Ale jakie to pytanie to za chwilę. Najpierw kilka słów wprowadzenia.
Po zajęciu połowy Polski Sowieci wymordowali w Katyniu 20 tysięcy polskich oficerów, aby zlikwidować polską elitę. O tym wie każdy, mimo iż przez kilkadziesiąt lat komuny prawda o Katyniu była całkowicie przemilczana przez cenzurę.
Równocześnie zaraz po wrześniu 1939 na terenach włączonych do Rzeszy — w Wielkopolsce i na Pomorzu Niemcy przeprowadzili masową akcję likwidowania polskich elit. Na samym Pomorzu rozstrzelano w roku 1939 40 tysięcy ludzi, w dalszej akcji mordowania polskich elit na ziemiach włączonych do Rzeszy:
zginęło ok. 100 tys. Polaków, spośród których 50 tys. zamordowano w ramach tzw. „akcji bezpośredniej” (tj. rozstrzelano), a kolejne 50 tys. wysłano do obozów koncentracyjnych, gdzie przeżył jedynie znikomy procent
Powtarzamy: Mówimy o zbrodniach, jakie miały miejsce zaraz na początku okupacji, jeszcze w 1939. Potem było już tylko gorzej.
Czyli: zaraz na dzień dobry, na samym początku okupacji Niemcy zafundowali Polakom równowartość jakiś pięciu Katyniów. Potem wynik jeszcze bardziej poprawili.
A teraz ciekawe: Ilu z was potrafi — z głowy, bez guglowania — wymienić miejscowości na Pomorzu i w Wielkopolsce gdzie odbywały się te masowe rozstrzeliwania? Czy są tam jakieś pomniki? Czy na pamiątkę tych wydarzeń nadano nazwy jakimś ulicom, czy placom? Albo szkołom? Powtarzamy: bez guglowania proszę!
Do czego zmierzamy: niemieckie zbrodnie są powoli wymazywane z polskiej zbiorowej pamięci. Polacy pamiętają o Katyniu — i tylko Katyniu. Gdybyśmy Was zapytali, czy potraficie wymienić kogoś znanego i należącego do przedwojennej elity — którzy został rozstrzelany w Katyniu — to jest szansa, że będziecie kogoś takiego w stanie wymienić. Ale gdybyśmy was poprosili o wymienienie nazwiska kogoś z przedwojennej polskiej elity — rozstrzelanego w jednej z masowych egzekucji na Pomorzu w 1939 - to prawdopodobnie nie będziecie w stanie.
Niemieckie zbrodnie powoli wygumkowywano z pamięci.
Co ma konsekwencje polityczne.
My Wielki Wódz w kółko powtarzamy: Obecna w polskiej polityce po 1989 fiksacja na zagrożeniu rosyjskim — jest błędem. Rosja nie jest już zagrożeniem - a w każdym razie nie jest zagrożeniem głównym i jedynym. Zagrożeniem są Niemcy.
No to od razu słyszymy: Wodzu, dzisiejsze Niemcy to już nie Niemcy hitlerowskie , oni swoje winy zrozumieli i żałują i takie tam dalej trele-morele.
Nie kochani. Oni niczego nie zrozumieli — i nic się nie zmienili. Tylko nauczyli się to ukrywać. Pamiętacie Martina Schulza — tego pajaca, co nawet marzył o byciu kanclerzem? A pamiętacie jak gardłował, że on strasznie kocha Polskę — tylko nienawidzi polskich faszystów?
Pamiętacie?
A pamiętacie tych niemieckich "antyfaszystów" co to przyjechali do Warszawy rozbijać uroczystości z okazji Święta Niepodległości?
A pamiętacie jak to niemiecka Antifa atakowała polską delegację próbującą złożyć kwiaty w dawnym niemieckim obozie Ravensbrück z okazji rocznicy jego wyzwolenia — pod pozorem, że protestują przeciwko wizycie w obozie "polskich faszystów"?
No to powiedzcie: Wy naprawdę nie widzicie tej totalnej, zakłamanej teutońskiej bezczelności, jaka z niemieckich polityków wyłazi niczym słoma z butów?
Teraz przychodzi pytanie, które wam obiecaliśmy na wstępie:
Powiedzcie, co sprawia, że jesteście tak bezwzględnie wrogo nastawieni do Rosji — a jednocześnie macie kompletne łuski na oczach, które nie pozwalają wam dostrzec prawdy o obecnych stosunkach polsko-niemieckich?
Co trzeba zrobić, żeby was z tej antyrosyjskiej fiksacji obudzić — tak, abyście zaczęli rzeczywistość widzieć taką, jaką ona jest?
Trzeba wam zaaplikować elektrowstrząsy? Czy jakąś inną terapię?
To byli naziści,a nie niemcy...proszę nie szczuć i siać nienawiść....
Wielki Wódz Apaczów napisał:
"Zagrożeniem są Niemcy."
Z wizji, które przytaczałem wynika, że kolejna wojna Niemiec z Polską jest nieuchronna. Wygląda to jednak na piękny samobójczy gol nie tylko Niemiec, ale i całej Europy. Ale tak samo wygląda wojna Rosji z Ukrainą. Tylko niepoprawni "optymiści" zakładali, że Rosja podbije Ukrainę w 3 dni i poprowadzi defiladę zwycięstwa w Kijowie. Odbija szajba światowym przywódcom i to mocno :)
AI Overview
Porównanie sił militarnych Polski i Niemiec w 2026 roku wykazuje, że Polska dysponuje obecnie większą liczebnie armią i wyższymi nakładami na obronność w relacji do PKB, podczas gdy Niemcy posiadają przewagę w zaawansowaniu technologicznym, potencjale przemysłowym oraz liczbie żołnierzy zawodowych.
