Tak właśnie brzmi głos pokolenia strimerów i patriotów, a jego siła nie jest dziełem przypadku. Wszystko zaczęło się od siedmiodniowej transmisji non-stop, podczas której Patryk „Łatwogang” Garkowski puszczał w pętli piosenkę Bedoesa, nagraną wspólnie z 11-letnią Mają walczącą z białaczką. Licznik na YouTube nie przestawał tykać, aż osiągnął niewyobrażalną kwotę ćwierć miliarda złotych przeznaczonych na pomoc dzieciom chorym na raka. To rekord Guinnessa, wynik wyższy niż osiągane w Stanach Zjednoczonych.
W tę niezwykłą akcję zaangażowała się cała Polska: od internetowej klasy średniej i dzieciaków z blokowisk, przez pracowników korporacji i seniorów, aż po wielkie gwiazdy oraz firmy. Wszyscy oni dorzucili swoją cegiełkę z jednego, konkretnego powodu – aby żadne dziecko nie musiało umierać w kolejce do tomografu. Ta masowa mobilizacja nie była obliczona na poklask, lecz na realną zmianę.
Kraj to nie abstrakcja, to konkretny człowiek. Dla wielu obserwatorów to „tylko” charytatywność, jednak w rzeczywistości zjawisko to sięga znacznie głębiej. Mamy do czynienia z pokoleniem wychowanym na streamach, TikToku i Discordzie, a nie na tradycyjnych akademiach ku czci i z okazji oraz w proteście. Ci młodzi ludzie zamiast maszerować z flagami, wolą włączyć transmisję i realnie zbierać fundusze. Nie wynika to z obojętności wobec kraju, lecz z nowej definicji wspólnoty: ojczyzna to dla nich nie abstrakcyjne hasło z podręcznika, ale konkretne dziecko, podopieczny Fundacji Cancer Fighters, leżące w szpitalu w Krakowie czy Białymstoku.
Współczesny patriotyzm w ich wydaniu nie kojarzy się z peanami na cześć historycznych czy współczesnych liderów politycznych. Kojarzy się ze sprawczością – przekonaniem, że gdy w Polsce dzieje się krzywda, społeczność internetowa bierze sprawy w swoje ręce i potrafi je „ogarnąć”.
Autentyczność kontra system. Łatwogang nie jest politykiem – nie potrzebuje partyjnej legitymacji ani programu wyborczego. Posiada jednak coś, czego światu polityki brakuje od lat: autentyczność i bezpośredni zasięg, który nie wymaga pośrednictwa tradycyjnych stacji telewizyjnych. Okazuje się, że to rzekomo „bezużyteczne” pokolenie, które „tylko gra w gry i scrolluje telefon”, potrafi zmobilizować większe środki na leczenie chorych niż niejedna państwowa kampania.
Robią to na własnych zasadach: bez moralizowania, bez galowych koncertów w smokingach i bez wielkich słów. Ich przekaz jest brutalnie prosty i skuteczny: „wrzucajcie pieniądze, bo dzieciaki umierają”. To głos pokolenia, które ma dość pustych deklaracji. Widząc niewydolność systemu onkologii dziecięcej, zamiast pisać petycje do ministra, włączają mikrofony i organizują zbiórkę, przy której nawet największe tradycyjne fundacje mogą poczuć oddech konkurencji na plecach.
Skuteczność ponad powagę. Wszystko to odbywa się w atmosferze właściwej dla internetu – z humorem, memami i Bedoesem w tle. To pokolenie nie chce być „poważne” w sposób, w jaki oczekiwaliby tego ich dziadkowie; ono chce być przede wszystkim skuteczne. To jest właśnie Patriotyzm 2.0: bez orła na piersi, za to z dynamicznie rosnącym licznikiem na ekranie. To postawa, która nie pyta o poglądy polityczne, a jedynie o to, czy dziecko uda się uratować. Ten zryw udowodnił, że Polacy wciąż potrafią się zjednoczyć – nie wokół sporów politycznych, ale wokół drugiego człowieka. Zebranie ćwierć miliarda złotych to ostateczny dowód na to, jak wielki wkład wnosi to pokolenie w życie społeczne. W obliczu takiego sukcesu cała reszta politycznego szumu przestaje mieć znaczenie.
Jarosław Banaś
Polemiczne omówienie tekstu znajdziesz w formie podcastu / podkastu poniżej - oczywiście namawiam do subskrybcji kanału pocztamorska - miłego słuchania.
Tak właśnie brzmi głos pokolenia naiwnych patriotów i płatnych prowokatorów, a jego siła nie jest dziełem przypadku.
Ma bowiem miejsce POdmiana starego modelu na młodszy model
Stary model:
pbs.twimg.com
Młodszy model:
blogger.googleusercontent.com
Owsiak 2.0? Pytam, bo tylko obijało mi się o uszy co w telewizji powiedzieli.
Od świętych tureckich się zaroiło, bo i strimer (rozumiem, że internetowy nadawca), i Andrzej Poczobut (Biełsat, Gazeta Wyborcza, Związek Polaków na Białorusi Andżeliki Borys) i pośmiertnie poseł Łukasz Litewka (drugi Blida?).
Zwracam uwagę, ze od czasu gdy zaistnial w Polsce internet (warto przy okazji mieć świadomość, że owsiak już wtedy zbierał na wosp) bylo GaduGadu, NaszaKlasa, byl Facebook (już zdycha), powoli kończy sie Instagram, a wszelkie blogi ledwo zipią i też czekają w kolejce na technologiczny cmentarz.
Taki też los spotka wszystko, co wirtualne i modne, a tym zbiórki Latwonogów.