To, co wydarzyło się wczoraj w Sejmie, trudno nazwać inaczej niż politycznym spektaklem podszytym poważnym kryzysem państwa. W Sali Kolumnowej odbyło się „ślubowanie” sędziów do Trybunału Konstytucyjnego - ceremonia, która w swojej formie i treści miała udawać akt konstytucyjny, choć nie spełniała jego podstawowego warunku. Bo w państwie prawa ślubowanie sędziego Trybunału nie jest inscenizacją. Nie jest symbolem. Nie jest „zwyczajem do modyfikacji”. Jest konstytucyjną czynnością dokonywaną wobec prezydenta.
Prezydent jako gwarant, nie dekoracja.
Zgodnie z obowiązującym porządkiem ustrojowym, sędzia obejmuje urząd dopiero po złożeniu ślubowania przed prezydentem - dziś jest nim Karol Nawrocki. To nie jest rola ceremonialna. To nie jest „uprzejma obecność”. To jest element mechanizmu państwa, który domyka procedurę wyboru, nadaje jej skuteczność i zabezpiecza równowagę między władzami. Wczoraj ten element został świadomie pominięty. Zamiast tego zorganizowano wydarzenie, w którym wypowiadano słowa „wobec prezydenta”, choć prezydenta nie było. Formalnie - oświadczenie. Politycznie - demonstracja. Prawnie - pustka. I właśnie w tej pustce pojawia się paradoks: to nie uczestnicy tego wydarzenia stoją dziś na straży procedury, lecz prezydent, który odmówił jej obejścia.
Autorytety w roli statystów.
Szczególne zdziwienie budzi obecność byłych prezesów TK: Marka Safiana, Jerzego Stępnia, Bohdana Zdziennickiego i Andrzeja Zolla. To osoby, które przez lata współtworzyły standardy państwa prawa. Tym bardziej uderzające jest, że firmowały wydarzenie, które te standardy omija. Bo jeśli konstytucję zaczyna się „interpretować” w taki sposób, że można pominąć wskazany w niej organ, to przestajemy mówić o prawie, a zaczynamy o jego dowolnym modelowaniu.
Trójpodział władzy… na papierze.
Jeszcze poważniejszy jest jednak inny problem. Mamy w Polsce zasadę trójpodziału władzy: ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej. I oto dochodzi do sytuacji, w której przedstawiciele władzy sądowniczej organizują wydarzenie w siedzibie władzy ustawodawczej. To nie jest drobne uchybienie. To jest symboliczne naruszenie równowagi ustrojowej. A najbardziej niepokojące jest to, że nikt z tej władzy ustawodawczej realnie nie zaprotestował!!!
Nieobecna opozycja.
I tu dochodzimy do najbardziej uderzającego elementu całej sytuacji. Gdzie była opozycja? Gdzie byli posłowie największej partii opozycyjnej, którzy na co dzień mają gęby pełne frazesów o patriotyzmie i obronie demokracji? Gdzie był Jarosław Kaczyński? Gdzie premier Morawiecki? Kandydat na premiera uciekł pod MEN protestować przeciwko jakiemuś oświadczeniu minister edukacji, jakby to było najważniejsze w tym dniu. Nie było zdecydowanego sprzeciwu, obecności parlamentarnej i wyraźnego stanowiska w tym konkretnym miejscu. Pojawił się pojedynczy głos sprzeciwu posła Kmity, który został całkowicie wyciszony.
Poza tym: cisza jak makiem zasiał. Żadnej obrony. W momencie, który dla wielu był testem na realne przywiązanie do zasad państwa prawa, opozycja praktycznie nie istniała jako siła polityczna!!! Nie było mobilizacji. Nie było demonstracji parlamentarnej obecności. Nie było nawet próby zablokowania politycznego przekazu tego wydarzenia.
Państwo bez reakcji społecznej.
Równie wymowny był obraz przed Sejmem. Niewielka grupa protestujących. Brak szerokiego sprzeciwu. Brak realnej mobilizacji. Był tylko Robert Bąkiewicz, weteran czasów pierwszej Solidarności - Adam Borowski, jakiś szeregowy poseł PiS, którego nawet nazwiska nie podano i garstka emerytów z klubów Gazety Polskiej. To pokazuje coś jeszcze bardziej niepokojącego instytucjonalne napięcia przestają przekładać się na reakcję społeczną!!! A to powinien być moment, w którym politycy, każdej strony, powinni przesuwać granice sprzeciwu dalej. Ale tym razem politycy całkowicie poznikali i to wszyscy bez wyjątku.
Samotność prezydenta.