Oto szczegółowe porównanie oparte na najnowszych danych z 2026 roku:
1. Liczebność wojsk (Stan na I kwartał 2026)
2. Budżet i wydatki na obronność
3. Wyposażenie i modernizacja
4. Rola w NATO
Podsumowanie: Polska posiada przewagę liczebną i większą determinację w szybkim zwiększaniu potencjału bojowego, natomiast Niemcy dysponują większymi zasobami finansowymi i technologicznymi, które są obecnie intensywnie odbudowywane po latach zaniedbań.
Majątek Jastrzębie Rówienica - Właściciel: mason (pomimo delegalizacji w III Rzeszy)/niemiec, Modrow - zwłoki pomordowanych zniszczone mechanicznie i chemicznie - prokurator prowadzący sprawę po wojnie- nazwisko Góra - prababcia rozpoznała swojego syna po butach. Dodam że podziały polak/niemiec przebiegały tam w rodzinach, babcia była przymusowym robotnikiem u swoich stryjów w Berlinie, było u nich tak źle że poszła do obozu do Siemensa.
Z drugiej strony, mam trzech stryjów pochowanych w tajdze gdzie pomagali przy wyrębie - nieletnich chłopaków którym nie przysługiwały watowane kufajki i 600 gram chleba - dziadek i tak miał szczęście, że nie był w czynnej służbie (policja) bo zamiast sybiru w lutym 1940 pojechał by gdzie indziej. I gdyby nie spryt babci i żydowski fałszerz zostali by tam do lat 50-tych albo na stałe.
Podsumowując, to co do kogo mamy historycznie i jaka jest nasza świadomość historyczna, zależy skąd jest nasza rodzina, dokąd sięgają korzenie pamięci. Przez co przeszła rodzina i co komu zawdzięcza. A to czasem bywa tak nielogiczne że zgroza bierze.
Niemcy prowadząc wciąż swoją politykę historyczną dbają o swoje interesy, a rosja, kto by nią nie rządził jest takim samym zagrożeniem, bez względu na rzekomy panujący tam bardak, to że jest daleko i rzekomo słaba?
Nie ma różnicy pomiędzy rosją a niemcami - od czasów caratu do współpracy Hitlera ze Stalinem po Schroedera łączącego niemcy i rosję we wspólnych interesach.
Tak że odpowiadając - nie ma powodu budzić się z antyrosyjskiej fiksacji, bo to jawa nie sen. Narody się nie przyjaźnią a mają interesy - i w interesie naszych sąsiadów nie ma miejsca dla silnej sprawczej Polski.
Howgh!
Edit:
W maju 1945 raczej masowo nie wyrzucano legitymacji partyjnych a chowano do szuflad. Podobnie jak u nas w 1989. Co do tych pierwszych mam pewność z pierwszej ręki.
Problem polega na tym Wodzu, że znowu tworzy się fałszywą alternatywę: albo antyrosyjska fiksacja, albo niemiecka dominacja. Tymczasem polityka państwa nie polega na emocjonalnym wybieraniu sobie jednego historycznego wroga na zawsze, tylko na chłodnej ocenie aktualnych zagrożeń i interesów.
Nikt rozsądny nie neguje niemieckich zbrodni ani tego, że pamięć o nich bywa słabsza niż o Katyniu. To akurat jest temat ważny i wart przypominania. Problem zaczyna się wtedy, gdy z historycznej pamięci wyciąga się prosty wniosek polityczny, że Rosja już nie jest zagrożeniem, głównym zagrożeniem są Niemcy. Bo wtedy zaczyna się dokładnie ten sam mechanizm, o którym pisałem w ostatnich swoich tekstach - emocje zastępują chłodną analizę.
Rosja prowadzi dziś realną wojnę, odbudowuje imperialną politykę, destabilizuje region i otwarcie traktuje Europę Środkową jako swoją strefę wpływów. To nie jest fiksacja, tylko fakt geopolityczny. Jednocześnie Niemcy próbują budować dominację gospodarczą i polityczną w UE. Jedno drugiego nie wyklucza.
Natomiast największym błędem prawicy jest dziś coś zupełnie innego. Zamiast spokojnie tłumaczyć ludziom realne mechanizmy wpływu gospodarczo-politycznego Berlina czy Brukseli, coraz częściej wpada ona w ton cywilizacyjnej apokalipsy, teutońskich knowań, elektrowstrząsów i totalnej wojny kulturowej. A to odstrasza normalnego, umiarkowanego wyborcę. I właśnie dlatego pisałem wcześniej, że prawica może przegrać nie dlatego, że nie ma racji, ale dlatego, że nie potrafi tej racji sprzedać ludziom inaczej niż przez permanentny stan oblężenia i emocjonalną mobilizację własnej bańki. Bo przeciętny wyborca nie chce terapii elektrowstrząsowej. Chce po prostu wiedzieć, kto potrafi rozsądnie i stabilnie rządzić państwem.