W polityce są wydarzenia, które nie zmieniają prawa ani układu sił w sposób bezpośredni, ale odsłaniają coś znacznie ważniejszego - realną kondycję aktorów politycznych. Wcześniejsze „ślubowanie” w Sejmie było właśnie takim momentem. Nie dlatego, że wywołało skutki prawne, bo tych w istocie nie wywołało, ale dlatego, że pokazało z całą ostrością coś, co od miesięcy narastało: bezradność, chaos i strategiczną ślepotę opozycji.
Wydarzenie, które nie zmieniło prawa, ale zmieniło diagnozę.
W Sali Kolumnowej odbyła się ceremonia przedstawiana jako ślubowanie sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Zabrakło jednak tego elementu, który w procedurze ma znaczenie kluczowe - udziału prezydenta Karola Nawrockiego. Zamiast konstytucyjnej czynności mieliśmy więc wydarzenie o charakterze politycznym, oprawione w język prawa, ale pozbawione jego skutku. To jednak nie sama ceremonia była tu najważniejsza. Najważniejsze jest pytanie: jak zareagowała opozycja? I odpowiedź brzmi: praktycznie wcale.
Nieobecność jako strategia?
Nie było zwartej obecności parlamentarnej. Nie było próby zakłócenia przekazu. Nie było wyraźnego, instytucjonalnego sprzeciwu. Tylko jeden głos się pojawił, ale w polityce pojedynczy głos bez zaplecza to nie sprzeciw, tylko alibi. Pojawiają się tłumaczenia, że „nie wpuszczono”, że wydarzenie miało charakter zamknięty. To jednak argument, który nie wytrzymuje poważnej analizy. Sejm nie jest prywatną przestrzenią ani wydarzeniem biletowanym. Posłowie nie są gośćmi - są gospodarzami. Jeśli ich nie ma, to nie dlatego, że nie mogli wejść, tylko dlatego, że nie zdecydowali się być obecni!!! A w polityce brak decyzji jest też decyzją - najczęściej najgorszą.
Prezydent jako jedyny punkt oporu.
Na tym tle szczególnie wyraźnie rysuje się postawa prezydenta Karola Nawrockiego. Można spierać się z nim politycznie, można oceniać jego działania różnie, ale w tej konkretnej sprawie jego decyzja była spójna: nie wziął udziału w procedurze, którą uznał za obejście konstytucyjnego mechanizmu. To nie była ucieczka. To była odmowa legitymizacji. I tu pojawia się zasadniczy kontrast: prezydent, działający w ramach swojej roli, oraz opozycja, która, mając narzędzia polityczne, nie użyła ich w kluczowym momencie.
Pytanie, którego nie da się już uniknąć.
W tym miejscu pojawia się pytanie, które jeszcze niedawno wydawało się prowokacyjne, a dziś staje się coraz bardziej zasadne: czy największa partia opozycyjna w ogóle chce wygrać wybory? Bo jeśli spojrzeć na ciąg wydarzeń, trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia nie z pojedynczymi błędami, lecz z utrwalonym wzorcem działania.
Przywództwo bez zmiany.
Centralną postacią pozostaje Jarosław Kaczyński - polityk o ogromnym doświadczeniu, ale też symbol modelu przywództwa, który coraz wyraźniej przestaje odpowiadać dynamice współczesnej polityki. Zamiast kontrolowanego przekazania sterów młodszemu pokoleniu, obserwujemy: utrzymywanie pełnej kontroli, brak wyraźnego następstwa i blokowanie naturalnej zmiany pokoleniowej. A przecież polityka nie znosi próżni. Jeśli nie buduje się nowych liderów, to nie dlatego, że ich nie ma, tylko dlatego, że nie pozwala się im urosnąć.
Niewykorzystane twarze, zmarnowany potencjał.
Przykładem może być Zbigniew Bogucki - polityk młodszej generacji, który mógłby stać się elementem odświeżenia wizerunku. Zamiast tego pojawiają się pomysły wciągania go w ryzykowne konstrukcje polityczne, które bardziej obciążają niż budują. Podobny mechanizm widać wokół Przemysława Czarnka - polityka wyrazistego, ale jednocześnie wystawianego na ciągłe przeciążenie konfliktami i kontrowersjami. To nie jest strategia wzmacniania. To raczej strategia kontrolowanego zużycia.
Zdolność koalicyjna - problem już nie teoretyczny.
Przez lata zarzut wobec Prawa i Sprawiedliwości dotyczył braku zdolności koalicyjnej. Dziś nie trzeba już tego zarzucać, wystarczy obserwować. Zamiast poszerzania pola zaostrza się przekaz, eliminuje potencjalnych partnerów i zamyka się przestrzeń współpracy. To prowadzi do sytuacji, w której nawet potencjalne zwycięstwo wyborcze nie gwarantuje możliwości rządzenia.
Komunikacja, która podkopuje wiarygodność.
Do tego dochodzi chaos komunikacyjny. Rozpowszechnianie niesprawdzonych informacji, wewnętrzne sprzeczności w przekazie i krytykowanie rozwiązań, które samemu się wcześniej wprowadzało. To nie jest agresywna strategia. To jest rozpad spójności przekazu, który zniechęca wyborców umiarkowanych i nie przekonuje nowych.
Efekt końcowy: strategia przegranej.
