborcą umiarkowanym, który polityką interesuje się kilka razy w roku.
Co do Konfederacji, to również nie przypominam sobie, abym ogłaszał ją „genialną prawicą”. Wręcz przeciwnie. Wielokrotnie pisałem, że niemal całe środowisko prawicowe, od PiS po Konfederację, ma tendencję do prowadzenia sporów ważnych dla własnych sympatyków, ale często niezrozumiałych dla przeciętnego wyborcy. Dlatego nie chodzi o to, kto ma rację w sporze o SAFE.
Chodzi o to, kto potrafi przekonać większość społeczeństwa, że tę rację ma.
A to są dwie zupełnie różne rzeczy. I właśnie niezrozumienie tej różnicy jest moim zdaniem jedną z głównych przyczyn problemów całej dzisiejszej prawicy, która takim postepowaniem szykuje drugą kadencję dla Tuska.
Skąd dziwaczny pogląd,że prawica mówi wyłacznie do ludzi przekonanych do siebie a nie do wszystkich? Przecież nie zakazuje innym słuchać,nie wybiera słuchaczy ani nie mówi innym językiem.Przeważnie może to robić tylko w mediach niezaleznych,bo do innych nie ma dostępu.W TVRepublika czy wPolsce24 dobór dyskutantów obejmuje przedstawicieli wszystkich partii prezentujących swobodnie swoje poglądy i dyskutujących.Kto chce ten słucha bez względu na barwy czy sympatie partyjne.
Wszystko płynie do niemcow, proszę:
gov.pl
Spróbuj teraz Trójkolorowy, na podstawie informacji MON do której adres podałeś, wytłumaczyć całej prawicy i jej wyznawcom, że pieniądze nie trafią do Niemiec i Francji a do polskiego przemysłu. Jak dasz radę, to ci Ferrari kupię, nawet fioletowe.