Niniejsze to skrót wideo zamieszczonego poniżej.
1. Przyczyny porażki Orbana.
- Kolesiostwo i znajomości jako fundamentalne kryterium awansu społecznego i prowadzenia biznesu.
- Prymitywna, nachalna, negatywna propaganda w stosunku do opozycji.
- Odczuwalnie słabnąca pozycja ekonomiczna obywateli.
- Pogardliwe wypowiedzi władzy wobec mniejszości Romów.
2. Zwycięska opozycja, kim jest i kim będzie.
- To nie lewica. Zwycięzcy to byli członkowie partii Victora Orbana - Fides, którzy deklarują ucywilizowanie sytuacji.
- Zwycięzcy zamierzają:
- - utrzymać zamknięcie granic przed "osobami przybywającymi nielegalnie z innych krajów",
- - utrzymać współpracę energetyczną z Rosją,
- - dokonać resetu w relacjach z Ukrainą, ale obejmując opieką Węgrów mieszkających na Ukrainie
3. Pierwszą wizytę zagraniczną, szef zwycięskiej opozycji zamierza złożyć w... WARSZAWIE.
I to by było na tyle. Materiał poniżej. Ciekawy.
WĘGIELSKIE SZACHY, KTÓRE DOPROWADZAJĄ BRUKSELĘ DO ŁEZ
Viktor Orbán umieszcza na czele swojego „zdrajcę” zaufania, a UE wpada w idealną pułapkę: szach- mata, która upokorzył Brukselę, Sorosa i Obamę.
W genialnym, graniczącym z komizmem ćwiczeniu politycznych szachów Viktor Orbán od dawna przeczuwał, że Unia Europejska, George Soros, Obama i cały globalistyczny klub idą po jego głowę. Ponieważ w Węgrzech nie pozostała już żadna wartościowa lewicowa opozycja (żaden z nich nie przekroczył żenującego progu 5% w wyborach), premier węgierski postanowił rozwiązać problem po swojemu: wziął swojego najlepszego sojusznika i człowieka zaufania, Pétera Magyar, i wysłał go na front jako luksusowego „opozycjonistę”.
Plan był tak prosty, jak genialny: Magyar, który do 2024 roku był kluczową figurą w rządzie Orbána, dramatycznie porzucił statek, udawał dysydenta, z radością przyjął fundusze od tych samych eurobiurokratów, którzy nienawidzą Orbána, i przedstawił się jako wielka nadzieja na „zmianę”.
Europejska lewica i jej sponsorzy wpadli w pułapkę jak muchy w miód. „Wreszcie!”, krzyczeli w Brukseli, wyciągając książeczkę czekową. Nikt nic nie zrozumiał, oczywiście, bo prawie nikt nie mówi po węgiersku, a tytuły zachodnich mediów były zbyt piękne, by je kwestionować.
Rezultat- Magyar wygrał. Ale ledwie postawił stopę u władzy, „zdrajca” ujawnił swoją prawdziwą twarz. Stwierdził, że granica „nie jest wystarczająco silna”, odrzucił 90% żądań Ursuli von der Leyen, postawił na pierwszym miejscu prawa etnicznych Węgrów i w praktyce kontynuował tę samą suweranistyczną linię, która tak irytuje UE.
Unia Europejska, Soros, Obama i spółka połknęli haczyk, wysupłali kasę, a teraz patrzą z niedowierzaniem, jak ta „zmiana”, którą tak świętowali, jest dokładnie taka sama jak Orbán sprzed lat – tylko pod innym nazwiskiem.
Arcymistrzowski ruch.
Szachy 5D w pełnej krasie.
A najlepsze: wszystko legalne, wszystko czyste i wszystko pod ich nosem.
Wspaniała analiza - jak upiec dwa psy w jednej mikrofalówce. Węgielskiej, bo prąd drogi...
😀😀😀