Z tych wszystkich elementów wyłania się obraz formacji, która nie wykorzystuje błędów przeciwnika. Nie reaguje w momentach krytycznych. Nie odnawia przywództwa. Nie buduje koalicji i nie utrzymuje spójnej komunikacji. A to wszystko prowadzi do jednego rezultatu: wzmocnienia pozycji Donalda Tuska i realnej perspektywy jego kolejnej kadencji.
Przegrywa się wcześniej, niż myślimy.
Wybory przegrywa się nie w dniu głosowania. Przegrywa się je dużo wcześniej - w decyzjach, które wydają się małe, w zaniechaniach, które łatwo usprawiedliwić, w braku reakcji, który tłumaczy się „taktyką”. Pseudoślubowanie w Sali Kolumnowej było jednym z takich momentów. Nie dlatego, że coś zmieniło w prawie. Ale dlatego, że pokazało, że część opozycji przestała działać jak opozycja zdolna do przejęcia władzy. I dlatego najważniejsze pytanie nie brzmi już: czy mogą wygrać? Tylko: czy w obecnym kształcie są jeszcze w stanie w ogóle o to skutecznie powalczyć.
Dziękuję za merytoryczną odpowiedź. W wielu sprawach mamy inne podejście do problemu. Opozycja nie wiele może zrobić, wiedząc, że nie ma za sobą większości w narodzie. Po za tym obserwując polskie społeczeństwo nie zależy społeczeństwu na rozwoju czy suwerenności kraju. Kiedy chce się zrobić coś dla Polski ( a nie dla unii) to się nie znajduje zrozumienia. Polskiemu społeczeństwu najlepiej wychodzi opluwanie, znieważanie czy krytykowanie opozycji a najlepiej PiS-u . Czy warto działać dla takiego społeczeństwa?? Niestety jest więcej sługusów na unijnej smyczy niż prawdziwych patriotów, którzy chcieli by rozwijać ( nie zwijać) nasz kraj czy bronić naszej suwerenności. Kiedy słyszę od młodego człowieka, że jest mu wszystko jedno kto rządzi ( czy Polak czy Niemiec)to ogarnia mnie przerażenie. To nie opozycja przegra wybory lecz społeczeństwo, które tego chce. Bo nie będzie rządził PiS. I tu dochodzę do mojego przekonania jak zostało zniszczone nasze samodzielne myślenie. A pracowali na to: szkoła, sądy ,różne organizacje poza rządowe, rządzący a nawet sama unia im pomagała.
I kolejny przykład z przed dosłownie chwili. Mateusz Morawiecki zakłada stowarzyszenie wbrew Jarosławowi Kaczyńskiemu, który jeszcze wczoraj przekonywał, że nie umieści na listach PiS polityków, którzy przystąpią do tego stowarzyszenia. Słyszeliśmy też, że Morawiecki rewelacyjnie dogaduje się z Czarnkiem. A dzisiaj co? Już się nie dogadują? Jeżeli to nie jest rozwalenia PiS od środka i zapewnienie drugiej kadencji Tuskowi, to co to jest?
No właśnie mozna juz siadać przed dowolnie wybranym ekranem z wiadrem popcornu i obserwować szpagat w wykonaniu zaprzysiezonych obrońców Morawieckiego i słusznej linii partii oraz jej wodza. Co taka @sake i inne sierotki teraz napiszą?
Jest w tym metoda na rozwodnienie sceny politycznej i przyciągnięcie pewnej grupy wyborców. Potem następuje zawarcie umowy koalicyjnej, by w końcowym efekcie zgarnąć więcej miejsc w parlamencie. To samo zrobiła koalicja 13 grudnia by w końcowym efekcie oddać Polskę w niemiecki zarząd. Spodziewam się dalszego tego typu działań, będą się dzielić, by potem jednoczyć.
Z inne beczki. Jedność w PiS aż "wali po gałach". I kolejna złota myśl Jarosława Wszechmogącego, który nie zdecydował się na zawieszenia w PiS, bo ... " zbyt wiele osób musiałoby zostać ukaranych". On to naprawdę powiedział. Poczekam spokojnie do 13-tej i 16.30 na kolejne części tego kabaretu. Potem nie będzie litości, choć z drugiej strony, kogo to obchodzi i kto się tym przejmie?
Przecież ci pisałem dlaczego opozycja siedzi na dupie i sie modli,żeby sobie o nich Tusk nie przypomniał.
Kasa leci,obiad 5 PLN i święty spokój...wystawił Kaczor Czarnka na spalenie...niech sobie walczy.
Żyć nie umierać!!! :-)))
@mjk
Na czele PIS stoi pewien specyficzny typ człowieka, który nie kupił domu czy mieszkania, nie ma rodziny, samochodu, prawa jazdy...
To jest ważne ponieważ powyższe rzeczy zdobywa sie drogą planowania, budowania, umiejętności osiągania kompromisów przy realizacji wspólnego celu, choćby z żoną. Kto ma, ten wie.
Kaczyński osiąga swe cele polityczne nie drogą wskazania tego celu i porwania za sobą chętnych do jego realizacji tylko drogą dekompozycji rywali. Dziadki z wehrmachtu, polskość to nienormalność, żółwiki z putinem, teraz pewnie Morawiecki, bo czegoś chce.
Więc wam spada poparcie dokładnie w tempie zmniejszania populacji ludzi łykających ten sposób funkcjonowania.