W tym całym obrazie jedna rzecz staje się wyraźna. Prezydent Karol Nawrocki pozostaje dziś praktycznie jedynym politykiem, który trzyma się literalnej procedury konstytucyjnej. W tej konkretnej sprawie, tylko on odmawia uznania rozwiązania, które omija podstawowy mechanizm prawa. I robi to bez wsparcia opozycji, bez wyraźnego zaplecza instytucjonalnego i w warunkach silnej presji medialnej. A gdzie PiS, gdzie Konfederacja, gdzie Braun i cała reszta tej okrągłostołowej sitwy, której destrukcyjne działania widać coraz wyraźniej, szczególnie w momencie takich wydarzeń, jak wczorajsza kpina z prawa w Salin Kolumnowej Sejmu RP.
Wniosek.
Wczorajsze wydarzenie nie było przełomem prawnym. Nie zmieniło statusu sędziów. Nie zmieniło procedury. Nie stworzyło nowego porządku. Ale ujawniło coś znacznie poważniejszego: słabość reakcji instytucjonalnej i politycznej wobec jawnego łamania prawa!!! Bo problemem nie jest tylko to, co zrobiono. Problemem jest to, że jedni to zorganizowali, inni to firmowali a ci, którzy powinni reagować - w dużej mierze milczeli.
Państwo prawa nie upada jednego dnia. Nie przez jedno wydarzenie. Upada wtedy, gdy procedury zaczynają być traktowane jak sugestie, instytucje przestają reagować a odpowiedzialność rozmywa się w milczeniu.
I właśnie dlatego wczorajsza „ceremonia” nie była tylko epizodem politycznym. Była ostrzeżeniem. Szkoda tylko, że nikt tego nie zauważył.
Nie Spike, to nie jest kwestia „biletów” ani „bramkarza”, tylko elementarnego rozumienia państwa! Sejm to nie jest klub nocny ani remiza w Wąchocku. To siedziba władzy ustawodawczej. Posłowie mają mandat konstytucyjny, a nie wejściówki. Sugestia, że jakiś „bramkarz SM” mógłby nie wpuścić posłów do Sejmu, jest kretynizmem najwyższych lotów. Jeśli ktoś próbuje to przedstawiać w ten sposób, to albo nie rozumie podstaw funkcjonowania państwa, albo próbuje świadomie wprowadzać innych w błąd.
Druga sprawa - obecność i nieobecność. Owszem, nieobecność bywa formą protestu. Tylko że w polityce są momenty, kiedy trzeba być obecnym, właśnie po to, żeby ten sprzeciw był widoczny i realny. Jeśli coś określa się jako naruszenie zasad czy „cyrk”, to naturalną reakcją jest wejść, zaprotestować i pokazać sprzeciw instytucjonalnie, a nie tylko symbolicznie w ciepłym studiu u Sakiewicza.
Pytanie „dlaczego nie przyszedł prezydent” też jest chybione. Prezydent Karol Nawrocki ma jasno określoną rolę w procedurze. Odmowa udziału w wydarzeniu, które tę procedurę omija, jest właśnie formą sprzeciwu i to spójnego z jego kompetencjami. On nie jest od tego, żeby „protestować na sali”, tylko żeby nie legitymizować działań, które uważa za niezgodne z procedurą!!! Natomiast próba zrównania tego z sytuacją opozycji w Sejmie jest jest już kompletnym debilizmem, bo opozycja ma inne narzędzia: obecność, debatę a przede wszystkim sprzeciw parlamentarny!!!
I jeszcze jedno. Jeżeli ktoś twierdzi, że „nie dało się wejść”, a jednocześnie widzimy, że przy innych okazjach - choćby przy dzisiejszej 1478 miesięcznicy smolenskiej - politycy potrafią stawić się niemal w komplecie, czasem wręcz demonstracyjnie, niezależnie od okoliczności, to trudno traktować takie tłumaczenie poważnie.
Krótko mówiąc, argument o „bramkarzu” nie wytrzymuje logiki na poziomie przedszkola, a próba usprawiedliwiania braku reakcji opozycji jest idiotyzmem najwyższych lotów..
Cześć mjk1 nerwusie :-))
Częściowo odpowiedziałem ci wczoraj osobnym komentarzem,ale dziś rano nie mogłem SWOJEGO komentarz
odnaleźć...te "odnośniki" to jeden bajzel.
Ad rem:
Jaka opozycja? Przecież są w sejmie! Pobierają diety! Różne dodatki! Obiad ich kosztuje 5 PLN bez zupy!
Nawet niekiedy można polecieć samolotem za darmo do USA! Albo na wycieczkę do Afryki!
TO PO CH..SIE NARAŻAĆ? Denerwować? Tracić swoje zarobki,JAK I TAK GÓWNO Z TEGO???
Kaczyński już ma 77 lat....reszta to 65+ ...niech się młodzi wyrywają! Że co??? Nie ma młodych???
A to feler westchnął seler...
Oczywiście @sake się odezwie...bo ten model juz tak ma.
Ciao
Też mnie dziwi, że jeszcze się nie odezwała. Albo w szoku, albo usprawiedliwienia dla stratega z Żoliborza jeszcze nie wymyśliła. Poza tym, to ja całkiem spokojny byłbym, gdyby tylko ten PiS mnie nie wk...ł (wkurzał).